10 sposobów, dzięki którym oszczędzam pieniądze na podróże

IMG_0001-293-1024x683

Oszczędzanie pieniędzy to żmudny proces. Niesie za sobą wiele wyrzeczeń, wymaga samozaparcia, konsekwencji i systematyczności. Istnieje jednak dużo dobrych sposobów na zaoszczędzenie nawet kilku tysięcy złotych rocznie. Sam, mimo bardzo przeciętych zarobków, jestem w stanie odłożyć na tyle pokaźną sumę pieniędzy, żeby spędzić w podróży nawet 100 dni w roku. Też możecie to zrobić, trzeba tylko trochę się postarać!

Odkąd tylko pamiętam, Rodzice starali się wszczepić we mnie oszczędzanie pieniędzy na wszystkich płaszczyznach. Dzięki temu wyrobiłem w sobie nawyk dokładnego przemyślenia zakupu, analizy wszystkich za i przeciw, poszukiwania tańszych zamienników i przede wszystkim nie wydawania pieniędzy na pierdoły (a przynajmniej nie za często!).

Od małego wyznaczałem sobie cele: piłka, konsola Playstation, wieża hifi, gitara i wiele innych. Kupiłem jedną rzecz, zaczynałem odkładać na następną. Aktualnie jednym z głównych priorytetów są podróże i to na nie aktualnie oszczędzam najczęściej i najwięcej.

A jak to robię? Jak oszczędzam na podróże? Zapraszam do tekstu!

1. Po pierwsze – systematyczność!

Jak to zasugerowałem na grafice w poprzednim tekście „Ile kosztują podróże?” – Odkładaj HAJS! Nie ważne ile, ważne żeby robić to regularnie. Kluczem jest wyrobienie w sobie nawyku. Nawet się nie spostrzeżecie, jak Wasz stan konta urośnie do wartości, za którą będziecie mogli opłacić sobie jakiś wyjazd.

Osobiście stosuję taką taktykę, że od każdej zarobionej złotówki, odkładam na lokatę 15-20%. Lokata nazywa się „Pieniądze na podróż dookoła świata” i są to pieniądze, o których od razu zapominam, których w ogóle nie biorę pod uwagę podczas planowania codziennych wydatków. Nazwa nie jest jednak zobowiązująca. Nawet jeśli na podróż dookoła świata, czy też inne podróże zaoszczędzę na innych wymienionych w tym tekście rzeczach, to i tak dzięki tej lokacie będę miał zabezpieczenie – swoistą poduszkę finansową – w przypadku utraty stałego źródła dochodu. Z pewnością się nie zmarnuje, a z zabezpieczeniem zawsze żyje się spokojniej.

IMG_8941

2. Oszczędzanie pieniędzy na „małych przyjemnościach”

To są prawdziwe pożeracze pieniędzy. Zwykło się usprawiedliwiać brak silnej woli i samozaparcia hasłem, że przecież trzeba mieć jakieś „małe przyjemności”. Są to te dobra niematerialne, które wmawiają nam media, jako poprawiające jakość życia, jego standard, i dzięki którym rzekomo mamy być fajniejsi. Jedzenie na mieście, poranna kawa w jakiejś sieciówce, kino dwa razy w miesiącu, kupowanie markowych ciuchów. Jakby nie można posiłku do pracy przygotować samodzielnie, zobaczyć filmu w domu, a ubrań poszukać w tańszych sklepach albo na wyprzedażach?

W trakcie studiów wpadłem właśnie w taką kawową pułapkę. Uwielbiam kawę, jednak wtedy wyraźnie przesadziłem. Po podliczeniu uświadomiłem sobie, że w ciągu miesiąca przeznaczam na kawę kupowaną w sieciówkach nawet 100 zł! Stwierdziłem, że to nienormalne i trzeba coś z tym zrobić. Oczywiście nie ma co przesadzać znowu w drugą stronę, trzeba mieć w tym wszystkim umiar. Od jednej kawy za 6 zł Wasz budżet domowy się nie załamie, ale jeśli robi się z tego już niemalże codzienny zwyczaj, to zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest przeznaczenie tych pieniędzy na ekspres do kawy, a resztę oszczędności z tego płynących wrzucić do skarbonki podpisanej „podróż”.

IMG_5998

3. Transport publiczny zamiast auta 

Jedno z głównych źródeł oszczędności jakie można sobie wymarzyć. Jak to sobie kiedyś wyliczyłem, dzięki jeżdżeniu do pracy autobusami mam ponad 2000 zł oszczędności w skali roku – nie wliczając w to generujących jeszcze większe koszta wszystkich ubezpieczeń, przeglądów, napraw i innych wydatków związanych z utrzymaniem samochodu. Może i jeżdżenie autobusami zajmuje znacznie więcej czasu, jednak jeśli pomyślę, że dzięki temu mogę pokryć lot do Irkucka i większą część tegorocznej podróży, to tylko utwierdzam się w przekonaniu, że warto.

Zresztą transport publiczny to praktycznie same zalety! Pomijając już oczywistą kwestę finansów. Można czytać książki, słuchać  muzyki, podcastów, poznać ciekawych ludzi, redagować, a nawet pisać nowe teksty na bloga – co jest moim zajęciem nr 1 ostatnich miesięcy. Tak prawdę mówiąc – komunikacja miejska ma tyle walorów, że wcale nie jest mi żal, że nie mam prawa jazdy…

IMG_6407

4. Podróżowanie taniej

Na kolejne podróże można oszczędzić, dzięki… ograniczeniu kosztów tych właśnie trwających. Do dyspozycji jest wiele form taniego podróżowania i każda z nich, w porównaniu ze zorganizowanymi, zazwyczaj znacznie droższymi wyjazdami, pozwala zaoszczędzić naprawdę spore pieniądze.

Przykładowo rower, autostop, piesze wędrówki. Są to sposoby podróży dla wielu wciąż ekstremalne, jednak nie ulega wątpliwości, że generują one dużo mniejsze koszty. Z trzech głównych generatorów, czyli – jedzenia, noclegów i transportu, praktycznie zawsze odpadają nam dwa ostatnie. Transport mamy darmowy lub własny, zaś znalezienie taniego lub nawet darmowego noclegu w podróży nie jest wcale takie trudne. Może warto się bliżej zapoznać z tanim podróżowaniem?

1

IMG_9688 (2)

 

Czasem jest wręcz niewyobrażalnie trudno. Jak choćby w Kigistanie.

5. Ograniczanie imprez

Wiem, że dla wielu byłoby to niebywałe wyrzeczenie. Bo jak to! Trzeba się wyszaleć, napić, potańczyć.  Podczas studiów poznałem całkiem sporo osób, które potrafiły przy barze wydawać nawet 100 zł i robić to kilka razy w miesiącu, a niekiedy i co weekend. Później te same osoby zadają mi pytanie, skąd ja mam pieniądze na tak częste podróże?

Ano mam, bo nie chodzę na imprezy. Proste? Proste. Równie dobrze mogłem zapytać, skąd oni mają tyle pieniędzy na imprezy. Ja na szczęście nigdy nie miałem z tym pożeraczem pieniędzy jakiegoś większego problemu, gdyż taka moja natura, że akurat weekendy wolę spędzać w bardziej kameralnym towarzystwie – posiedzieć przy piwku, pojechać na jakąś wycieczkę po okolicy, albo zostać w domu i odpocząć.

Po sąsiedzku, z wizytą na katowickim Nikiszowcu

Po sąsiedzku, z wizytą na katowickim Nikiszowcu. Dwa tygodnie temu…

6. Kupowanie używanego sprzętu

Nie zawsze jest to dobra metoda, czasem wiąże się z tym spore ryzyko utopienia pieniędzy, jednak przy dobrym rozeznaniu, rozważeniu wszystkich za i przeciw można zaoszczędzić całkiem sporo pieniędzy na podróże. Sam często kupuję używany sprzęt fotograficzny (każdorazowo jest to kilkaset złotych w kieszeni), inny sprzęt elektroniczny, niekiedy też sprzęt użytku domowego. Warto zwrócić uwagę na to, że zamiast kupować sprzęt nowy, który niekoniecznie jest dobry jakościowo, można zainwestować w sprzęt znacznie lepszy, jednak z racji tego, że jest używany – o wiele tańszy.

Sam kupuję tak obiektywy do aparatu, jednak największym hitem są i tak używane książki. Nie jestem typem mola książkowego co by połykał 20 pozycji miesięcznie, jednak regularnie kupuję książki i znakomicie orientuję się ile to wszystko kosztuje. Zresztą jak mogło być inaczej, skoro sam jestem autorem jednej. W zwyczaju mam wyszukiwanie interesujących mnie pozycji na allegro w zakładce „używane”, co w skali roku z pewnością pozwala mi zaoszczędzić do kilkuset złotych. Kupuję książki nawet o połowę tańsze, a praktycznie jakościowo niewiele różniące się od nowych. Jedyny problem to taki, że czasem trzeba nieco poczekać na aukcję z pozycją jaka nas interesuje, ale… w końcu zależy nam na oszczędzaniu. Czyż nie?

7. Droższe jest tańsze, czyli…

… o inwestycji w lepszy sprzęt! Ponownie o sprzęcie, ciągle dobrym jakościowo, jednak tym razem nowym. Może brzmi to kuriozalnie, ale z roku na rok jestem coraz wierniejszy teorii, że płacąc za coś mniej, faktycznie, w ostatecznym rozrachunku wydajemy więcej. Ma to znaczenie szczególnie przy zakupie sprzętu, który w zamyśle ma nam służyć przynajmniej przez kilka lat, zaś później okazuje się, że rozpada się już po pierwszym wyjeździe. Tyczy się to nie tylko wyjazdów, ale praktycznie każdej dziedziny życia.

Zdecydowanie nie polecam kupowania tanich zamienników. Tutaj nie warto oszczędzać pieniędzy i lepiej raz wydać więcej i mieć sprzęt na długie lata. Wiem co mówię, bo zbyt wiele razy się naciąłem na tańszych namiotach, śpiworach, karimatach, kuchenkach turystycznych, odzieży outdoorowej czy też sakwach rowerowych. Wydałem dużo pieniędzy na sprzęt, który po roku lądował w koszu

IMG_0001 (293)

8. Wyszukiwanie tanich połączeń lotniczych i ciekawych ofert noclegowych

Jak wiadomo, to loty stanowią największą część kosztów podróży. Wcale nie trzeba jednak posiadać jakichś magicznych umiejętności, ani poświęcać wielu godzin na przetrząsanie internetu, aby znaleźć ciekawe połączenia lotnicze.

Jeśli jednak nie macie chęci, umiejętności albo wiedzy jak to robić, to zawsze możecie zapisać się na mój newsletter. Co niedzielę wysyłam paczkę z ciekawymi tanimi połączeniami lotniczymi z Polski. Zapisanych jest już 1500 czytelników i bardzo sobie chwalą.

To samo tyczy się poszukiwania noclegów w tanich hostelach. Stronki takie jak booking, hrs, trivago po kilku kliknięciach wyświetlą nam najciekawsze oferty noclegowe w okolicy. Wystarczy tylko nieco poszukać na własną rękę.

IMG_0251

9. Oszczędzanie pieniędzy w życiu codziennym

Oszczędzam na wielu rzeczach, a mimo to nie przymieram głodem, prowadzę normalne życie. Dacie wiarę? Nie odczuwam jakiegoś dyskomfortu z tego faktu, że na sporo rzeczy patrzę przez pryzmat oszczędności. Staram się robić zakupy z listą i przede wszystkim płacić gotówką – bo kiedy mam pieniądze fizycznie, to wydaję ich mniej. To wszystko może i są bardzo małe kwoty, jednak przy miesięcznym, rocznym podsumowaniu można uzbierać bardzo przyjemną kwotę.

10. Dorywcza praca, drugi etat? Pewnie!

Marnujemy cholernie dużo czasu na przeglądanie kanałów telewizyjnych, czy przewijanie linii czasu na facebooku. Wiele godzin bezpowrotnie ucieka każdego dnia na różne bezsensowne zajęcia, a można by przecież w tym czasie zarobić jakieś pieniądze ekstra.

Ja wiem, że po pracy etatowej się nie chce, jednak przy odrobinie samozaparcia i sprawniejszego zarządzania czasem jest to do zrealizowania! Wiem to doskonale po sobie, kiedy praktycznie od roku moim drugim etatem jest blog. Wracam z pracy i siadam do pisania. Momentami jest ciężko, często padam ze zmęczenia, nie dosypiam, jednak wiem, że dzięki temu mogę realizować swoją pasję, a mam też nadzieję, że pewnego dnia fotografia, pisanie i podróże będą moim jedynym źródłem utrzymania.

Oszczędzanie pieniędzy

Nie wiedzieć czemu dodatkowa praca, to coś, co ludzie często postrzegają jako słabość, nieumiejętność zarobienia satysfakcjonujących pieniędzy w pierwszej, głównej pracy. Uważam to jednak za zupełny nonsens. Bo czy to, że ktoś chce polepszyć swój byt, odłożyć dodatkowe pieniądze, albo przy okazji realizować się w dziedzinie, która sprawia mu przyjemność (bo często hobby staje się drugą pracą!), można nazwać słabością? Nie wydaje mi się…

Fotografia, grafika komputerowa, korepetycje, nauka tańca, przeprowadzanie telefonicznych ankiet, opieka nad dzieckiem czy osobą starszą, opieka nad zwierzętami, wyprowadzanie psów, czy tłumaczenia tekstów. Wiele jest możliwości drugiego zatrudnienia. Trzeba tylko ruszyć głową, nieco poszukać, czasem się doszkolić w jakiejś dziedzinie, zdobyć kwalifikacje.  Nie jest łatwo, ale nikt nie mówił, że będzie. Jak to ktoś kiedyś powiedział – chcieć to móc

Dzięki za uwagę. Pochwalcie się Waszymi sposobami na oszczędzanie pieniędzy w komentarzach! :)



Karol Werner

Mecenat nad tą serią wpisów objął PKO

poprzedni wpis
następny wpis
 

Podobało się? Daj lajka!

 
 
 

Komentarze (74):

  1. Ja tez jestem osoba oszczedna i pamietam, ze zawsze sie dziwilam, kiedy dziewczyny z pracy pod koniec miesiaca nie mowily o niczym innym, jak o wyplacie. No, ale potem sie wydalo, ze w kazdy weekend przeznaczaja na imprezy co najmniej 150 €;)

  2. Dawid Białowąs pisze:

    Bardzo wartościowy tekst – fajnie, że każdy punkt opatrzyłeś jakimś zdjęciem związanym z tytułem, choć ta przedziwna maszyna mieląca kawę zdecydowanie nie przypomina ekspresu ze Starbucksa ;) Dla mnie również oszczędzanie i robienie w głowie bilansu wydatków od zawsze było naturalne i dopiero z czasem zauważyłem, że wiele osób ma z tym problem. Bo nie można się powstrzymać od drobnych przyjemności, które w konsekwencji stanowią lwią część miesięcznej pensji. Dużej gospodarności uczy też wyprowadzenie się spod garnuszka rodziców i rozpoczęcie życia na własny rachunek, co w ostatnim czasie miałem przyjemność uczynić.

    Kiedy trzeba umiem pracować po 13-14h dziennie i mimo, że wieczorem padam na twarz, wizja zarobionych pieniędzy, które w przyszłości przeznaczę na realizację swoich marzeń jest swoistym motorem napędzającym do działania. Może nie przyszłoby mi tak łatwo gdybym nie robił zawodowo tego, co lubię – jednak bez wizji wyjazdu pewnie długo bym nie pociągnął. W tym roku długo ważyła się sprawa mojego urlopu, a oznaczało to moje być albo nie być na Islandii, co było frustrujące ;)

    Uważam, że warto zastanawiać się nad swoim życiem i analizować codzienne wydatki. Ustalenie priorytetów i skali oszczędności jest wyłącznie kwestią indywidualną.

  3. Ja dostaję ciągle pytania „skąd masz kasę na jeżdżenie?” Proste – nie kupuję roweru za 9K, nie imprezuję, jak zamówię jakiś napój w kawiarni, to tylko po to, żeby nie siedzieć „o suchym pysku”, nie łażę po galeriach, jeżdżę tanio itp. itd. Niestety niektórzy ludzie myślą, że jak jeżdżę tanio, to nie poznaję danego kraju… no comments.

    (a swoją drogą gdzie ta lokata na 15-20%? :) )

  4. Asia pisze:

    I właśnie się zastanawiam, czy nie byliśmy wychowywani przez tych samych rodziców:) Chociaż sposoby na oszczędzanie stworzyliśmy sobie chyba samodzielnie z moim mężem, ale nie było to jakoś wyjątkowo dla nas trudne. Okazało się już nie raz, że ta oszczędność na dobre nam w życiu wyszła, nie tylko ze względu na fakt spokojnego podróżowania po świecie:)

  5. Ja mam odwrotnie. Muszę mieć kartę bo żywa kasa się mnie nie trzyma ;)
    I niestety od czasu do czasu kupuję jakiegoś mi niepotrzebnego przydasia :(

  6. W dzisiejszych czasach jedynym sposobem na zdobycie jakichkolwiek oszczędności jest praca zdalna Polecam wyspecjalizować się w czymś (grafika, copywriting itp.) i zacząć pracować na własny rachunek jako freelancer. W tych czasach nie trzeba nawet mieć firmy, bo istnieją serwisy takie jak useme.eu , za pomocą którego można wystawiać faktury bez zakładania działalności gospodarczej. Opłacasz dobrowolną składkę zdrowotną i nie musisz bulić danin w postaci ZUS, a na emeryturę oszczędzasz samodzielnie.

    • Karol Werner pisze:

      Jasne, że tak. Wiem o istnieniu takich serwisów, jednak na siebie mam nieco inny plan związany właśnie z podróżami, pisaniem i fotografią, więc nie będę na tę chwilę celował w copywriting czy grafikę :)

  7. kami pisze:

    w sumie święta prawda, robię dokładnie tak samo, wszystkie metody stosuję :) i niby nic takiego nowego tu nie przeczytałam, ale uważam, że takie posty powinny powstawac, jak najczęściej i do znudzenia takie prawdy powinny być powtarzane! może w końcu te wszystkie narzekajace osoby zrozumieją jak to jest z tą kasą na podróże i że nie rośnie ona na drzewach! no i trzymam kciuki cały czas, żeby się udało w końcu zrealizować plan życia z pisania i zdjęć!

  8. Monika pisze:

    prawda, prawda, to wszystko prawda.
    Jedna rzecz tylko jest u mnie inna – zdecydowałam (nagle, po tylu latach bez), że bez samochodu dłużej się nie da (nie wiem – może to starość się zbliża? :D ) i w końcu muszę kupić.
    Ale samochodem też się da jeździć na wakacje, prawda? :)

    Mam nadzieję, że marzenie/ cel o pisaniu i zarabianiu na blogu się spełni ;)

      • Grzegorz Gaca pisze:

        Z racji podróżowania z małymi dziećmi wiele z możliwości zaoszczędzenia odpada (autostop, nocleg pod gołym niebem) a dochodzą kolejne (magnesiki, lody). Jednak mam swój sposób na tańsze noclegi w hotelach. Generalnie korzystam z booking com, planując wyjazd na około 2mc przed, oglądam na tym portalu wybrane miejsca noclegowe w określonym terminie. Nic nie rezerwuję. Ponawiam „odwiedziny” tych hoteli po około 2 tygodniach. Znów nie rezerwuję. Po kolejnych 2 tygodniach dostaję na maila info, że mam zniżkę właśnie w tych lokalizacjach a po kolejnych dwóch tygodniach, że mam sekretną ofertę. Rezerwuję na 2 tygodnie przed wyjazdem. Oszczędzam około 40% na noclegu. Oczywiście ktoś napisze, że na miejscu można znaleźć tańsze oferty. Ale…. zależy czy jest sezon no a dodatkowo jak ktoś jedzie całą rodziną to nie może ryzykować, bo nie raz po ciemku na siłę szukałem noclegu na miejscu. Oczywiście Twoje podróże są ekstremalne :) ale dla wielu ludzi których znam wyjazd samochodem do Albanii też jest extremum

  9. Prowadzę bloga, jednak przez wyjazd zarobkowy trochę cierpi moja regularnosc. Mimo to, nie ma mowy o zarobku na nim, a praca poświęcona blogowi nierzadko pochłania strasznie dużo czasu. Jak zarabiasz na blogu?

    • Karol Werner pisze:

      Nie jest to takie łatwe. Mi także blog pochłania wiele czasu. Kilka godzin dziennie jak nic. Przez pierwsze 2 lata właśnie BARDZO regularnego pisania bloga nie zarobiłem na nim ani grosza. Praktycznie dwa, pełne tekstu i zdjęć wpisy w tygodniu. Przez dwa lata. Też nie miałem pojęcia, nie spodziewałem się, że można jakoś na tym zarabiać. Później wygrałem wyróżnienie główne w Blogu Roku, jeszcze kilka innych nagród i blog zyskał całkiem spore grono super czytelników. Z czasem zaczęły przychodzić różne firmy z propozycjami współprac. Doceniają to co się robi, podoba im się treść i chcą pokazać się czytelniom, proponując swój sprzęt do testów, usługi, zaprosić do odwiedzenia jakiegoś regionu itd. Reklama, jednak nie taka znana z mediów popularnych. Taka – którą dobrać mogę sam i stwierdzić, czy pasuje do bloga. Mogę dany produkt przetestować, jakoś się do niego odwołać i jeśli mi się spodoba to go opiszę. W większości propozycje są nieciekawe, nijak nie mają się do mojego bloga, do podróży, do stylu życia – czasem jednak trafiają się współpracownicy naprawdę ciekawi – patroni wyjazdów, mecenaci serii wpisów, patroni sprzętowi itd. – i wtedy mogę robić to co kocham, czyli podróżować, pisać oraz fotografować i przy okazji na tym zarabiać. I to jest super! Życzę Ci też tego z całego serca! :)

  10. Kasia Kurak pisze:

    oj tak, zaraz zabieram się do czytania ;) kilka porad na pewno się przyda

  11. chyba napiszę o tym, jak nie pracować i odłożyć na podróże ;)

  12. dobry tekst.
    Oszczędności i praca – wszystko co trzeba ;)

  13. Anna Pukrop pisze:

    dobry tekst Karolu! :) pozdrawiam.

  14. itinerantur pisze:

    Świetny tekst, kilka z Twoich rad już od dawna praktykuję, ale tekst w kilku innych kwestiach na pewno mi się przyda! Od siebie dodam, że oszczędzać można nawet na słodyczach. Każdy musi czasem zjeść coś słodkiego, wiadomo. Kiedyś, gdy byłem w sklepie często mi się zdarzało kupić batonika za 2 zł, który zjadałem w 2 sekundy. Jeżeli założymy, że zjem takich batonów w miesiącu 3, to mamy w skali roku ok. 70 zł, a za bilet lotniczy do Brukseli zapłacilem mniej niż 70 zł! [Liczby mówią same za siebie!] – A skoro nie wydawałem kasy na drogie „słodkości” (cena nieadekwatna do zaspokojenia głodu), to kwestię potrzebowania czekolady rozwiązałem tak, że zacząłem oddawać krew = darmowa czekolada :D

  15. Asia pisze:

    Najgorzej chyba jest ludziom sobie uświadomić, że żyjemy w świecie konsumpcjonizmu, gdzie na siłę kreowane są sztuczne potrzeby, by napędzać obroty. Czy na pewno co roku potrzebujesz nowej kurtki na zimę? Czy musisz mieć taki drogi samochód, który pali 10 litrów? Czy musisz mieć wielki tv, najlepszy telefon itd.?
    Ja zawsze mówię jedno – nie palę, czyli dziennie mam w kieszeni 15 zł, miesięcznie 450 zł, rocznie 6 tys zł.

  16. Marysia pisze:

    W kwestii książek – ja polecam zapisanie się do biblioteki. :) Od kiedy to uczyniłam czytam dwa razy więcej, a wydaję o ponad połowę mniej na książki. Kupuję tylko te, które oceniam jako wyjątkowe, przydatne lub nie mogę znaleźć w bibliotece.

    • Karol Werner pisze:

      Kiedyś szukałem, jednak strasznie to czasu dużo zżera, a z racji tego, że czytam dużo nowych publikacji, to ciężko nawet je znaleźć…

      • Karambola pisze:

        Godnym polecenia jest jeszcze kupno czytnika e-booków (już od 200 zł.) , potem polowanie na przeceny e-booków, które sa częste w polskich księgarniach internetowych. Po kilku-kilkunastu ksiazkach sie zwraca. A jaka wygoda w podróży!

      • Marysia pisze:

        To prawda, z nowościami w bibliotekach może być ciężko (są, ale też i kolejki się do nich ustawiają), ale reszta jest do ogarnięcia, tylko warto zapisać się do biblioteki z internetowym katalogiem. :) Bardzo tanie są też internetowe księgarnie aros i bonito.

  17. Wszystkie metody stosuję. I w ogóle mogę potwierdzić, że realizowanie marzeń wymaga konsekwencji, dyscypliny i koncentracji na celu. Po prostu wymaga charakteru, ale się opłaca! I niekoniecznie jeśli chodzi o pieniądze.

  18. Patryk Iciak pisze:

    Jak się na tego bloga wejdzie to ciężko z niego wyjść :p

  19. Punkt numer 3… masz rację…
    Przerzuciłbym się na rower ale w lecie za gorąco, a zimie zimno…
    A tylko 7 km miesięcznie 300-350 zł na zupę + naprawy…

  20. To najprawdziwsza prawda! ;-) Większość zasad wprowadzam w życie od lat, naprawdę się sprawdzają. Dzięki nim mogę kupić bilet na Sri Lankę, co zaraz uczynię ;-)

  21. Janek Piętek pisze:

    Ach te kilka miesięcy przed wyjazdem w 16-miesięczną podróż. Pieszo do korpo 8 kilometrów, parówy z biedry na lancz (no i te pełne politowania korpo-spojrzenia), i 8 kilometrów w śniegu z powrotem :) Warto było :)

  22. Darek Jedzok pisze:

    Czyli generalnie – dyscyplina i asceza :) Niech no jeszcze ktoś powie o podróżnikach, że to lekkoduchy…

  23. wiol pisze:

    a próbowałeś kiedyś sprzedawać swoje zdjęcia w bankach zdjęć?

    • Karol Werner pisze:

      Znam ludzi, którzy całkiem fajnie na tym zarabiają, jedna kosztuje to sporo pracy i bardzo ciężko wstrzelić się z podróżniczymi w algorytm. Próbowałem, jednak później stwierdziłem, że za dużo zabawy…

  24. Trzymam kciuki za to zdanie: „mam też nadzieję, że pewnego dnia fotografia, pisanie i podróże będą moim jedynym źródłem utrzymania”. Sama też ma taką nadzieję, ale wiem, że muszę uzbroić się w cierpliwość ;) Fajny post! Imprezy, papierosy faktycznie pożerają pieniądze. To samo jeżdżenie samochodem czy taksówkami (chociaż zimą czasem w to auto wsiądę – blablacar jest super, niekiedy w ten sposób zarabiam :P). Na kawę w liceum wydawałam miliony monet. Teraz na studiach mi żal, poza tym dostałam fajny ekspres haha. A dziewczynom się przyda też rada: niekupowanie kosmetyków póki dana rzecz się nie skończy. Bez sensu mieć 4 żele pod prysznic, 3 szampony, 2 odżywki i 10 par perfum. No chyba, że wszystko to prezenty… Ale osobiście i tak wolałabym na prezent bilet lotniczy ;)

  25. Dobry tekst :) Najważniejsze to podjęcie decyzji (np. że za rok jedziemy na 2 miesiące na Bałkany); określenie celu. Inaczej pieniądze uciekają przez palce i czasem ciężko zauważyć nawet ile przeznaczamy na „kawę na mieście” czy gazety. Tych drobnych nie widać, a jak się okazuje, jest ich całkiem dużo! I od tego polecam oszczędzanie, bo czasem trudno tak od razu z pensji odłożyć 200 czy 300 zł, choć i to jest możliwe. Gdy podejmiemy decyzję, trzymajmy się jej konsekwentnie i obserwujmy rezultaty. Nic tak nie motywuje do działania, jak efekty, nawet te najmniejsze :)

  26. Bebe pisze:

    W pełni się z Tobą zgadzam Karol. Jak zaczynałam jeździć na nartach to szkoda mi było kasy na nowy sprzęt wiec kupowałam uzywane rzeczy. W głowie się nie mieści jakie perełki sprzedają czasami ludzie za grosze, np. kupiłam roczną kurtkę narciarską w świetnym stanie za 100 zł (oryginalna wartość 900 zł) znanej marki sportowej. Teraz kupuje wiele używanych rzeczy tj. meble, gadżety, sprzęty domowe

  27. Emilia Smolka pisze:

    Można jeszcze zamiast Pringoooalsów jeść tańsze chipsy ;)

  28. Kasia Tutko pisze:

    jak się regularnie oszczędza i rezygnuje się z kupowania pierdół to nawet się nie odczuwa tego oszczędzania:)

  29. Łukasz pisze:

    Cześć, świetny wpis! Mi najbardziej podoba się punkt 2, który również ja stosuję. Koledzy z pracy codziennie chodzą na obiad, który kosztuje około 15 złotych. Mi zamiast tego wystarczą dwie bułki, które robię dzień wcześniej – dzięki temu codziennie zaoszczędzam przynajmniej 15 złotych, gdybym chodził z nimi na ten obiad. Czuję się dumny z tego :) Tak samo jak nie kupuję różnych niepotrzebnych zapychaczy czy właśnie kaw na mieście. Ale z drugiej strony nie popadajmy w paranoję, od czasu do czasu dobrze pójść na kawę czy piwo do knajpy ze znajomymi :) Pozdrawiam serdecznie!

  30. konsekwentnie zbieram 5 złotych. Zauważyłem, że im bliżej wyjazdu tym mniej wydaję na „duperele” włączając w to wydatki na taxi, które odwozi mnie z miasta do domu :)

  31. Świetny post! Każdy ma swoje sposoby, dzielmy się nimi to może ludzie przestaną zasypywać nas pytaniami „skąd Ty bierzesz kasę na podróże” ;)

  32. Kinga Madro pisze:

    podobnie robię i ja. ;-) aczkolwiek tym co mi pożerało najwięcej kasy były nie kawy na mieście, a lunche. ale walczę z tym!

  33. Łukasz pisze:

    Przy 9 na 10 podpisuję się wszystkimi kończynami (oprócz pkt. 3 – mieszkając poza miastem i mając rodzinę, samochód jest po prostu niezbędny).
    Najważniejsza myślę jest jednak ta regularność w oszczędzaniu choćby małych kwot i wyznaczanie sobie kolejnych marzeń jako celów, a doświadczenie w tanim podróżowaniu przychodzi z czasem. Świetne podsumowanie!

    • Karol Werner pisze:

      Dzięki. To i tak niezła skuteczność jak 9/10. Wiadomo, auto dobra rzecz. Niektórzy z nim pracują, innym jest niezbędne. Mi na tę chwilę jest zupełnie niepotrzebne, ale nie mówię, że tak będzie zawsze :)

  34. Julia pisze:

    A ja w lato oszczędzam też na transporcie miejskim i jeżdżę do pracy na rowerze. Plus gotuję sama obiady i nie jem codziennie lunchu na miescie

  35. Jeszcze jedna ważna rzecz: Skarbonka! I sukcesywne wrzucenie do niej wszystkich drobniaków walających się po portfelu i kieszeniach. Dla mnie, jako studentki, to jedyna możliwość zaoszczędzenia na podróże, bo prawie wszystkie i Twoje metody stosuję żeby przeżyć;)

  36. Jesteś niesamowity facet :)

  37. Wojtek pisze:

    pięknym sposobem na zaoszczędzenie paru stówek co miesiąc jest rzucenie palenia. o korzyściach zdrowotnych i czasowych nie wspominając. pozdrawiam.

  38. Mnie w kwestii oszczędzania bardzo pomogło zaprzestanie oglądania sklepowych gazetek promocyjnych ;)

  39. prawdziwą sztuko jest tanie podróżowanie. Czy z portfelem pełnym euro by miało to sens, najważniejsza jest kreatywność.Ja zimne noce gotuje jaja na twardo i grzeje śpiwór do rana a jajka zjadam na śniadanie

  40. Piotr pisze:

    Najważniejsze to mieć pomysł na ciekawą podróż i samo zaparcie, jak już to mamy to jest o wiele łatwiej zrealizować wyprawę podróżniczą.

  41. Mirek pisze:

    Mój sposób na oszczędzanie:
    1. Wyraźnie wyznaczony cel – musicie wiedzieć dokąd jedziecie, co chcecie tam robić, gdzie mieszkać, czym jeździć (pomoże wam to zaplanować wydatki)
    2. Cel oszczędzania odległy co najmniej o kilka miesięcy – musicie mieć czas, aby zebrać na to fundusze, istnieje też możliwość modyfikacji waszych planów
    3. Pieniądze odkładamy w równych okresach czasu – zwykle co miesiąc, jak dostaniemy wypłatę
    4. Odkładamy stałe kwoty – jest to bardzo ważne. Jeśli dostaniemy jakieś pieniądze ekstra, odłóżmy tylko tę kwotę, którą założyliśmy. Pozostałe pieniądze przeznaczmy na przyjemności. Bez tego będziemy sfrustrowani i naładowani złymi emocjami. W końcu za te wyrzeczenia jakaś nagroda nam się należy
    5. Oszczędne zakupy – najbardziej kontrowersyjny punkt. Zakupy spożywcze róbmy raz w tygodniu, poza tym omijajmy sklepy szerokim łukiem. Ubrania możemy kupić w sieci (zawsze coś ciekawego znajdziemy na wyprzedażach i przecenach), książki kupujmy w tanich dyskontach internetowych. Ceny tam są nawet jedną trzecią niższe niż w księgarniach na mieście. Podobnie jak Karol jeżdżę do pracy komunikacją miejską, a w czasie jazdy uczę się języków obcych
    6. Zapisywanie wszystkich wydatków – aby mieć kontrolę nad finansami, trzeba zapisywać wydatki, inaczej się nie da. Tu mogą być dwie wersje: pierwsza – zapisujemy z podziałem na jedzenie, ubrania, opłaty itd. oraz wersja druga – zapisujemy tylko całą kwotę wydaną danego dnia. Oczywiście wersja pierwsza jest lepsza, gdyż dokładnie wiemy, ile wydaliśmy np. na jedzenie w ciągu miesiąca. Ostatniego dnia miesiąca robimy podsumowanie wydatków, czyli podliczamy wszystkie kwoty z tego okresu. Podliczoną kwotę odejmujemy od naszej wypłaty i to jest nasz zysk.
    Wszystkie punkty wymagają daleko idącej samodyscypliny. Nie jest to jednak zbyt trudne ani uciążliwe, wypróbowałem na sobie.
    Za zaoszczędzone pieniądze życzę wam udanych podróży oraz wielu ciekawych, pozytywnych wrażeń.

  42. Piotr pisze:

    U mnie sprawa z oszczędzaniem wygląda podobnie jak u pozostałych. Czyli rezygnacja ze „zbędnych” przyjemności na rzecz celu wyższego jakim są podróże. Mam to szczęście, że mogę zarobić parę dziengów z wynajmu budynku gospodarczego na graty, itp. i dzięki temu zasilam swój budżet na wyjazdy ewentualnie na wymianę zużytego sprzętu. Jednakże życie w stylu mnicha mi nie za bardzo się podoba więc raz w miesiącu jakieś słodkie coś musi być. W końcu węgiel na trasie to podstawa.
    ps. Kolejny fajny blog na który będę sobie często zaglądał.

  43. Jola pisze:

    Cześć, od kilku lat jeżdżę po Azji, wcześniej po Europie. Mój patent na oszczędzanie:
    1. Codziennie po powrocie z pracy wyjmuję z portfela 1, 2 i 5 zł i odkładam do puszki. Trzeba to robić regularnie, a zbierze sie miła sumka.
    2. Założyłam subkonto w banku „na marzenia” i co miesiąc wpływa na nie stała kwota. W ten sposób to już naprawdę mozna zaoszczędzić poważna kwotę.
    Znajomi sie nieraz dziwią się, jak z niedużej pensji stać mnie na wyjazdy. Zawsze mowię, że to jest jakaś forma wyrzeczenia, ale wspomnień to każdy potem zazdrości :) Nawet takie miejsca jak Singapur (2 razy) mozna zwiedzić dosyć tanio albo pozornie drogie Bali.
    Pozdrawiam i gratuluję ciekawego bloga :)

  44. Karo pisze:

    Stosuje chyba wiekszosc z tych metod i bardzo sobie chwale. Podstawa to rezygnacja z zakupu pierdol (jak ta Twoja kawa, moga byc tez slodycze, ”superfoods”, gadzety, gazety – bo sa w sieci itd), kompulsywnego jedzenia na miescie (fajnie jest sie spotkac ze znajomymi na miescie, albo uczcic cos specjalnego, ale zeby tak po prostu?;)) i luksusow w podrozy. Z chlopakiem wybieramy rower, namiot, jak trzeba to i hostel, chociaz ludzie w naszym wieku jezdza juz chyba tylko na all inclusive ;) Pozdrawiam i ciekawych kierunkow nowych podrozy zycze!

  45. Bartek pisze:

    Ciekawa refleksja nasuwa mi się po lekturze artykułu: płacąc dużo za wakacje z biurem podróży, często doświadczamy tylko namiastki jakiegoś kraju. Rezygnując z luksusów, drogich hoteli, wynajętego samochodu etc. poznajemy kraj, jego mieszkańców, zwyczaje, lokalną kuchnię.

    Bardzo fajny artykuł i bardzo ciekawy blog!

Dodaj komentarz