Kategoria: Austria

Austria – nadjeżdżamy!

Pobudka nie należała znowu do najłatwiejszych. Walcząc ze samym sobą, zaczęliśmy codzienny już rytuał od powolnego pakowania gratów, rozglądając się równocześnie w poszukiwaniu jakiegoś potencjalnie wkurzonego naszą obecnością farmera. Po chwili zaczynamy słyszeć nieprzyjemny dla ucha dźwięk przypominający obładowaną, zdezelowaną taczkę.

Donauradweg – Dunajska Droga Rowerowa i powrót Darka

Wszystko mokre. Mokre spodenki, mokre budy, mokre nawet włosy które nie wyschły po całej wilgotnej nocy. Całkiem pomocne okazały się druty na pranie rozwieszone niedaleko. Można było chociaż wysuszyć trochę tropik przed spakowaniem.

Alpy rowerem, HA!

7 rano, wyglądam z namiotu, a tam mgła. Dużo mgły. Lekko zniechęcony tym faktem (zresztą jak co rano!) pakuję się. Mimo tego, niemal z śpiewem na ustach szybko się pakuję i zostawiam śmieci pod uprzednio zamkniętą bramą.

Lekki objazd i malownicze miasta Austrii

Dzisiaj dla odmiany obudziłem się już z dużo lepszym humorem i chęcią do jazdy. Szybko się spakowałem, podjadłem coś, po czym pożegnałem się z paniami (Roland musiał jechać niestety do pracy) i pojechałem w stronę widoków!

Deszcz, skwar i pierwsze strome przełęcze alpejskie

Tadam! Właśnie mija tydzień od wyjazdu z domu… kto by rok temu pomyślał, że będę jechał przez Alpy rowerem, a co dopiero samemu. Otwieram namiot, tropik jak co dzień cały przepocony. Patrzę w niebo a tu piękny błękit… nie spotykany raczej u mnie na śląsku (‚cudze chwalicie swego nie znacie’?)

Fajrant za Zell am See

Przed wyjazdem planowałem, że co najmniej jeden dzień (zależnie od długości trasy) zrobię sobie wolny od pedałowania. Jak pomyślałem tak zrobiłem. Padło akurat na dzień przed najdłuższym podjazdem pod Hochtor. Odpoczynek przed tym dniem wydawał się najbardziej odpowiedni, tak co by pokonywać kolejne metry przewyższenia lekko zregenerowanym!

Podjazd pod Hochtor 2506 m – Hochalpenstrasse

Dzień jakże pamiętny i poniekąd magiczny. Z namiotu wygramoliłem się bardzo wcześnie bo o godzinie 6. Szybko włączyłem kuchenkę i postawiłem wodę na przyszłą kaszkę z musli. Spoglądając w stronę niewidocznego jeszcze podjazdu pod Hochtor, odczuwam straszną satysfakcję, że za kilka godzin będę oglądał najładniejsze widoki w moim życiu.

Rowerem w Dolomitach. Upału ciąg dalszy.

W nocy co jakiś czas jeździły auta, przelatując z impetem przez metalowy mostek, nie przejmując się, że obok ktoś próbuje spać. Nie spodziewałem się dzisiejszego dnia, aż takiego skwaru. Temperatura w okolicach 32 stopni – chmur brak. Trasa zapowiada się dość męcząca, ale za to widoki nie dużo gorsze niż dnia wczorajszego.

Ponowne powitanie z Austrią i powrót do Polski

Ostatni dzień mojej dziewiczej wyprawy rowerowej. Dzisiaj czeka mnie najbardziej męczący podjazd na całej trasie. Spytacie dlaczego – przecież podjazd pod Hochtor był dłuższy i bardziej stromy? Zgoda. Problem polega na tym, że nie spodziewałem się takiej męczarni i tak wysokiej przełęczy ( 1611 mnpm – Vrsic / Werschetzpass – najwyższa w Słowenii). Nie byłem przygotowany psychicznie na taki podjazd. Co zakręt wypatrywałem jakiegoś wypłaszczenia lecz nie mogłem się go doczekać. Dobijające były jeszcze tabliczki oznajmujące – jak się później domyśliłem – zakręty do końca podjazdu.