Awaria przerzutki i wątpliwy odpoczynek. Miasto Bar

Dziś dzień odpoczynku! Kąpiel nad czarnogórskim wybrzeżem, palmy, drinki i takie tam. Taki był początkowo zamiar i jak najbardziej chcieliśmy go zrealizować. Jakiś tydzień temu Wojtek oznajmił, że jacyś znajomi z Krakowa są w Czarnogórze na kempingu i mamy tam zajechać do nich w odwiedziny. Miejscówka była i tak po drodze bo w Buljarica przed Petrovac więc pełni entuzjazmu i energii zaczęliśmy się zbierać skoro świt.

Czytaj też – Kogo lubią Gruzini?

Wstaliśmy wcześnie, bo już o 5.45. Lepiej uciekać jak najwcześniej z takiego miejsca. Cykady dają pokaz swojej mocy na całego i nawet moje stopery do uszu wymiękają. Noc była okropna (oczywiście nie mam na myśli miejscówki, bo gaj bardzo uroczy). Mózg cały czas w stanie czuwania. Kompletnie się nie wyspałem. Mało tego, co jakiś czas wzmagał się silny wiatr, próbując porwać mi co chwila śpiwór lub poduszkę na zmianę, a kiedy mu się udało – ustawał. Bardzo dziwne zjawisko – jakby ktoś włączał jakąś mocną dmuchawę, a po 30 sekundach wyłączał… i tak co chwila.

Shashin Error:

No photos found for specified shortcode

Zebranie się nie zajęło nam dużo. Do spakowania mamy tylko kilka rzeczy. Wygramoliliśmy się po chwili z gaju i dosiedliśmy naszych koni. Przy tym układzie mając do przejechania 40 kilometrów do umówionego kempingu w Buljaricy, powinniśmy być już przed 9! Pierwsze naciśnięcie pedału i TRACH! Przerzutka odmówiła posłuszeństwa. W nocy musiałem gdzieś uderzyć przy próbie wdrapania się na jeden z tarasów gaju oliwnego i teraz łańcuch pociągnął wózek przerzutki jeszcze bardziej go krzywiąc. Tak oto nadzieje na dojechanie przed 9 prysły. Skrzywiony niczym kręgosłup po skoliozie wózek, ledwo co udało nam się naprostować. Międzyczasie jeszcze Kamil zauważył ubytek powietrza w jednym kole i już po chwili dwa rowery wywrócone do góry nogami był serwisowane na poboczu. Tylko Wojtek niesolidarnie się wyłamał i nie kryjąc się urządził nam sesję fotograficzną.

Shashin Error:

No photos found for specified shortcode

Cała awaria przerzutki kompletnie rozłożyła nam dzień. Po dłuższym namyśle i maksymalnym naprostowaniu wózka było jasne, że dalej już na nim nie pojadę. Do Baru ( jest to nazwa miasta dla ścisłości ;) ) mieliśmy jakieś 25 kilometrów. Miałem nadzieję, że będzie tam jakiś sklep rowerowy, do którego dam radę jakoś dojechać. Początkowo każdy jechał własnym tempem. Ja na najniższych przełożeniach jechałem początkowo pierwszy. Siłą rzeczy już po chwili dogonił mnie Wojtek i po 15 kilometrach Kamil, którego zatrzymały po drodze pewne ‚interesy’.

Cały mechanizm sprawdzał się do tego stopnia dobrze, że postanowiłem poeksperymentować z kolejnymi przełożeniami i tak bez problemu obsługiwałem już 3/4 zębatek! Po 17 kilometrach na podjeździe coś poszło jednak nie tak. Trochę poniosła mnie fantazja i skończyło się wciągnięciem wózka przez szprychy. Na szczęście nic wielkiego się nie stało. Szprychy całe – jedynie koło trochę do centrowania, a sam wózek do wywalenia. Niestety skończyło się już rumakowanie i dalszą część trasy zmuszony byłem pchać rower. Jedynie zjazdy z górek wchodziły w grę. W Barze się rozstaliśmy. Chłopaki pojechali już do Buljaricy celem znalezienia kempingu, a ja ruszyłem na „zwiedzanie” miasta.

Shashin Error:

No photos found for specified shortcode

Chwile błądząc, bardzo zmęczony kilkukilometrowym pchaniem, docieram do sklepu rowerowego – największego w mieście! Klitka wielkości 3×3 metry nie powala swoim asortymentem, ale na szczęście mają przerzutki! Ceny podobne do naszych. Wydatek rzędu 20euro + 5 za zamontowanie, co już moim zdaniem jest trochę przegięciem. Postanawiam sam się pobawić co najwidoczniej nie podoba się sprzedawcy, który robi wyraźnie łaskę pożyczając mi kilka kluczy. Dziwny koleś. Gdzie się podziały sklepy rowerowe jak na Rumunii, gdzie za darmo człowiek dostaje zestaw szprych i jeszcze życzenie powodzenia na dalszą drogę!?

Wreszcie już po południu startuję w stronę kempingu. Odcinek magistralą adriatycką baaardzo męczący. Droga strasznie zapchana… auto za autem. Jest to raptem kilka kilometrów, a i tak byłem już blisko złapania depresji. Nie bez problemów udaje mi się znaleźć kemping (a właściwie Wojtek wyjeżdża po mnie). Miejsce całkiem przyjemne. Witamy się z naszymi dobrodziejami z Polski, którzy obdarowali nas sporą ilością kalorii w tym konserwą krakowską za co dziękuję bardzo z tego miejsca (mam nadzieję, że to przeczytacie!). Bardzo podnieśli państwo nasze morale!

Shashin Error:

No photos found for specified shortcode

I to by było na tyle. Miał być dzień restowy ale przez tą aferę z przerzutką czuję się jak po maratonie. Grunt, że wszystko już śmiga jak powinno.
Kamping buljarica

Shashin Error:

No photos found for specified shortcode

Dzień 21. 47km 3h20min. 13,65km/h

poprzedni wpis
następny wpis
 

Podobało się? Daj lajka!

 
 
 

Komentarze (1):

  1. Karol napisał(a):

    W Gruzji byłem parę lat temu :) Naprawdę ciekawe miejsce i przyjaźni ludzie :P

Dodaj komentarz