Kategoria: Bałkany

Sarajewo – ostatni wspólny dzień jazdy

Opuszczamy dzisiaj Czarnogórę. Zabawiliśmy tam stosunkowo długo zważywszy na to, jak niewielki jest ten kraj. Polecam z pełną odpowiedzialnością. Morze, parki narodowe, kaniony, góry i tunele – wszystko. Atrakcje w Czarnogórze są tak gęsto upakowane, że nie ma czasu na nudę.

Mostar i Kanionem rzeki Neretwy

Dzień 28. Dzisiejszy nocleg – jak się dowiadujemy – mieliśmy w części serbskiej (prawosławnej) Sarajewa, zaś zaraz za sąsiednią górą jest część miasta chorwacka i muzułmańska. Sarajewo poza tym, że jest stolicą kraju jest też miastem przez które biegnie granica miedzy obiema krainami, które to są składowymi Bośni i Hercegowiny.

Wodospady Kravica i powitanie z Chorwacją. Gdzie spać niedaleko wodospadów?

Dzień 29. Z rana obudził mnie warkot silnika. Ktoś wyjeżdżał do pracy i od tego momentu już więcej nie zasnąłem. Trochę posłuchałem muzyki i jak tylko się wygramoliłem z namiotu usłyszałem „are you hungry?”. Nawet nie skontaktowałem się z moim żołądkiem i palnąłem prędko „nie”.

Chorwacja rowerem – Adriatyk coraz bliżej

Właśnie dziś mija 30 dni od wyruszenia z domu! Niesamowite jest ile można zobaczyć w przeciągu miesiąca i ile kilometrów pokonać. Ile krajów odwiedzić i ilu sympatycznych ludzi spotkać. Ciekawe dokąd dało by się zajechać przez kolejne 30 dni.

Dalmacja ciąg dalszy. Zwiedzanie Sibernika

Ruszamy z kolejnym dniem. Nocleg jak już pisałem bez jakiejkolwiek integracji. Odjechałem rano bez pożegnania, gdyż wszyscy chyba jeszcze spali po wczorajszej zażartej grze w domino. Jak już wsiadłem na rower to jakaś babeczka ( którą widziałem pierwszy raz) wychylając się z okna rzuciła melodyjnie brzmiące ‚byeeee!’

Zadar i wyspa Pag rowerem

Będąc jeszcze w Mostarze wymarzyłem sobie taki fajny, miedziany tygielek do robienia kawy po turecku. Na Bałkanach zwany jako dżezwa lub też zabawniej dżezawica. Dlaczego zabawniejsza jest ta dłuższa nazwa – tego nie wiem, ale za każdym razem jak pytałem o dżezawicę pojawiał się uśmiech na ustach sprzedawców.

Pożegnanie z Adriatykiem – Chorwacja rowerem

Udało się przeżyć. Po wygramoleniu się z krzaków na główną drogę nic więcej nie zaprzątało mojej głowy jak wypatrywanie kolejnych ciężarówek. No może spoglądałem jeszcze na niebo, w poszukiwaniu błękitnych jego skrawków. Nie miałem niestety szczęścia do obu.

W deszczu na Karlovac

Padało całą noc. Co chwila z błogiego snu wyrywały mnie grzmoty szalejącej właśnie na zewnątrz burzy. Niedomknięte okno trzaskało, krople waliły o parapet. Ciekawe jak by się spało w namiocie.Rano o godzinie 7 obudził mnie huk garnków w sąsiadującej z moją sypialnią kuchni i zaraz po nim głos gospodyni „spawaj, spawaj!” (śpij, śpij!).

Autostopowy Zagrzeb

Jak można się domyśleć niewiele wyschło przez noc. Pakuję się leniwie, ubieram mokre rzeczy na siebie. Zdecydowanie szybciej wyschną na ciele niż gdzieś tam z tyłu na sakwach. Plusem jest to, że nie pada. Gdzieś tam daleko przetaczają się złowrogie, burzowe chmury, ale najwidoczniej stwierdzają, że wystarczy mi już deszczu. Tak dokładnie umyty jeszcze nie byłem od początku wyprawy.