Canon i jego tandetny obiektyw.

Obiektyw canon 17 85 opinie

Wkurzyłem się. Rok temu będąc w irańskim Kurdystanie, szlag trafił mój jedyny obiektyw Canona. Wróciłem, za niemałe pieniądze naprawiłem, no i z nadzieją, że będzie mi bezawaryjnie służył na tegorocznym wyjeździe, ruszyłem przed siebie. Szkło padło jednak po pierwszym tygodniu! Naiwny ja…

O jakim obiektywie mowa? Canon EF-S 17-85 mm f/4-5.6 IS USM. Przede mną 2 miesięczna podróż przez Kirgistan i Tadżykistan, tyle niesamowitych chwil i widoków do uwiecznienia, a ja zostaję bez podstawowego obiektywu. To nic, że mam zapasowy obiektyw szerokokątny 8 mm i portretowy 50 mm, ale to ten miał być kurde tym podstawowym, niezawodnym.

W zeszłym roku w obiektywie przestała działać przysłona, a także zablokował się pierścień zmiany ogniskowej. Tak po prostu. Wysunęła się wewnątrz obiektywu jakaś śrubka. Tym razem, także, po raz drugi padła przysłona i dla odmiany, żeby się nie powtarzać, autofokus. Ta pierwsza nie chce się otworzyć, ten drugi nie chce ostrzyć. Katastrofa na całej linii!

Jeśli planujecie zabrać ze sobą na wakacje tenże sprzęt Canona – strzeżcie się! Ja zdaję sobie sprawę, że nie używam sprzętu w warunkach studyjnych, ale nie może być tak, żeby szkło, które kosztowało ponad 1000 zł trzeba było co chwila naprawiać. Nawet mój stary, kompaktowy aparat wytrzymał kilkukrotnie więcej czasu w podróży (8 lat!), a kosztował zdecydowanie mniej.

W poszukiwaniu kirgiskiego fachowca!

Mimo wszystko obiektyw naprawić się da, trzeba tylko go otworzyć i wymienić jeden, dwa flexy (taśmy) – wyczytałem w czeluściach internetów. Podobno nietrudna operacja, potrzebna jest tylko wiedza i mały śrubokręt. Zasadniczo nie mam wyjścia i nie stać mnie na kupno nowego obiektywu, więc postanawiam spróbować szczęścia na miejscu.

Tak się składa ale złapałem kilka dobrych kontaktów w drugim co do wielkości mieście Kirgistanu – Osz. Ludzie mówili, że jest tam taki jeden fachowiec, który to podobno cuda ze sprzętem fotograficznym potrafi zdziałać i warto się do niego udać z wizytą. Jegomość podobno ma nawet licencję Canona! 

No to wysyłam przeróżne wiadomości, maile i smsy. Dzwonie na jeden, drugi i trzeci telefon. Tłumaczę, pytam, proszę. W końcu udaje mi się skontaktować z niejakim Ojbekiem, który to zna osobiście owego fach-mistrza.

Jest nadzieja.

Wsiadamy w wielki, terenowy samochód Ojbeka i jedziemy pod samą bramę zakładu fotograficznego.

Wirtuoz rzemiosła fotograficznego niezwłocznie bierze obiektyw w swe delikatne dłonie. Podłącza go do aparatu, zgrabnie obraca, potrząsa, energicznie kręci zoomem. Coś tam rozprawia po Kirgisku, marszczy czoło, a na sam koniec układa usta w fachowy dzióbek i kilkukrotnie dmucha do wnętrza obiektywu. 

DMUCHA!

– Nikt ci tego obiektywu nie naprawi ani w Kirigistanie, ani w Tadżykistanie, ani w żadnym innym kraju Azji Środkowej! – rozwiewa prędko, moje i tak znikome nadzieje.

Licencjonowany serwisant? Poważnie?!

Niechciany bagaż…

Wierzcie lub nie, ale każdy dodatkowy kilogram bagażu robi różnicę. Obiektyw ląduje na dnie sakwy i leży tam sobie przez kolejne 50 dni. Przypominam sobie o tym bezużytecznym balaście za każdym razem, kiedy zaczyna się jakiś podjazd, a nogi ledwo dają radę popychać rower do przodu. Nie ukrywam, że mam ogromną ochotę wyrzucić go do rzeki, ale nie! Sam siebie oszukuję, że uda się naprawić obiektyw już w Polsce i to za niewielką kwotę.

Niestety.

Teraz kiedy już wróciłem, okazuje się, że o ile naprawa jest możliwa, to zupełnie się nie opłaca. Uszkodzony obiektyw można sprzedać co najwyżej za 150zł, co jest niczym w porównaniu z energią jaką musiałem włożyć w wożenie go przez te 50 dni. Poziom irytacji jeszcze bardziej rośnie, kiedy tylko pomyśle, że koszt tych wszystkich dodatkowych snickersów, bułek i bananów potrzebnych na wożenie tego dodatkowego balastu był znacznie wyższy.

Także jeśli ktoś będzie w podobnej sytuacji nie wahajcie się. Zamach i do rzeki, albo jeszcze lepiej – sięgnijcie po inny sprzęt.

Od ponad roku większość zdjęć na blogu pochodzi właśnie z obiektywu canon 17 – 85 mm. Niestety, już więcej ich nie zobaczycie. Lubiliśmy się, to fakt, ale każdy związek ma swoje granice.

Karol Werner

poprzedni wpis
następny wpis
 

Podobało się? Daj lajka!

 
 

Pobierz bezpłatnego e-booka.

Podoba Ci się to co piszę? Zapisz się na newsletter jeśli:  
 
1. Chcesz dowiedzieć się jak tanio podróżować,  
2. Chcesz otrzymywać informacje o najnowszych tekstach,  
3. Chcesz otrzymywać w każdą niedzielę informacje o najciekawszych promocjach linii lotniczych z Polski,  
4. Chcesz dostać darmowego e-booka z niepublikowanymi i najpopularniejszymi tekstami z bloga do poczytania offline?

 
 

Komentarze (38):

  1. Ostatnio mieliśmy podobną historię. Wyjechaliśmy na 3 tygodnie w Alpy i po 4 dniach przestał działać obiektyw przez wilgotność w wąwozie :) Co gorsze, to była zabawka za 2.200 zł (ale nie Canon, tylko Tokina 11-16). Na szczęście miałem drugi obiektyw w zapasie i było czym robić zdjęcia, ale dużo krajobrazów i tak przepadło. Tokina natomiast po tygodniu magicznie wróciła do życia.

    Anyway, w cięższe podróże raczej wypadałoby brać solidniejszy (i niestety droższy) sprzęt. Linia L Canona jest właśnie bardziej pancerna i odpowiednia w podróż.

    • Karol Werner pisze:

      Także miałem obiektywy w zapasie (nauczyłem się po zeszłorocznej podróży kiedy miałem tylko ten),ale jedynie 8mm i 50mm co jest dość monotonne i niezbyt uniwersalne przy krajobrazowych zdjęciach. Jednak szczerze mówiąc spodziewałem się choć trochę więcej po danym obiektywie, a nie, że padnie w nim wszystko co tylko mogło. Chyba tylko dekielek się nie zepsuł jeszcze, aczkolwiek muszę zerknąć.

    • Mieliśmy podobne problemy z 50 mm Canona. Najpierw mieliśmy EF 50 mm f/1.8 II, ale podczas noszenia obiektywu w pokrowcu (!) pękła jego plastikowa, tandetna obudowa i obiektyw nie nadawał się do użytku. Nie opłacało się go naprawiać, a ponieważ byliśmy bardzo zadowoleni ze zdjęć kupiliśmy EF 50 mm f/1.4 USM, 4 razy droższy, ale dużo lepiej wykonany, bardzo solidny w porównaniu z 1.8. Zgadzamy się z Beztroskie Wczasy, że w cięższe podróże trzeba brać bardziej pancerny sprzęt.

    • Ja jak na razie na moje obiektywy Canona nie narzekam (i zaraz pukam sie w niemalowane czolo:).Moze nie najdrozszy, ale moj zoom 28-135 przetrwal juz sporo, a mialam stracha, bo juz mu piasek zgrzytal:) Wspolczuje i zycze wiecej szczescia z przyszlym obiektywem!

  2. Made in China pisze:

    Łączę się w bólu. Mi kiedyś sigma 18-250 się zacięłą- pierścienie, i też poszedłby za grosze na akcji bo naprawa nieopłacalna. Na szczęscie był jeszcze na gwarancji i serwis w Hong Kongu dał radę. Nigdy nie wiesz na ile to pech i kiepski egzemplarz, a na ile to przemyślana strategia praducenta. Za dobrego(wiecznego) sprzętu zrobić nie mogą bo zdechną z głodu, takie czasu…
    pzdr

    • Karol Werner pisze:

      Dobre pytanie. Jak rozmawiałem z serwisantem juz tu w Polsce, to powiedział, ze ten rodzaj obiektywu naprawia on średnio 2 razy w tygodniu… Przypadek? Nie sądzę.

  3. Pozostaje jedynie współczuć, niestety, wszystko może zawieść, zwłaszcza w takich warunkach :( Dobrze piszą Beztroskie wczasy, że na wyprawy w bardziej ekstremalne rejony przydałaby się jakaś uszczelniona eLka od Canona. Tylko te ceny…. Nawet używany 24-105/4L to jakieś 1700-1800 złotych.

  4. Martyna K. pisze:

    pomyśleć, że obiektyw ten miał być prezentem na gwiazdkę dla mojego lubego… :(

  5. Michał Maj pisze:

    Trafiłeś na jakiś słaby egzemplarz, bo ja go lubię :)

    • Karol Werner pisze:

      Zdjęcia robi dobre, to fakt. Poczytałem jednak trochę w sieci i chociażby problem z zacinającym się pierścieniem jest bardzo pospolity, a winna jest za to jakaś śrubka, która solidarnie, we sporej części tychże obiektywów się sama wykręca, blokując tenże pierścień.

  6. Kamil pisze:

    Współczuję! Ja osobiście nigdy z Canonami problemów nie miałem, ale fakt, tego modelu nie miałem. Skoro serwis w Polsce naprawia je 2 razy w tygodniu to chyba felerny model. Swoją drogą, ciekawe co by powiedział oficjalny BOK Canona gdybyś skontaktował się z nimi z Azji? :)

    • Karol Werner pisze:

      Szczerze mnie to nie interesuje nawet, nie miałem do tego głowy. Nie po to jeździ się na wyprawę, żeby tydzień spędzić na szukaniu jakiegoś machera. I tak zajęło to za dużo czasu, bo 2 dni w Osh, 3 dni w Dushambe. Jak widać kogoś tam znaleźliśmy, podobno nawet licencjonowanego, ale cholera go wie czy nie ściemniał. ;)

  7. B*Anita pisze:

    Pechowo. Sama muszę zacząć chyba brać drugi obiektyw w drogę. Tylko ten balast. Ja mam tendencję do walenia obiektywem w różne skały itp. Na razie kończyło się na potłuczonych filtrach (3 na koncie), ale jak tak dalej pójdzie to róznie może być. Szkoda by zostać bez możliwości fotografowania. A jak poczytny bloger zgłosił się do serwisu to nie pomyślał Canon, że może udobruchać jakimś gratisem ;)

  8. Seweryn pisze:

    Nie wyczuwam ironii więc zapytam. Ty tak na poważnie?.

    • Karol Werner pisze:

      poważnie jak nigdy przedtem, a co?

      • Seweryn pisze:

        Potrafię zrozumieć ludzi, którzy jeżdżą na lekko. Np. przełamując na pół szczoteczkę do zębów albo dobierając takie komponenty do roweru aby zejść parę kilo i właśnie na taką wyprawę nie zabierają sakw, a nawet namiotu. Jeżeli rower osoby obładowany jest czterema sakwami to jednak wydaje mi się to pewną hipokryzją, pisanie o dodatkowych kilogramach, a w Twoim przypadku to kilkanaście gram, no bo ile taki obiektyw może ważyć np. porównując go do namiotu Limy II jakiej używasz. Fjord waży pi razy drzwi 3 kg, to dlaczego nie kupiłeś czegoś lżejszego?. Napiszesz kasa, a ja odpisze sinckersy i energia na podjazdach.
        Swoją drogą na żadnej wyprawie nie zdarzyło Ci się zabierać zbędnych rzeczy np. ubrania.

  9. elovelo pisze:

    miód na uszy wszystkich nikoniarzy heheh :D

  10. balkanyrudej pisze:

    Ja swoją obiektywową traumę przeżywałam w 2012, kiedy to mój Zeiss postanowił wprawić w ruch swoje pierścienie, tak że latały po całym obiektywie. Niestety Sony Zeiss jest awaryjny i każdy, kto go ma spotkał się z tym samym problemem co i ja. Nie jest to nic przyjemnego, gdy w trakcie wyjazdu obiektyw i to ten głównie używany pada i człowiek zostaje ze swoją frustracją i wizją wydatku związanego z naprawą…

  11. Strasznie szkoda. Może teraz pora postawić na Nikona?

  12. Ja ze swoim też miałam przygodę. Jednego dnia chciałam zrobić zdjęcie, patrze w obiektyw a tam tysiąc kropelek w środku, myślę woda? Jak to możliwe? W Izraelu byłam, no piasek bym zrozumiała. Tez się na dzwoniłam w końcu znalazłam w Tel Aviv (na pewno 100 razy łatwiej miałam niż Ty w Kirgistanie) miejsce i bardzo mila rodzinę prowadząca sklep fotograficzny. Chłopak popatrzył, popatrzył i zapytał czy pokazać mi inne obiektywy do kupienia! To był podstawowy 50mm, musiałam na miejscu kupić nowy obiekty, nie powiem,ze było to tani. Ten zepsuty zabrałam do Polski z nadzieja na naprawę. W serwisie mi powiedzieli ze to jest uszkodzenie mechaniczne i ze nie podlega gwarancji, naprawa droższa niż nowy obiekty oczywiście, na nic moje tłumaczenia ze nigdy mi nie spadł, nigdy nie był w żadnej podejrzanej torbie, bo jak się domyślasz to nie była woda w kropelkach tylko szkło!

  13. dekadentka pisze:

    „- Nikt ci tego obiektywu nie naprawi ani w Kirigistanie, ani w Tadżykistanie, ani w żadnym innym kraju Azji Środkowej! – rozwiewa prędko, moje i tak znikome nadzieje.”

    A mój kochany chłopiec wymyśla sobie, że zamieszkamy na starość w Kirgistanie i będzie tak pięknie i beztrosko. Wiedziałam, że muszą być jakieś minusy!

  14. kondi pisze:

    ostatnio fotografując wodospad poślizgnąłem się na kamieniu i aparat z obiektywem posłużył jako amortyzacja upadku (słowem: p…łem nim z całej siły o skałę). obiektyw żyje, aparat wyświetlił restart i wymagał restartu, po czym wznowił pracę.

    morał: eLki są twardsze. i cięższe.

  15. Michał pisze:

    Do rzeki? No kurde… !

    Sigma 17-70 lub 17-50, dobrze wykonane. Ta pierwsza służy mi od 2008, a też nie używam sprzętu w studio ;)

  16. Chłopaki widzę, że lubicie opowieści. A ja zadam wam pytanie. Jestem staruszkiem. kupowałem ruzne stare aparaty jak Admira 8max, potem start 8, potem smiena, potem to juz mialem Minolta XG-M z 1.4/50 mm potem to kuplem jakas Minolte D7 za 2500$, potem sie mnie to znudziło synek mnie to wszystko zepsuł, kuplem sobie Kodaka p850 z 24-600mm, spaliła mnie sie motherboard, potem kupilem sobie canona s100, a potem guwnianiego Sony cybershot 16mpixels 4,5-22,5 a teraz przemierzam sie do Nikon D5500/18-105V ,lub jakes inne gowno, moze Canona. Bądźcie dobrymi kolegami i spróbujcie mnie doradzic w miare dobry niezbud drogi ale niezawodny bym nie musiał co dwa lata wymienac aparatu. ma byc silny jak spadnie ma sie nie rozbic. Do wody nie będę go wkładał. Zatem koledzy co mnie radzićie. dobrze by było jakby był dodatkowo poręczny. proszę. Józio. S.

  17. Piotr pisze:

    Cześć!
    Moje pytanie – jak pakujesz swój sprzęt fotograficzny. Wozisz w futerałach w sakwach czy w kuferku na kierownicy?
    Bo ja od pewnego czasu borykam się z problemem jak ułatwić sobie życie fotografa – rowerzysty i pomału dochodzę do poniekąd słusznego wniosku, że najlepszym rozwiązaniem jest / będzie przedni bagażnik typu klasycznego na którym będzie można zamontować na wierzchu torbę lub plecak fotograficzny. Wówczas mam szybki dostęp do sprzętu i jest bezpieczniej dla niego samego. Ja niestety jestem „skazany” na tę przypadłość, że bez statywu to ani rusz. No i grat sobie jeździ ze mną na tylnym bagażniku. Co do samej szklarni, którą ze sobą wożę to posiadam 16-85 f 3.5-5.6 i pancerną 300/4 plus podstawową drobnicę, więc jakieś 7 – 8 kg łącznie będzie.
    Najgorszą zmorą jest jednak sam zakup odpowiedniego bagażnika na przedni widelec / sztywny /. W Polsce to nadal rowerowa nędza jak się szuka czegoś mniej popularnego i praktycznie wybór jest zerowy. Co prawda znalazłem coś takiego jak bagażnik Thule tylko cena jak dla mnie jest dużo przesadzona. Masz może jakieś doświadczenie tego typu lub przemyślenia? Chętnie wymienię się doświadczeniem.
    Pozdrower!

Dodaj komentarz