Czosnek na drogę

Dzień drugi czas zacząć. Drugi dzień podróży w Alpy. Budzimy się dość wcześnie. 7 rano to wbrew pozorom czasem bywa wczesna godzina, zwłaszcza jak ostatni czas wstawało się nie wcześniej jak o 11. Dłuższą chwilę dochodzimy do siebie. Gdzie to jesteśmy i co to za koleś w łóżku obok. Chętnie byśmy jeszcze poleżeli kilka godzin, ale nie można wykorzystywać gościnności – zwłaszcza, że wczoraj mówiliśmy Ivanowi, że wstajemy o 7. Ten nastawił nam zegar z kukułką i kiedy nie dawaliśmy oznak życia, niecierpliwie pukał w nasze drzwi pokrzykując co chwila ‚halo!’

Jeśli szukasz fajnych tras na rower w Czechach zajrzyj do tego wpisu.

Pan Ivan do najbogatszych na pewno nie należał. Jednak mimo naszych oporów zaprosił nas na śniadanie. Otwarł specjalnie dla nas jakiś nowy pasztet w piszce którego, aż żal było zjadać. Zawsze mam ten dylemat bo nie chce obrazić gospodarza odmową, ale z drugiej strony żal zjadać coby i On z małżonką mieli co zjeść na śniadanie…

Zbieramy się. Robimy pamiątkowe foto z darowanym czosnkiem i tym samym kończy się mój pierwszy w życiu nocleg na tzw: „gospodarza”.Staramy się kierować do Kromeriż, lecz na dwóch kromkach z pasztetem niestety nie da się ujechać zbyt daleko.

Nie ma to jak papka dla dzieci pochłonięta na przystanku! :)

przystanek jak trzy moje pokoje...
przystanek jak trzy moje pokoje...
 

Druga awaria i druga awaria Darka. Jak sie okazuje później ostatnia(!)

Druga awaria i druga awaria Darka.
Jak sie okazuje później ostatnia.
Druga awaria i druga awaria Darka. Jak sie okazuje później ostatnia.
 

Pogoda na szczęście się poprawia i co najważniejsze wygląda jakby miała się utrzymać na dłużej!

Teren zaczyna czasem coraz bardziej falować, ale walczymy dzielnie.

Jeden z pierwszych bardziej stromych zjazdów...
Jeden z pierwszych bardziej stromych zjazdów...
 

Darkowy fajrant

 

W niejakiej mieścinie Velke Bilovice natrafiamy na wieczorno-popołudniową potańcówkę w strojach ludowych, a po kilku kilometrach w stronę Lednic …. >

…pierwszy Polak z sakwami. Maciek wracający z Alp

pierwszy polak jakiego trafiłem, Maciek wracający z stelvio i hochtoru :)
pierwszy polak jakiego trafiłem, Maciek wracający z stelvio i hochtoru :)
 

Dobijamy do Lednic. Niestety nie udaję się jak wczoraj znaleźć jakiegoś miejsca w domu czy ‚chociaż’ w ogródku u gospodarza więc rozkładamy manele w pobliskim sadzie. Szybkie piwko, kolacja i do śpiwora.

nocleg #2, na dziko w pięknym sadzie - miesto Lednice.
nocleg #2, na dziko w pięknym sadzie - miesto Lednice.
 

Dzień 2. 124km. 7h45min. 16km/h

poprzedni wpis
następny wpis
 

Podobało się? Daj lajka!

 
 
 

Komentarze (1):

  1. Jadzia napisał(a):

    Dwa koła to jest świat.

Dodaj komentarz