Czy emigrant może być patriotą?

IMG_2179

Czy sensowne jest wracanie do kraju, w którym życie było niemożliwe? Kraju, z którego z jakichś powodów trzeba było uciekać?  No i po co (czy w ogóle?) emigranci wracają do siebie?! Będzie to tekst o nas – Polakach, a także w dużej mierze właśnie o głośnej ostatnio sprawie emigrantów i uchodźców. O tych, których miałem okazję spotkać i z nimi porozmawiać. Powinno obejść się bez kontrowersji, a przynajmniej mam taką nadzieję.

Na początek kilka słów o nas samych. O emigrantach i uchodźcach kawałek niżej.

Polska – kraj w ruinie

Próbuje nam się wmówić, że żyjemy w biednym, zrujnowanym kraju. Zwłaszcza teraz, w okresie przedwyborczym partie polityczne nawołują do odbudowy kraju oraz ratowania tego, co jeszcze nie zostało zniszczone. Nie wiedzieć kiedy i czemu daliśmy się przekonać, że jest źle. Że wszędzie żyje się dostatnio, tylko nie u nas.

Ja się jednak z tym nie zgadzam! Szczególnie kiedy jestem w podroży, zdaję sobie sprawę z tego, jak szczęśliwie się urodziliśmy. My Europejczycy, my Polacy. Żyjemy w kraju mlekiem i miodem płynącym. W kraju wielkich możliwości. Kraju demokratycznym, kraju żyznych gleb, pełnych półek sklepowych, w kraju zamożnym, świetnie się rozwijającym. Mamy edukacje na bardzo wysokim poziomie, darmowe uczelnie, działający system emerytalny, dostęp do najnowszych odkryć naukowych. Niczego nam nie brakuje, a mamy czelność narzekać.

Niespecjalnie lubię pisać o wadach Polaków. Ciężko mi to przychodzi, gdyż  – po pierwsze – kimże ja jestem, żeby podsumowywać cały naród, a po drugie – boję się, że zgłębiając temat, odkryję, że opisuję samego siebie. Wszak sam też nie jestem bez winy. Oj nie. Często łapię się na tym, że krytykuję tam, gdzie jest to zbędne, widzę wady, gdzie ich nie ma, dostrzegam szarość tam, gdzie inni – zwłaszcza przyjeżdżający do Polski w odwiedziny – widzą bogactwo kolorów.

Najczęściej narodowe narzekanie wychodzi ze mnie w tych najbardziej banalnych, niemających większego znaczenia sytuacjach. Bo autobus spóźnił się 15 minut, bo nie było dokładnie takiego produktu w sklepie, jaki chciałem kupić. Zwyczajnie przywykając do dobrobytu, w którym żyję, zaczynam wybrzydzać i zrzędzić.

IMG_2183

Syberia

Czy uchodźcy wracają do siebie?

Później jadę w podróż, spotykam ludzi i szybko zdaję sobie sprawę jak małe są moje problemy, jak bardzo wyolbrzymione, przerysowane.

Dlaczego nie doceniamy tego jak jest? W swoim egoizmie zapominamy, że w większość krajów świata ma znacznie gorsze warunki do życia. Czy wiecie, że ponad 2 miliardy ludzi na świecie żyje poniżej granicy ubóstwa? To jest 22% światowej populacji! Zmuszeni żyć bez podstawowych produktów, bieżącej wody, opieki medycznej, czy pracy. Za mniej niż 4 zł dziennie. Trwają w ubóstwie, będącym efektem susz, nieurodzajów, trzęsień ziemi, tsunami, huraganów, rewolucji, zamachów stanu – czyli wszystkich katastrof, z którymi my nie musimy się borykać. Poza tym – wojny! Przecież w ponad 20 krajach na świecie aktualnie trwa wojna, a kolejne 47  jest zaangażowane w te i inne konflikty!

Ludzie ci nie mają wyjścia, muszą uciekać żeby żyć z godnością, albo w ogóle żyć. Kochają swoje kraje, lecz kraje te nie pozwalają im normalnie funkcjonować. Kochają, lecz jest to miłość wstawiona na próbę. Kochają – i co najważniejsze – w większości chcą wyjechać zaledwie na chwile. Chcą wrócić, tak szybko, jak tylko to możliwe.

Praktyczne informacje syberia

 

Jadę w podróż i poznaję przykładowo takiego Zahira. Starszego mężczyznę, żyjącego w Kirgistanie. Żyjącego w spokoju, mającego swoje pole, zwierzęta. Jak twierdzi, niczego mu nie brakuje. Kiedy wybuchły w Osz zamieszki na tle etnicznym, zmuszony był uciekać do Uzbekistanu. Z rodziną, dziećmi – jak tysiące mu podobnych. Jednak zaraz po zakończeniu rozruchów wrócili do siebie. Wrócili bo kochają miejsce, w którym się urodzili, gdzie spędzili całe swoje życie.

Innym razem spotykam Basima żyjącego w Kurdystanie, którego rodzina przez kilka lat, musiała się chować w górach, przed armią Sadama Husajna. On sam początkowo walczył z iracką armią, jednak został postrzelony i zmuszony dołączyć do ukrywającej się rodziny. Próbowali (kiedy jeszcze było to możliwe) uciekać do Turcji, jednak nie mieli tyle szczęścia co Zahir w Kirgistanie. W momencie, w którym było to najbardziej potrzebne, Turcja odmówiła wpuszczania kurdyjskich uchodźców. Basim ani myślał zostawać w Turcji, nawet jeśliby udało mu się tam skryć. Z szacunkiem wypowiadał się o swoim kraju, walczył za niego i jak twierdzi, emigracja miała być tymczasowa, aż do uspokojenia się sytuacji w północnym Iraku.

Patriotyzm na obczyźnie

Albo poznaję w końcu takiego Witalija! Uzbeka, który być może nie ucieka przed żadną wojną, ale także i jemu nie brakuje argumentów do narzeka na swój kraj. Witalij rok rocznie, na kilka miesięcy opuszcza swoją rodzimą ziemię i jedzie do Rosji w poszukiwaniu pieniędzy. Opuszcza, bo u siebie od lat nie może znaleźć stałej pracy. Wyjeżdża, a jednak zachowuje dobry humor, nie narzeka.

– Uzbekistan jest super! Wszystko mamy! – oznajmia. – Nie byliście jeszcze? Koniecznie musicie przyjechać popatrzeć. Miasta piękne, niesamowite widoki! Arbuzy też mamy, o taaakie! – rozpościera szeroko ręce, – Dynie? Jeszcze większe!

Przez większość życia hodował barany. Na sprzedaż, za całkiem niezłe pieniądze. Teraz jednak skupy płacą znacznie mniej, hodowla zwyczajnie przestała mu się opłacać. Żeby wyżywić bliskich, co roku musi wyjeżdżać za granicę w poszukiwaniu pracy. Mimo wszystko Witalij o swoim kraju mówi ciepło, w samych superlatywach. Kraju,  gdzie waluta co miesiąc traci na wartości, gdzie od 24 lat panuje ten sam, autorytarny prezydent, gdzie poza głównymi miastami zlokalizowanymi na zachodzie bardzo ciężko znaleźć pracę. Kraj, gdzie przez pół roku nie pada deszcz, a temperatury skaczące nawet do 50 stopni w cieniu, nie pozwalają normalnie funkcjonować.

– Ot! Kiedyś jadę przez pustynie do Taszkentu, a tu termometr pokazuje 52 stopnie! Nagle poczułem się źle, w głowie zaczęło mi się kręcić, a z nosa polała się krew. Miałem jechać do pracy, ale nic z tego nie wyszło. Rozchorowałem się i zaległem w łóżku na kilka dni. Prace dostał ktoś inny  – opowiada historię sprzed kilku lat. Nieco posmutniał, jednak po kilku sekundach, uśmiecha się ukazując błyszczące w świetle lampy srebrne, tylne zęby. – Ale co tam! I tak kocham swój kraj. Nie wyobrażam sobie emigracji do Rosji na stałe – macha dumnie ręką. – Mamy piękne tereny, bogatą historię i kulturę! Za każdym razem jak tutaj przyjeżdżam za pracą, odliczam tylko dni i godziny do powrotu – dopowiada.

 

uchodzcy a emigrancji

Witalij

Muszę przyznać, że imponuje mi swoim podejściem, pogodą ducha. Jest wyraźnie dumny z faktu bycia Uzbekiem. Rozmawia publicznie po Uzbecku – jak twierdzi – nie wstydzi się swojego pochodzenia. Nawet w Rosji nosi na głowie uzbecką tiubietiejkę, którą widzę pierwszy raz od zeszłego roku, kiedy to wielu Uzbeków miałem przyjemność poznać w Kirgistanie. Rzadki to też widok w Irkucku i innych okolicznych miastach Buriacji, żeby jakiś emigrant nosił swoje narodowe czapki, stroje.

Witalija poznaliśmy w ostatni dzień naszej podróży. Tekst ten piszę na tablecie, kiedy lecimy samolotem już do Moskwy, a z nami spakowane wczoraj późnym wieczorem w domu Witalija rowery. Będąc już przy lotnisku, zabieraliśmy się za pakowanie rowerów na wylot, wtedy z Uzbekiem poznał nas pracownik pobliskiego warsztatu samochodowego. Witalij usłyszawszy, że mamy zamiar spać na lotnisku, albo co gorsza w namiocie przy lotnisku, bez wahania zaprosił nas do siebie, do swojego tymczasowego mieszkania zlokalizowanego zaraz naprzeciw lotniska.

– No dawaj! Zahaditie, zahaditie – zaprasza do środka uśmiechając się szczerze i przecierając nieco zamglone alkoholem oczy. – Tam będziecie spać, tutaj się popakujecie, a jak skończycie to się napijemy trochę herbaty albo jakiejś wódeczki.

Witalij pracuje na budowie, dojeżdża trzy przystanki. Stary, drewniany dom w którym mieszka – nieczynną już banię – znalazł mu jego aktualny pracodawca. Znalazł, za darmo pozwolił mieszkać. – Miło z jego strony. Musiałem tylko pociągnąć sobie kable, ale to żaden dla mnie problem. Znam się na elektryce – cieszy się Witalij. – Jednak prawdę mówiąc, rozglądam się za nowa pracą! – potrząsa telefonem komórkowym, na którym przeszukuje jakiejś ciekawej oferty. – Praca elektryka, to byłoby to! Łatwa, dobrze płatna. – Aktualna praca na budowie,  gdzie stawiamy 15-piętrowy budynek – jest bardzo ciężka. Zwłaszcza dla człowieka w moim wieku. Stary jestem, 57 lat, siły już nie te – oznajmia, zwieszając nieco wzrok na bulgoczącą w garnku kolacją.

– Nic to jednak. Za 4 miesiące znowu wrócę do mojego Uzbekistanu. Nawet jak nie znajdę lepszej roboty. Stęskniłem się jak cholera! Może u nas poszukam jakiejś mało płatnej pracy i jak bóg da, a zdrowie dopisze, to za rok znowu przyjadę – podsumowuje.

Patriotyzm na emigracji. Po co uchodźcy wracają do siebie

Może nie chcą?

Oczywiście Witalij to tylko przykład. Jeden z wielu, jakich kiedykolwiek spotkałem. Takich „Witalijów”, „Basimów” czy „Zahirów” spotyka się często i w wielu krajach. Wierzę też, że o takich właśnie ludziach słyszymy ostatnimi czasy w mediach. O ludziach szukających schronu, marzących o powrocie do swojego ukochanego kraju.  Patriotach na emigracji, którzy mimo tego, że musieli wyjechać, o swojej ojczyźnie nie zapomną, zawsze i wszędzie wypowiadać będą się o niej ciepło i z szacunkiem.

Niezwykle to trudne, z pewnością dla wielu nieco dziwne. Sam, mimo że nie chcę emigrować, życzyłbym sobie tyle optymizmu w stosunku do swojej ojczyzny. Kiedy tylko zaczynam narzekać, staram sobie przypomnieć o tych wszystkich spotkanych ludziach, którzy mają znacznie gorzej niż ja. Przypomnijcie sobie też i Wy, kiedy przeczytacie kolejny, oskarżający artykuł skierowany w stronę emigrantów czy też uchodźców wszelakich. Może nie chcą nas okraść, wykorzystać, narzucać swoich praw? Może nie są oni tacy źli?

Karol Werner

poprzedni wpis
następny wpis
 

Podobało się? Daj lajka!

 
 
 

Komentarze (54):

  1. Przeczytałem – 100% zgody! Lekko i bez napinki. Życzyłbym takiego spojrzenia na nasz kraj bardzo wielu ludziom. Tylko przez kontrasty można poznać w jakiej się jest sytuacji, a bardzo wielu z nas – Polaków, mimo lekcji historii w szkołach nic już nie pamięta z tego co było 70 lat temu. Zaczynają zachowywać się tak samo… I to jest bardzo przykre. Wyzywa się nas – tolerancyjnych – od lewaków, czy nawet gorzej. Organizuje się jakieś faszyzujące zgromadzenia itd. Zamiast skupić się na życiu wśród innych ludzi, niekoniecznie tylko swojej narodowości i przynależności kulturowej. Bo to w końcu jest najważniejsze.

  2. pat pisze:

    Przez kilka lat pracowałam w Czerwonym Krzyżu w Danii, byl to ośrodek dla azylantów. Tam otworzyłam moje oczy na świat i zrozumiałam jakim szczęśliwym człowiekiem jestem. Pochodzę z Polski w której miałam wszystko. Wyjechałam z miłości do męża. Nie lubię narzekać, bo życie jest piękne. Nauczyli mnie tego moi praktykanci ze Somalii, Iraku i innych stron świata. Z wielką miłością opowiadali o rodzinie, o naturze, historii, mimo iż byli okaleczeni, psychicznie lub fizycznie. Nienawidzą systemu politycznego, wojny ale swój kraj kochają ponad wszystko. Nie powinnam pisać więcej, bo mogę zostać zlinczowana.

  3. Popieram i Leszka i ciebie.

  4. Przeczytałam i niestety obawiam się, że strasznie chcesz się łudzić, że kilkadziesiąt tysięcy młodych, silnych „uchodźców” chce się dostać na łatwy socjal i ewentualnie rozwalić państwo od środka. Niestety, mam mało wiary w to, że ci ludzie jadą z pokojowymi zamiarami do państw, które tak naprawdę rządzą Europą.
    Niemniej jednak fajny był ten Twój tekst :)

    • Karol Werner pisze:

      Rozumiem, że miało być „nie chce się dostać na łatwy social…”.

      Hm. Nic nie zakładam, nic się nie łudzę. Jakoś bardziej skłaniam się ku tezie, że większość uchodźców jednak szuka tymczasowego schronienia, nie nowego kraju do życia.

  5. cs pisze:

    Karol, chyba jest prawdą, że ci, którzy mają najmniej, potrafią być najhojniejszymi istotami pod słońcem – bardzo pogodnymi i uczynnymi. Niestety w Twoim tekście wyczuwam polityczną naiwność. Przybywający do Europy uchodźcy nie będą chcieli jej opuścić. Wiem to z własnego doświadczenia obcowania z nimi w Wielkiej Brytanii. Mam wielu przyjaciół, która wróciła do Polski, ale nie znam żadnego muzułmanina – poza studentami – którzy się na to zdecydowali.

  6. kar pisze:

    Nie bardzo rozumiem ludzi którzy „kochaja” swój biedny kraj. Krajem człowieka jest ten kraj który go nakarmil. Polska nie wykarmi swoich rodaków dlatego ludzie na nią narzekają. Ja nie jestem polka, nie czuje się nią, nie wiem co to znaczy być polka. Wiem ze moja ojczyzna będzie ten kraj który da mi normalnie żyć. W sumie to po co dzisiaj komu takie kraje jak Polska gdy istnieją bogate i świetnie rozwinięte?

  7. DK pisze:

    Świetny tekst Karol,

    Wróciłem z Irlandii kilka lat temu i cały czas nie mogę się odnaleźć. Nie dla tego że jest mi tu źle. Mam wszystko co jest mi potrzebne, tak jak piszesz. Nawet to lato było cudowne.
    Irlandia zmieniła moje postrzeganie świata i nie mam ochoty narzekać i biadolić. Problem jest taki że czuję się tu „kosmitą”, postanowiłem unikać ludzi, którzy biadolą, narzekają i obgadują innych. Niestety to chyba nie był zbyt dobry pomysł ponieważ niewiele znajomych mi zostało z którymi miałbym ochotę się spotkać. Właściwie to nikt nie został. Skoncentrowałem się na pracy i rodzinie, moje życie towarzyskie nie istnieje.
    Jednakże budzi się kiedy odwiedzam Irlandię, mimo niezbyt ciepłego klimatu to ludze powodują że Irlandia jest gorąca dla mnie i bardziej wyjątkowa, czyje …. że żyje, oddycham pełną piersią.

    Będąc w Polsce mimo wszystko staję się „Polaczkiem” i nie wiem jak to powstrzymać. Nie chcę urazić nikogo bo to historia spowodowała to kim jesteśmy.

    CS ma też dużo racji. Co prawda poznałem tylko kilku muzułmanów, ale jeden z nich powiedział mi kiedyś że on nie ma do czego wracać i nie zamierza wracać ale boi się że będzie musiał. Nie do końca wiem o co mu chodziło więc tylko muszę sobie wyobrazić jak jest mu ciężko, żyć cały czas w strachu.

    Ludzie u mnie w pracy uważają że powinniśmy zamknąć granice Europy i nie dopuścić do islamizacj. Ciężki temat :(

  8. Łukasz pisze:

    Bardzo miły, lekki, ale przede wszystkim potrzebny i aktualny tekst. Na imigrantów/uchodźców patrzę przede wszystkim jak na ludzi potrzebujących pomocy, którym w miarę możliwości pomóc po prostu trzeba. Oczywiście nie jest to problem zerojedynkowyi wiele aspektów jest kontrowersyjnych, ale nie widzę potrzeby rozpoczynania kolejnych dyskusji u Ciebie. Moje sumienie nie pozwala mi tolerować wszechobecnej nienawiści i popieram akcje pomocy uchodźcom, nawet jeśli w niektórych przypadkach miałoby się to okazać naiwnością.
    Co do narzekania niektórych na nasze polskie realia, podpisuję się pod Twoją opinią wszystkimi kończynami ;-) W wielu przypadkach wystarczyłoby wysłać „narzekaczy” w egzotyczną kulturowo podróż, żeby zweryfikowali swój stosunek do tego, co mamy…

  9. tchorzyk pisze:

    Zgadzam się! Ja największy szok przeżyłem jak wróciłem z Maroka. W Hassie Labied pod Merzougą mieszkaliśmy u hosta, miejscowe dzieciaki próbowały sprzedawać nam skamieniałości za 3euro, w Ourzazat mieszkaliśmy u hosta w mieszkaniu praktycznie bez wody i kanalizacji, komputer hosta to stary pecet jakiego ja miałem w podstawówce i już go dawno na śmietnik wyrzuciłem, w Rabacie dzieciaki sprzedające chusteczki higieniczne. Wracam do Polski, jestem w odwiedzinach u chrześniaka i jego rodzeństwa- telewizor plazmowy, tablety, smartfony, playstation i jeszcze narzekają że im źle, że trzeba się uczyć i do szkoły chodzić. Wtedy sobie uświadomiłem jak bardzo się cieszę iż mieszkamy jednak w Polsce i jak wspaniałe dzieciństwo miałem.

  10. Ze wszystkim, co piszesz się nie zgadzam, a może po prostu trudno mi się odnieść. Ale z tym, jak bardzo nie doceniamy Polski – bardzo. Od kilku lat żyję w Australii, która przez wielu uznawana jest za tą złotą krainę i pewnie mnie zaraz obrzucą kamieniami, ale trudno – pod kilkoma, a może nawet pod kilkunastoma względami, to Polska jest zdrowsza i mądrzejsza. W czym? To by była długa dyskusja, ale kilka dni temu sprowokowała ją moja siostra, która dopiero co była u mnie, w Australii na wakacjach i wiele rzeczy ją negatywnie zaskoczyło, teraz Ty, tym tekstem powodujesz ją w mojej głowie znowu, więc chyba czas o tym napisać. Tak zdroworozsądkowo. Czasem trzeba Karol ponarzekać, ciągłe zachwyty prowadzą tylko do złudzeń.

  11. Tomi pisze:

    Cześć Karol i cześć wszystkim
    Zgadzam się z twoimi poglądami i dzięki że o tym napisałeś. Zauważam pewną włąściwość w życiu, jeżeli jesteś dobrze do ludzi nastawiony, potrafisz byc życzliwy i nie sądzić tylko po pozorach to spotykasz wokół siebie ludzi z podobnym podejściem do życia. Jestem młodym człowiekiem, lecz pewnego razu zdałem sobie sprawę, że życie to ciąg elementów skończonnych i kiedys trzeba będzie się pożegnać ze wszystkimi i ze wszystkim. Więc jak takimi kategoriami się popatrzy na świat i ludzi to szkooda czasu na narzekanie i widzenie świata w czarnych kolorach. Choć one także są. Myślę, że mamy obowiązek pomagać ludziom w potrzebie, w tym wypadku uchodźcom. Tylko dlaczego nie zrobić tego mądrze. Sądzę że należy wszystko „robić z tzw. głową”. Pomaganie to wielka sztuka, któa uczy mądrości i otwiera ludzi na siebie. I tu jest pytanie do nas wszystkich i sobie samemu zadaję je także: jak mądrze mógłbym pomóc tym ludziom i jak nasz kraj mógłby mądrze pomóc tym ludziom. Także życzę nam Polakom mądrości i otwartości serca, bo co może być ważniejsze w życiu. Napewno nie jest to materializm i konsumpcjonizm, a chyba to nas wszystkich uwiera. Dzięki jeszcze raz za to co napisałeś. Też wybieram taką „naiwność” życiową, gdyż świat jest kolorowy a kolor czarny jest tylko jednym z milona kolorów.

  12. zciekawoscia pisze:

    Bardzo fajny tekst :) również zauważyłam, że nasi rodacy (jak i ja sama czasem) narzekamy na błahostki. Martwi mnie to, że gdy spotykam rodaków za granicą, podróżujących czy to pracujących w danym miejscu, oni często narzekają na Polskę. Potwierdza to Twoją tezę, że uwierzyliśmy w to, że u nas jest źle. A przecież tak nie jest. Każdy z nas może być kiedyś zmuszony do emigracji i co wtedy?

  13. ;)przeczytałam i przemyślałam;)

  14. Jak dla mnie bardzo „bezpieczny” tekst. Jasne, można spojrzeć na to globalnie, możemy podać liczby, pokazać statystyki. Niestety świat jest tak skonstruowany, że jest bieda, są wojny, których kompletnie nie pojmuję, jest niesprawiedliwość. Oczywiście, patrząc na te liczby, możemy poczuć się lepiej, możemy być wdzięczni, że my akurat żyjemy w takim a nie innym miejscu. Bardzo często mam właśnie taką myśl, jak to dobrze, że urodziłam się w Polsce, w kraju nie najbogatszym i nie najpotężniejszym, ale bezpiecznym, w którym mogę spokojnie żyć i pracować. Fakt, Polacy słyną ze swojego narzekania i malkontenctwa, ale może coś jest na rzeczy? I tu dodam coś z własnego podwórka, co ostatnio totalnie mnie rozwaliło. Tak, półki pełne, nowe stadiony i budynki… ale do specjalisty czekasz 2 lata, na operację to samo, a jak nie to wyskakuj z kasy i to jakiej. A sposób diagnozowania ociera się o sąd. Wiesz Karol, z tego co kojarzę, dopiero zaczynasz swoją zawodową karierę, więc pewnie jeszcze długie lata pracy przed Tobą. Uwierz mi, że w takiej sytuacji, gdy chodzi o zdrowie, a Ty bijesz głową w mur, to ciężko jest nie narzekać, bo człowiek haruje, płaci składki, a potem i tak nic z tego nie ma, musi czekać, za leczenie musi płacić… jeśli ma pieniądze, bo jak nie, to kiepska perspektywa. I w tym przypadku to nie jest błahostka. I najgorsze, że owe przypadki nie są odosobnione. Dla mnie to jest „ruina”. Niczego nam nie brakuje? Nie wypowiadałabym się za wszystkich, ale to już jest temat na kolejny artykuł, być może mój, bo tu śmiem się nie zgodzić. I nie jest dla mnie argumentem to, że inni mają gorzej, bo to nie jest punkt odniesienia w takiej kwestii. Wszystko pięknie wygląda, gdy jest się zdrowym, gdy można sobie jeździć po świecie i wznosić się ponad te wszystkie przyziemne sprawy. Nie chcę być źle zrozumiana, po prostu punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Oczywiście rozumiem Twój punkt widzenia i też go podzielam, wiem, że mam za co być wdzięczna i bardzo doceniam fakt, że mieszkam w Polsce. I to również prawda, że ci, co mają niewiele, są o wiele bardziej chętni do dzielenia się z innymi, często są również o wiele szczęśliwsi. Często się wkurzam na siebie, że tracę dystans i potrafię sie zafiksować na rzeczach kompletnie nieistotnych. Jakoś człowiek wsiąka w to szybkie życie i traci równowagę. A co do uchodźców, to problem nie polega na tym, czy pomagać, czy nie, ale jak. To wszystko wymknęło się spod kontroli i póki co nie ma dobrego rozwiązania. Bo czy rozwiązeniem będzie trzymanie ludzi w kraju wbrew ich woli? I tak sobie myślę, skoro ci ludzie tak bardzo chcą pozostać w Niemczech, tyle trudu sobie zadali, taki szmat świata przemierzyli, to co się będzie działo, gdy nagle zostaną odesłani do krajów, w których mieszkać nie chcą…? Różnie to może się skończyć.

  15. Ola Wysocka pisze:

    A ja uważam, że abstrahując od sytuacji oczywistych typu emigracja wymuszona brakiem możliwości życia we własnym kraju, są ludzie, którzy po prostu do swojego kraju nie pasują. Z jakiegoś powodu czują się lepiej gdzieś indziej, i wcale nie dlatego, że w tym innych kraju jest lepiej, bo nie jest, każde miejsce ma swoje wady, ale jest inaczej, jest inny zestaw różnych elementów składających się na codzienność i może ten inny zestaw jest dla kogoś akurat bardziej znośny. Mieszkałam już poza Polską i jestem przekonana, że prędzej czy później wyjadę z niej na stałe. I nie jest to narzekanie, i wiem że inni mają gorzej bo wojna, głód, itd, itp, i pewnie jak już wyjadę to czasem nawet zatęsknię za Mazurami, ogórkami małosolnymi i truskawkami, i z dumą się moją polskością będę obnosić, ale z różnych powodów nie chcę tu mieszkać do końca życia. Natomiast mieszkałam m.in. w LIbii, gdzie obecnie sytuacja jest niezbyt ciekawa, i zaprzyjaźniłam się m.in. z Polką, żoną Libijczyka, która mieszka tam już dwadzieścia parę lat, ma dzieci, które tam się wychowały i powoli zakładają własne rodziny, niedawno zmarł jej mąż, mogłaby wziąć najmłodszą córkę i wrócić do Polski, gdzie też ma rodzinę, ale mimo, że nie jest jej łatwo, nie jest bezpiecznie, ani myśli o…emigracji, bo tak w jej przypadku trzeba by nazwać powrót do ojczyzny. W każdym razie wierzę, że dla nikogo z tych, którzy przybywają teraz do Europy, decyzja o wyjeździe z własnego kraju nie była łatwa, ani nawet podyktowana niemieckim socjalem, choć na pewno różne są ich motywacje i różne plany/nadzieje na przyszłość.

  16. Tomek Bubel pisze:

    Ci co są na emigracji mówią, że tak,ci co zostali mówią że nie. Sam uważam że tak. Choć zostałeem w Polsce.

  17. Patryk Patryk pisze:

    Świetnie napisany artykuł, ale jednak nie zgodzę się, że mamy działający system emerytalny (piramida finansowa, tfu!) i edukację na wysokim poziomie (zbiurokratyzowana, zcentralizowana). Gdyby muzułmańscy imigranci byli nieszkodliwi, nikt by nie robił z ich powodu problemu. Myślę, że błędem autora jest porównywanie Polski do gorszych, zamiast do lepszych miejsc.

    • Karol Werner pisze:

      Ja nie porównuję do gorszych miejsce, ale przypominam, że w ogóle takowe istnieją – o czym często zapominamy porównując się tylko do TYCH LEPSZYCH, sugerując, jakbyśmy mieli najgorzej na świecie. Ja dalej uważam, że mamy działający (póki co) system emerytalny i dobre, darmowe szkolnictwo. Może nie najlepsze na świecie, ale i tak dobre.

      Z wszystkim mi znanych źródeł, moich własnych doświadczeń i znajomych jeżdżących po świecie i mieszkających na zachodzie wnioskuję jednak, że imigranci w 99% nie są szkodliwi. Problem robimy, bo boimy się tego co inne, nieznane, a media zawsze chętnie poruszają kontrowersyjne tematy, dla lepszego efektu je wyolbrzymiając

      • Patryk Patryk pisze:

        Miałem okazję miesiąc temu mieszkać przez 2 tygodnie u muzułmanina (w Turcji) – świetny człowiek, respektujący kulturę europejską. Jednak jeśli chodzi o uchodźców, których Niemcy SIŁĄ chcą rozdzielić po Europie, nie widziałem ani jednego wiarygodnego materiału, który by ich przedstawiał w przychylny im sposób. Zazwyczaj widzę bójki i rozróby.

        • Karol Werner pisze:

          No to najwyraźniej źle szukasz. Polecam zerknąć chociażby w relacje na facebooku takich osób jak Łukasz Supergan, Podróżniccy, Halo Ziemia, którzy byli (Łukasz dalej tam jest) i opisują obiektywnie jak to wygląda, bez jakiejkolwiek nadinterpretacji, selekcji, wyrywanych z kontekstu fragmentów jak to ma miejsce w mediach Emotikon wink

  18. Claus pisze:

    Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. To że w Polsce ludzie narzekają na swój los, nie dziwię się im. Jakbyś ty pracował pięknoduchu za 1500-1700 złotych miesięcznie po 200 godzin w jakiejś hurtowni, magazynie, sklepie i musiałbyś jeszcze z tego utrzymać rodzinę. Ciekawe, czy i ty byś nie narzekał na swój los. A wiele ludzi, nawet w Warszawce pracuje na umowy śmieciowe i zarabia mniej niż wynosi płaca minimalna! I to jest w kraju, w środku Europy w XXI wieku!

    Piszesz, że podobno Polska jest krajem bogatym. To dlaczego tyle ludzi, ponad 3 miliony Polaków wyjechało po 89r. za granicę? Zgadza się, jak ktoś przyjedzie z jakiegoś afrykańskiego bantustanu, Kambodży, Afganistanu, to taka Polska może być dla niego zamożna. Półki uginają się od wszelkiego towaru. Ale dla takiego Irlandczyka, Luksemburczyka, Austriaka, Szwajcara, Duńczyka (czy innego mieszkańca Europy zachodnie)j, Polska jest krajem biednym z płacami 3-4 razy niższymi niż w ich rodzimych krajach.

    • Karol Werner pisze:

      Fakt, nie mam rodziny na utrzymaniu (jeszcze), ale jak najbardziej Cię rozumem. Akurat moje wynagrodzenie w firmie jest zaledwie kilkaset złotych wyższe niż to podane przez Ciebie, co również nie powala – nieprawdaż? Jednak staram się szukać innych źródeł pieniędzy, rozwijam po pracy bloga, fotografuję, dorabiać pisząc o podróżach – co w sumie daje mi zdecydowanie ponad 300 godzin pracy miesięcznie. Przychodzę po 8 godzinach pracy do domu, siadam do kompa i tworzę przez kolejne 6 godzin. W weekend więcej. Staram się nie narzekać, tylko działać, przekuć swoją pasję w pracę. Zrobić coś, aby żyło mi lepiej. Od narzekania nikomu się nie polepszyło…

      • lilka pisze:

        Można szukać, oczywiście ale kosztem więzi z partnerem i dziećmi. Ale jak sam zauważyłeś czasem nie ma wyboru.
        W Polsce też mamy niedożywione dzieci. Nie zdawałam sobie sprawy jak dużo ich jest dopóki moja córka nie poszła do szkoły.
        I owszem ogromna rzesza ludzi na świecie żyje w nieporównywalnie gorszych warunkach niż te u nas. Ale proszę okażcie trochę zrozumienia dla ludzi którym ciężko jest przetrwać w Polsce.
        I żeby nie było, emigracja i uchodźctwo jest wpisane w historię ludzkości. Jeśli my jako naród korzystaliśmy z takich rozwiązań to nie mamy prawa odmawiać ich innym.

  19. Bzdury. Już w pierwszym akapicie wypisales Przyjacielu takie głupoty, że nie wiem czy jest sens to komentować. Wyrażasz baaardzo naiwne i niepodparte zadna wiedza opinie o Polsce – system emerytalny wydolny ?? Ha ha, sluzba zdrowia?? technologie, edukacja , akurat fakty sa takie ze wszystkie te dziedziny leżą i kwicza, oczywiscie w porownaniu do Uzbekistanu to faktycznie kwitniemy. Musisz Przyjacielu zrozumieć, ze gdy mowa np o „polsce w ruinie” to nie chodzi o to ze nie ma ladnych budynków, aquaparkow, autostrad bo są, chodzi o ruine Państwa jego instytucji, jego prawa, jego elit, tego wszystkiego co czyni je suwerennym i zdolnym do dbania o interesy swoich obywateli. Przyklad dlaczego jest to tak bardzo ważne – wspomniane technologie, tak sa, grafen np i co ? I zaprzepaszczono szanse by polska byla liderem tej technologi – klania sie Polska w ruinie, rozumiesz ? Tyle o Polsce. Co do emeigrantow/uchodźców – przykro mi ale ameryki nie odkrywasz, opisujesz bardzo prosta psychologiczna zależność idealizowania tego co sie utraciło, „wszedzie dobrze, ale w domu…”, co gorsza wyciagasz totalnie nielogiczne wnioski – czy emigranci sa patriotami – tak, wiec skoro kochaja swoj kraj to czyj nienawidzą ? A skoro nielubia kraju do ktorego przyszło im emigrowac za chlebem to czy stanowia dla jego mieszkancow zagrożenie ?? Mowisz nie… dziwne , ja mówię tak. Przytoczyles ladna historyjke o witaliju, ja przytocze moja rozmowe z pewnym marokanczykiem pracujacym tak jak ja w Rotterdamie, otoz ow marokanczyk wydawac by sie mogło zupelnie zasymilowany (jezyk, praca) , nienawidzil holandii i holendrow, nienawidzil kraju ktory umozliwil mu utrzymanie rodziny w nl i w Maroku, musze powiedzieć ze ta niechec jest zjawiskiem popularnym również w gronie np polskiej emigracji, ja po swoich doświadczeniach stawiam tezę taka : jest bardzo mala grupa emigrantow ktorym sie „udaje” w obcym.kraju , bez znajomosci jezyka, bez wyksztalcenia, w calej reszcie narasta ogromna frustracja i ma ona ogromna ochote rozniesc w pyl miejsce do którego z taka determinacja zmierzali a ktore zamiast rajem okazalo sie kolejnym miejscem utrapienia, odmiennosci kulturowo religijne tylko ten efekt potęgują. I co ty na to ?

    • Karol Werner pisze:

      Hm. Co ja na to? To samo co w tekście – nie zgadzam sie!  

      PS. Coś nieuważnie przeczytałeś, bo nigdzie nie wyciągam wniosków, że skoro emigrancki kochają swój kraj, to muszą czyjś nienawidzić (czyli ten, do którego przyjechali). Bzdury. Poza tym, to samo co wyżej. Nie zgadzam się, a dalszych argumentów wyciągał nie będę, bo są w tekście. ;)

      • Zgadza się ktoś tu nie czytał uważnie – teza o tym, że skoro emigranci kochają swój kraj to nie lubią tego w którym przyszlo im pracowac na chleb to moja teza , Twoja P.Kolego jest dokładnie odwrotna z tym , że nie znalazłem żadnego argumentu przemawiającego za wyciągnieciem takiego wniosku – bo niby że co – jeśli Witalij kocha Uzbekistan to nie będzie pluł na Polske ? Jesli Mohammad kocha swoją Libie przyjedzie przez morze do Polski a tu prawie taka bida jak u niego to nie będzie pluł na Polske ?? to chcesz powiedzieć ? Bo dokładnie to wynika z tego co napisałeś, dla mnie głupota. Żeby być sprawiedliwym muszę jednak dodać coś jeszcze – uważam, że akurat religia ma bardzo mały wpływ na takie a nie inne podejście emigrantów. Powszechna „po tej stronie barykady” jest opinia że islam jako taki nam zagraża, że islam jest czymś kategorycznie złym – otóż to też jest fałsz, człowiek wyrwany ze swego otoczenia instynktownie szuka czegoś mu znajomego i kurczowo sie tego trzyma , a jedyną rzeczą która jest wspólna dla tych ludzi z róznych krajów przecież, jest akurat islam, proszę zauważyć w krajach muzułmańskim wbrew temu co można usłyszeć w massmediach bardzo mało jest radykałów – w takim Iranie wiekszość zwykłych obywateli ma dość islamu, a na emigracji ?? radykalizm kwitnie , i musi kwitnąć – radykalizm religijny, nacjonalizm to jest mechanizm psychologiczny o którym twórcy multi kulti zapomnieli , a który sprawia że od lat na naszych oczach ta idea upada. Proszę Cie Kolego nie propaguj upadłych idei bo to co napisałes to jakby w 88’r. pisać ponflet dla tow. Jaruzelskiego kiedy wkoło wiadomo ze socjalizm zdechł.

        • Karol Werner pisze:

          Ok, to nie zrozumiałem faktycznie. Nie zmienia to faktu, że w dalszym ciągu uważam, że racji nie masz. Wiesz dlaczego chociażby taki uchodźca nie będzie na Polskę narzekać? Bo nie ma u nas wojny jak u niego i nic mu nie zagraża. Podobnie z Iranem. Młodzi może mają islamu po dziurki w nosie, jednak starsi są w ogromnej większości wierzący i praktykujący.

          • Dawid Bułakowski pisze:

            Wszystko ok , tylko temat jest taki – jeśli mowimy o wojnie, zagrożeniu życia to dzis mówimy o Syrii a więc uchodźca kończy sie na granicy Tureckiej, Libanskiej w ktorych to krajach zagrozenia zycia przecież nie ma, dalej zaczyna juz się emigrant. No ale widze ze będziemy sie pięknie różnić, może to i dobrze bo nie byłoby z kim podyskutować :)

  20. Zgadzam się z tobą Karol, zwłaszcza co do niedoceniania przez Polaków kraju w którym przyszło nam żyć. Zjeździłem większość krajów Azji. System emerytalny w ogóle w większości nie istnieje. Państwowa służba zdrowia jest często siedliskiem chorób, jeśli w ogóle jest takowa. A biurokracja i poziom korupcji nie przypomina niczego co u nas ktokolwiek kiedykolwiek doświadczył. Nie mówiąc o prawach człowieka, które w większości są znacznie częściej łamane niż w Polsce. Moja dziewczyna Indyjka, która jeszcze dwa lata temy żyła w Mumbaju w Indiach określa nasz kraj rajem i przez wiele miesięcy nie mogła pojąć o co tym Polakom chodzi w narzekaniu na emeryturę czy służbę zdrowia. nie mówiąc o tym, że zalatwienie sprawy w urzędzie trwa chwilę i nikomu nie trzeba dawać prezentów. Nawet nikt o nich nie wspomina.
    Oczywiście jak się porownuje do tych kilkunastu bogatszych krajów to przegrywamy jeśli chodzi o socjal. Ale to tylko kilka procent ludzkości. Reszcie się marzy nasza Polska w ruinie.

  21. Wacław Rubka pisze:

    Oczywiście dokonując porównania z krajami Azji wpadamy super ,można jeszcze porównywać do krajów Afryki to wypadniemy jeszcze lepiej lub do Antarktydy tutaj to będziemy mistrzu świata. …

    • Karol Werner pisze:

      Jasne, zgadzam się, że trzeba porównywać się do krajów zamożniejszych, jednak tutaj nie o porównywanie chodzi, a o nie zapominanie, że tam też są inne, znacznie biedniejsze od nas kraje.

  22. Wacław Rubka pisze:

    Skoro jest tak pięknie to skąd prawie trzy milionów emigracja. ..

  23. Karol Wijas pisze:

    trochę dziwny tekst, mniemam że jednym z jego celów było przekonanie Polaków że „uchodźcy” przyjadą, pobędą tyle ile będą musieli i wrócą do siebie? przecież to bzdura. Po pierwsze nie przyjadą, a jak przyjadą to po to żeby wykonać u nas jakieś określone zadania. Przecież normalnych, pokrzywdzonych ludzi bezpieczeństwo czeka dużo bliżej już. Czemu mieli by przyjeżdżać nad Wisłę? do kraju tak dalekiego, dalekiego kulturowo, religijnie, gdzie nie ma rodaków tych ludzi, wcześniej już osiedlonych? tylko podstawieni ludzie mający określone zadania mogą chcieć przyjechać do Polski. Przykłady które podawał autor to przykłady emigracji bliskiej, też zarobkowej, za jedną, góra dwie granicę. Do kraju który silnie oddziaływał przez wiele lat na kraj biedniejszy, nazwijmy go wyjezdnym. Emigracji do kraju raczej wrogiego, emigracji gdzie trzeba się bezwzględnie dostosować do tam panujących praw. Zwłaszcza będąc „Czarnym”. Wiadomo że wtedy ludzie pragną bezpiecznie popracować, nie zostać oszukanym i wrócić. Nie stanowią najmniejszego zagrożenia. Ten tekst ma się tak do sytuacji „uchodźców” europejskich jak czarno biały telewizor z lat 70 się ma do niebieskiej naklejki na kostce rubika

    • Karol Werner pisze:

      Hej. Najdziwniejsze porównanie jakie słyszałem/czytałem w tej dekadzie :)

      Tekst ten to teza podparta pewnymi doświadczeniami, historiami ludzi spotkanych prze zemnie. Tekst mający dać do myślenia, wywołać dyskusję. Tekst, który – w końcu – nie miał takich celów, jak to sugerujesz, bo nie tyczy się tych samych emigrantów/uchodźców, o których mówisz. Swoją drogą zadaj sobie to pytanie w drugą stronę. Dalczego Polacy uciekający przed kataklizmem II wojny światowej udali się do tak dalekiego – zarówno religijnie jak i kulturowo Iranu? I to w liczbie ponad 100 tysięcy? :)

      • Arek pisze:

        Oj Karol. Z Tym Iranem to strzeliłeś sobie w kolano :) Polacy nie znaleźli się tam dlatego, że Iran był taki fajny i przyjacielski i zdecydował się przyjąć polskich uchodźców wojennych, tylko dlatego, że emigracyjny rząd Polski w Londynie zerwał stosunki dyplomatyczne z ZSRR, kiedy wyszło na jaw, że Niemcy odkryli masowe groby polskich oficerów w Katyniu. Wówczas tworzona na terenach ZSRR polska armia zależna od rządu emigracyjnego w Londynie (gen. Andersa) (było to efektem układu Sikorski-Majski) została skierowana do Iranu będącego pod brytyjską kontrolą.
        Tym samym Polacy w Iranie to bardziej przypadek historii, niż efekt klęski kampanii wrześniowej. Polacy w Iranie, to w głównej mierze osoby deportowane przez sowieckiego okupanta w głąb ZSRR (łagry, Sybir i inne „ciekawe miejsca”) oraz potomkowie osób zesłanych we wcześniejszych zawirowaniach historii.

  24. Pati pisze:

    Uważam, że poruszyłeś bardzo trudny temat. Po części zgadzam się z tym co piszesz. Zwłaszcza z tym, że Polacy marudzą na WSZYSTKO. Nie będę się rozwodzić nad porównanie do uboższych krajów, bo temat został już w innych komentarzach wyczerpany. Za to twierdzę, iż powinniśmy porównywać się do tych lepszych.Dlaczego? Bo to umożliwi nam dążenie do polepszenia Polski. Powinnyśmy uczyć się na przykładach innych państw, analizować ich sukcesy i porażki a potem wnosić do życia. Większość pewno myśli sobie „co ja mogę?” Dużo! Żeby było nam lepiej trzeba zacząć najpierw od siebie, a potem od innych.
    Co do emigrantów… Masz rację, że większość jest dobrych. Ludzie na Bliskim Wschodzie są przemili, pomocni jak żadni inni w europejskim kraju. Ale… Taka fala uchodźców naprawdę nam szkodzi. Ominę aspekty ekonomiczne. Bardziej chodzi o odmienność kulturową. Koran pod pewnymi sprawami jest bardzo staroświecki (trywialnie mówiąc). Odbiega (czasem bardzo) poglądami od naszych europejskich.Ale nie wszyscy są radykalni. Racja. Tylko co z tego jak ze 100 uchodźców znajdzie się jeden radykalny co wysadzi się w metrze? Co mi wtedy z tego,że większość jest dobra? Nie powinniśmy zamykać się na tych ludzi, jednak przyjmujmy chrześcijan, którzy są bliżsi nam, Polakom.
    A tak w ogóle zastanawiałeś się dlaczego większość chce do Niemiec? Bo jakbym uciekała od wojny to byłabym szczęśliwa w każdym innym miejscu, gdzie jej nie ma. Taka kwestia do zastanowienia się.
    I jeszcze jedno. Smutna prawda jest taka, że emigrują tylko Ci, których na to stać.Najbiedniejsi nie mają takiej możliwości.Europa zamiast skontrolować falę uchodźców, umożliwiając im legalne dostanie się do Europy to sprawiła, iż karmimy tych, z którymi walczymy. Od dawna wiadomo, że część przemytników sponsoruje dżihadystów.Już nie mówiąc o przyznania się przez nich do tego, że w całym tym zamieszaniu są też ich wojownicy. Nie brzmi to dobrze…
    W tym wszystkim zapomnieliśmy o tym, że najważniejsi jesteśmy My i Polska. Nikogo innego nie obchodzi nasz kraj, dlatego zamiast iść za owczym pędem powinniśmy chodź raz pomyśleć o sobie.

    • Karol Werner pisze:

      Hej, dzięki za tak wyczerpujący komentarz. Jasne, że trzeba wzorować się na lepszych chcąc się rozwijać jednak nie można zapomniać o tych słabszych. Nie lubię zaś takiego gadania – że jeden wysadzi się w metrze! Przecież to nie jest żaden argument. Wśród chrześcijan są tak samo tzw. czubki (Breivik?), też zdarzają się rzadko, ale mamy ich przyjmować, bo są niektórym z nas… bliżsi? :)

      Jasne, zgadzam się, że zapewne w sporej części uciekają też emigranci, jednak nie zapominaj, że kraje ościenny tych, gdzie jest wojna już przyjęły OGROMNE ilości uchodźców, a to co kieruje się do nas to niewielki procent tego. Zbyt mocno rozgraniczamy, zbyt zerojedynkow. NIech wszyscy sobie idą tam, a nam dają spokój bo jesteśmy daleko, my nie musimy ;)

  25. Ogólnie zgadzam się z Tobą Karol. Życzę Ci abyś jak najdłużej zachował swój optymizm i wiarę w ludzi.
    Moje minione 66 lat życia tylko do części rodaków nastawiło mnie sceptycznie.
    Ci których możemy się obawiać nie przyjdą na piechotę. Oni i ich wspólnicy przylecą samolotem i racze w klasie biznesowej.
    Ciekawe, że PSL, który od wielu lat wspiera islam (ubój rytualny) chce arabskich petrodolarów a samych arabów już nie, Typowa chrześcijańska hipokryzja.
    Nie napiszę więcej bo bym za mocno namieszał.

    Pozdrower

  26. Dawid Białowąs pisze:

    Nie wdając się w dyskusję dotyczącą uchodźców przyjmowanych przez europejskie państwa (bo myślę, że jednak nie to było głównym przesłaniem Twojego tekstu), chciałbym wyrazić swoją opinię na temat słynnego, polskiego narzekania.
    I jak w większość rzeczy, i tutaj nic nie jest czarne ani białe, a posiada wszelakie odcienie szarości ;-) Ci narzekający na niewłaściwie działającą służbę zdrowia w naszym kraju, mają rację. Mimo remontów budynków szpitalnych i zakupu wyposażenia, największe problemy pojawiają się na starcie. Aby się zapisać do byle jakiego specjalisty czekasz godzinę-dwie w kolejce przed przychodnią lub kilka miesięcy na zwykłą wizytę. Już nie mówię o terminach zabiegów/operacji. Sam, mimo tego że jestem Twoim równolatkiem, próbowałem się leczyć przez kilka lat państwowo ze swoich dolegliwości laryngologicznych… i mimo optymistycznego podejścia do życia, w tym temacie po prostu NIE DA SIĘ :-)

    Odnosząc się jednak do wynagrodzeń i umożliwienia właściwego startu zawodowego dla młodych ludzi przez państwo zgadzam się z tym, co napisałeś we wcześniejszych komentarzach. To nie jest tak, że nie ma pracy i wszyscy marnie płacą. Zamiast się użalać i stać w miejscu, trzeba działać i być ambitnym! Wysyłać CV i pisać ładne listy motywacyjne, w pracy dawać z siebie jak najwięcej i być solidnym. Nie zawsze awans lub przyjęcie na dobrze płatne stanowisko zapewnia wyłącznie posiadanie pleców, choć wielu ludziom wygodnie jest tak myśleć.

    Podróżując po świecie nauczyłem się patrzeć z dystansem na pewne rzeczy w moim kraju. Choć może nie doskonałym, błyskawicznie się rozwijającym. Patrząc np. na moje miasto, które przez kilkadziesiąt lat powstało z gruzów i stało się prawdziwą, nowoczesną metropolią, aż serce rośnie. Zdałem sobie tez sprawę ile niepotrzebnej energii my wszyscy tracimy na zbędne narzekanie, skupianie się na słabościach i negatywnych emocjach. Zamiast przełknąć porażkę, podźwignąć się „z doła” i rozpocząć działanie ze zdwojoną siłą.

    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz