Ejlat i kolejny „luksusowy” nocleg

Hotel nasz opuszczamy wczesną porą,  tak jak prosiła  wczoraj recepcjonistka. Na zewnątrz kompletne ciemności. Uchodzimy kawałek od bramy  i na drewnianych ławkach pośród wysokich palm daktylowych w towarzystwie czterech kotów i strachliwego fenka czekamy na wschód słońca. Niechętnie, wypijając uprzednio nieprzeciętne ilości kawy, zmuszam się do wciśnięcia w siebie jakiegoś posiłku. W plecaku poza kabanosami i kilkoma batonikami niewiele. Zachciało się oszczędności, kurde. Jesteśmy tutaj raptem cztery dni, a już patrzeć na nie nie mogę. Wszystko, włącznie z ręcznikiem, zapasowymi koszulkami i skarpetkami.  zalatuje kabanosami.  Zresztą sam nie wiem, który zapach gorszy – ten tradycyjny skarpetkowy czy wędzonego mięsa.

Siedzimy tak sobie w niemal idealnej ciszy. Liście palmowe nawet nie drgną. Niebo zaczyna się jakby od niechcenia rozjaśniać, a fenek jest ciągle przeganiany przez sępiące jedzenie koty. Znad gór Jordanii ukazują się pierwsze promienie słońca, a my opieszale zaczynamy kierować się w stronę oddalonej o kilka kilometrów drogi głównej, gdzie będziemy dziś łapać stopa w kierunku Ejlat i Morza Czerwonego. Zresztą nie wiem czy wiecie (pewnie nie, bo kto normalny wpisuje w wikipedię ‘ daktylowiec właściwy’), że w Masadzie archeologowie znaleźli nasiona tychże palm, których wiek wyceniają na bagatela 2000lat i co najlepsze w tej historii –  jedno z nich wydało na świat małą palemkę czy tam innymi słowy – wykiełkowało!

Kierunek – południe

Do przejechania dzisiaj mamy około 250 kilometrów i żeby było sprawiedliwie, Piotrek z Pauliną łapią stopa na samym końcu. Ruch samochodowy o tej porze jednak nie rozpieszcza. Jedzie jedno auto na kilka minut i zanim pierwsza para, w postaci Kamila i Marzeny coś złapała, my zdążyliśmy się trochę poopalać na przystanku i niemal przetrawić te paskudne kabanosy.

Dalej  szło już trochę szybciej. Samochodów przybywało, jechało się coraz sprawniej i w mig Morze Martwe zniknęło nam z pola widzenia. Do samego Ejlat obsłużyło nas pięć, w porywach do sześciu samochodów, gdzie z ostatnim pracownikiem wodociągów jechaliśmy ponad 150 kilometrów. Specjalnie dla nas pojechał do centrum Ejlat, gdzie już od jakiegoś czasu czeka Piotrek i Paulina. Jegomość kierowca proponował nam jeszcze odwiedzenie lodowiska, tak żebyśmy sobie lód obejrzeli czy coś. Kiedy odmówiliśmy, a ten przypomniał sobie, że jesteśmy z Polski,gdzie akurat spadł śnieg, mocno uderzył się w czoło i w ogóle śmiechom nie było końca. Pan poniżej:

1527997_10201474284525321_1849895022_n

Ejlat (czy też Eilat)  to najbardziej na południe wysunięte miasto Izraela. Jest brzydki i ku temu nie mam wątpliwości. Można mnie przekonywać i tak zdania nie zmienię. Niby są te rafy koralowe, niby są ogromne hotele, kilometrami ciągną się plaże, a wszędzie słyszy się Francuzów i Ruskich. Niby jest ujmujący widok, niby jest ciepło,  niby z jednej strony oddalony o kilka kilometrów Egipt, a z drugiej Jordania i Arabia Saudyjska. Wokoło fajne góry, ciepła, błękitna woda, ale jednak coś jest nie tak… Ktoś po drodze ciała dał projektując to miasto. Idealnie, w samym środeczku zostało ulokowane lotnisko.  Długi, kilkukilometrowy pas, wzdłuż którego ciągnie się główna arteria prowadząca do miasta. Dalej, wspomniane już, sięgające nieba hotele, ludzie mówią, że podobno kiczowate, ale nie mnie oceniać – nie ja tu jestem architektem.

Kąpiel w Morzu Czerwonym Miasto Eilat Morze Czerwone Ejlat Plaża w Ejlat Hotele w Ejlat

Docierając do plaży okazuje się, że sławna koralowa rafa od centrum oddalona jest o jakieś 5 kilometrów w stronę Egiptu, co akurat jestem w stanie zrozumieć – natura tak sobie wybrała, tam widocznie były warunki, tam też wyrosła rafa. Jednak kto wpada na pomysł ulokowania portu i wszelakich metalowych, brzydko sterczących żurawi, przenośników i innego stalowego przemysłowego dziadostwa pomiędzy tą właśnie rafą, a centrum miasta? Rozumie, że wybrzeże ciasne, miejsca mało, ale jak można…

Po krótkim trekkingu i jeszcze krótszej podwózce złapanym tranzitem – już w szóstkę przybywamy na plażę. Niektóre są  płatne, ale kierowca jako ten co ma rozeznanie, pokierował nas na tą właściwą. Zdjęć rafy z wiadomych powodów nie mam, ale uwierzcie na słowo – było się czym zachwycać. W przerwie pomiędzy przepłukiwaniem parujących okularów i wypluwaniem słonej jak diabli wody, można było pooglądać sobie te znane z filmów National Geographic stworzonka. Feeria kolorów, fikuśne ukwiały i rybki bliźniaczo podobne do tego pomarańczowego bohatera znanej kreskówki Nemo. Ogólnie polecam. Kto dysponuje odpowiednią gotówką może sobie wypożyczyć butlę, dopasować ciasny kostium do nurkowania czy kitesurfingowy osprzęt. Trzeba tylko uważać na rekiny, które co prawda atakują bardzo rzadko i od święta, ale sam fakt, że w Morzu Czerwonym jest ich kilkanaście, gatunków działa na wyobraźnię. Sytuacja nie jest tak do końca beznadziejna nawet w przypadku ataku. Gdzieś tam, kiedyś tam wyczytałem, że  trzeba takiemu dziadowi przyłożyć mocno w nos, który jest podobno bardzo czułym miejscem i wtedy jest duże prawdopodobieństwo, że napastnik się rozmyśli…

Nocleg z widokiem na morze…

Dziś będzie zgoła odmienny nocleg. Także za darmo, niemniej wygodnie, kilkanaście metrów od Morza, jednak nie wiem czy tak do końca legalnie. Pustostan wraz z Piotrkiem znaleźliśmy odpowiednio wcześnie, aby później, w spokoju móc się poszwędać po mieście. Szliśmy długo wzdłuż wybrzeża, aż do samej granicy z Jordanią, gdzie drogę zagrodziły nam tabliczki ostrzegające o minach. Tam troszeczkę posiedzieliśmy, rozpaliliśmy niezbyt udane ognisko z wysuszonych liści palmowych i wypiliśmy nieznanego pochodzenia białe winko, którego pozbył się prawdopodobnie jakiś wybredny Francuz. Ogólne na bogato.

Niedrogi nocleg:

Oczywiście wiem, że mało kto poza studentami pisałby się na taką formę noclegu, więc dla innych chętnych podsyłam kilka ciekawych i niedrogich (jak na Izrael) propozycji noclegowych w Eilacie. Kliknijcie datę i „najniższe ceny”.

Po jakichś dwóch, trzech godzinach wróciliśmy finalnie do naszego pustostanu, zbierając jeszcze po drodze pokaźne ilości kartonów w wiadomym celu… Idziemy tak sobie dumnym krokiem przez centrum, obok marketów, pasaży handlowych, setek ludzi. Zapewne i tak nikt nie pomyślał,  że będziemy na tym spać, a  choćby nawet – to co nas to obchodzi… Trzeba przyznać, że miejscówka nie najgorsza. Za ścianą była część użytkowa tegoż budynku, gdzie pracownicy sąsiedniego hotelu oddawali się grze w bilard i inne rzutki. Byłoby idealnie, gdyby nie okazało się, że nie jesteśmy tam sami. No głupi też nie pomyśleliśmy, że takie miejsca zazwyczaj są zamieszkałe przez różne osoby pokrzywdzone przez los, czy tam jak zwał tak zwał – bezdomnych. Szanowny pan bezdomny, cały czas leżał pod prześcieradłem w rogu pomieszczenia, kiedy myśmy sobie urządzali legowisko. Tak bezczelnie się wbiliśmy do czyjegoś mieszkania, w buciorach i w ogóle bez pytania. Dopiero trochę po fakcie zapytaliśmy o pozwolenie. Pan lekko zdezorientowany – jak nam się wydawało – nie miał nic przeciwko towarzystwu tej nocy. Dla pewności, Piotrek miłym gestem przełamał się z Panem jakimś biedronkowym batonikiem i wszyscy poszliśmy w kimono.

Nocleg w Ejlat

poprzedni wpis
następny wpis
 

Podobało się? Daj lajka!

 
 
 

Komentarze (6):

  1. Jakub Staszewski napisał(a):

    To wino „של סגל”, „Shell Segal”, białę półwytrawne. Białe i czerwone wytrawne są do kupienia w Polsce, np. w Piotrze i Pawle.

  2. Kelen napisał(a):

    Ei kurde super macie te podroze. Sama tez podrozuje czesto ale jest to zwiazane z praca. Dlatego zazdroszcze troche Twojeh spintanicznosci. Swietne przygody i wgl swietny poradnik o tym znajdowaniu spania za free.

  3. dwabratanki napisał(a):

    Ciekawy artykuł i super zdjęcia! ^^

  4. Gosia napisał(a):

    Karol, a czy nie było problemu z przewozem żywności i tych nieszczęsnych kabanosów? Pytam o bagaż podręczny.

  5. Wiola napisał(a):

    Możesz napisać coś więcej o nurkowaniu w rafie przy coral beach? Można na własną rękę ze swoją maską snorkelingować? Ewentualnie czy można wypożyczyć maskę na miesjcu? i Czy widać coś tuż pod wodą?
    Bardzo mało informacji na ten temat w sieci :(

Dodaj komentarz