U stóp Gór Harz. Tam, gdzie na ścieżkach rowerowych robią się korki!

Goslar zrobiło na mnie naprawdę duże wrażenie. Świetny klimat, rewelacyjna atmosfera, cisza, spokój. Innymi słowy to, po co najczęściej uciekam poza miasta spotkało mnie tym razem – o ironio – w mieście!

Trasa z Wolfenbüttel ciągnęła mi się wybitnie długo. Nie dość, że pierwszy raz od początku wyjazdu jechać musiałem praktycznie cały dzień z wiatrem w twarz, to w dodatku zrobiło się nieprzyjemnie ciepło. No i poza tym (a może przede wszystkim dlatego trasa dała mi tak w kość?) prawie przez 30 kilometrów miałem pod górkę. Może nie jakąś dużą, bo różnica wzniesień zaledwie 250 metrów, jednak jakoś wybitnie uciążliwą.

Jak coś, dużo więcej wpisów z Niemiec znajdziecie tutaj: Niemcy na weekend
Zanim przejdziecie dalej zapraszam serdecznie do filmu „Dzień Dobry Dolna Saksonio!”. Mam nadzieję, że się spodoba. A jeśli tak, możecie zostawić subskrybcję (klik). Będzie mi baaaardzo miło.

Dojazd do Goslar i Gór Harz

Goslar jest miastem leżącym u samego podnóża gór Harzu. Świetnie wkomponowane w północne zbocza niewielkich pagórków. Nie są to duże góry, jednak spowite wieczorną mgłą robiły niemałe wrażenie. Harz to coś w stylu naszego Beskidu Śląskiego, gdzie najwyższy szczyt Brocken liczący sobie 1142 m n.p.m. Tak, tak! To ta góra, na której ponoć zaobserwowano w 1780 po raz pierwszy zjawisko optyczne zwane od tej chwili „widmem Brockenu„. Albo przynajmniej pierwszy raz je wtedy opisano. Także z tą górą wiąże się sporo podań mitologii germańskiej, jak choćby to, że odbywały się na niej w Noc Walpurii (czyli noc zmarłych) sabaty czarownic.

Ja jednak na noc i krótkie zwiedzanie zatrzymuję się w Goslar, a na góry Harzu może przyjdzie czas kolejnego dnia. Jak coś polecam z czystym sumieniem ten guesthouse, w którym zostałem na noc. Nie tak drogi, a praktycznie w samym centrum Goslar.

Goslar – ciekawe miejsca?

Jak już pisałem na samej górze, Goslar mocno przypadło mi do gustu. Jest to miasto, w którym z chęcią zatrzymałbym się na dłużej, a nawet zamieszkał. Miejscami zdecydowanie wartymi uwagi są tutaj chociażby bogate w liczne dzieła sztuki Palatium Królewskie widoczne na poniższym animowanym zdjęciu, albo piękny średniowieczny rynek. Także animowany nieco niżej.

Ponadto warto też w Goslar zrobić sobie spacer licznymi, uroczymi, brukowanymi uliczkami i podejść chociażby pod Siemenshaus – jeden z piękniej zdobionych domów w całym mieście. Dla fanów muzeów także znajdzie się coś do zwiedzenia. Jest Muzeum Średniowiecza zlokalizowane w wieży „Zwinger”, czy też wybrzeże muzealne wraz z muzeum Goslaru i Muzeum Figur Cynkowych.

Kilka zdjęć z Goslar. Więcej będzie niedługo we vlogu i w filmie, więc zachęcam do subskrybowania.

Siemenshaus
Alejki prowadzące do starego miasta
 

Popularna atrakcją, na którą mi już niestety zabrakło czasu jest w okolicy także Kopalnia Rammelsberg. Wraz ze średniowiecznym starym miastem w Goslar kopalnia ta została wpisana na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO. Do czasu zamknięcia kopalni w 1988 roku była to nieprzerwanie najdłużej działająca kopalnia wydobywająca rudy na świecie. Wydobycie zaczęto tutaj już w 968 rok i jak nie trudno policzyć kontynuowano w ciągu przez ponad 1000 lat!

Studenckie miasto – Getynga

Kolejny dzień to trasa Goslar-Getynga. Napisałem wyżej, że czeka mnie „może” przejazd przez Góry Harz, gdyż do ostatniej chwili mocno się nad tym zastanawiałem. Z dwóch powodów Góry Harz niestety odpuściłem. Po pierwsze, ostatnie dwa dni to wracający ból kolana. I to taki, który naprawdę przeszkadza w jeździe. Zasmuciło mnie to mocno, bo od ponad pół roku miałem całkowity spokój. Drugim powodem, przez który zrezygnowałem to sam rower. Miejski, trekkingowy, bardzo wygodny, jednak nie przystosowany do jazdy pod górę. Jak się pewnie domyślacie „miejski” znaczy nie mniej nie więcej, jak to, że ma zaledwie 7 przerzutek i o ile nie ma najmniejszego problemu z jazdą 35-40km/h po prostym, o tyle przy podjeździe i 7km/h pod górę nie da się już jechać. Po prostu przełożenia byłyby zbyt twarde, a moje kolano najpewniej by eksplodowało.

I tak też pojechałem okrężną drogą przez Seesen. Niby dłuższa, jednak tak naprawdę znacznie szybszą. A widoki były wcale nie gorsze.

Na spokojnie wyjechałem sobie w okolicach 9 i z Górami Harz przesuwającymi się po lewej stronie jechałem w stronę Getyngi. Niespiesznym tempem, oszczędzając kolana, po około 80 kilometrach przywitałem się z Getyngą, gdzie czekał mnie kolejny nocleg w naprawdę bardzo przyjemnym hostelu 37. Polecam także całkiem szczerze. Jeśli miałbym porównywać wszystkie 10 noclegów podczas wyjazdu, to ten zdecydowanie byłby na podium.

Korki na ścieżkach rowerowych!

Ledwo co wjechałem do miasta, a już prawie miałem trzy stłuczki z innymi rowerzystami. Wiecie jak to jest  – po całym dniu jazdy pustą ścieżką wzdłuż drogi nagle wpada się w miejski krwiobieg, który nie zna litości. Chwila nieuwagi, nieostrożne włączenie się w ruch, nieumyślne zajechanie drogi i już. Niewiele trzeba.

Dobrze wiem, że rower to bardzo popularny środek transportu w niemieckich miastach, jednak pierwszy raz spotkałem się z takim natężeniem jednośladów. A byłem wcześniej w wielu znacznie większych miastach niż Getynga! Raz, zanim dojechałem do hostelu, doszło nawet do tak absurdalnej sytuacji, że zrobił się mini korek! Przez tak wielką ilość rowerów nadciągającą z każdej strony autentycznie musiałem czekać dwie kolejki na zielone światło.

taki tam przydrożny parking

Getynga – co warto zobaczyć?

Getynga to także bardzo przyjemne, rzekłbym towarzyskie miasto. Zwłaszcza w sezonie akademickim, kiedy to w Getyndze przebywa aż 30000 studentów, czyniąc tym samym miasto jednym z największych ośrodków akademickich w Niemczech. I co jest niebywałe – tutejszy, funkcjonujący od 1734 roku uniwersytet ukończyło (lub prowadziło w nim badania) ponad 30 laureatów Nagrody Nobla!  

W całym mieście zaś napotkać można 300 marmurowych tablic upamiętniających 300 wybitnych getyńskich uczonych. W Getyndze zwłaszcza warto wybrać się w okolice otoczonego średniowiecznymi wałami obronnymi, pełnego kameralnych kawiarenek i restauracji Starego Miasta. W jego centrum zaś, zaraz przed ratuszem znajduje się znana w całym kraju Gęsiareczka. Czyli żeliwna figura dziewczynki wypasającej gęsi. Zwyczaj mówi, że wszyscy nowo upieczeni doktorzy powinni pocałować Gęsiareczkę w policzek, co ponoć czyni ją najczęściej całowaną dziewczyną w Niemczech…

 
 

Podobało się? Zostań na dłużej!

Informacje o nowych artykułach i filmach wprost na Twojego e-maila. Bez spamu!
Dołączysz do ponad 80 000 obserwujących osób!

32 komentarze

Dodaj komentarz