Jak tanio podróżować po Norwegii? Półroczny wyjazd za 700 dolarów! (Freeganizm)

Tanie podróżowanie po Norwegii

Norwegia to drugi najdroższy kraj świata. Kraj, gdzie noclegi w hostelach idą w setki złotych, najtańszy posiłek w restauracji kosztuje 80 zł,  a lokalne piwo zaledwie 30 zł. Okazuje się jednak, że wyjazd do kraju wikingów wcale nie musi być drogi. Przedstawiam Wam garść porad praktycznych, pokazujących jak można tanio podróżować, na dobrą sprawę, nie tylko po Norwegii. Będzie kontrowersyjnie.

Zanim przejdziesz dalej, zerknij też do tekstu, gdzie dokładnie rozpisałem koszta swoich podróży w ciągu ostatnich 5 lat.

Jak tanio dotrzeć do Norwegii?

Zanim przejdziemy jednak do porad dotyczących taniego podróżowania, najpierw trzeba się nad fiordy dostać. Osobiście proponuję do Norwegii udać się samolotem. Istnieje możliwość dojechania tamże własnym samochodem, jednak to samolot właśnie – zwłaszcza na krótki wyjazd – jest najlepszym rozwiązaniem. Szybko, komfortowo i o dziwo bardzo tanio.

W zeszłym roku do Norwegii polecieliśmy z Katowic do Stavanger Wizzairem (powrót Ryanairem). Koszt przelotu w obie strony wyniósł zaledwie 150 zł, zaś w tym roku polecieliśmy do Alesund i wracaliśmy z Bergen (oba loty Wizzair) i zapłaciliśmy 230 zł. Nie jest to wiele, a jeśli będziecie czujni, to może udać Wam się znaleźć połączenia za jeszcze mniejsze pieniądze. Wszystko zależy od tego jak szybko potraficie się decydować na zakup.

Kilka proponowanych połączeń pomiędzy Polską i Norwegią poniżej. Pamiętajcie jednak, że zawsze lepiej jest zamawiać bilety kilka miesięcy wcześniej, wtedy ceny są najniższe.

kato stav

Wizz Air

Wizz Air

Wizz Air

Jeszcze taniej można dolecieć do Oslo. Tutaj Ryanair

Jeszcze taniej można dolecieć do Oslo Ryanairem

Mimo ze cena najniższa to uważam, że nie warto wybierać lotu do Oslo. Z Oslo na sam dojazd w okolice fiordów zejdzie nam przy dobrych wiatrach cały dzień, więc całkiem dużo czasu zmarnujemy – nie mówiąc już o pieniądzach. Chcąc zwiedzać zachód Norwegii zdecydowanie lepiej lecieć do Stavanger, Alesund czy Bergen.

Poruszanie się po Norwegii

Transport publiczny w Norwegii też nie należy do najtańszych.  Jeśli planujecie odbyć wycieczkę po Norwegii względnie tanio (a po to właśnie wpadliście do tego poradnika) to najlepszym środkiem transportu będzie dla Was rower, autostop lub od biedy własny samochód.

Własny samochód to oczywiście wielka swoboda, jednak i niemałe wydatki. Cena paliwa, porównując do innych produktów w Norwegii, nie jest tak wielka i wynosi 14-15 NOK, co daje 7-8 PLN za litr. Niestety większe koszta generują tunele, których w Norwegii, zwłaszcza na zachodzie jest bardzo dużo. Każdorazowe przejechanie przez tunel generuje opłaty rzędu kilkunastu, kilkudziesięciu złotych. Zaleca się kombinowanie z trasą tak, aby mieć jak najmniej tuneli po drodze. Podobnie sytuacja ma się z promami. Tutaj także opłaty za przejazd są dość spore i poza oczywistą opłatą za samochód, trzeba także zapłacić za każdą siedzącą w nim osobę.

Jeżdżąc swoim własnym samochodem po Norwegii musicie zaopatrzyć się też w specjalny nadajnik, który montuje się  na przedniej szybie i z którego pobierana jest opłata przy każdym wjeździe do tunelu (tak zwane Auto Pass). Jeśli jedziecie na dość krótko i nie chcecie kupować tego urządzenia, wystarczy zarejestrować się na stronie Auto Pass, podać dane pojazdu i karty kredytowej, z której zostanie pobrana kwota 300 NOK. Później, kamery zamontowane przed tunelami i mostami, rozpoznając Wasze numery rejestracji będą automatycznie pobierały opłatę z Waszego konta. Na stronie Auto Pass można też sprawdzić, które tunele i mosty są płatne.

To wszystko jednak generuje koszta, więc jeśli jesteście studentami, najtańszym dla Wasz sposobem przemieszczania się po Norwegii będzie rzecz jasna rower lub autostop. Jako, że nie miałem jeszcze okazji jeździć rowerem po Norwegii to pozwolę sobie chociaż odesłać do oddzielnego wpisu, gdzie nieco zarysowałem specyfikę autostopu w Norwegii. Ostrzegam, nie jest łatwo!

Ile kosztują podróże? Ekstremalnie tanie podróżowanie po Norwegii

Przyjrzyjmy się teraz nieco dokładniej taniemu podróżowaniu po Norwegii.

Rok 2012. Stary bus, para świeżo upieczonych studentów i ambitne plany przejechania Norwegii od północy po samo południe. Przygotowywanie sześciomiesięcznej trasy podróży zakończone, wszystko spakowane, wydawałoby się dopięte na ostatni guzik. Jednak nie do końca. Na horyzoncie rysuje się tylko jeden, maleńki, maciupeńki problem. Brak pieniędzy na podróż!

Przed takim zadaniem stanęła poznana w Norwegii para Czechów. Janek i Alicja zabrali nas za Geiranger w stronę lodowca Briksdal. Aktualnie pracują w jednym z Hoteli w Geiranger, bardzo dobrze zarabiają, planują zostać tutaj na najbliższe lata. Nie zawsze było jednak tak kolorowo.

Trzy lata temu wybrali się w swoją pierwszą podróż do Norwegii. W zamyśle faktycznie niskobudżetową, jednak nie aż tak bardzo jak wyszło. Zbieg różnych zdarzeń poskutkował tym, że nie udało im się odłożyć kwoty pieniędzy, jaką sobie początkowo założyli. Z budżetem zaledwie 700 dolarów postanowili jednak się nie poddawać i odbyć wycieczkę po Norwegii.

Odpowiednie ułożenie trasy, namiot i okazyjnie szukanie darmowych noclegów w sieci miały jak najbardziej ograniczyć wydawanie pieniędzy i tym samym umożliwić półroczną podróż. Jednak przecież trzeba też coś jeść! Po zrobieniu dokładnego kosztorysu okazało się, że kupując nawet najtańsze jedzenie, pieniędzy wystarczy im zaledwie na miesiąc. A tutaj przecież czasem trzeba wykąpać się na kempingu, uzupełnić ekwipunek w jakieś ubrania, zapłacić za prom, czy jakąś wejściówkę w ciekawe miejsce. Brak możliwości zakupienia nawet najtańszych artykułów spożywczych początkowo wydawał się być barierą nie do przeskoczenia i skutkować miał skróceniem wyjazdu do zaledwie 1-2 miesięcy.

Freeganizm? A co to takiego?

Okazało się jednak, że i problem drogiego jedzenia w Norwegii można obejść. Nasi nowi znajomi w porę dowiedzieli się, że w Norwegii bez problemu uprawia się Freeganizm – czyli nic innego, jak szukanie jedzenia w okołomarketowych śmietnikach.

Freeganizm powstał w Stanach Zjednoczonych. Freeganie promują antykonsumpcyjny styl życia, będący opozycją dla rozbestwionego i materialistycznego zachodniego społeczeństwa. Uważają, że produkcja żywności w krajach rozwiniętych mocno przewyższa zapotrzebowanie na nią i starają się zwrócić na ten problem uwagę społeczeństwa, a tym samym zupełnie ograniczać swoje wydatki na jedzenie.

Pewnie większość z Was łapie się teraz za głowę i zastanawia do czego może posunąć się człowiek, jednak proponuję przeczytać następny podrozdział do końca, a później oceniać kto jest bardziej dziwny – Freeganie, czy właściciele supermarketów.

Bryggen

Zabytkowe centrum Bergen. Zapraszam do osobnego wpisu.

Co dobrego można znaleźć w śmietniku?

Z tego, że markety wyrzucają żywność do śmietników, zdaje sobie sprawę każdy. Jednak o tym, że jedzenie to w większości nadaje się do spożycia wie niewielu, albo zwyczajnie nie chcemy tej wiedzy do siebie dopuszczać.

Okazuje się, że do śmietników wyrzucane są produkty zarówno zbliżające się do swojej daty ważności jak i uszkodzone, przez co według marketów nienadające się do sprzedaży. A to, że w czteropaku jogurtów wieczko naderwane ma tylko jeden, nikogo nie obchodzi. Całe dobre opakowanie ląduje w śmietniku.

Poza tym produkty teoretycznie zbliżające się do końca swojej ważności, tak naprawdę jeszcze przez długi czas zachowują świeżość i nadają się do spożycia. Cyferki na opakowaniach są zawsze orientacyjne i określane z dużym, nawet kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Korporacje wolą dmuchać na zimne i przezornie wyrzucać dobre jedzenie na śmietnik.

Najsmutniejsze jest to, że takie procedury są w większości krajów rozwiniętych, nie tylko w Norwegii. Nawet w Polsce, z tą różnicą, że u nas śmietniki sa zamykane.

Krewetki, sushi i inne takie…

Czesi podwieźli nas 50 kilometrów, gdzie w mieście Stryn zaproponowali małe „zakupy”. Po części dla zabawy i by przypomnieć sobie dawne dzieje, po części zaś z chęci udowodnienia zwłaszcza mi, że faktycznie można, że to się dzieje. Bo nie ukrywam, że w opowiadania o znalezionych piwach, łososiach, krewetkach, najwyższej jakości słodyczach i sushi niezbyt chciało mi się wierzyć. 

Potraktowałem to jako ciekawostkę, coś co warto sprawdzić, o czym trzeba napisać. Bo tak na dobrą sprawę wyrzuca się tony dobrego jedzenia, które można by rozdysponować inaczej, aniżeli wrzucać do worków, a następnie zamykać w plastikowych kontenerach.

Poniżej kilka zdjęć. Daruję sobie opisy, gdyż zdjęcia są dużo bardziej wymowne. Pewnie teraz znowu złapiecie się za głowę, jednak z nieco innego powodu.

Wszystko znalezione na śmietniku.

Wszystko znalezione na śmietniku.

IMG_8095 IMG_6705

Tak! Prezerwatywy też można znaleźć! ;)

Tak! Prezerwatywy też można znaleźć! ;)

IMG_8224IMG_0001 (109)

Taaaak! To jest to Sushi, które tak Wam się spodobało na moim Instagramie. Aż 300+ polubień! Ciekawe ile by miało jakbyście się dowiedzieli, że...

Taaaak! To jest to Sushi, które tak Wam się spodobało na moim Instagramie. Aż 300+ polubień! Ciekawe ile by miało jakbyście się dowiedzieli, że…

Zdziwieni? Ja ciągle jestem w szoku. Uważam, że jest to wielki problem, w głowie mi się nie mieści jak można z czystym sumieniem tak marnować jedzenie.

Pocieszające w pewnym stopniu jest to, że ostatnie lata to niebywały wzrost świadomości skali tego problemu a tym samym wzrost popularności freeganizmu w całej Europie. W niektórych miastach (np. w Barcelonie) już od jakiegoś czasu można wynająć przewodnika dla freeganów, który odpowiednio oprowadzi po mieście. Zaś kilkanaście dni temu rząd francuski ustanowił prawo zakazujące marketom wyrzucania żywności i nakazujące przekazywanie jej organizacjom charytatywnym.

Inne patenty na tanie podróżowanie po Norwegii

Jeśli jednak ktoś ma opory przed szukaniem jedzenia w śmietnikach (nie ukrywam, że mimo wszystko dalej mam), istnieje całkiem sporo innych, ciekawych sposobów i tricków na zaoszczędzenie nieco pieniędzy podczas podróży przez Norwegię.

Nie jest tak, że wszystkie artykuły spożywcze w Norwegii są ekstremalnie drogie. Najtańsze sieci marketów Rema 1000, Kiwi czy Coop, dość często oferują produkty w wysoce akceptowalnych cenach. Można kupić przykładowo sałatkę ziemniaczaną za kilka złotych, czy też chleb za 7 złotych. Kwestia cierpliwości podczas przetrząsania kolejnych sklepowych półek. Często zdarzają się też przeróżne przeceny. Kilkukrotnie nadzialiśmy się na produkty przecenione nawet o 50% – 75%.  Jeśli ktoś zainteresowany, powstał osobny wpis m.in. z cenami jedzenia w Norwegii.

Co do wody, nie muszę chyba przypominać, że jest pitna w każdym norweskim kranie? ;)

IMG_8223

Tylko jaki sens ma kupowanie przecenionych produktów, jeśli takie same można mieć za darmo? ;)

Zbieranie butelek

Inny ciekawy patent jaki sprzedali nam poznani Czesi, to właśnie możliwość sprzedaży butelek. Niemal w każdym większym miasteczku znajdują się specjalne pojemniki, do których wrzuca się zarówno plastikowe jak i szklane butelki. Wszystkie zostały odpowiednio wycenione i tak w zależności od ich wielkości możemy otrzymać od 1 do 3 NOK za sztukę. Na dobrą sprawę już za kilka butelek mamy chleb, jakąś wędlinę czy piwko.

Oczywiście nikt nie będzie miał czasu na szukanie butelek podczas szybkiego, tygodniowego wypadu – jednak jeśli jedzie się w zamyśle na pół roku, wtedy ma się czas na wszystko i jak twierdzą nasi znajomi, można dzięki temu nieco zminimalizować wydatki i przy okazji nieco przysłużyć dla środowiska.

Niedrogie ubrania najwyższej jakości

Co z ciuchami? Czasem przecież zdarza się, że zniszczymy jakąś część garderoby. Wiąże się to z zakupem nowej, a w Norwegii także niemalże z bankructwem – zwłaszcza, jeśli chcecie mieć coś lepszego, przeciwdeszczowego.

Okazuje się jednak, że także i w Norwegii funkcjonują sklepy z tanią odzieżą. W większych miastach znaleźć można sklepy sieci Fretex, gdzie za ceny zbliżone do naszych można kupić nierzadko ubrania wysokiej jakości. Wszystko zależy jednak od szczęścia, gdyż jak wiadomo w takich sklepach trzeba mieć farta. Nie jest problemem zakupienie spodni trekkingowych, czy kurtki z gore texu za 50 zł (serio!).

Allemannsretten – czyli namiot zamiast hotelu i darmowe noclegi pod dachem

Niby oczywiste, ale skoro ma to być pełen poradnik dotyczący taniego podróżowania po Norwegii, to muszę uwzględnić również ten punkt. Szczególnie, że Norwegia bardzo sprzyja biwakowiczom i istnieje tutaj nawet specjalne prawo zwane Allemannsretten, które mówi, że można rozbijać się z namiotem gdziekolwiek, byle nie bliżej niż 150 metrów od najbliższych zabudowań.

Po pierwsze nie musimy się bać, że policja da nam mandat, po drugie nie musimy płacić minimum 60 złotych za kemping. Poniżej propozycja odania noclegu z okolic półki skalnej Prejkestolen. W tekście znajdziecie takich miejsc,.

Noclegi-na-dziko-w-norwegii

Dość prężnie działa w Norwegii również popularny Couchsurfing. Można znaleźć tam wielu Polaków, którzy chętnie przenocują swoich rodaków (a przynajmniej mam taką nadzieję, gdyż sam osobiście trochę za późno się obudziłem z szukaniem noclegów :) ). Zapraszam do osobnego wpisu, gdzie więcej o metodach na szukanie darmowych noclegów w podróży.

Ciepły prysznic za 5 zł

Dla wszystkich ceniących sobie codzienny, ciepły prysznic mam również dobrą wiadomość. Wszystkie kempingi wyposażone są w prysznice, gdzie za jedyne 5-10 PLN można się legalnie wykąpać. Trzeba uderzyć do osoby pilnującej kempingu i wykupić specjalny żeton, który później wrzuca się zaraz obok kabiny prysznica. Dzięki niemu mamy zazwyczaj 5 minut ciepłej wody, co w zupełności wystarcza na dokładne umycie się. Czasem, zamiast żetonów wrzuca się też norweskie korony, szczególnie na kempingach w mniejszych miejscowościach, gdzie nie zawsze znajduje się ktoś z obsługi ośrodka.

Kemping w norwegii

Kempingi w Norwegii są praktycznie w każdej, nawet najmniejszej miejscowości!

Więcej pomysłów

Ostatni podpunkt zostawiam dla Was. Dużo z Was jeździ po świecie, z pewnością macie też ogromne doświadczenie w ograniczaniu kosztów podróży. Chętnie przeczytam o innych metodach, patentach na ograniczenie kosztów podczas Waszych wyjazdów, nie tylko po Norwegii. Napiszcie też co sądzicie o Freeganizmie!

Mam nadzieję, że poradnik się podobał, że w jakimś stopniu Wam się przyda.Do następnego!

Karol Werner

poprzedni wpis
następny wpis
 

Podobało się? Daj lajka!

 
 

Pobierz bezpłatnego e-booka.

Podoba Ci się to co piszę? Zapisz się na newsletter jeśli:  
 
1. Chcesz dowiedzieć się jak tanio podróżować,  
2. Chcesz otrzymywać informacje o najnowszych tekstach,  
3. Chcesz otrzymywać w każdą niedzielę informacje o najciekawszych promocjach linii lotniczych z Polski,  
4. Chcesz dostać darmowego e-booka z niepublikowanymi i najpopularniejszymi tekstami z bloga do poczytania offline?

 
 

Komentarze (89):

  1. Monti Kujon pisze:

    Monika Kurzaczek lektura do kolacji :-)

  2. Kasia Kurak pisze:

    bardzo przydatny post! :)

  3. hmmm… a wszyscy myslelismy ze wrecz przeciwnie ;) taki maly blad sie wkradl

  4. Ze tez nie wpadlam na to, zeby sie zywic na sklepowych smietnikach (y)

  5. HikingTours pisze:

    hej,
    Dla mnie freeganizm jest super. Aczkolwiek bariera psychiczna przed grzebanie w śmietniku jest raczej silna.Ciekawi mnie jak do tego podchodzą sklepy – nie ma problemu z obsługą, ochroną ?

    Pzdr
    Krzysiek

    • Karol Werner pisze:

      Hej. Ciężko mi się wypowiedzieć jak to wygląda tak w ogóle, gdyż nie mam praktyki w temacie freeganizmu. Trzeba by tutaj zaczepić kogoś z doświadczeniem i popytać jak patrzą na to sklepy. Jak widać w Norwegii raczej nikt się tym nie przejmuje, bo tez zapewne nikt nie rozpatruje tego wyrzuconego jedzenia pod kątem możliwości dalszego rozdysponowania. Zostało wywalone i tyle w temacie. Inaczej jest u nas, gdzie te specjalne kontenery są pozamykane na trzy kłódki.

      • Tomasz pisze:

        Oj przejmują się. W Norwegii nielegalna jest „kradzież” śmieci, w związku z czym na łowy najlepiej wybrać się po zmroku. Kiedy przyszliśmy do sklepu przed zamknięciem zapytać czy nie wyrzucają czegoś, obsługa odpowiedziała że owszem, ale nie mogą nam tego dać, bo to nielegalne… W związku z czym polecam sprawdzać śmietniki po godzinie 23, kiedy na ulicy już prawie nikogo nie ma :)

        • Tomasz pisze:

          P.S. W Norwegii również zdarzają się zamknięte śmietniki oraz niszczarki koło sklepów, co spowodowane jest głównie stołowaniem się tam imigrantów, którzy nie robią tego cichaczem nie zostawiając śladu, tylko rozwalając śmieci wokół. Podstawowa zasada freeganizmu to weź tylko tyle ile potrzebujesz i nie zostawiaj po sobie syfu!

  6. Justyna pisze:

    Zjedzenia tego sushi ze zdjęcia pewnie bym nie zaryzykowała (surowa ryba jednak musi być świeża ;)), ale cała reszta…czemu nie. Moja koleżanka pisała pracę magisterską na temat freegamizmu kilka lat temu i kiedy pokazała mi, że na śmietnik wyrzucane są, tak jak napisałeś, zdatne do spożycia produkty (nie spleśniałe, nie zepsute, ale takie, które mają po prostu rozerwane opakowanie czy coś), to aż nie mogłam uwierzyć. Świat staje na głowie. Warto dodać, że to nie są takie śmietniki, w których przy okazji leżą obierki z warzyw, jakieś śmierdzące odpadki itp, ale specjalne śmietniki na takie produkty więc nie śmierdzą tak jak kontener pod blokiem. No, ale Polska to kraj, który nawet takie śmietniki z dobrą żywnością zamyka. A co, nie kupiłeś to za darmo ze śmietnika też nie weźmiesz, o!

    Co do butelek, to w Niemczech jest podobnie – w każdym supermarkecie są maszyny, do których wrzuca się puste butelki i zwrot to ok. 50% pierwotnego kosztu napoju.. Ja w miesiącu w taki sposób „odkładam” jakieś 25 EUR (100 zł). Więc podróżujący może mieć właściwie 2 napoje w cenie jednego jeśli odda obie butelki.

    Uff, długi komentarz, ale fajny post to aż mi się chciało pisać :)

    • Karol Werner pisze:

      Hej, dzięki za komentarz. Właściwie nie mam nic do dodania, jedynie pozwolę sobie nadmienić, że owe sushi było ważne jeszcze… dwa dni!!

    • W Niemczech tak jest, faktycznie, ale z tym 50% pierwotnej wartości napoju to chyba troszkę przesadzone :D Najczęściej jest tak, że kupując napój np. za 1,49 EUR mamy doliczony do tego Pfand (czyli kaucję) na 15 centów, które po oddaniu butelki odzyskujemy. Czasem jest to 15 centów, czasem 25, a czasem 50 – to zależy od wartości takiego opakowania ;) No ale kupując napój, który wymaga 50 centów Pfand, musimy zapłacić za niego już kilka EUR (mówię tutaj o typowo wymyślnych smakach z końca świata :D). Ja tego nie praktykuję, ale baaardzo wielu ludzi (nawet nie bezdomni, ale ludzie żyjący na całkiem dobrym poziomie) po prostu zbiera ze śmietników czy nawet ulic pozostawione butelki, biegną sobie np. do Kauflandu i zawsze kilka eurasków im wpadnie ;)

  7. Muki pisze:

    Pracowałam w supermarkecie w Stanach przez 3 miesiące (work&travel w zeszłe wakacje) i nieraz było mi naprawdę żal, że musimy wyrzucać całkowicie dobre jedzenie. Ja byłam akurat w dziale deli (szynki i sery na wagę, jakieś smażone na miejscu produkty, kanapki, ciasta…) i bolał mnie każdy początek i każda końcówka salami czy wędzonego indyka, które trzeba było wywalić do kosza bo pokrojone z nich plasterki byłyby niewymiarowe. Z niesprzedanych przez jakieś 8h kurczaków z rożna robiliśmy sałatkę, ale tylko z piersi – resztę trzeba było wyrzucić choć nic nie było zepsute. Czasem zostawało za dużo kurczaków więc całe leciały do śmietnika. Zabieranie tych rzeczy do domu było wykluczone ze względu na politykę firmy – pewnie obawiali się, że jeśli pozwolą na to pracownikom t z „niewiadomych” przyczyn wzrośnie ilość towarów przeznaczonych do „utylizacji”, a podkradać na złość systemowi nie chciałam bo jednak bardzo zależało mi na części „travel” programu (zrobiliśmy coast to coast samochodem, polecam baaaardzo Stany pod względem turystycznym, codzienne życie mniej :P). A na część „travel” musieliśmy sporo odłożyć więc zwolnienie z pracy za dwa udka z kurczaka i piętkę szynki w miodzie, na które było mnie przecież stać jakoś się nie kalkulowało. Nawet jeśli trzeba było uczestniczyć w tak idiotycznym systemie.

    • Karol Werner pisze:

      No szkoda gadać. Właśnie sobie przypomniałem jak w czasie studiów pracowałem pół roku w KFC. Nie jakimś bardzo obleganym, ale też klientów nie brakowało. Co wieczór wywalaliśmy kurczaków po kilkanaście, nawet kilkadziesiąt kilogramów.

      • Tomasz pisze:

        Złapaliśmy kiedyś w Danii na stopa Polaka, który miał znajomego w KFC i dostawał od niego to co zostało, widział że chłopaki głodne więc zostaliśmy obdarowani siatką z 4kg kurczaka w najróżniejszych wersjach :D

    • Straszne jest to, że w wielu krajach nielegalne jest oddawanie takich „resztek” czy niepełnowartościowych (według sklepu) produktów choćby na cele charytatywne. Ktoś tu pisał, że od niedawna Francja umożliwia takie działania. Choćby u nas głośna była afera, kiedy to piekarz codziennie wieczorem oddawał biednym niesprzedane pieczywo i udupili go za to, bo przecież to nielegalne. Należało wywalić chleb na śmietnik… Naliczyli mu bodaj 200 000 zł kar oraz podatków i w rezultacie musiał zamknąć piekarnię. Ręce opadają.

      A wpis bardzo ciekawy i przydatny. :)

  8. Super ze zrobiles taki post, mam w planach Norwegie dokladnie w takiej wersji :)

  9. Super! W lipcu się tam właśnie wybieram więc trafiłeś w 10 :D

  10. wyjechac pisze:

    super wpis! za 1,5 miesiąca jedziemy na 2 tygodnie samochodem do NOR pod namiot. Ciekawa sprawa z freeganizmem – my na szczęście planujemy omijać sklepy i zabrać na maxa jedzenie z PL.Dla jadących samochodem na pewno cenna będzie informacja, że w niedzielę na każdej stacji benzyznowej paliwa są tańsze nawet o kilka koron

  11. lavinka pisze:

    Tunele: Jak się ma dobre mapy, to większość tuneli da się objechać górami. Mam na myśli te płatne i z zakazem poruszania się rowerem zazwyczaj. Niemniej większość norweskich tuneli jest totalnie darmowa, nie wiem jakimi trasami jeździliście,ale jeżdżąc 10 dni po No trafiliśmy na taki tylko raz, a i tak dało się go objechać górą (tyle że pewnie nie każdy samochód da radę, bywało stromo).

    Tanie jedzenie: Kupujemy produkty importowane, ceny prawie jak w Polsce. Banany, borówki amerykańskie (z metką z Polski) i inne tego typu specjały kosztują naprawdę niewiele. Drożej tylko produkty miejscowe, bo mocno opodatkowane. Unikamy też pamiątek w stylu badziewie z Chin. A poza tym najlepiej żarcie zabrać ze sobą, kaszki dla niemowląt, kasze do zalewania wrzątkiem itp. Przez cały wyjazd chyba tylko 2x nie jedliśmy czegoś własnego. :)

    Namiot: Wielka ściema. W turystycznych miejscach jest zakaz biwakowania poza miejscami wyznaczonymi. Płatnymi. W co drugiej miejscowości są tabliczki z prośbą o nierozbijanie się z namiotami i że teren prywatny. A poza tym na pionowej ścianie obok drogi w kamieniu ciężko się rozbija namioty. Ale da się targować ceny po sezonie, zwłaszcza jak na campingu jest polska obsługa i jeździ się większą grupą. :)

    A poza tym nigdzie w No nie widziałam śmietnika. Może dlatego, że omijaliśmy większe miejscowości.

    • Karol Werner pisze:

      No to ciekawe, bo jak jechaliśmy do Bergen to dokładnie przed praktycznie każdym z kilkunastu tuneli znajdowała się skrzynka poboru opłat. Dodatkowo nie wiem jak chcesz objeżdżać tunele zimą przez góry, skoro trasy w okolicach Geiranger (przelęcze) były dopiero przejezdne od połowy maja…
      Co do rozbijania namiotów to piszę przecież o naturze, a nie miejscach turystycznych. Takie miejsca cechują się tym, że są w nich zawsze jakieś zabudowania, a to samo przez sie rozumie, że rozbijać się w takich miejscach nie wolno. Dzięki za wartościowy komentarz! Pozdrawiam!

      • Kasia pisze:

        W zeszłym roku przejechaliśmy autem ponad 5 tys. km i AutoPass nas nie zabił, a posiadanie auta to był plus kiedy lało w nocy i nie było gdzie spać. Rozbijaliśmy się w wielu miejscach na dziko z 6-latką i nikt nas nie zaczepił nawet w większych miejscowościach. Pod Preikestolen może nie było najłatwiej, ale wystarczyło odjechać kilkanaście kilometrów i coś dało się znaleźć. Da się tanio przejechać Norwegię i gorąco ją polecam!

        • Karol Werner pisze:

          Super! A mogę zapytać jaki koszt takiego samochodowego wyjazdu? Ile trwał?

          • kaja pisze:

            Też się nie zgadzam z tą informacją o tunelach. W Norwegii samochodem byłam wielokrotnie, praktycznie wszedzie na północy plus rondane i okolica. Za tunel zapłaciliśmy raz tylko dlatego że miał być prom (darmowy, jak większość krótkich odcinków) ale wybudowali tunel. Nie mielismy auto passa, nigdzie nic nie rejestrowalismy. Pol roku pozniej dostalismy po prostu rachunek (nie mandat, zwykly rachunek na ta sama kwote co platnosc na miejscu). Bylo to 2 lata temu. Nie wyobrazam sobie tak dlugiego pobytu w miejscu gdzie ciagle leje bez samochodu. Wiekszosc czasu trzebaby sie gdzies chowac…

    • Paula pisze:

      Nie zgadzam się z kwestią namiotu. W zeszłym roku pojechaliśmy samochodem do Norwegii na dwa tygodnie i cały ten czas przespaliśmy w namiotach. Oczywiście rozbijalismy się za miastem, nad jakimś jeziorem lub strumieniem z dala od zabudowań, wiec nie mieliśmy żadnych problemów. W miastach często mijaliśmy płatne kempingi, ale nie było sensu z nich korzystać, chyba że liczysz na ciepły prysznic. W tym roku jedziemy na 3 tygodnie i na pewno nie będziemy mieć ani jednego płatnego noclegu.

  12. nie wierze :D700 $ ….:P?

  13. Uwielbiam Norwegię. Byłam tam raz w lecie i raz w zimie, i równo za miesiąc znowu tam lecę. Bardzo podoba mi się Twój wpis. Uważam, że jeżeli komuś na czymś bardzo zależy (tu: podróż po Norwegii z małą ilością pieniędzy), to wszystko jest możliwe!
    PS kilka dni temu przeczytałam Twoją książkę. Uważam, że to jedna z lepszych pozycji podróżniczych. A czytałam ich bardzo dużo :) W dodatku przypadła mi do gustu tematyka, bo jestem zauroczona Kaukazem! A Iran mam dopiero w planach:)

  14. Ewelina pisze:

    Witam,jeżeli chodzi o jedzenie to polecam sklep „u Turka” W każdym większym mieście taki znajdziecie.Warzywa i owoce dużo tańsze niż gdzie indziej, przykładowo siatkę lekko poobijanych bananów kupiłam z przeceny za 10kr ! Europris też będzie tani.Będąc w Norwegii nieco dłużej, można poszukać płatnych zleceń czyli småjobben np. na sprzątanie,prace remontowe czy naprawę auta.Z własnego doświadczenia tego nie wiem ale w sezonie podobno można załapać się na zbiór truskawek( zależy od regionu).Jeżeli chodzi o podróżowanie autem to ceny na stacjach benzynowych są niższe w niedzielę ale także w środy.Co do omijania płatnych odcinków to nawet jeżeli się da ( bo często po prostu nawet nie ma alternatywnej drogi) to jest dużo dłuższa no a tankować trzeba. Trzeba bardzo uważać na parkowanie,w miejscach turystycznych no i w miastach.Praktycznie wszędzie są zakazy a mandat może dobić 500-800 kr (nie wspominając już o przekroczeniu prędkości-trzeba się bardzo pilnować).Przy drogach widziałam duże toalety (z gorącą wręcz wodą :-) )gdzie można się umyć- korzystając z umywalki,ewentualnie własnej miski ;-) a nawet rozłożyć śpiwór i przespać się kilka godzin.Rozbijanie namiotów jest trudne ale wykonalne zwłaszcza jeżeli macie takie których nie trzeba mocować do podłoża.Pamiętać też trzeba o dniu polarnym,jeżeli macie problem z zasypianiem weźcie opaski na oczy :-)
    Co do freegnizmu to widziałam kilka razy ale sama nie miałabym odwagi to zrobić,może kiedyś spróbuję tak z ciekawości :-p pozdrawiam !

  15. Mirosława pisze:

    Dięki za tak wyczerpujący temat na pewno mi się przyda,kto ma bliżej do Szwecji to tam można na zakupy jest troche taniej np, Netto,a na dodatek w niedziele otwarte sklepy bo w Norge zamknięte .

  16. Znajoma Finlandii w próbowała freeganizmu z miejscowymi studentami, w Skandynawii rzeczywiście to popularne ;)

  17. Linie lotnicze Widerøe sprzedają też bilety na nieograniczoną ilość lotów w obrębie Norwegii w określonym czasie. Wyjdzie drożej niż autostop ale warto wiedzieć

  18. Świetny wpis. My w czasie 2,5 miesiąca wydaliśmy około 1,5 tys zł na osobę na wszystko (benzyna, jedzenie, czasem kemping). Jeżdżąc rowerem czy stopem da się jeszcze mniej wydać, ale ciężko przewieźć tyle słoików z mięsem :D Bo my jednak musieliśmy jeść mięsko, bo pracowaliśmy fizycznie i schudlibyśmy jeszcze więcej :P Na owoce czy warzywa spod supermarketów też polowaliśmy haha!

  19. Przeczytałam i nadal nie umiem sobie wyobrazić taniej Norwegii.
    I jeśli miałabym wrócić (a mam nadzieję, że tak będzie) to tylko samochodem :)

  20. bardzo interesujące zestawienie… o freeganizmie słyszałem już wcześniej choć nigdy nie korzystałem… przyjdzie jeszcze na to pora :)

  21. Janek Piętek pisze:

    Mm, przeterminowane łososie – jadłbym ;) O ironio to Skandynawowie przecież tak lubią te przeterminowane (tfu, sfermentowane) śledzie, pstrągi i inne wynalazki…

  22. Dostałam zaproszenie do Norwegii, trzeba będzie w końcu skorzystać. A nota przyda się jak nic! :)

  23. nic tylko Norwegia, nie na pół roku, ale na rok! :)

  24. Sara Nouri pisze:

    Napisz kiedyś jak znaleźć prace :D sezonową, jak i na dłuższy okres czasu :)

  25. Jola pisze:

    Za 3 tygodnie wyruszam do Norwegii z przyczepą kempingową na 6 tygodni. Same dojrzałe kobitki! Spanie na dziko, jedzenie w większości z Polski.
    Kilka ciekawostek z artykułu do wykorzystania – dzięki!
    Ciekawe, czy zdobędziemy się na freeganizm, hmmm… :)

  26. Super wpis! Freeganizm stososawałem kiedyś ale na Woodstocku ;)

  27. Hehe, rok temu autostopem 3 miesiące w Norwegii za 3,50zl :d!

      • Martyna Piasecka pisze:

        Hehe, da sie :). Po pierwsze autostop, po drugie, troche jedzenia z Polski zabrane (wyjazd mial byc mega lowcostowy – ale ile tez mzna wpakowac do plecaka 60l jadac na 3 miesiace :P), w Norwegii rzadko kiedy zdarzylo mi sie, by jadac na stopa autem promem, ktos chcial brac ode mnie kase a przeplyniecie, nawet jak proponowalam z grzecznosci, co wiecej, zazwyczaj na promach poili mnie kawa i karmili slodyczami Emotikon tongue. Ae przede wszystkim to chyba szczescie i wspaniali poznani ludzie po drodze, pomocni, chetni by sie dzielic, a nawet przyjac od swoj dach na jakis czas. Moze po prostu dobrze mi z oczu patrzy i sama dziewczyna na koncu swiata, wiec chcieli mi pomoc :). Moze niebawem opisze historie, to wrzuce link, bys mogl zobaczyc co i jak :). Pozdrawiam z Mørsvikbotn w… Norwegii :)!

  28. tomlach pisze:

    Bardzo fajny artykuł :) …sam Norwegię zwiedziłem jeszcze w czasach studenckich, ale pomieszkiwałem u znajomych, więc największy koszt był z głowy i resztę jakoś się ogarnęło, choć nadal boli 50 zł za kufel najtańszego piwa w barze :D

  29. Plewa pisze:

    Fajny poradnik pokazujący jak żyć „na studenta”.

  30. Kasia pisze:

    Wow, opcja z freeganizmem zwaliła mnie z nóg!
    Jestem bardzo (acz amatorsko) zainteresowana problemem nadprodukcji i marnowania dóbr materialnych, nie tylko jedzenia, ale też sprzętu elektronicznego i innych produktów, jednak do tej pory temat freeganizmu dryfował sobie spokojnie w kategorii „do ogarnięcia” lub „nie w moim kraju”. Pierwszy (i na pewno nie ostatni) trip do Norwegii odbyłam roku temu, z budżetowym, rzecz jasna, zamysłem, spaliśmy w namiocie, poruszaliśmy się samochodem, który i tak musieliśmy do Norwegii przetransportować, z bagażnikiem pełnym jedzenia przywiezionego z domu, a w sklepach zaopatrywaliśmy się głównie w świeży chleb i warzywa (o dziwo, znacznie tańsze od normalnego chleba były wielkie opakowania pieczywa chrupkiego Vasa – już od zawsze będzie mi się kojarzyć z fiordem o poranku!). Nie wpadłam wtedy w ogóle na pomysł zajrzenia do śmietnika marketu. Jak bardzo żałuję! Na szczęście nie wszystko stracone, bo i w tym roku będzie okazja do wykorzystania tego pomysłu i tutaj byłabym ogromnie wdzięczna za radę i pomoc. Jak szybko znaleźliście taki market, w którego śmietniku można było coś znaleźć? Nie łudzę się, że w pierwszym, lepszym marketowym kontenerze napotkanym po drodze znaleźliście takie bizancjum, więc może znasz jakieś triki od doświadczonych kolegów z Czech? Jak często i w jakich okolicach takie Remy czy Coopy wyrzucają jedzenie? No i – nie wiem, czy to pytanie padło już wcześniej – czy obsługa supermarketu, który postanowimy odciążyć z „odpadów”, nie reaguje negatywnie na przeszukiwanie ich śmietnika? Powinniśmy się jakoś szczególnie kryć czy raczej żadnego problemu?

    Z góry dziękuję za małą poradę, gratuluję także świetnego wpisu i poruszenia mega ważnego tematu!
    Pozdrowienia!

  31. michał pisze:

    Hej,
    Ciekawy post ;)
    Jeżeli ktoś w najbliższym czasie (lipiec/sierpień) planuje wyjazd do Norwegii (oczywiście rowerowo) i potrzebuje/szuka partnera do towarzystwa zapraszam do kontaktu. Umieściłem swój post na forum (mam nadzieje, że „nie wytniesz”) http://www.podrozerowerowe.info/index.php?topic=14238.0
    Może ktoś ma podobne plany ;)
    Pozdrawiam
    Michał

  32. pio pisze:

    witam,
    zjechałem 6tyś km po Norwegii. Jeśli chodzi o paliwo to ja korzystałem z lpg, stacji jest wystarczająco, czynne 24 godziny płatnośc kartą. Można spokojnie zaplanować trasę tak że zawsze znajdzie się lpg, cena od 2,8 do 38 za litr. Z moich wyliczeń wyniknęło że za gaz zapłaciłem 2160pln a gdybym jechał na PB to koszt byłby około 5300pln!!.
    Jeśli chodzi o auto pass to nie trzeba nic wykupywać lub też wpłacać 300koron i podawać numer karty. Po prostu po przyjeździe do Polski za około 6 miesięcy dostałem fakturę do zapłaty za przejazdy tunelami, mostami i płatnymi odcinkami.

    pozdro

  33. Smoku pisze:

    Niektórym 700 dolarów wystarcza na tydzień w Norwegii, a tu proszę… pół roku :) Dzięki za informacje, przydadzą się na następny rok – też planuję Norwegię! Pozdrawiam i zapraszam do siebie na bloga (też czasami piszę o tym, jak tanio podróżować)

  34. oli pisze:

    Zachęcasz ludzi do grzebania w śmietnikach i żebrania o jedzenie. Takie rzeczy tylko w Polsce … aż mi wstyd! :(
    Te jedzenie jest zazwyczaj najgorszej jakości ! Hermetycznie zamknięte nafaszerowane antybiotykami kurczaki! Sushi gdzie ryba ma z miesiąc przydatności do spożycia ! Smacznego!

    Wiem, że jest problem z wyrzucaniem żywności, ale my Polacy nie musimy tego problemu w ten sposób rozwiązywać!

    Wydaje mi się (może tylko mi?) że o pewnych rzeczach nie należy mówić lub ich rozgłaszać np „Czasem, zamiast żetonów wrzuca się też norweskie korony, szczególnie na kempingach w mniejszych miejscowościach, gdzie nie zawsze znajduje się ktoś z obsługi ośrodka.”

    Jak dla mnie to zachęta, żeby się wkradać ukradkiem pod gorący prysznic. Zachęcasz do małych przestępstw?
    O pewnych rzeczach sie po prostu nie pisze i trzeba je zachowac dla siebie a nie za wszelką cenę zdobywać coś! Popularność ??

    Nawet nie wiem jako określić tego typu porady. Aż brak mi słów.

    Bardzo Ci zależy na popularności

    A popularność szczęścia Ci nie przyniesie

    Powodzenia

    • Karol Werner pisze:

      Uśmiałem się :D – ktoś tutaj nie czyta ze zrozumieniem. Wytłumaczę się – czyli napiszę to samo co w tekście powyżej, leczy użyję innych słów. Uwaga!
      Nikogo do grzebania w śmietnikach nie zachęcam. Sam siebie nie zachęciłem, bo był to pierwszy i ostatni raz w moim życiu. Przedstawiam problem, ubrany w historię. Prowokuję dyskusję na jego temat.

      Absolutnie nikogo nie zachęcam i nigdy nie zachęcałem do kradzieży. Wypraszam sobie. Nie bardzo rozumiem jak doszłaś do takiego wniosku czytając o żetonach i pieniądzach. Zwyczajnie informuję o tym, że na kempingach, gdzie nie ma obsługi (u której można kupić zazwyczaj żetony) są automaty prysznicowe, do których wrzucać można pieniądze (nie potrzeba nam zatem obsługa). Mam nadzieję, że teraz zrozumiałaś.

      Na przyszłość czytaj – nie przeglądaj.
      Pozdrawiam

  35. Dawid Białowąs pisze:

    Bardzo wartościowy wpis, szczególnie dla osób pragnących zobaczyć naturalne piękno Norwegii, hamowanych przez absurdalnie wysokie ceny żywności i usług (a podejrzewam, że takich turystów jest niemało). Sam jadąc niedawno na Islandię, gdzie ceny są zbliżone do norweskich, starałem się wybierać najtańsze produkty w sklepach przy jednoczesnym zachowaniu jako takiego urozmaicenia. Nie zagłębiałem się do tej pory w temat freeganizmu, jednak doskonale zdaję sobie sprawę o absurdalnych procedurach związanych z marnowaniem żywności, bolączce krajów rozwiniętych. Miałem kiedyś okazję brać udział w cyklu wykładów połączonych z filmami, dotyczącymi propagandy stosowanej we współczesnym świecie. Oddawanie produktów (nie tylko żywnościowych) osobom bezdomnym lub wtórne ich wykorzystanie jest sprzeczne z rządzącym światem modelem konsumpcji. Produkt, który oglądamy na ekranie telewizora, a potem idziemy po niego do sklepu, musi być schludny, w kolorowym opakowaniu, spełniający właściwe wymiary i standardy. Reszta jest wyrzucana, bo potencjalnie nie spełnia oczekiwań klienta (jak pisał wyżej kolega pracujący w Stanach).

    To świetnie, że postanowiłeś umieścić wpis o freeganiźmie na swoim blogu mimo, że z pozoru tylko pośrednio jest związany z podróżowaniem. Nie zwracaj uwagę na słowa krytyki – blog jest właśnie od tego, aby publikować na nim subiektywne opinie, a z pewnością niejeden potencjalny turysta spojrzy na problem oraz możliwości taniego podróżowania z innej, niestandardowej strony. Warto czasem iść pod prąd przyjętym normom, mając na uwadze nadrzędny cel – PODRÓŻ, i zobaczenie jak najwięcej, a w Norwegii takich miejsc nie brakuje ;)

    • Karol Werner pisze:

      Dawidzie! Chciałbym coś sensownego napisać w odpowiedzi na Twój wyczerpujący komentarz, ale.. no właśnie. Jest on wyczerpując i nie bardzo wiem co jeszcze napisać, żeby sie nie powtarzać. Dzięki wielkie za odwiedziny i zapraszam ponownie! ;)

  36. lukasz pisze:

    Heloł, świetna strona, świetny post. Byliśmy 3 tygodnie na rowerach w 2009. Oszlo – Trollstigen – Oszlo jakoś tak naokoło. Codziennie parę godzin pod górę w deszczu, a potem pół godziny zjazdu na łeb na szyję (czasem wyprzedzaliśmy nawet samochody). W sumie wydaliśmy 4kPLN z przelotem za 2 os. Żarcie zabraliśmy ze sobą do sakw : liofilizaty (takie całe obiady wtedy po 20PLN na allegro). Chińskie zupki, kisiele instant. No i oczywiście „potet-salad” – to już na zawsze pozostanie dla mnie daniem narodowym Norwegii. To jest najtańsze co można było kupić. Do tego kuchenka na „white-gas” dostępny na stacji benzynowej i namiot. Pod dachem nocowaliśmy tylko u Norwega który nas zaprosił w Oszlo.

    Prawo do rozbijania się jest super, tylko tam gdzie my podróżowaliśmy często ciężko było znaleźć płaskie miejsce 150m od zabudowań. Raz zapytaliśmy rolnika, czy możemy się rozbić na jego polu, na co odparł „If you don’t shit to much…”. Norwegia jest czadowa.

  37. Tom pisze:

    Znasz jakieś inne firmy które zajmują się sprzedażą odzieży tak jak Fretex?
    I co to była za kurtka z gore-texu za 50zł? bo nie ukrywam dość ciekawa opcja jak za taką kwotę :)

  38. Joanna pisze:

    Witam i ja :) Bardzo ciekawy i wartościowy artykuł. Norwegia to moje marzenie. Chciałabym wybrać się tam na urlop 2-3 tygodnie na zwiedzanie. I natknęłam się na ten artykuł o tanim podróżowaniu. Moim „problemem” jest to że niestety większości rad nie mogę wykorzystać bo mam małe dzieci (14 miesięcy i 7 lat) i chyba pozostaje nam jedynie wyjazd zorganizowany z biurem podróży albo czekanie aż dzieci się usamodzielnią :(

  39. mjkl pisze:

    Ja ruszam do Norwegii w sierpniu. Z namiotem i plecakiem na 2-3 tygodnie z zamiarem spania na dziko z dala od jakiejkolwiek cywilizacji. Powoli już się przygotowuję. To zawsze było moje marzenie, obok Alaski, ale Alaska póki co nie na moją kieszeń. ;)

  40. Zaciekawiło mnie to. Wchodzę i czytam

  41. Dobrze to wszystko wykorzystałeś. Ja przynajmniej znam też nowe słowo :-)

  42. Harry Haller pisze:

    Się uskutecznia, na rodzimym podwórku również

  43. Byłam „freeganką” przez 4 miesiące w Kopenhadze. Na śmietnik przyjeżdżali wszyscy, od studentów po hipisów.

    Chyba teraz są już takie specjalne ustawy, które pozwalają sklepom oraz restauracjom oddawać nadwyżkę jedzenia potrzebującym.

  44. Oprócz tego są w sklepach w Norwegii tanie produkty (prawdopodobnie dotowane przez rząd), np. w Ramie1000 tuńczyk w puszce (w kawałkach za 1,85 zł (w polsce koło 5-6 zł), chleb za 3 zł, 1 kg dżem za 7 zł.
    A jak się leci tylko na kilka dni, to można wziąć też jedzenie z Polski. ;)

  45. zbieractwo żywności staje się modne :-), najlepiej ten problem rozwiązać prawnie czyli zmusić markety żeby żywność której termin za niedługo się skończy przekazywały np do jadłodajni dla ubogich i bezdomnych , wtedy żywność nie będzie się marnowała. Bo żeby z tego korzystać trzeba mieć w podróży samochód zapewne którym objedziemy jakieś markety a to już nie takie ekologiczne.

  46. Widziałem kilku freegan wychodząc z kina w Krakowie: jedni wrzucali nieopróżnione kartony z popcornem do kosza, a inni podchodzili i zabierali ten popcorn :D

  47. Anna Petynia pisze:

    Twój blog jest czadowy. Mam nadzieję, że już niedługo ogarnę taką mega wyprawę jak Twoje!

  48. Robert Papuga pisze:

    Freeganin podróżujący po Norwegii…? Tak! W śmieciarce 😂😂😂

  49. Don Quixote pisze:

    „Freeganizm” w Oxfordzie nazywaliśmy „Chodzeniem na skipa” co wspominam jako super przygodę. Do dziś wywołuje zapewne dziwne myśli w głowach moich polskich, miejskich znajomych gdy o tym opowiadam…
    Nurkowania po paletę ziół do takiego dużego kubła nie zapomnę ;)
    pozdrawiam

  50. Cieszę się, że osoba taka jak ty, która inspiruje i ma wielu fanów porusza ten temat. Ja uważam że dumpster diving i freeganizm to dwa wspaniałe „ruchy” w dzisiejszym społeczeństwie, które pokazują jak bardzo ludzie marnują jedzenie i jak rozwija się nasz konsumpcjonizm :(

  51. Piotr Thier pisze:

    Stosowane w Norwegii, Szwecji i w Izraelu, a ostatnio także w Polsce, wszędzie łatwo, dużo, tanio, smacznie i bez żadnych problemów ;)

  52. Ewa pisze:

    Zwiedziłam już kawałek świata, teraz czas na Norwegię…wyjazd za dwa tygodnie…nie jestem pewna czy nie powinnam zabrać ze sobą nart :)
    Wyjazd planujemy samochodem więc żywność zabieramy ze sobą choć po tygodniu to może też będzie freeganizm z własnego auta :)
    Dzięki za artykuł i bardzo przydatne komentarze.

  53. Pablo pisze:

    Witam. Jak ktoś chce tanio zobaczyć kawałek Norwegii to zapraszam do Aalesund. Bilety z Gdańska od 40zł. Do tego proponuję duży bagaż podręczny w cenie 61zł w który można zapakować zapasy jedzenia. Na miejscu mogę użyczyć swój rower przygotowany do wypraw, ewentualnie 2, wraz z ekwipunkiem typu namiot, śpiwór i reszta co może się przydać do biwakowania. Wiele pięknych miejsc do zobaczenia. Moje namiary 004746268749. Pozdrawiam Paweł.

  54. Marek pisze:

    Karol- jestes wielki :). Wlasnie kompletuje sprzet i za miesiac lece w Bieszczady. Rowerem.

Dodaj komentarz