Maroko – kompletny poradnik. Największy wpis jaki widział ten blog

Zapraszam do najobszerniejszego w polskim internecie (jakoś tak wyszło :D ) wpisu praktycznego o Maroku. Dziesiątki ciekawostek, wiadomości, ciekawych miejsc, atrakcji, informacji praktycznych dotyczących transportu, noclegów, cen, przelotów i dużo innych. Mam nadzieję, że wiele osób skorzysta. Zachęcam też do dzielenia się swoimi doświadczeniami i opiniami o Maroku w komentarzach. Twórzmy razem ten przewodnik! :)

Maroko od wielu lat odwiedzane jest regularnie przez Polaków, jednak to dopiero ostatnie kilka sezonów, które obrodziły licznymi, tanimi połączeniami lotniczymi do Maroka sprawiły, że Maroko, moim zdaniem, coraz śmielej zaczyna konkurować turystycznie z takimi krajami jak chociażby Egipt czy Chorwacja. Może to jeszcze nie ta skala, ale jak dla mnie, jest to tylko kwestia czasu. Bo Maroko ma naprawdę bardzo dużo do zaoferowania. BARDZO!

Początkowo chciałem zrobić osobny wpis o ciekawych miejscach w Maroku, osobny o transporcie, osobny o cenach, kwestiach kulturowych itd. Jednak stwierdziłem, że wygodniej dla wszystkich będzie zrobić jeden obszerny tekst, który po prostu jak zwykle opatrzę spisem treści. Tak też zrobiłem.

Jeśli ktoś szuka noclegów, a przy okazji chciałby mi wynagrodzić pracę włożona w blog, to polecam przeskoczyć do punktu 11 :)

Dzień dobry Maroko – film!

Zanim jednak przejdziemy do porad praktycznych dotyczących Maroka, ciekawych miejsc, atrakcji itd. – zapraszam do krótkiego filmu mojego autorstwa nagranego w Maroku. Mam nadzieję, że się spodoba, a jeśli tak – zostawcie subskrypcję – zwłaszcza, że już w niedzielę kolejny odcinek vloga z Maroka. Poprzednie możecie zobaczyć tutaj.

A tym czasem nie przedłużając, zapraszam już do tego obszernego tekstu.

Jak dolecieć do Maroka? Najlepsze połączenia lotnicze

Jak już wspomniałem, ostatnie lata to duży wzrost liczby połączeń lotniczych do Maroka. Tak naprawdę dolecieć bezpośrednio z Polski do Maroka można już do 4 różnych miast. W punktach będzie łatwiej.

  • Do Agadiru można dolecieć z Warszawy, Wrocławia i Katowic.
  • Do Marrakeszu można dolecieć z Warszawy, Krakowa, Gdańska, Poznania i Katowic.
  • Do Casablanki można dolecieć z Warszawy, Gdańska i Krakowa.
  • Do Rabatu można dolecieć z Warszawy.

Prym wiodą zwłaszcza tanie połączenia lotnicze z Warszawy, Wrocławia i Katowic do Agadiru realizowane przez Wizzair, a także połączenie Kraków – Marrakesz, realizowane przez Ryanair. Aktualne ceny lotów do Maroka na zimę to około 500-600 zł w dwie strony, jednak można i zmieścić się do 350 zł, jeśli kupi się bilet na samolot z odpowiednim, kilkumiesięcznym wyprzedzeniem.

Wiza do Maroka, formalności po przylocie i wymiana walut 

Polacy nie mają obowiązku wyrabiania wizy do Maroka i możemy przebywać w kraju do 90 dni. Powyżej tego okresu trzeba się o wizę postarać.

Po przylocie dostaje się do wypełnienia tzw „kartę policyjną” w której znajdują się podstawowe informacje osobowe, ale także cel podróży i adres hotelu, w którym będziemy przebywać. Jeśli ktoś nie zna miejsca swojego pobytu, bo tak jak my śpi w namiocie i sporadycznie w hotelach, polecam wpisać miejsce pierwszego noclegu, gdzieś najlepiej blisko lotniska. Dobrze, aby zgadzało się z faktami i jakbyście faktycznie tam spali choć jedną noc, ale niekoniecznie. My skłamaliśmy, pierwsza noc była w namiocie 2 km od lotniska i żadnych problemów w związku z tym przy wylocie nie mieliśmy. Podobnie jak wielu moich podróżujących znajomych, którzy robili tak samo. Więc bez obaw.

Jeśli zajmujecie się filmowaniem, wiedzcie, że jest ono w teorii bez zezwolenia nielegalne. Nie można wwozić też dronów, sprzętu do filmowania, a niektórzy mówią, że nawet statywów. Na wszystko trzeba mieć pozwolenie ministerstwa komunikacji „Ministry of Communication„. Próbowałem uzyskać, pisałem maile,  ale zero odpowiedzi. Więc wziąłem wszystko poza dronem i choć na lotnisku się interesowali, to kiedy powiedziałem, że statyw, slider i aparaty służą mi tylko do fotografii, to puścili.

Co do wymiany walut – Dirham marokański jest praktycznie niemożliwy do kupienia poza Marokiem. Najlepiej jest zabrać ze sobą więc dolary lub euro (milej widziane) i wymienić w banku lub kantorze. Nie ma z tym najmniejszych problemów, o kantowanie na kursach też nie ma się co obawiać, bo wszędzie są oficjalne tablice kursów wymiany walut.

Pogoda w Maroku, kiedy najlepiej jechać?

Najlepsze miesiące na odwiedzenie Maroka to marzec-maj oraz  wrzesień – listopad.  Wszystko dokładnie zależy jednak od konkretnego miejsca, do którego planujecie się wybrać. Pamiętajcie, że Maroko ma ponad 1000 km w linii prostej i jeśli np. marzec może być beznadziejnym czasem do odwiedzenia północy kraju, idealnym będzie zaś do zwiedzenia południa i okolic Sahary.

Niezależnie zaś od miejsca planowanej podróży polecam omijać miesiące wakacyjne lipiec-sierpień. Chyba, że planujecie spędzać całe dnie w pokojach z klimatyzacją, a wychodzić dopiero po 19 godzinie, kiedy na zewnątrz temperatura wystarczająco już spadnie.

Poniżej zamieszczam dwa przykładowe wykresy dla Agadiru i Fezu. Pierwszy to zakres rocznych temperatur, drugi to ilość średnich opadów dla poszczególnych miesięcy. Kliknij, aby powiększyć.

źródło: weatherspark.com

Ciekawe miejsca w Maroku. Co zobaczyć, gdzie jechać?

Kwestie praktycznych informacji, jedzenia, transportu, noclegów i wielu innych poruszę nieco później. Na tę chwilę chciałbym przyjrzeć się ciekawym miejscom w Maroku. Zwłaszcza w centralnej jego części, którą to odwiedziliśmy, jednak nie tylko.

Na początek może zarysuję jak wyglądała nasza trasa. Maroko przemierzaliśmy na zmianę rowerami, autostopem (z rowerami), a także autokarami (również z rowerami w środku).

Nasz początkowy plan wyglądał tak, jednak zrezygnowaliśmy z kilku odcinków i finalnie przejechaliśmy taką trasę, jak na mapie poniżej. Przy czym fragment Beni Mallal – Marrakesz – Agadir autokarami, a resztę rowerem i autostopem.

Park Narodowy Souss-Massa niedaleko Agadiru

Jako, że nie jesteśmy zbytnio fanami miast (zwłaszcza takich jak Agadir), to na początku nawet do niego nie wjeżdżaliśmy. Odwiedziliśmy Agadir dopiero pod koniec i tak jak zakładaliśmy, nie za bardzo przypadło nam do gustu. Hotele, sporo turystów, mało ciekawe klimaty. Pojechaliśmy więc na południe, w stronę Parku Narodowego Souss-Massa. Miejsce polecane i odwiedzane przez niewielu i szczerze mówiąc nie mogę się nadziwić dlaczego.

Jechaliśmy dokładnie tym odcinkiem. W sporej części jest offroadowy, jednak warto się przemęczyć. Początkowo, przy wyjeździe z miasta może być nieco brudno, jednak później sam park jest rewelacyjny. Pięknie, zielono, wysokie, stare drzewa, a drogą wesoło idą stada wielbłądów. Rewelacyjny klimat. A na końcu nie najgorsza plaża, gdzie na nocleg zaprosił nas do siebie jeden z rybaków (jest też ponoć hostel, choć nie byliśmy). Zdjęć nie mam zbyt dużo bo gnaliśmy na nocleg, a już był prawie zachód, jednak coś tam udało mi się zrobić.

Jeśli ktoś jednak chciałby spędzić trochę czasu w Agadirze, polecam mocno wpis z bloga poszli-pojechali.pl, gdzie znajdziecie bardzo dużo praktycznych informacji dotyczących Agadiru – Agadir, co warto zobaczyć?

Tarudant i jego zabytki

Z Agadiru pognaliśmy wprost do Tarudant. Warto się w Tarudant zatrzymać choćby na jedną noc w drodze na wschód Maroka. Największe wrażenie zrobiły na nas zdecydowanie zabytkowe, obronne mury, ale też całe, otoczone nimi stare miasto, na które składają się – bastiony, liczne suki (targowiska), medyna, a także znajdująca się w obrębie medyny, ufortyfikowana kasba, będąca niegdyś pałacem zimowym należącym do arabskiej dynastii Sadytów, która panowała w Maroku w latach 1549-1659.

Niestety błękit nieba przysłonięty przez pył nawiewany znad Sahary

Ksar Ajt Bin Haddu

Ksar ten jest położony 360 km od Agadiru i 185 km od Marrakeszu i jest bezsprzecznie jednym z najpiękniejszych, o ile nie najpiękniejszym tego typu obiektem w Afryce Północnej. Swoją fenomenalnie wkomponowaną w zbocze górskie bryłą i ciasnymi uliczkami przyciąga wiele ekip filmowych, kręcących tutaj największe hity kina światowego. Absolutnie świetne miejsce, które trzeba odwiedzić.

Polecam zostać tam zwłaszcza na noc. Większość wycieczek autokarowych przyjeżdżających do ksaru (najczęściej ze sąsiedniego Warzazat) opuszcza go już po godzinie 18. Jest to według mnie najlepszy czas na zwiedzanie Ksaru (albo rano, zanim przyjadą), bo można się cieszyć tym fenomenalnym zabytkiem niemalże na wyłączność. W ciągu dnia jest on zaś całkowicie zalany turystami i jego zwiedzanie ma raczej mało wspólnego z przyjemnością. Można znaleźć tam sporo niedrogich noclegów, polecam zerknąć tutaj. Wiele z nich ma tarasy z widokiem na ksar.

Więcej fotografii i szerszego opisu ksarów i kasb znajdziesz w tekście: Ksar i Kasba – jaka jest różnica? Oraz w osobnym vlogu

Ciekawe miejsca po drodze do Warzazat?

Tak prawdę mówiąc, cały odcinek od Tarudannt aż po Ksar Ajt Bin Haddu i miasto Warzazat nie jest najbardziej atrakcyjnym widokowo, ani zabytkowo fragmentem. Kilometrami jest płasko jak diabli, mało zieleni, a krajobraz urozmaicają jedynie sporadyczne pagórki i miejscowości. Tym bardziej jest mało atrakcyjnie, kiedy trafi się Wam zachmurzenie i sporo pyłu nawiewanego znad Sahary, przez który nie widzieliśmy nawet szczytów nie tak bardzo odległego Atlasu.

Owszem, pustynia sama w sobie jest fascynująca i warto ten odcinek przejechać choćby dla niej, jednak mam wątpliwości czy trzeba gdziekolwiek zatrzymywać się na dłużej. Jeśli pojedziecie rowerami, to nie będziecie mieli zasadniczo wyboru, jednak jeśli samochodem – proponuję potraktowanie go tranzytowo (o ile jedziecie z Agadiru).

Mimo wszystko warto zatrzymać się na parę chwil w kilku miejscach po drodze. Na posiłek i jakieś zakupy polecam zatrzymać się w ładnie położonym Aoulouz. Kawałek przed znajduje się też tama i zalew, do którego można podejść. Później niezłym miejscem postojowym jest miejscowość Taliouine, gdzie znajduje się niewielka kasba, a dalej, już przed samym ksarem Ajt Bin Haddu zatrzymać się przy porzuconym planie filmowego horroru. Może nie ma to nic wspólnego z Marokiem, ani jego kulturą, ale jest ciekawym urozmaiceniem trasy, zwłaszcza, że znajduje się zaraz przy drodze.

Plan filmowy.
Kasba w Taliouine
Drobna przełęcz po drodze

Co zobaczyć w Warzazat?

Daleki jestem od stwierdzenia, że w Warzazat koniecznie trzeba się zatrzymać na dłużej. Jednak jest kilka powodów, dla których warto choć na jeden dzień. Do zobaczenia jest tutaj przykładowo (znajdujące się na zachodzie miasta) studio i muzeum filmowe Studio Atlas, plac z licznymi sklepikami Place Al-Mouahidine, a na drugim jego końcu (na zachodzie) duża, wpisana na listę UNESCO kasba Taourirt.

Wstęp płatny, ale nie jakoś dużo. I kasba ta jest tak naprawdę jedyną atrakcją w Warzazat, którą określiłbym jako „must see„. Co do pozostałych, jak i reszty miasta mam duże wątpliwości. No chyba, że zatęsknicie za piwem, to jest też w Warzazat sklep z alkoholami. Popytajcie miejscowych – każdy w wieku 20-30 lat wskaże Wam drogę.

Kilka naprawdę przyzwoitych i niedrogich noclegów w Warzazat można znaleźć tutaj. Aha, jest też niezły, duży, camping.

Kasba Taourirt

Fenomenalne okolice Skoura

Może samo miasto Skoura, które leży 45 km na wschód od Warzazach na kolana nie powala (choć warto zatrzymać się na jakiś obiad, dużo dobrych restauracji), o tyle to co jest wokoło niego, koniecznie musicie zobaczyć. Mowa o ciągnących się wzdłuż rzek wypływających z Atlasu Wysokiego (latem raczej koryt rzecznych) gajach palmowych. Coś pięknego. Bezsprzecznie jedno z tych miejsc w Maroku, które zostanie w mojej pamięci na długo.

Co chwila, obok gajów natknąć można się też tutaj na fenomenalne, dobrze zachowane kasby. Żeby dotrzeć do najpiękniejszych, położonych w centrum gaju, trzeba odbić nieco od drogi i przejechać kawałek kamienistym korytem rzeki. Jednak nie zrażajcie się – zdecydowanie warto.

Skoura uznawana jest za początek tak zwanej trasie 1000 kasb, która kończy się w Tafilalt, a skąd jest już niedaleko do wioski Merzuga leżącej na skraju wielkiej, liczącej sobie 27 km piaszczystej wydmy Erg Chebbi.

Więcej informacji o kasbach wartych odwiedzenia w tej okolicy napisałem we wcześniej wspomnianym poście.

Wąwóz Dades – jak dojechać?

Wspomniana wyżej trasa tysiąca kasb, a także leżąca nieopodal granicy z Algierią wydma, są główną destynacją wielu turystów. My, nieco przez brak czasu, ale także ze względu na większą chęć zobaczenia Gór Atlas, pokierowaliśmy się na północ, w stronę Wąwozu Dades. I także tutaj na usta cisną mi się słowa takie jak – fenomenalny, rewelacyjny, mega widokowy!

Nie dość, że również w Wąwozie Dades są liczne kasby, to dodatkowo, jako że są to już góry, co kilka kilometrów roztacza się piękna panorama. Naprawdę widoki są niesamowite. Poniżej kilka fotografii w tym dużych panoram, których więcej przykładów znajdziecie w osobnym wpisie: 10 dużych panoram z Atlasu!

 
 

Jeśli ktoś nie ma własnego transportu, bez problemu do Wąwozu Dades dojechać można transportem publicznym lub taxówkami (grand taxi, czyli dzielone) z Warzazat.

Przez Atlas Wysoki – przełęcz Tizi-n-Ouano 2910 m n.pm.

Ogólnie przez Atlas Wysoki prowadzi całkiem sporo wysokogórskich przełęczy. My wybraliśmy drogę przez przełęcz Tizi-n-Ouano, z tego względu, że jest po prostu kontynuacją Wąwozu Dades. Raczej mało kto się tam zapuszcza, znakomita większość samochodów, turystów raczej nie wybiera się na północ tego typu szutrowymi drogami, a zawraca i jedzie asfaltem do Agadiru czy Marakeszu. Nie mówię, że trzeba jechać konkretnie tą samą drogą co my, choć warto- widoki są rewelacyjne. Poniżej kilka zdjęć z podjazdu pod przełęcz i fragmentu aż do miejscowości Agoudal.

Dodam jeszcze, że fragment ten był najdłuższym bez jakiegokolwiek źródła wody i jedzenia. Jeśli jedziecie rowerami, lepiej wycelujcie tak, aby spać jeden dzień gdzieś nieopodal ostatniej miejscowości, na drugi zrobić podjazd i zjechać do Agoudal (w sumie ~50 km). Jak coś, tutaj, już za ostatnią miejscowością (lub jeśli pojedziecie od północy przed nią) znajduje się spory hostel. Raczej nieoblegany, a pięknie położony.

 

Być może chcielibyście przejechać inne przełęcze górskie przecinające Atlas? Prawdę mówiąc jest w czym wybierać! Nieco niższymi, ale znacznie popularniejszymi są Tizi n’Test, którą dojeżdża się pod miejsce startu szlaku na najwyższy szczyt Maroka – Jbel Toubkal 4167 m n.p.m., oraz Tizi-n-Tichka leżąca na drodze Warzazat – Marrakesz. Jest też sporo innych, nawet wyższych niż nasza przełęczy.  Tutaj zamieszczam link do dobrego zestawienia w języku angielskim. Autor podał tam aż 19 różnych przełęczy górskich w większości szutrowych przełęczy w Atlasie. Nie każda z nich przecina Atlas, często są to drogi lokalne, jednak część z nich jak najbardziej. Kliknijcie i zobaczcie sobie dokładnie ich lokalizacje. Autor zrobił na prawdę świetną robotę.

Po zielonej stronie Maroka – północny Atlas

Północ Atlasu to miejsce, w którym zdecydowanie warto nieco pobyć. Po tygodniu spędzonym na suchym, pustym południu, uśmiech aż sam wchodzi na usta, kiedy widzi się tyle zieleni w jednym miejscu. Fenomenalny jest odcinek od jeziora Lac de Tislit aż do El Ksiba. Piękne formy skalne, znacznie więcej wody niż na południu no i z każdym kilometrem coraz więcej krzewów i drzew. W dodatku praktycznie w 80% trasa prowadzi w dół, więc jeśli ktoś jedzie do Maroka rowerem lub motorem, to tym bardziej polecam właśnie podróż w tym kierunku.

 

Marrakesz  – zwiedzanie, ciekawe miejsca, zabytki

Zazwyczaj nie jestem obiektywną osobą w ocenianiu tak dużych, turystycznych miast. Jak wspominałem wielokrotnie – nie mam potrzeby ich odwiedzania, a jak już jestem, to raczej nie sprawia mi to zbyt dużej przyjemności. Niemniej postaram się być w miarę obiektywny i napisać kilka słów o ciekawych miejscach w Marakeszu.

W Marrakeszu spodobało mi się kilka miejsc. Nie jakoś wybitnie, ale uważam, że warto się nimi zainteresować. Nie będę też zbytnio oryginalny. W Marrakeszu spędziliśmy 2 noce. Byliśmy w większości miejsc, które określane są jako warte zobaczenia. W pałacu Palace of the bahia, w pałacu El Badi Palace, w ogrodzie botanicznym Le Jardin Secret, na placu Dżamaa al-Fina, a także obowiązkowo we wpisanej na listę UNESCO medynie i suku. Ten ostatni zrobił na mnie chyba największe wrażenie. Takiego kolosa się nie spodziewałem. Pojawiały się w mojej głowie skojarzenia i porównania do Starego Miasta Jerozolimy, ale ten w Marrakeszu jest jeszcze większy, jeszcze bardziej zatłoczony i gwarny. Dziesiątki tysięcy pamiątek, naganiaczy i spalin wydmuchiwanych przez pędzące ciasnymi drogami medyny motocykle szybko nas jednak wygoniły poza centrum miasta.

Polecam wrócić też na plac Dżamaa al-Fina wieczorem i posiedzieć gdzieś na tarasie w jednej z licznych restauracji i kawiarni. Naprawdę dobry klimat.

Jeśli chcielibyście poczytać o Marrakeszu więcej tutaj wpis Ewy: Marrakesz – informacje praktyczne.

Jako, że padła mi bateria, zdjęcie nie moje. Autor Boris Macek

Noclegi w Marrakeszu. Gdzie spać?

Baza noclegowa jest spora i jest w czym wybierać. Spokojnie można znaleźć przystępne noclegi poniżej 100 zł za noc dla dwóch osób. Jak chociażby w hostelu Sun, Riadzie Riva, gdzie jest śniadanie w cenie, a w którym spaliśmy, czy też nieco droższym bo 150 zł, ale świetnym i dobrze położonym Riadzie Dama.

Choć to oczywiście nie wszystko. Marrakesz ma ogromną bazę noclegową, więc jak coś polecam rozejrzeć się w ogólnej wyszukiwarce. Wybierzcie tylko datę i kliknijcie „najniższa cena” albo jeszcze lepiej – „ocena gości i cena”.

Inne atrakcje i ciekawe miejsca w środkowym Maroku, ale nie tylko

Obok tego co już zobaczyliśmy, mamy też sporą listę miejsc, których zobaczyć się tym razem w Maroku nie udało. Trzeba będzie tam kiedyś wrócić. Poniżej przedstawię te kilka miejsc, które bardzo chciałbym przy kolejnej wizycie odwiedzić, gdyż z pewnością są tego warte. Bardziej zwięźle niż powyżej:

Wąwóz Todra

Równoległy do Wąwozu Dades, ponoć równie piękny. Wąwóz leży na trasie z Tinghir do Agoudal. Najbardziej spektakularna jego początkowa część, czyli wysokie na kilkaset metrów ściany wąwozu, które ciągną się przez około 600 metrów. Poza tym fragmentem jest równie piękny.

Wydmy Erg Chebbi

Wspomniana już, blisko 30-kilometrowa piaszczysta wydma, będąca punktem wielu, naprawdę wielu wycieczek turystycznych. Marokańska pustynia jest kamienista i płaska (tzw. hamada) , a wydma ta jest jedyną tego typu, tak rozległą i wysoką (do 150 m) formacją w Maroku. Stąd też jej popularność.

Więcej o pustyniach w południowym Maroku przeczytacie u Wędrownych Motyli.

autor Rosino 

Wodospady Ouzoud

Ponoć jedne z najładniejszych w Maroku. Położone pomiędzy Marrakeszem a Beni Mallal, w górach. Jeśli nie dysponujecie rowerami, nie jeździcie stopem to jedna opcja dotarcia do tychże wodospadów jest przez Beni Mallal, skąd jedzie się busem do Afourer, dalej już busem lub taksówką do Azilal, albo samą taksówką bezpośrednio do Ouzoud. Ponoć warto!

źródło: wikipedia

Jeszcze więcej Kasb!

Kolejnym świetnym, bogatym w kasby i ksary odcinkiem (również nazywany doliną 1000 kasb) jest fragment na południe od Warzazat, a dokładniej odcinek Akdazi-Zaghura-Tamegroute, gdzie poza kazbami, na jego końcu można dodatkowo podziwiać kilka małych, piaszczystych wydm. Mieliśmy tam jechać, ale finalnie ten odcinek okazał się być nie po drodze.

Wejście na Jebel Toubkal 4 167 m n.p.m.

Są tacy, co uznają najwyższą górę Maroka, za jeden z najprostszych do pokonania czterotysięczników. Nie znam się, więc się nie wypowiem. Jednak ilość znajomych, którzy na niego weszli, po czym stwierdzili, że nie było trudno, skutecznie zachęca mnie do spróbowania swoich sił w przyszłości. Jest to jakieś tam wyzwanie do zrealizowania na najbliższe lata. Dodatkowo na korzyść tej decyzji działa fakt, iż Jebel Toubkal leży blisko jednej z tras do Marakeszu, przez co względnie szybko można podjechać pod miejsce startu trekkingu, wejść i z łatwością wrócić. Tak na dobrą sprawę można by taką wycieczkę od przylotu do powrotu wraz z wejściem na górę zamknąć w 3-4 dni.

Jak coś tutaj znajdziecie szeroką relacja z wejścia na Jebel Toubkal

Wodospady Imouzzer obok Agadiru

Wracając na chwilę do ciekawych miejsc w okolicach Agadiru (50 km). Warto wyskoczyć też w góry, odbić od trasy prowadzącej na Marrakesz w lewo i udać się do miejscowości Imouzzer, gdzie także znajdują się ładne wodospady. Można też jechać widokową, mało uczęszczaną trasą przez góry. Miejsce ponoć warte swojej uwagi.

źródło: wikipedia

Transport w Maroku – jak się poruszać, czym jeździć?

Czym poruszać się najlepiej po Maroku? Wszystko zależy jakie macie plany i oczekiwania względem wyjazdu. Jedyna zasada, którą polecam przestrzegać, a która tyczy się każdego sposobu transportu po Maroku, to nieplanowanie za długich dystansów. Maroko to piękny i zróżnicowany kraj. Każdy jego zakątek ma wiele do zaoferowania, więc proponuję poszukać ciekawych miejsc w miarę blisko miasta, do którego lecicie. Zwyczajnie nie widzę sensu jechać na północ Maroka lądują w Agadirze, czy też na południe lądując w Casablance. Lepiej skupić się na okolicy, niż spędzać całe dnie w samochodach czy autokarach byleby tylko zaliczyć jak największą część Maroka.

Maroko na rowerze

Standardowo – nie ma lepszego sposobu przemieszczania się w podróży jak rower! ;)

Nasza trasa biegłą w dużej części wzdłuż masywu Gór Atlas, a także przez niego. Jest to jeden z najtrudniejszych pod kątem rowerowym teren w Maroku. Owszem, są jeszcze inne pasma górskie jak chociażby Atlas Średni, Tellski, Antyatlas czy Góry Rif na północy Maroka, jednak założę stwierdzenie, że to Wysoki Atlas jest najtrudniejszy. A jak było? Wcale nie tak źle!

Fragment którym jechaliśmy, pod kątem jakości, był naprawdę świetny. Asfalt często najwyższej klasy, a nawet jak był szuter, to także tego typu, że można sunąć 20 km/h. Przejeżdżając średnio 60 kilometrów dziennie, poza jednym, wspomnianym wyżej fragmentem, nie było też jakichkolwiek problemów z wodą i żywnością. Zawsze raz dziennie, a częściej wielokrotnie zdarzały się wioski czy miejscowości, gdzie można było się w jedzenie i picie zaopatrzyć.

Czy było trudno? Jeśli chodzi o góry, to faktycznie były podjazdy, na których solidnie się zasapaliśmy, a momentami nawet zaczęło mnie pobolewać kolano i ścięgna w łydce, co dawno nie miało już miejsca.  Nie tylko ten najdłuższy kilkudziesięciokilometrowy podjazd pod przełęcz Tizi-n-Ouano dał nam w kość, ale też liczne, mniejsze. Jeśli miałbym do czegoś przyrównać trudność, to byłyby to chyba Bałkany.

W komentarzach na Facebooku Adrian pytał o możliwość wypożyczenia rowerów w miastach. Szczerze, nie mam pojęcia jak to działa. Pewnie jest to możliwe, jednak pytanie czy jest sens się rozwodzić nad jakością oferowanych rowerów? Na jednodniową wycieczkę tak naprawdę wystarczy każdy rower, na dwutygodniową lepiej mieć jednak swój sprzęt, którego możliwości, silne i słabe strony się zna i wie jak go naprawić. Jak coś tutaj jest obszerny wpis transportowaniu rowerów samolotami.

Pozytywnie zaskoczyła mnie dostępność sprzętu rowerowego. Pomijając duże miasta, gdzie nie ma najmniejszych problemów ze znalezieniem sprzętu, to nawet w nieco mniejszych, jak choćby Warzazat widziałem sklep rowerowy oferujący sprzęt naprawdę dobrej klasy (np. opony Schwalbe!).

Maroko autostopem

Nie jeździliśmy po Maroku typowo autostopem, z plecakami, myślę jednak, że nasze doświadczenia mogą potencjalnym autostopowiczom co nieco powiedzieć. Zwłaszcza, że przez wzgląd na łapanie stopa z 40-kilogramowymi rowerami mieliśmy znacznie trudniej, bo też nie każdy samochód da radę dwie sztuki takich rowerów zabrać.

Tak więc łapaliśmy na stopa w Maroku tylko pickupy i powiem szczerze, że było naprawdę świetnie. Oczywiście ruch pomiędzy miejscowościami nie jest duży, jednak raz za jakiś czas ktoś jedzie i chętnie zabierze. Oczywiście były momenty, że nie mogliśmy nikogo zatrzymać przez 2 godziny (więc pedałowaliśmy), ale znacznie częściej, kiedy tylko naszła nas ochota, to do 20 minut siedzieliśmy już na pace.

A jak nie pedałowaliśmy, to czekaliśmy pod palmą

Łącznie złapaliśmy na całej trasie jakieś 12-15 stopów. Czasem kilkukilometrowe, czasem długie na kilkadziesiąt. Dłuższych nie próbowaliśmy, bo też nie spieszyło nam się tak bardzo.  Choć myślę, że na pobocznych trasach mogłoby być ciężko, bo mało kto poza tirami jeździ na dłuższych dystansach. A tych jest niedużo, zwłaszcza w górach, poza głównymi drogami

Marokańczycy w znakomitej większości (ci, którzy się nam zatrzymali) wykazywali się pełnym zrozumieniem idei autostopu i tylko jedna osoba zaczęła wołać o pieniądze po wysadzeniu nas, nawet kiedy wcześniej uzgadnialiśmy, czy „bez pieniędzy to nie problem?”. Reszta jednak bardzo przyjazna, uśmiechnięta i skora do pomocy. Kilka osób nawet dało nam swój numer telefonu, na który mieliśmy dzwonić w razie jakichkolwiek problemów. Bardzo to miłe. Tak więc – jak najbardziej autostop w Maroku polecam!

Samochodem po Maroku?

Podróżowanie samochodem po Maroku to też świetny pomysł. Gdyby zepsuło mi się do reszty kolano i nie mógłbym jeździć rowerem, a także jeśli zrobiłbym w końcu prawko, to chyba bym się skusił. Bo jednak jakby nie było, zobaczyć można więcej. Może niekoniecznie lepiej, ale więcej na pewno.

Ceny wypożyczalni raczej nie odbiegają za bardzo od innych krajów. Przykładowy koszt wynajmu samochodu na 8 dni w Agadirze (z dostarczeniem i odbiorem na lotnisku) od firmy Thrifty.com to 500 zł za Fiata Pandę. Oczywiście jeśli chcecie jechać w wyższe góry, lepiej zaopatrzyć się w coś mocniejszego.

Paliwo jest natomiast nieco tańsze niż w Polsce.

Nie będę się tutaj rozpisywał o tym jak podróżować samochodem po Maroku, bo tutaj Piotrek z bloga „jedź, baw się!” wyczerpał temat. Zapraszam do jego poradnikowego wpisu – Maroko samochodem.

Autobusy międzymiejskie w Maroku

Jeśli jesteście osobami, które nie przepadają za pustkowiami lub górami i wolałyby się skupić na zwiedzaniu miast i miasteczek, to w tym wypadku najlepszą opcją będą ogólnokrajowe autokary. Ceny nie są drogie, przykładowo za połączenie autokarowe zL

  • Beni Mallal do Marakeszu zapłaciliśmy 65 MAD, czyli 25 zł,
  • Marrakeszu do Agadiru 110 MAD, czyli 41 zł.

Do tego bilet na rower, który wyniósł 50 MAD za 1 sztukę.

Bilety najlepiej kupić dzień wcześniej w kasach dworcowych (dworce nazywają się CTM i znajdziecie je bez problemu w google maps wpisując np. CTM + nazwa miasta). Jeśli jedziecie z rowerami, bądźcie też 45 minut przed odjazdem, bo dopiero wtedy kupuje się bilet na większy bagaż i wtedy też dopiero poznaje cenę. Oczywiście są jakieś widełki cenowe na bagaż, jednak to kierowca autokaru musi określić jej ostateczną wysokość.

Tak przykładowo wyglądają bilety osobowe, a tak bilet na bagaż. Godziny i dni konkretnych odjazdów można zaś sprawdzić na stronie ctm.ma. Polecam, bardzo przejrzysta i po angielsku. Dodatkowo możecie podejrzeć mapę obejmującą wszystkie miasta i miejscowości obsługiwane przez firmę CTM w tym miejscu.

Pociągi w Maroku

W Maroku działa też kolej, jednak nie mieliśmy z nią doświadczeń. Z tego powodu, gdyż obejmuje ona tylko północną część kraju. Pociągi kursują na dwóch trasach:

  • Tanger-Rabat-Casablanca-Marrakesz,
  • Casablanca-Rabat-Meknes-Fez-Oujda-Bou Arfa.

Więc jeśli ktoś planuje zobaczenie właśnie tej części Maroka, to pociągi są jak najbardziej sensowną opcją.

Ceny pociągów są zbliżone do autokarów, a bilety kupić można na dworcach, ale też wcześniej na stronie www.oncf.ma. Niestety jest chyba tylko francuskojęzyczna (albo nie znalazłem wersji angielskiej). Pociągi, podobnie jak autokary są też klimatyzowane. Czasem do tego stopnia, że dobrze jest zabrać ze sobą jakiś sweter.

Dodatkowo warto wiedzieć, że do 2030 planują uruchomić połączenie szybkiej kolei TGV (tak, dokładnie tej samej co we Francji) na trasie Tanger-Casablanka.

Pamiętajcie też, aby nie fotografować dworców, gdyż jest to zabronione.

Jedzenie i picie w Maroku

Kuchnia marokańska jest ogólnie dość ciężka, tłusta, dużo jest w niej mięsa (kurczak, baranina, wołowina), ale też duszonych, gotowanych warzyw. Jako zapychacz zaś, którym u nas często są ziemniaki, tam stosuje się ryż, kuskus, różne kasze, ale też chleb. No i używa się dużo przypraw, co bardzo przypadło mi do gustu. Chyba nie spotkaliśmy źle przyprawionego dania.

Mówiąc jednak szczerze, wbrew powszechnej opinii, mnie osobiście kuchnia marokańska nie oczarowała. Proszę się jednak tym nie sugerować, gdyż moja opinia może wynika z faktu, iż jednak większość wyjazdu spędziliśmy poza miastami. Jak już się stołowaliśmy to w mniejszych miejscowościach, gdzie wybór nie był największy. Tak na dobrą sprawę w 90% miejsc królowały 2-3 dania, w tym zupa warzywno-mięsna harira oraz sławny tadżin. Z mięsem, z warzywami, rybą i czym tak naprawdę dusza zapranie. Dobre to, bez dwóch zdań, jednak po 10 dniach mieliśmy już trochę dosyć, a o coś innego było naprawdę ciężko.

Sytuacja dopiero zmieniła się w Bani Mellal czy Marakeszu, gdzie różnorodność dań obiadowych była znacznie większa.

Tadżin
Kuskus z mięsem baranim i warzywami
W Marrakeszu. Ryż z owocami morza i sosy na bazie warzyw (m.in. bakłażan) + kiszone warzywa

Do gustu zdecydowanie przypadły mi słodycze w Maroku i sławna, marokańska czarna herbata podawana z różnymi ziołami – najczęściej miętą. To mogłem jeść i pić bez końca. A czarną herbatę z miętą i tonami cukru (jak to pija większość Marokańczyków), piję nieprzerwanie już od 2 miesięcy po powrocie.

Śniadania także są często na słodko lub przynajmniej ze słodkim akcentem, więc również uważam za bardzo smaczne. Często spotkać można chleb z dżemem, ale też naleśniki baghrir na bazie drożdży i kaszy manny, które polewa się miodem i posypuje orzechami. Były tak smaczne, że zapomniałem zrobić zdjęcie. Mam jednak inne nazywane msemen, które wyrabia się z mąki pszennej lub kukurydzianej. Są zdecydowanie bardziej kruche. Te poniżej sprezentowała nam gospodyni, u której rozbiliśmy się z namiotem.

Słodycze!

Alkohol w Maroku

Co do alkoholu w Maroku – dostępny jest tylko w większych miastach. Z tego co się dowiedzieliśmy, to jeden sklep był w Warzazat, jeden w Beni Mallal, ponoć dwa Marrakeszu i dwa w Agadirze. Ceny przykładowo za puszkę zwykłego piwa są w okolicach 8-10 zł. Mocniejsze trunki znacznie droższe. Nawet 2-3 bardziej niż u nas. A gdzie sklepów szukać? Specjalne działy są w niektórych Carrefourach, ale są tez wolnostojące, o które najlepiej pytać miejscowych.

Temat alkoholu w Maroku obszernie opisali ponownie autorzy bloga poszli-pojechali.pl, do nich też odsyłam – Alkohole w Maroku.

Co do innych używek, marihuany czy haszyszu to się nie wypowiem, gdyż nie mieliśmy doświadczeń z nimi związanych :)

Ceny w Maroku, negocjacje i koszty wyjazdu

Ogólnie kraj jest dość tanim do podróżowania. Można niedrogo zjeść, niedrogo przespać, a także niedrogo się przemieszczać. Oczywiście poza miejscami i instytucjami gdzie ceny są jawne (dworce, markety itd.) może zdarzyć się, że ktoś będzie chciał nas naciągać i poda zawyżoną cenę, będącą też często zaproszeniem do negocjacji. Ma to miejsce zwłaszcza, jeśli kupuje się produkty droższe, a już na pewno pamiątki. Przy produktach spożywczych czy w restauracjach jest to rzadkie zjawisko – choć nie zaszkodzi upewnić się w restauracji ile co kosztuje, zanim się zamówi.

Z naszych obserwacji wynika też, że poza takimi miastami jak Marrakesz czy Agadir, w mniejszych miejscowościach i wioskach, próby naciągnięcia na cenach zdarzają się naprawdę sporadycznie, żeni nie powiedzieć – niemalże wcale. Być może kilkukrotnie ktoś podał dwukrotnie wyższą cenę zakupów, choć mamy też pewną teorię,według której wcale nie musiała to być próba naciągnięcia. Więcej mówię o tym we vlogu „Czy arabscy sprzedawcy naciągają niechcący?

Poniżej podaję kilka przykładowych cen z miejsc spoza głównych miasta. Dla większych miast jak Rabat, Marrakesh czy Casablanca doliczcie sobie kilka Dirhamów (MAD).

1 MAD = 0.37 PLN

  • Tadżin dla 1 osoby: 25-35 MAD (9-13 zł)
  • Zupa harira: od 9-16 MAD (3-6 zł)
  • Szklanka soku owocowego: 4-10 MAD (1,5 – 3,7 zł)
  • Kawa w przydrożnej restauracji: 7-15 MAD (2,6 – 5,6 zł)
  • Herbata: 7-15 MAD (2,6 – 5,6 zł)
  • Coca-cola 2 litry: 12 MAD (4,5 zł)

Jeśli zaś chodzi o koszt całego, 18-dniowego wyjazdu, to wraz z przelotem zamknęliśmy się w okolicach 2500 zł na głowę. Wcale nie biedując.

Internet w Maroku – karta SIM

Większość ludzi przed wyjazdem polecała firmę Maroc Telecom i szczerze mówiąc także nie mam nic do zarzucenia tej firmie. Zwłaszcza po południowej stronie Gór Atlas, a także już w samych górach internet śmigał wyśmienicie. Zasięg internetu był niemal nieprzerwanie, a mMomentami byłem aż w szoku, bo ludzi nie spotykaliśmy od kilku godzin, nie mówiąc już o jakichś domostwach, a co chwila na wzgórzach znajdowały się nadajniki. Pogorszyło się nieco już podczas wyjeżdżania z góry, przed Imilchil i w stronę Beni Mallal. Na równinie wróciło jednak do normy.

Karty sim kupicie bez problemu w większych miejscowościach i miastach. Na lotnisku (przynajmniej w Agadirze, nie było takiej możliwości). Najlepiej rozejrzeć się za punktami Maroc Telecom, albo punktami handlującymi telefonami. Często mają także karty sim na sprzedaż. Bez problemu powinni tez wszystko umieć skonfigurować. Za kartę wraz z pakietem 5 GB internetu ważnym przez miesiąc zapłaciłem niespełna 100 MAD (37 zł).

Noclegi w Maroku. Hotele, hostele i campingi 

Baza noclegowa w Maroku, także poza miastami jest duża. Hotele, hostele, riady, kasby przerobione na hotele i innego rodzaju miejsca noclegowe spotyka się regularnie, niemalże w każdej, nawet nie za dużej miejscowości. Może nie zawsze są one najwyższych standardów, ale za to ceny są bardzo atrakcyjne. Nie jest problemem znalezienie noclegu dla 2 osób poniżej 100 zł nawet w największych miastach. Poza nimi można i taniej.

Jeśli zdecydujecie się jechać do Maroka, a chcecie jakoś mi wynagrodzić pracę nad tym wpisem, ogólnie blogiem i filmami – zarezerwujcie nocleg z mojego bookingowego linku (klikając w poniższy baner). Będzie mi bardzo miło, to motywuje do dalszej pracy. Dla Was cena pozostaje bez zmian niezależnie czy rezerwujecie z linku mojego czy bezpośrednio z bookingu, a ja dostanę dzięki temu parę groszy na serwer. Z góry dzięki!

Chętnie też pomogę w wyszukaniu odpowiednich noclegów. Napiszcie na maila [email protected] ! :)

Dobrze jest wiedzieć, że większość hoteli wymaga wypełnienia dokumentów pobytowych, które pewnie wysyłane są później do ogólnej bazy. Oficjalnie ze względu na bezpieczeństwo turystów, a prawda jest pewnie taka, że po prostu władze chcą mieć wgląd kto gdzie jest.

Warto również zaznaczyć, że mając namiot dość często korzystaliśmy też z campingów. O dziwo forma udostępniania przyhotelowych trawników czy placyków pod namiot jest znana i praktykowana przez część właścicieli. A nawet jeśli nie było napisane oficjalnie „camping” co często się zdarzało, że po krótkiej rozmowie z właścicielami (targując przy okazji niższą cenę) pozwalano postawić nam namiot gdzieś na posesji lub tarasie, mając przy okazji dostęp do prysznica i gniazdek.

Spanie pod namiotem i na dziko w Maroku

Nie ma jakichkolwiek problemów ze spaniem na dziko. Miejsc odludnych jest aż nadto. Czasem trzeba się jedynie natrudzić, aby znaleźć osłoniętego od wiatru miejsca. Co nie jest tak oczywiste na pustyni…

 

Nikt nam nigdy nie robił z tego względu problemów, a jedyne spotkania jakie mieliśmy śpiąc pod namiotem, to spotkania z gospodarzami lub właścicielami posesji, których poprosiliśmy o możliwość rozbicia się. Zawsze pozytywnie, zawsze z uśmiechem i życzliwością.

Śpiąc na dziko polecam jedynie dobrze zamknąć namiot, bo różne stworzenia gryzące i kłujące budzą się nocami. Nie spotkaliśmy ani jednego skorpiona czy też węża, ale z pewnością są. Więc uważajcie, a rano zajrzyjcie do butów przed włożeniem nogi.

Bezpieczeństwo w Maroku

Bazując na swoich własnych doświadczeniach i doświadczeniach kilku znajomych, którzy już Maroko odwiedzili na własną rękę, z ręką na sercu mogę powiedzieć, że Maroko jest krajem bezpiecznym pełnym życzliwych i pomocnych ludzi. Poza jednym niemiłym sprzedawcą w Marrakeszu, który pokazał nam środkowy palec kiedy nie zainteresowaliśmy się jego sokami (ach te duże miasta!), nie mieliśmy żadnych incydentów, niemiłych lub niebezpiecznych sytuacji. Zero! A ile miłych!

No, ale jak mówię – to moje doświadczenia i kilku znajomych mi osób. Tym bardziej będę wdzięczny jeśli osoby, które w Maroku już były, dadzą znać w komentarzach jakie były ich doświadczenia.

Inne porady praktyczne dotyczące Maroka? Wasze propozycje ciekawych miejsc?

Zbliżamy się ku końcowi. Jak w każdym tego typu obszernym poście, bardzo mocno zachęcam do dzielenia się Waszymi spostrzeżeniami w komentarzach. Napiszcie o Waszych doświadczeniach z Maroka, podzielcie się opinią o tym kraju, uzupełnijcie moje porady Waszymi własnymi przeżyciami. Stwórzmy fajny, obszerny i bardzo wartościowy przewodnik po Maroku razem! :)

Dzięki za uwagę. Ktokolwiek doczytał ten post do końca – szacuneczek! ;)

Podobało się? Zostań na dłużej!

Informacje o nowych artykułach i filmach wprost na Twojego e-maila. Bez spamu!
Dołączysz do ponad 80 000 obserwujących osób!

21 komentarzy

Dodaj komentarz

  • O Maroko można napisać wiele, bo to jest przepiękny kraj! Najładniejszy jaki dotychczas odwiedziłem. Na pewno najbardziej zróżnicowany pod każdym względem. Ale tam również mieszkańcy nie doceniają tego co mają i pragną wyjechać…

  • Spadłeś mi z nieba z tym wpisem, gdyż mam zamiar niebawem do Maroka wyruszyć.Szkoda, że nie byłeś w Niebieskim Mieście, gdyż tam mam zamiar również się udać i będę na ten temat też zbierać informacje.Gratuluję nowego e-booka.Jestem przed kupnem i już nie mogę się doczekać kiedy go przeczytam.Pozdrawiam.Martyna.

  • Przeczytałem całość :) Z tym blogiem wstrzeliłeś się idealnie, bo w styczniu lecę do Maroka i właśnie zabieram się za planowanie podróży. Ogromnie przydatne informacje podałeś, którymi będę się sugerował podczas organizacji zwiedzania różnych miejsc. Szacun za nakład pracy w stworzenie bloga o Maroku! Dziękuję :)

  • Cześć Karol! Czytam Cię od lat. :) Na początku stycznia lecę z żoną i znajomymi do Marakeszu. Będziemy mieli dzien przylotu i kolejne dwa pełne dni. Co byś polecił oprócz samego Marakeszu, który nie brzmi jakoś ekstra (natura, natura, natura!) Pozdrawiam

  • Uzupełnię tekst Karola kilkoma poradami i moimi wrażeniami z Maroka. Podobnie jak autor blogu, byłem prawie w tych samych miejscach. Jeśli ktoś chce zobaczyć południe Maroka, najlepiej lecieć do Agadiru. Przelot z Polski trwa około 5 godzin. Na lotnisku wypełniamy formularz wjazdowy w jednym z trzech języków: francuskim, angielskim lub arabskim. Taki sam formularz będziemy wypełniać przy wyjeździe. Osoby znające język francuski poczują się w Maroku bardzo dobrze, gdyż ten język jest tam niemal w powszechnym użyciu. Język angielski jest mniej rozpowszechniony, jednak w dużych miastach można się w nim porozumieć. Tak jak pisze Karol jest absolutny zakaz fotografowania nie tylko dworców, ale też lotnisk i wszelkich służb mundurowych! Jeśli chodzi o alkohol, to można go kupić w dużych supermarketach w wydzielonych działach alkoholowych, jednak trzeba pamiętać, że są one zamknięte w ramadanie. Trzeba również pamiętać o przesunięciu czasu na tydzień przed i tydzień po ramadanie. W Maroku panuje dowolność ubioru, jednak w przypadku kobiet (również turystek) musi być on skromny. Ceny na bazarach są ruchome i często zawyżone, więc trzeba się ostro targować. Zdarza się, że sprzedawcy wydają resztę z banknotu o mniejszym nominale, niż otrzymali .Nocując w namiocie lub hostelu trzeba uważać na węże, skorpiony i jaszczurki. W hostelu przed położeniem się do łóżka warto podnieść koc i poduszkę, aby sprawdzić czy coś się tam nie kryje. W Maroku polecam herbatę zieloną (przed podaniem przelewaną kilkukrotnie ze szklanki do szklanki), a także miętę (podają bardzo słodką). Warto też spróbować naleśników z miodem oraz ogromnej gamy różnorodnych słodyczy. Dla osób będących w Marrakeszu polecam odwiedzenie placu Jemma el Fna z ogromnym bazarem, a od wiosny do jesieni ogrodu Majorelle z piękną kolekcją różnorodnych roślin. Kończąc, życzę czytelnikom blogu wielu pięknych wrażeń z Maroka.

  • Jak zwykle świetny wpis, zdjęcia przepiękne. Maroko to jeden z moich ulubionych krajów, krajobrazy południa według mnie nie mają sobie równych. Jednak Marrakesz również mnie zachwycił. O ogrodach Majorelle’a napisano już w komentarzu powyżej, dodam że koniecznie należy zwiedzić ukryte w nim niesamowite muzeum berberyjskie.

    Inne warte odwiedzenia obiekty/miejsca to m.in. medresa ibn Jusufa, muzeum Bert’a Flint’a (fantastyczna chociaż stłoczona z powodu braku miejsca kolekcja biżuterii, strojów, mebli i innych przedmiotów używanych przez ludy Afryki północnej, gromadzonych przez kilkadziesiąt lat), ogród Menara (tam nie byłam), nowoczesna dzielnica Gueliz… Nie wspominając już o meczecie Koutoubia…

    Pozdrawiam i z niecierpliwością czekam na kolejne wpisy:)

    P.S. Mnie plac Dżemaa el-Fna również nie przypadł do gustu:)