Odpoczynku ciąg dalszy i Zatoka Kotorska.

Musimy sobie odbić i jednak trochę odpocząć po wczorajszym. Wyjeżdżamy z kempingu dużo po południu. Nie zmienia to faktu, że zwyczajowo wstajemy dość wcześnie, jeszcze przed większością gości kempingu. Po rannym prysznicu i wizycie w spożywczym dostajemy wcześniej wspomnianą konserwę krakowską i inne smakołyki! Od samego rana słońce nie daje wytchnienia i pali niemiłosiernie. Jednak nic sobie z tego nie robimy, kiedy obijamy się w cieniu palemki. Możemy trochę jeszcze popływać w morzu, poopalać dla odmiany przód i poczytać w spokoju książkę.

Czytaj osobny tekst: Kotor – ciekawe miejsca, zwiedzanie, atrakcje w okolicy

A także poradnikowy tekst o Czarnogórze i najciekawszych miejscach, które polecam zobaczyć

Pierwszy raz od początku wyprawy umyliśmy także nasze rowery, wyglądające tragicznie po wizycie na albańskich bezdrożach. W końcu, po prysznicu numer X w okolicach godziny 13 zaczynamy powolny proces pakowania się. Słońce nie popuszcza to też idzie nam to bardzo mozolnie. Przed godziną 15, pakując ostatnie graty do sakw, zarzucając sakwy na rower, jesteśmy wreszcie gotowi do drogi. Jeszcze tylko zapłacimy za 3 osoby i 1 namiot (tak wiem mieliśmy 3 namioty… jakoś nam to wypadło z głowy) i po prysznicu numer X+1 zaczynamy – mimo braku chęci – wprawiać korby w powolny ruch.

Shashin Error:

No photos found for specified shortcode

Dalsza trasa biegnie ciągle wzdłuż wybrzeża tą samą Magistralą Adriatycką co wcześniej. Jedzie się tak samo tragicznie. Sznur samochodów wydaje się nie mieć końca. Dobijający w dodatku jest jeszcze profil trasy. Mimo, że jedzie się cały czas wzdłuż morza trzeba pokonywać niezliczone ilości podjazdów i zjazdów, które przy takim upale dają się podwójnie we znaki. Jestem pełen podziwu dla wszystkich sakwiarzy pokonujących całą tą trasę wybrzeżem… naprawdę respect!
wyspa święty stefan

Do Kotoru wbijamy dopiero o godzinie 18. Cała zatoka robi niebywałe wrażenie – nawet mimo tysięcznej rzeszy turystów. Jednak mimo braku większych planów wykraczających poza zrobieniem kilku zdjęć, szybko wyjeżdżamy z miasta. Co chwila jednak jesteśmy zaczepiani przez Polaków, to też sam wyjazd ciągnie się w nieskończoność.
Mury starego miasta kotor

Całkiem losowo zaczepiam pewnego rowerzystę, aby zapytać go o dalszą drogę. Po dość długich wyjaśnieniach gdzie jechać, żeby było dobrze pan ten pyta z ciekawości skąd jesteśmy.

Kraków i Ruda Śląska – padają odpowiedzi.
– ooo Ruda Śląska! Kochłowice? – pada pytanie (Kochłowice to dzielnica Rudy)

Mało się nie zakrztusiłem akurat konsumowaną bułką. Okazało się, że żona owego Pana jest z Kochłowic, a on sam – jak teraz zauważyliśmy – ma koszulkę reklamującą jakiś polski teatr! Niestety tylko muszę zaprzeczyć gdyż jestem z innej (sąsiedniej) dzielnicy. Kiedy już się pożegnaliśmy i robiliśmy zakupy w pobliskim sklepie, nasz prawie rodak podjechał jeszcze raz i rzecze, że jego małżonka zaprasza nas na kolacje i nocleg. Była już dość późna godzina i pomyślałem czemu by nie?! Niestety chłopaki nalegali, żeby jeszcze trochę popedałować nad czym bardzo ubolewałem. Tak to jest w demokracji. Ilością 2/3 głosów zostałem pokonany. Odmówiliśmy.

Shashin Error:

No photos found for specified shortcode

Dalej z Kotoru zaczęliśmy podjeżdżać bardzo widokową drogą składającą się z 25 serpentyn, pod kątem 180 stopni każda. Niestety z podziwiania widoków dzisiaj nici, ponieważ ledwo zaczęliśmy podjazd, a słońce schowało się za górami i bardzo szybko zaczęło robić się ciemno. Znajdujemy fajne miejsce zaraz przy drodze z stolikiem, dachem i wylewką idealną na postawienie namiotu. Pod dachem i z kolacją było by pewnie przyjemniej, ale tutaj chociaż widzimy z góry rozświetloną okolicę. Zatoka Kotorska skąpana w światłach miasta wygląda przecudnie.

Podjazd pod park lovcen

Shashin Error:

No photos found for specified shortcode

Dzień 23. 54km 3h27min. 15,65km/h

poprzedni wpis
następny wpis
 

Podobało się? Daj lajka!

 
 
 

Komentarze (0):

Dodaj komentarz