Kanion rzeki Tary – w stronę Durmitoru

Dzień 25. No i stało się. Kto by pomyślał, że już minęło 25 dni odkąd wyruszyliśmy z domów. Przecie to srebrna rocznica, czy jakoś tak. Nie było żadnych fanfar ani szampanów, nikt nawet nie zauważył, że dzisiaj taki jubileusz. Nie ma nawet czasu na świętowanie kiedy to trzeba wstawać i dalej kręcić, nieustannie, mozolnie i cały kolejny dzień. Przy akompaniamencie rzeki, kilometr za kilometrem, godzina za godziną.

Dzień upływa pod znakiem tuneli. Typowe dla Czarnogóry, wydrążone w skale i często bez jakichkolwiek obudowań. Są one szalenie efektowne. W spektakularny sposób dziurawią nawet największe góry. Przez cały dzień pokonujemy ich sporo ponad 30. Od dziesięciometrowych do ponad stu. Czasem kiedy tunel jest na tyle długi, że nie widać „światełka” na jego końcu, zatrzymujemy się i czekamy w totalnych ciemnościach na jakiś samochód, który pomorze nam wydostać się na zewnątrz – nie potrącając nas przy tym. Kiedy ten jednak długo nie nadjeżdża nastaje grobowa cisza, która w połączeniu z mrokiem i ogromem skał nad nami intensyfikuje wrażenia i potęguje uczucie bezradności. Wtedy człowiek zdaje sobie sprawę jak niepozorny i kruchy jest on ze swoim rowerem w porównaniu do natury.

Każdy tunel przed wjazdem jest opisany ładnie opisany. Nie myślcie, że prowadzę jakieś statystyki dotyczące liczby tuneli. Długość i jego numer porządkowy są zapisane na specjalnych, żółtych tabliczkach.

Ogólnie tak jak każdy kanion, tak i Kanion rzeki Tary ma taką zaletę, że jeśli ma się z jednej jak i z drugiej strony kilkusetmetrową ścianę, to spokojnie do 10 rano panuje cień i przyjemna temperatura. Mimo ogólnego upału panującego w Czarnogórze, jedzie się bardzo przyjemnie. Większość dnia wzdłuż rzeki. Jazda kanionem ma jednak także inną cechę, mianowicie – kiedyś trzeba ten kanion opuścić. Jeśli opuścić to tylko w górę, a jeśli w górę to zazwyczaj czeka nas ostry podjazd. Niestety tak to już jest z tymi kanionami. Ściany mają zazwyczaj bardzo strome, to też drogi inaczej pociągnąć się nie dało.

Polacy wciąż dopingują podczas podjazdu, lecz z każdym kolejnym kilometrem znajdujemy się coraz wyżej, a tym samym robi się coraz cieplej. Nie mamy siły nawet się uśmiechać, a co dopiero machać do znudzonych kierowców. Osiągając nieco ponad 1000 metrów robi się już na tyle nieprzyjemnie, że tylko marzymy o tym aby znaleźć się z powrotem na samym dnie kanionu i mieć możliwość wskoczenia do rzeki.

Kanion czarnogóra Kanion rzeki Tara

Długo czekać nie musimy. Nie żebyśmy się tego nie spodziewali, ale już po chwili nieproporcjonalnie krótkiego zjazdu jesteśmy znowu blisko wody. Kolejnym tunelom i stromym zboczom towarzyszą znaki ostrzegawcze, mówiące o spadających kamieniach. Nie ma z tym żartów. Kiedy zatrzymujemy się na zrobienie paru zdjęć oraz krótki odpoczynek, mijający nas tirowiec jednoznacznym gestem pokazuje, żebyśmy jak najszybciej odjeżdżali ponieważ możemy zostać uszkodzeni spadającym odłamkiem. Nawet kask by niewiele pomógł. Chwilę później na zakręcie jakieś 15 metrów przede mną w ziemię uderza z impetem rozpędzona skała wielkości zbliżonej do pięści. Ciekawe jak by wyglądała dalsza moja wycieczka gdybym kilka minut wcześniej nie musiał podnosić bidonu z ziemi, albo przerwa na udanie się za potrzebą, zakończyła by się kilka sekund szybciej…

Planowo chcieliśmy dojechać dzisiaj jak najbliżej znanego Parku Durmitor. Ciężko było jednak zlokalizować na mapie nasze położenie i w przeświadczeniu, że za kilka kilometrów zacznie się park, zaczynamy szukać noclegu dość wcześnie. Z racji małej ilości mijanych po drodze miejscowości, po raz kolejny będziemy musieli spać na dziko. Mało tego, z braku powierzchni płaskich w kanionie (pól,polan,trawników etc.)trudność znalezienia odpowiedniego miejsca na nocleg wzrasta jeszcze bardziej. Do tego dochodzi jeszcze park narodowy w którym się już znajdujemy, a w którym prawdopodobnie nie można ani biwakować, ani rozpalać ognia.

Po jakimś czasie natrafiamy na pewną infrastrukturę, składającą się z sporej ilości ławek pod zadaszeniem. Wszystko w bliskim sąsiedztwie rzeki, co dodatkowo było argumentem za zaprzestaniem pedałowania na dzień dzisiejszy. Definitywnie i ostatecznie jednak przekonuje nas nieduży kawałek wylewki wydający się być zaprojektowanym idealnie pod 3 równolegle ułożone do siebie karimaty, z zachowaniem akceptowalnej odległości do drugiej osoby. (if you know what i mean!)

Mimo, bliskości drogi zostajemy. Nie mamy zasadniczo wyjścia, a też nie możemy co liczyć, że za zakrętem będzie już jakaś miejscowość. Po zakończeniu całej procedury rozpakowywania się z wszystkich gratów, udajemy się do rzeki. Woda wydawała się być znacznie zimniejsza niż ta wczoraj mimo, że jest to wciąż ta sama rzeka. Niestety jako jedyny nie mogłem się przemóc żeby się zanurzyć i jako ten cienias udałem się gotować nieśmiertelny makaron. Po chwili dołączył Kamil, a Wojtek wziął się za rozpalanie ogniska. Kiełbasa sama się nie upiecze przecież.

Polecam blog Osmola i jego informacje praktyczne o Czarnogórze.

Z ciekawostek:

1.
Dzisiaj po 25 dniach zjadam ostatnią „krówkę” (cukierek taki)
Zapasy były racjonowane dość oszczędnie – w granicach jednej sztuki na dzień. Proszę nie myśleć, że miałem pełną sakwę cukierków. Gdzie bym to włożył. Zmieściło się tylko 1/4 sakwy ;)

2.
Tak jak w Kosowie na każdym kroku była myjnia, a na Węgrzech zakaz jazdy rowerem, tak tutaj w Czarnogórze każda wolna przestrzeń przy drodze jest zajęta przez reklamę auto serwisu. Nie ważne gdzie zepsuje się samochód, zawsze odwróciwszy głowę, w promieniu kilku metrów będzie można znaleźć numer do „auto slep/servis/sluzba”. Są wszędzie! Czy to napisane sprayem na drodze, przyklejone jako naklejka na znakach drogowych, barierkach lub też jako mniejsze i większe tabliczki. Jeśli udajecie się do Czarnogóry samochodem, możecie być pewni, że nigdzie nie utkniecie. Zawsze szybko i sprawnie sprowadzicie jakąś lawetę. Ręczę za to.

3.
Podjazd był spory, ale przewyższenie pokazywane przez bikemap jest trochę przesadzone. Program nie radzi sobie chyba z tunelami, traktując taką drogę jako stromy podjazd pod wydrążoną górę.
zdjęcia
4.
Czy ktoś jest w stanie powiedzieć co oznacza ten znak poniżej? „Jesteś w kropce?!”

Dzień 25. 116km 6h38min. 17,49km/h

poprzedni wpis
następny wpis
 

Podobało się? Daj lajka!

 
 
 

Komentarze (1):

  1. Kajgana napisał(a):

    To znak by nadac jeden krotki sygnal dzwiekowy. Zatrabic znaczy.

Dodaj komentarz