Przylot i wyrabianie wizy do Tadżykistanu

No to startujemy! Po długich godzinach w końcu udało nam się dowieźć rowery w samolocie do Biszkeku. Jeśli miałbym zrobić listę najbardziej traumatycznych wydarzeń w moim 25-letnim życiu, to z pewnością te siedem godzin w samolotach linii lotniczej Pegasus znalazłoby się w ścisłej czołówce.

Trochę już latałem tanimi liniami, wiem z czym się to wiąże, jednak tym razem, podróż trwała dla mnie zdecydowanie za długo. Mam wrażenie, że przewoźnicy tanich linii, upakowując kolejne rzędy siedzeń w samolotach, raczej nie brali pod uwagę, że ludzie dysponują różnym wzrostem i czasem zwyczajnie się nie mieszczą. Podróż godna najgorszej, średniowiecznej tortury.

Droga do centrum miasta łudząco przypomina mi tą, którą rok temu wraz z Piotrkiem zaczynaliśmy podróż przez Kaukaz i Bliski Wschód. Tak samo prosta, wokoło nic godnego uwagi się nie dzieje. Jest wczesny ranek, ludzie jeszcze śpią, a chmury całkowicie przysłoniły błękit nieba, który jeszcze chwilę temu oglądaliśmy z okien samolotu. Co jakiś czas na nasze głowy spadają krople deszczu, środkiem drogi zaś drepczą dwa, znudzone życiem osły, sprawiające wrażenie nieco zagubionych, zdezorientowanych.

Ruch na drodze niezbyt wielki. Co jakiś czas przejeżdża jakaś osobówka, traktując nas wodą bryzgającą spod kół, a także nieliczne śmieciarki, w zamyśle porządkujące miasto. Nie żadne tam wymyślne maszyny jak u nas w Europie, a zwykłe ciężarówki, w postaci leciwych, 50-letnich Ziłów radzieckiej produkcji. W ogóle obserwacja procesu sprzątania miasta jest niebywale zajmującym zajęciem. Siedzimy sobie pod jednym z pierwszych sklepów, wcinamy jakieś niezbyt świeże wafelki, no i gapimy się na akurat przystającą po drugiej stronie śmieciarkę.

Na jedną kirgiską śmieciarkę (a właściwie biszkecką, bo w innych częściach Kirgistanu raczej nie uświadczy się sprzątania pomniejszych miasteczek i wsi) przypada tylko jeden operator. Kierowca podjeżdża kolejno pod wystawione nieopodal drogi, niewielkie śmietniki, żwawo wyskakuje z kabiny, obiega wóz i zamaszystym ruchem wrzuca na górę paki worki.

Kiedy pozbiera już wszystkie większe sztuki, dorzuca te nieco mniejsze, zgarnia jeszcze łopatą to, co wysypało się podczas dwóch pierwszych operacji, no i odjeżdża. Startuje z najlepszym przyspieszeniem jakie fabryka dała i niewzruszenie pędzi przed siebie. Tutaj właśnie zaczyna się kabaret. Jak już pisałem, biszkeckie śmieciarki zbytnio nie przypominają znanych u nas, zabudowanych, szczelnie osłoniętych. Paka jest tutaj odkryta, bardzo pojemna i wypełniona śmieciami najczęściej znacznie powyżej jej krawędzi. Wszystkie te czynniki skutkują tym, że szanowny operator mknąć tak od jednej kupki śmieci do kolejnej, gubi te wszystkie  mniejsze woreczki, gazety i butelki, które zebrał chwilę wcześniej, równomiernie rozrzucając je na drodze.

KyrgyzStan wita!
KyrgyzStan wita!
Niezbyt atrakcyjny biszkek
Niezbyt atrakcyjny Biszkek
Sok z saturatora dla każdego!
Sok z saturatora dla każdego!

Jeden na milion!

Nocleg mam już zaklepany dzięki znanej, lubianej i często przeze mnie polecanej stronie warmshowers.org. W milionowym Biszkeku tylko jeden Nathan zarejestrował się na tej stronie, oferując pomoc podróżnym. Nathan jest 30-letnim, kanadyjskim ekonomem i wraz z żoną Bułgarką, która wykłada na biszkeckim uniwersytecie, żyją sobie od kilku lat w Kirgistanie. Przez to, że Azja Środkowa jest przez wielu sakwiarzy rozjeżdżana w okresie letnim, a Nathan jest jednym na milion, zaczął potrącać za nocleg u siebie symboliczne 5 dolarów. Jestem to w stanie jak najbardziej zrozumieć. Miesięcznie odwiedza go 30-40 rowerowych podróżników z całego świata, generując przy tym pewnie spore rachunki za prąd czy wodę, a jako bezrobotny, pewnie liczy każdy grosz.

No więc pukamy do wielkiej, niebieskiej bramy. Nikt nie otwiera. Pukamy drugi raz, dalej nic. Otwieramy więc sami. Na ganku krząta się jakichś 6, może 8 ludzi, wszyscy spoglądają na nas, my na nich. Nie bardzo wiemy z kim się przywitać, a wypadało by pierw z gospodarzem. Chwilę zajmuje zanim z zakamarków swojego całkiem pokaźnego domu wybiega Nathan, całkowicie rozładowując napięcie.

– Mieliście przyjechać wczoraj, myślałem, że coś się stało, a w wiadomościach nic nie mówili o spadających samolotach! Trochę się zacząłem martwić i zasypałem was wiadomościami mailowymi! –  wita nas z nieudawaną serdecznością. Bardzo otwarty i kontaktowy facet. To ten typ człowieka, który zawsze stara się pomóc, doradzić, coś polecić, podpowiedzieć. Baza informacji na temat sprzętu rowerowego, jego naprawy, jak również sklepów outdoorowych i rowerowych w całym Biszkeku.

– Mam nadzieję, że macie ze sobą wszystkie potrzebne rzeczy zapasowe do rowerów, bo tutaj, mimo całkiem pokaźnego bazaru z rowerami, raczej nie znajdziecie nic godnego uwagi. Wszystko chińskie, rozpada się po 100 kilometrach! – zasypuje nas kolejnymi informacjami.

1 dzień vs. 1500 dni.

Nathan własnoręcznie rozrysował również mapki, które teraz wiszą na wielu ścianach jego domu, informujące o różnych, ważnych dla podróżnych miejscach. Są zaznaczone wszystkie ambasady, konsulaty, no i bary z rzekomo najlepszym, rozlewanym na miejscu piwem.Prędko zabieramy się za rozkładanie namiotów (tak, każdy śpi tutaj w swoim namiocie, fajnie nie?), bo chcemy jeszcze dziś wyrobić sobie wizę tadżycką i pozwolenie na wjazd do GBAO (Górno Badachszański Autonomiczny Oblast).

Łatwo jednak nie jest. Trawnik obsadzony jest już przez pięć innych namiotów, zamieszkałych przez siedmiu innych sakwiarzy z różnych stron świata. Jest między innymi Brazylijka będąca w podróży po świecie od 10 miesięcy, są Amerykanie jeżdżący już 15 miesięcy, Belg zarabiający na podróż grając na gitarze od 23 miesięcy no i samotnie pedałujący Francuz, który swoją podróż zaczął ponad 4 lata temu. CZTERY LATA!

To prawie 50 miesięcy, ponad 1500 dni! Nie mogę sobie tego nawet ułożyć w głowie. Jak tak można? Czy to jeszcze podróż życia, czy już życie w podróży? W milczeniu zestawiam sobie nasz pierwszy dzień podróży z tym co robią ci ludzie i tylko zazdroszczę sam do końca nie wiem czego. Odwagi, decyzji, charakteru?

Belg zarabia na browarki...
Belg zarabia na browarki…

Nieopatrznie, zaraz obok namiotu zostawiłem otwartą sakwę. Sakwę ze specjalnie na Pamir przygotowywanymi kabanosami. Najlepszej jakości, długo suszonymi w piekarniku, tak żeby przetrwały bez problemu kilka tygodni. Pech chciał, że Nathan ma dwa małe, głodne koty, o których rzekomo informuje na swojej stronie internetowej. Ja o tym dowiedziałem się już po fakcie. Chwila nieuwagi wystarczyła, żeby koty dobrały się do moich 800 gram kabanosów, tym sposobem pozbawiając mnie domowej roboty liofilizatów już pierwszego dnia.

Wyrabianie Wizy do Tadżykistanu

Walka o pozwolenie GBAO na wjazd w PAMIR!

Co prawda dopiero przylecieliśmy do Kirgistanu, ale już musimy zająć się papierkową robotą. Do Kirgistanu wizy nam nie trzeba, jednak aby wjechać do Tadżykistanu, a później w Pamir – czyli do autonomicznego regionu Górskiego Badachszanu, potrzeba nie tylko wizę, ale również pozwolenie. Nic nie jest oczywiste, możemy otrzymać wizę od ręki, jak i wrócić z niczym. Azja środkowa jest wybitnie trudnym rejonem do podróżowania, gdzie na wszystko trzeba papier, a spora ich część jest zwyczajnie trudna do zdobycia.

No więc wchodzimy do środka ambasady tadżyckiej. Wystrój raczej skromny, rzekłbym surowy. Biała ściana przedziurawiona jest niewielkim okienkiem, przez które rozmawia się z kobietą odpowiedzialną za wydawanie wiz, obok zaś wisi jedynie kilka map i plakat informujący i atrakcjach turystycznych Tadżykistanu. Są jeszcze dwa krzesła, zajęte już przez dwóch chłopaków z Holandii, także czekających na swoje wizy. Koledzy podróżują samochodem i trochę zasmucili nas już na starcie wiadomością, że i owszem – wizy dostaje się na 30 dni, lecz pozwolenie na wjazd do GBAO zaledwie na tydzień.

ambasada tadżykistanu w Biszkeku
Sławne okienko

Początkowo myślę, że to jakiś żart. Po kilku chwilach zza krat dobiega nas wyraziste Zdrastwujtie! Podejmujemy krótką i niezbyt równą walkę z panią w okienku. Pani znana jest wśród podróżnych i już dawno wyrobiła sobie opinię kobiety nieprzychylnej wszelakim kompromisom i ogólnie niezbyt sympatycznej. Próbuję jednak trochę ją przegadać, na zmianę po angielsku i rosyjsku.

Pojedynek na słowa trwa dobre 10 minut. – No wie Pani, specjalnie tutaj przyjechaliśmy rowerami Pamir zobaczyć! Nie tak jak ci leniwi Holendrzy wożący się samochodem, ale rowerami! – mówię jak najładniej umiem, modulując przy tym odpowiednio głosem. Pani marszczy trochę czoło, zawiesza wzrok na jakiejś kartce no i wyraźnie dumna ze swojej szczodrości wyrzuca z siebie propozycję ośmiu dni w Pamirze. – No ale Pani kochana, z Polski przyjechaliśmy! Toż to ponad 4500 kilometrów w linii prostej, daleko! Wydaliśmy trochę pieniędzy na loty, na rzeczy, na jedzenie! Dobrze wiem, że w dużej mierze zależy to od pani czy dostaniemy pozwolenie na 7 czy na 30 dni!

Może brzmię trochę desperacko, jednak kobieta za kratą mięknie coraz bardziej. Zaczyna bawić się nieco włosami, nawet uśmiechać. W końcu proponuje nam marne 10 dni zaznaczając przy tym, że to ostateczna propozycja, że nie może dać już więcej. – Przecież dacie radę bez problemu przejechać odcinek objęty pozwoleniem w 10 dni! – argumentuje. Serio? Pani chyba śmie żartować! – próbuję ukryć wyraźnie cisnący mi się na usta szyderczy uśmiech. Przecież to jest ponad 600 kilometrów! Pani najwyraźniej wnioskuje ( o ile zdaje sobie sprawę z dystansu), że przyjechaliśmy tutaj nie w celach krajoznawczych, ale na jakiś kolarski wyścig Tour de Pamirs.

Wiza Tadżycka
Wiza Tadżycka

 Wyrabianie wizy Online – aktualizacja czerwiec 2016

Dobra wiadomość. Z dniem 1 czerwca 2016 MSZ Tadżykistanu dało możliwość aplikowania o wizę online, bez konieczności wizytowania konsulatu, ambasady. Koszt wizy to 50 dolarów, płaci się kartą i jeśli aplikacja zostanie zatwierdzona, należy wydrukowany papier okazać w ambasadzie. Jedyny minus, to że trzeba w aplikacji podać dokładną datę wjazdu. Pozwolenie do GBAO online to zaś 20 dolarów.

Więcej informacji tutaj, polecam przetłumaczyć, translator dobrze sobie z tym tekstem radzi. Strona z formularzem znajduje się zaś tutaj.

Zmiana planów…

W końcu odpuszczam. Mamy możliwość otrzymania pozwolenia, ale 10 dni to cały czas za mało. Pamir to jeden z głównych celów naszej podróży i nie mamy zamiaru gonić się tamże, żeby tylko wyjechać z objętego pozwoleniem regionu przed upływem pozwolenia GBAO. Za 75 dolarów wyrabiamy tylko wizę do Tadżykistanu i rezygnujemy z pozwolenia. Postanawiamy całkowicie obrócić naszą trasę, wyrabiając pozwolenie na Pamir już w stolicy Tadżykistanu – Duszanbe, a jak wiemy jest to możliwe i to na cały okres ważności wizy.

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło! Najpierw planowaliśmy jak najszybciej przemieścić się pod granicę z Tadżykistanem, żeby wjechać od strony Sary-Tasz do Pamiru, dalej jechać na Duszanbe i ponownie wjechać do Kirgistanu przejściem Batken/Isfara, skąd już bez pośpiechu podziwiać piękną krainę Kirgizów. Odwracamy jednak trasę i na początek, bez pośpiechu zjeżdżać rowerami będziemy Kirgistan, później uderzymy na przejście Batken/Isfara, dalej na Dushanbe i na koniec przejedziemy przez Pamir.

W sumie wyszło chyba na lepsze, gdyż rodzynkę na torcie jaką w Azji Centralnej jest Pamir, zostawimy sobie na koniec. Jak śpiewał artysta: „always look on the bright side of life!”

W następnym wpisie pozwiedzamy nieco Biszkek, odwiedzimy też festiwal Orozo Air – czyli wydarzenie z okazji zakończenia Ramadanu, pełne kirgiskich wyrobów tradycyjnych, a także główny bazar w Biszkeku. Będzie dużo zdjęć!

Wyrabianie GBAO w Duszanbe

Samo wyrabianie pozwolenia w Duszanbe nie było zbyt skomplikowane. Jedyne co trzeba zrobić to iść z paszportem do lokalnego punktu OVIR, tam wypełnić formularz, udać się do wskazanego przez nich banku, przelać tam 20 somoni+opłata za przelew, zabrać potwierdzenie przelewu, wrócić do OVIR i wszystko złożyć. Pozwolenie otrzymuje się zwykle na drugi dzień pracujący. Samo biuro nazywam się Office of Visas and Registration for Foreign Citizens (OVIR, Central Office) i znajduje się na ulicy M.Tursunzade, 5.

Karol Werner

Podobało się? Zostań na dłużej!

Informacje o nowych artykułach i filmach wprost na Twojego e-maila. Bez spamu!
Dołączysz do ponad 80 000 obserwujących osób!

15 komentarzy

Dodaj komentarz

  • Czekam zatem na kolejny wpis. Odwiedzić te rejony to moje marzenie. W tym roku poznałam chłopaka pochodzącego z Kirgistanu. Tak ciekawie opowiadał o swoim kraju, że teraz tym bardziej teraz chcę tam pojechać.
    Powodzenia życzę Kaśka

  • Narobiłeś mi ochoty na podróże. Obawiam się jechać w ten rejon świata, jednak bardzo mnie to kusi. Chętnie poleciałabym nawet tanimi liniami. Za zwiedzanie tak fajnych miejsc można zapłacić niewygodą. :)

  • Hej, twojego bloga sledze na fejsie od jakiegoś czasu, ale nie sumiennie, co zamierzam nadrobić :) ale że nie bardzo w temacie jestem to powiedz jak to robicie z rowerami ? ze lecicie a rowery z wami ? skąd ten Francuz ma pieniądze na podroż ? również podziwiam tych ludzi, wielki szacunek za odwagę i pomysłowość… również i wam :)

    • Z podróżnikami to już jest tak, że mają swoje priorytety. Priorytetem Francuza i jemu podobnych jest podróż i podporządkowuje całe życie pod nią. Zarabia pieniądze, zwalnia się z pracy i jedzie. Później wraca(albo osiada gdzieś na rok, dwa), bieduje, zarabia znowu, no i jedzie dalej, bo tego typu ludzi nie da się raczej zatrzymać na dłużej w jednym miejscu.

      Jeśli chodzi o rowery to można bez problemu przewozić je samolotem. Pakujesz do kartonu, płacisz ekstra 40euro i jest :)

  • Wstaje rano u mnie za oknem szaro i deszczowo…wlaczam ten blog i….swieci słonce…jest tak kolorowo….bajka. ..juz czekam na kolejny odcinek serii……pozdrawiam.

  • jestem już na finiszu przygotowań do mojej wyprawy do Rosji i Azji centralnej… w zeszłym roku zaliczyłem Turkmenistan a teraz Kirgistan i Tadżykistan więc dobrze że piszesz o tym… :)))

  • ja będę próbował o wizę do Tadżykistanu jeszcze w Berlinie i permit na Pamir. Jak mnie zleją, to rzeczywiście w akcie ostatniej woli uderzę w Duszanbe o to pozwolenie. moje pytanie jest tylko, ile zajęło Wam jego wyrobienie w Duszanbe i ile to Was kosztowało (stosowane „10-20” euro czy więcej?)

    • Hej! Kosztowało 20 somoni z tego co pamiętam plus pięć na przelew. Idziesz na Ovir i tam dostajesz świstek, z którym udajesz się do banku zrobić przelew. Potem wracasz na Ovir z dowodem wpłaty i na drugi dzień otrzymujesz pozwolenie na Pamir (gbao). Chyba, że jest piątek to czekasz jak my, do poniedziałku. Jeśli chcesz pozwolenie na jeziora Zorkul lub Sarez, to musisz to powiedzieć, bo potrzebne jest inne, bezpłatne pozwolenie na te regiony.