Sarajewo – ostatni wspólny dzień jazdy

Opuszczamy dzisiaj Czarnogórę. Zabawiliśmy tam stosunkowo długo zważywszy na to, jak niewielki jest ten kraj. Polecam z pełną odpowiedzialnością. Morze, parki narodowe, kaniony, góry i tunele – wszystko. Atrakcje w Czarnogórze są tak gęsto upakowane, że nie ma czasu na nudę.

Dzisiejszy plan to dojechać do Sarajewa. Punktu, w którym będzie nasz ostatni wspólny nocleg. Już od jakiegoś czasu Kamil z Wojtkiem planowali jechać jak najszybciej na Polskę. Bez większych odbić z obranego kierunku, pokonując jak najwięcej kilometrów się da. Ja mam jeszcze dużo czasu i brak ochoty na ciągłą jazdę celem jak najszybszego przemieszczania się. Pojadę na spokojnie sam w stronę Mostaru i na wybrzeże Chorwackie, coby pozwiedzać jeszcze trochę ten ostatni, jakże ciekawy kraj bałkański.

Mega poradnikowy tekst: Czarnogóra – ciekawe miejsca, góry, jeziora, kaniony

Shashin Error:

No photos found for specified shortcode

Ze względu na sporą wysokość, ranek jest dosyć zimny. Słońce jednak szybko zaczyna rozgrzewać namioty, tym samym wyganiając nas na zewnątrz. Jemy wczorajszy makaron i czym prędzej uciekamy dalej. Mamy nadzieje znaleźć jakąś wodę po drodze, ponieważ źródło nam wyschło kompletnie, a bez tego ani rusz. Jadąć chwilę dalszą częścią tej samej malowniczej trasy co wczoraj, napotykamy kilka chatek i tam zgarniamy trochę wody – wprost ze studni. Kobieta mówi, że mają tak wielką suszę, że woda dostarczana im jest cysterną. Tym bardziej doceniamy to, że i dla nas znalazło się parę kropel ( czyt. butelek). Ludzie tam żyją w drewnianych chatach, na kompletnym odludziu, z dala od jakiegoś większego miasta. Po wyjściu z domu widoki mają przednie, ale za to wszędzie daleko. Coś za coś.

Shashin Error:

No photos found for specified shortcode
Zostajemy poinformowani, że za chwilę skończy się ten cudny asfalt i przez jakieś 10 kilometrów czekają nas kamienie. Mimo to jedzie się nawet nie najgorzej. Gdyby nie ciągłe podjazdy i zjazdy było by idealnie.

Docieramy w końcu do granicy z Bośnią i Hercegowiną. Uściślając, nasza droga kończy się dokładnie na tzw. ziemi niczyjej, pomiędzy oboma posterunkami granicznymi. Trochę zbici z tropu, nie wiemy czy mamy wrócić do Czarnogórców i prosić o wymeldowanie nas z bazy, czy też jechać już do Bośniaków. Celnicy z Czarnogóry machają na nas tylko ręką dając do zrozumienia, że możemy śmiało jechać przed siebie.
przejscie graniczne BiH czarnogóra

Na granicy nie ma informacji, że wjeżdża się do kraju zwanego Bośnia i Hercegowina – co jest trochę dziwne. Znajduje się natomiast tam znak witający nas w Republice Serbskiej! Takich przykładów można by przytoczyć sporo i pokazują one jak mimo zakończenia wojny ludzie są dalej zarówno do siebie jak i do stworzonych podziałów niechętnie nastawieni. Chociaż na podobnym znaku ktoś dał do zrozumienia sprayem, że wjeżdża się do BiH, a dopiero później do republiki serbskiej.

Shashin Error:

No photos found for specified shortcode

Do tego regionu sporo ludzi przyjeżdża na rafting z swoimi lub wypożyczonymi pontonami. Jest to bardzo popularne miejsce w tym regionie. Na kempingu, tuż za granicą spotykamy kolejnych rodaków,instruując ich jak dalej mają jechać. Oczywiście nie to było powodem naszego postoju. Na kempingu po prostu był darmowy prysznic. Droga początkowo biegnie kanionem kierując nas na przełęcz. Pedałuje się dość ciężko, z braku jedzenia pojawia się lekki kryzys. Na szczęście, po niedługim czasie mamy zjazd i aż do samego miasta Sarajewo jedziemy po płaskim.
Marka bośniacka

Docieramy wreszcie do stolicy. Sarajevo to podobno jedno z najciekawszych miast na Bałkanach, jednak my nie zabawiliśmy tutaj zbyt długo. Uzupełniamy sakwy w jedzenie, które jakoś dziwnie szybko poznikało, wymieniamy pieniążki i zabieramy się za szukanie noclegu. Jesteśmy w centrum miasta więc nie jest łatwo. Podjeżdżamy pod jakąś jednostkę wojskową gdzie kilku panów z pistoletami za pasem po 10 minutowej naradzie każe nam jechać za samochodem. No to jedziemy. Prowadzą nas do centrum miasta, czekając na nas na każdych światłach. Wreszcie docieramy pod stadion jakiejś 1 ligowej drużyny, gdzie ich zdaniem można rozbić namiot. Niby jest tam obok jakieś boisko, ale wokoło jest mnóstwo biegających i ćwiczących ludzi – co nie bardzo nam się podoba. Wojskowi jeszcze zaczepiają ćwiczące tam dziewczyny, że jak tylko skończą biegać mają nam pokazać jakieś miejsce do spania. My jednak nie czekamy i zaraz po ich odjechaniu wybieramy się na szukanie pewniejszego noclegu, czyli na gospodarza! Za drugą próbą – tuż przy tym samym stadionie – udaje nam się znaleźć kawałek trawy przy domu. Do dyspozycji dostajemy nawet kuchnię i gibanicę do skosztowania, której już tak dawno nie jedliśmy! Ciągle smakuje tak samo świetnie, a ja już miesiąc po powrocie z wyprawy cały czas robię sobie nadzieję, że kupie ją kiedyś u nas w kraju, albo chociaż zrobię sobie ją samemu.

Shashin Error:

No photos found for specified shortcode

Zdjęcia:

Tutaj już ktoś się domyślił, że na wjeździe powinien być znak informujący o kraju do jakiego się wjeżdża, a nie krainy…

Shashin Error:

No photos found for specified shortcode

Shashin Error:

No photos found for specified shortcode

Dzień 27. 121km 7h15min. 16,65km/h

poprzedni wpis
następny wpis
 

Podobało się? Daj lajka!

 
 
 

Komentarze (0):

Dodaj komentarz