Start ku nieznanemu – dzień pierwszy – Bałkany 2012

Dzień 1. Przygodę pt. Bałkany 2012 czas zacząć. Z Kamilem i Wojtkiem jesteśmy umówieni na Słowacji. Dziś spotkam się z Kamilem a za 2 dni w okolicach Koszyc z Wojtkiem. Początkowo więc jadę sam bez chłopaków… a dokładniej pod eskortą Taty. Kupujemy bilet w Katowicach na 7.12 do Rajczy. Jedziemy całkiem przyzwoitym asfaltem cały podjazd pod przełęcz Glinka na której to jest granica z pierwszym krajem na naszej trasie. Kiedyś tętniąca życiem dzisiaj z powodu zniesienia granic opustoszała. Po 30km wspólnej jazdy rozstajemy się na rozdrożu w miasteczku Lokca. Tata odbija na północ do Żywca na pociąg, a ja dalej na południe do Orawskiego Podzamoka gdzie jesteśmy umówieni. W powietrzu wyczuwalna jest pożegnalna atmosfera. Kto by pomyślał, że w domu zamelduję się dopiero za ponad miesiąc.

Kamil tego dnia także pomógł sobie pociągiem i przez granice w Chochołowie z Zakopanego dociera jakąś 1 godzine przede mną na miejsce spotkania. Dalej omawiając dalszy plan jazdy, za Rużomberokiem przeoczamy skręt przed autostradą na którą wjeżdżamy z nazbyt przepisową prędkością. Jadąc tak przez kolejne 4km stwierdzamy, że taka impreza może nas kosztować zbyt wiele i uszczuplić nasze portfele już pierwszego dnia o parę set euro. Wszystko było by dobrze gdyby był jakiś zjazd w boczną drogę. Po jakichś 6km mijamy dziurę w płocie ale nie zatrzymując się od razu. Spoglądamy na siebie i po krótkiej dyskusji stwierdzamy, że trzeba wreszcie opuścić autostradę, zanim szczęście opuści nas i trafimy na policję. Tak więc jakieś 400m za dziurą zawracamy i…. jedziemy autostradą pod prąd i to bez obowiązkowego kasku na głowie (ja…). Ciekawe ile kasy zaoszczędziliśmy. Zjazd z autostrady…

Jako, że była już godzina po 19 zaczęliśmy się rozglądać za noclegiem i za pierwszą próbą dostajemy od miłej pani miejsce w altance. Niestety jest tylko jedno łóżko więc ktoś musi spać obok na ziemi. Sprawę załatwiliśmy jak prawdziwi mężczyźni. Przegrałem w papier/nożyce/kamień i padło na mnie.. Po krótkiej rozmowie, skosztowaniu zupy grzybowej z obiadu oraz kawie z ciastkiem kończymy pierwszy dzień zapisując ty samym pierwszą stronę w pamiętniku.

Zamek liptowski

Już nie mogę doczekać się wszystkich tych ciekawych miejsc na Bałkanach!


Ułamek sekundy przed regeneracją sił

Nasi gospodarze

Dzień 1. 111km 6h00min. 18,75km/h

poprzedni wpis
następny wpis
 

Podobało się? Daj lajka!

 
 
 

Komentarze (2):

  1. Benji napisał(a):

    Od dawna Ukraina i Rumunia jest moim moim celem, a Twoje opowieści są dla mnie inspiracją :) Więc może za rok Ukraina, Rumunia, Węgry i Słowacja staną się faktem :)

Dodaj komentarz