Tag Archives: Ludzie spotkani w podróży

Dwie niezwykłe historie, które nigdy by się nie wydarzyły gdyby nie blog

Jedna wydarzyła się w Indiach, druga w Polsce. Niby zupełnie różne, nie mają ze sobą nic wspólnego. Obie jednak są niesłychanie bardzo pozytywne, pokazujące siłę internetu i to jak świat jest niesamowicie mały. Czysta abstrakcja!

Historie przelotne #1: Wadim i Tigran, który ubił Azera

Cześć Wam. Dzieje się sporo ostatnimi czasy, najchętniej to nie kładłbym się spać, żeby zaoszczędzić trochę czasu. Dużo fajnych rzeczy kręci się wokoło bloga i wygląda to tak, jakby sam los czytał tekst o łączeniu etatu z blogowaniem i postanowił mocno pomóc mi w skuteczniejszym realizowaniu założonych celów. Niedługo będę odpalał kilka mega ciekawych projektów i już tylko nie mogę się doczekać, aż oficjalnie będę mógł się nimi z Wami pochwalić. 

Bezimienna syberyjska wieś i jej dwóch mieszkańców

Pośrodku tajgi kilkadziesiąt lat temu zbudowano wieś. Wieś bezimienną, na mapie oznaczoną jako „64-km”  – czyli odległością jaka dzieli wieś od Irkucka. Innych nazw, znaków informujących brak. Przez wieś codziennie przejeżdża tysiące samochodów, jednak nikt się nie zatrzymuje. Dla nikogo nie jest ona ostateczną destynacją, niczyim celem podróży. My postanowiliśmy się zatrzymać i poznać jej jedynych mieszkańców – Arona i Romana, którzy wiele ciekawych historii do opowiedzenia.

Zatłoczone pustkowie. Kogo można spotkać w Pamirze?

Czy istnieje w ogóle coś takiego jak samotna podróż? Nie! Szczególnie przez Pamir! Wydawać by się mogło, że mało który turysta-podróżnik się tutaj nie zapuszcza. Że zbyt daleko, niebezpiecznie, brak infrastruktury, warunki mało zachęcające do podróżowania. Nic bardziej mylnego! Podróżnych może i faktycznie jest niewielu, jednak zaletą Pamir Highway jest to, że trafia się niemal na wszystkich!

Wody i cienia! Żegnaj Kirgistanie!

Nie wyspałem się w ogóle. Kiedy Zahir wczoraj pytał, o której zamierzamy wstać, niedługo myśląc, wypaliłem: – 7 rano! Wszak codziennie wstajemy o tej godzinie. Nie wziąłem jednak pod uwagę, że chodzimy też spać odpowiednio wcześniej, a nie o 1 w nocy. Zasiedzieliśmy się, ale było warto.

Irańczycy, ile można?!

Niesamowity dzień. Jakkolwiek to zabrzmi – pierwszy raz poczuliśmy się niczym gwiazdy. Jakby Irańczycy podczas naszego ostatniego dnia w ich kraju szczególnie postanowili nas pożegnać, tak z przytupem. Zaczepiani – w pozytywnym tego słowa znaczeniu – byliśmy bez ustanku. Czy to na postojach, przed sklepami, na bazarze, pod stacją benzynowa, przy źródełku wody czy na poboczu. Wszędzie, bez wytchnienia i aż nie mogę wyjść z podziwu, że