Tag Archives: Rowerem przez Kirgistan

O byciu śledzonym, pięknie i przeciwnościach losu.

Dwa dni pełne wrażeń. Było zatrucie pokarmowe i przymusowa przerwa w przemieszczaniu się do przodu. Byli liczni uśmiechnięci i pijani Kirgizi, wybitnie ciężka przełęcz, no i podejrzane, jadącym za nami pół dnia czarne audi. O tym jednak na sam koniec wpisu. Jest długi, ale warto dotrwać! Jeszcze nigdy nie najedliśmy się tyle strachu.

Polacy są wszędzie! Pierwsze kirgiskie przełęcze.

Musiałem zatrzymać się gdzieś po drodze, już nie pamiętam za czym. Marta pojechała przed siebie. Jako, że ja mam mapę, trochę obawiam się, że będę musiał gonić za nią, bo przejedzie most nad rzeką Czu i pogna gdzieś hen przed siebie. Marta jednak ma te same obawy w stosunku do mnie.

Jedzenie baraniego oka, płow i 100 niesamowitych jurt!

Relację z Azji Centralnej zacznę trochę nietypowo. Od okolic największego kirgiskiego jeziora Issyk-Kul, od miasta Czołponata, od I festiwalu nomadów… OD KOŃCA. Dlaczego?