Ukraina – deszcze niespokojne

Dzień 3. Pierwszy dzień w pełni na Ukrainie. Naprędce zdążyłem się nauczyć jedynie cyrylicy i to jeszcze nie do końca. Przed znakami miejscowości czasem trzeba było zwalniać, aby dowiedzieć się gdzie jesteśmy. Dobrze, że miałem chociaż pożyczoną ukraińską mapę. Niestety jakoś nie było chęci i czasu na naukę rosyjskiego, co i tak miało okazać się zbędne, pomijając już fakt, że ukraiński nie jest aż tak bardzo podobny do rosyjskiego jak by się to mogło wydawać.

Czytaj też – Stalin wiecznie żywy

Byłem zaskoczony jak łatwo można się dogadać. Często po powtórzeniu jakiegoś zdania można było zrozumieć bez większych problemów o co chodzi rozmówcy. Zresztą nie ma się co dziwić – język ukraiński zawiera aż 17 000 wyrazów pochodzenia polskiego co daje 14% całego zasobu słownictwa. Ze wszystkich krajów, które posługują się językami słowiańskimi, a które było dane mi odwiedzić – zdecydowanie najłatwiej dogaduje się z Ukraińcami.

Dziś poranek nie był zbyt łaskawy i lekko kropiło. Pomiędzy kolejnymi krótkimi opadami udało nam się zebrać i pojechać. Niestety taki już miał być dzisiejszy dzień, gdzie praktycznie cały czas zadzieraliśmy głowy w górę, obserwując kolejne przewalające się chmury. Na razie nie ma tragedii, a pomimo tego był jeden wielki pozytyw owego załamania pogody – nie kurzyło się i można było spokojnie jechać bez wdychania tego pyłu. Jak śpiewa artysta „Always look on the bright side of life” ;)

zakarpacie góry ukraina Ukraińskie zakarpacie turka Ukraińskie wsie

Samochody dalej jeździły jak chciały, lecz dzisiaj ze względu na szersze drogi często poruszały się poboczem. Był to chyba jedyny dobry fragment drogi, gdyż część właściwa jezdni dalej obfitowała w liczne dziury i nierówności. Momentami czuliśmy się nieswojo jadąc samym środkiem drogi – idealnie po linii ciągłej – a z prawej strony poboczem mijały nas kolejne Lady i marszrutki. Mogło by się wydawać, że właśnie tak zużywają się drogi na Ukrainie. Zostają rozjeżdżane od pobocza ku środkowi. Może jak już cały asfalt całkowicie zostanie wykruszony, wtedy zostanie położony nowy? Kto wie…

Dziś także zaczęły się lekkie podjazdy, które pokonywaliśmy całkiem sprawnym tempem. Zresztą nic tak mnie nie motywuje do jazdy jak groźba zmoknięcia. Kilka kropel na głowie daje dużo lepszy efekt niż 3 zjedzone snickersy. Niestety sprawy wyglądały coraz gorzej. Kiedy ledwo co wyschnęliśmy to nadeszła kolejna fala i w okolicach godziny 17 Ukraina przywitała nas deszczem. Dopadła nas burza, tym samym zatrzymując na zdrowo ponad godzinkę. Szczęśliwie akurat mijaliśmy jeden z tych charakterystycznych, udekorowanych kolorowymi kamyczkami przystanków. Z kolejnymi litrami spadającymi z nieba, zaczynało nas trochę zalewać. Dosłownie w ostatniej chwili skończyło padać, bo jeszcze 5-10 minut i cała wiata zamieniła by się w zadaszoną kałużę.

Nie było już sensu dalej jechać i licznik stanął dzisiaj na jedynych 67 kilometrach. Jak tylko w miarę się wypogodziło opuściliśmy schronienie i udaliśmy się nad wioskę celem rozbicia namiotu. Widok był pierwszorzędny.

Dzień 3. 68km 5h00min. 13,65km/h

 

poprzedni wpis
następny wpis
 

Podobało się? Daj lajka!

 
 
 

Komentarze (6):

  1. Hanka napisał(a):

    Troszkę smutnawo…Może to przez „płaczącą”pogodę? Eternit na dachach mocno się
    trzyma ( czy może mylę się ?) Nie jestem ekspertem,ale moim zdaniem wspaniałe zdjęcia.

  2. Kate Pietruszyńska napisał(a):

    Chciałoby się, tylko ciekawe czy się uda…

  3. Plecak Pełen Smaków napisał(a):

    Sytuacja nie sprzyja niestety…

  4. Joanna Bartkowiak napisał(a):

    marzy mi sie długa rowerowa trasa ech…

  5. Gocha napisał(a):

    Zakarpacie to ciakawa część Ukrainy, polecam pobyt między tymi ludźmi, rozmowy w języku transłowiańskim i uśmiechy….

Dodaj komentarz