Trzy Beskidy rowerem. Miejsca, po których zobaczeniu spakujesz się i wybiegniesz z domu!

Na majówkę pogoda nie była zbyt łaskawa, jednak idzie ku lepszemu! Po ostatnich majówkowych propozycjach na aktywną wycieczkę, tym razem kolejna propozycja wycieczki po Polsce. Propozycja bardzo interesująca i niesamowicie widokowa. Zapraszam na rower w Beskid Sądecki, Wyspowy i Niski!

Faktem jest, że na wyjeździe tym byliśmy na jesień, bo wtedy też zlecono mi stworzenie materiałów. Jednak nic to zasadniczo nie zmienia, czyż nie? :) Góry jakie były wtedy, takie są teraz – słońce jak świeciło tak świeci (oby!), ścieżki i trasy rowerowe w niezmiennej formie czekają w Beskidach na wszystkich szukających odrobiny relaksu amatorów aktywnego wypoczynku. W sam raz na 2-3 dniowy wyjazd rowerowego.

Dawno tego typu relacji z drogi już nie było. Stęskniłem się bardzo. Opiszę szczegółowo gdzie jechaliśmy, co widzieliśmy no i po co chcielibyśmy jeszcze wrócić. Napiszę jak wygląda nasza wycieczka rowerowa przez Beskidy, które fragmenty polecamy, a które sugerujemy ominąć na rzecz innych. No i najważniejsze – co warto zobaczyć w tej części Małopolski. Przedstawię kilka ciekawych miejsc i ich historii. Ale na początek mapa obrazująca naszą wycieczkę rowerową.

Trasa rowerowa przez Beskid Wyspowy, Sądecki i Niski:

No i jeszcze trochę suchych statystyk i informacji:

  • Przejechaliśmy 200-230km (niepewność związana z awarią licznika)
  • Wycieczka zajęła nam z dojazdem z Katowic 3 dni
  • Suma przewyższeń to 5530 metrów
  • Trudność trasy: umiarkowana z nieco cięższymi momentami (na koniec więcej info)
  • Nawierzchnia: od asfaltu aż po żwir i momentami glinę

Vlog z Beskidów! :)

Zanim jednak przejdziecie do czytania – serdecznie zapraszam na krótki film z tegoż właśnie wyjazdu :) No i zapraszam do subskrybcji kanału na youtube. Będzie mi miło :)

W stronę Beskidów – start z Krakowa

Tak więc zaczynamy! Duży błąd miał miejsce już na początku wycieczki, mianowicie – ubzdurałem sobie, żeby jechać na rowerach już od samego Krakowa. Jako, że start mieliśmy w piątek popołudniu, to możecie sobie wyobrazić jak dramatycznie głośna i zadymiona była nasza początkowa trasa. Tym sposobem, przez pierwsze 2-3 godziny, jedziemy główną drogą przez Myślenice, aż do Lubnia, w którym to dopiero odbijamy z ruchliwej trasy.

Odcinek mało atrakcyjny i polecam omijać go szerokim łukiem. Na przykład obrać trasę przez miejscowości leżące pomiędzy S7 i drogą 964. Jadąc w kierunku Jeziora Dobczyckiego lub od razu wsiąść w jakiś pociąg w Krakowie (lub busa) i dojechać z rowerami np. do Rabki. Albo jeszcze lepiej – dostać się do samego Nowego Sącza i stamtąd, na spokojnie eksplorować okolicę.

Dość jednak narzekania, od tego momentu błędów w planowaniu już nie popełnialiśmy (no dobra, ja nie popełniałem, bo to moja broszka) i było już tylko lepiej. ;)

Tak wyglądał nasz pierwszy nocleg:

Beskid Wyspowy na początek

Pierwszy nocleg mieliśmy właśnie za Lubniem. Było to właściwie pierwsze sensowne miejsce na rozbicie się z namiotem, bo w końcu rozstaliśmy się z główną drogą. Poranek powitał nas mgłą, zwisającymi z traw kroplami rosy i lekkim chłodem. Niedługo zaczęły się jednak pagórki Beskidu Wyspowego, więc od razu było cieplej.

Tak na dobrą sprawę od samego Lubienia zaczyna się lekki podjazd, który trwa aż 24 kilometry i kończy się przełęczą Przysłop Lubomierski. Przełęcz znajduje się dokładnie tutaj i jest świetną okazją do odpoczynku, gdyż po jednej stronie znajduje się mały sklepik spożywczy, zaś po drugiej, cukiernia, w której można kupić kawę i usiąść na ławeczce z widokiem na Gorce i Beskid Wyspowy. Przez przełęcz przechodzi także żółty szlak biegnący z Tymbarku na Turbacz, więc jeśli ktoś chciałby przypiąć rower na cały dzień lub przechować u kogoś w garażu i wybrać się na Turbacz (najwyższy szczyt w Gorcach) to też jest taka opcja. Trasa ma około 12km w jedną stronę.

Co do samego podjazdu zaś. Nie należy on do jakichś wybitnie trudnych, jednak nie ulega wątpliwości, że osoby z zakurzonymi rowerami mogą trochę się zasapać – zwłaszcza pod koniec, kiedy nachylenie robi się ciut ostrzejsze. Ale też bez obaw – tylko ciut ciut. :)

 

Z widokiem na Trzy Korony i Pieniński Park Narodowy

W nagrodę otrzymujemy 20 kilometrów zjazdu aż do samego Dunajca – wzdłuż którego, pod prąd, jedziemy do Krościenka nad Dunajcem. Po szybkim obiedzie w przydrożnej knajpie, ocierając się o Pieniński Park Narodowy odbijamy od Dunajca, skąd już kierujemy do Szczawnicy, Szlachtowej i w końcu Jaworek. I tutaj dopiero zaczyna się zabawa.

Wyraźnie czuć, jak z każdym pokonanym kilometrem robi się chłodniej. Co 30 minut zatrzymujemy się na zmianę, aby wrzucić na siebie kolejny kawałek ubrania. To zapinamy długie nogawki, to ubieramy buffkę, rękawiczki, wrzucamy cieplejszy polar. Widok, który czeka na nas jednak za następną górą, wynagrodzi nam wszystkie trudny drugiego dnia. To zdecydowanie najpiękniejszy panorama tejże wycieczki.

Jednak… to za chwilę – jeszcze nie dojechaliśmy, a przecie muszę też trochę pobudować napięcie! ;)

Beskid Sądecki i zgubiona droga

Odbijamy w złą drogę. Skręcamy zbyt szybko (albo zbyt późno?) i okazuje się, że lądujemy na trasie niezbyt przyjaznej rowerom na sztywnym widelcu. A jesteśmy przecież z całym biwakowym bagażem. Jest to droga wewnętrzna (czyt: zakaz wjazdu) o czym dowiadujemy się dopiero w połowie.

Jest jednak już zdecydowanie za późno, aby zawracać. Zwłaszcza, że słońce bez litości zbliża się ku horyzontowi, a przecież fajnie byłoby zrobić ładny timelaps!

widok
 

Glina i najlepsza panorama wyjazdu!

Z ziemi wystają konary, otoczaki, wszędzie glina. Wzdłuż ścieżki płynie mały strumyk, co chwila trzeba uważać, aby nie wpaść do niego po kostki. Z naprzeciwka mija nas ekipa na rowerach zjazdowych informując Martę, że do końca ostrego wzniesienia już niedługo – poprawiając jej tym samym humor, zaś mnie informując, że jeden z nich kupił ostatnio żonie moją książkę, co znowu poprawia mój humor :D

Tak wyglądał podjazd…

W momencie, w którym opuszczamy strumyk i nieszczęsną glinę, znowu zaczyna się ostrzejszy kawałek. Trasa wiedzie jednak już po całkiem przyjemnej polanie, wzdłuż ogrodzonego, młodego lasu. Zaś na samym szczycie, na samym końcu trasy czeka nas niesamowita nagroda. Przepiękny widok, świetna gra świateł, cieni, chmur no i rewelacyjna panorama na Trzy Korony. Fotografowanie i robienie timelapsa zajmuje mi dobre 30 minut…

widok
 

Radziejowa nie tym razem. Tatry za chmurami

Finalnie na nocleg dotrzeć chcieliśmy na samą Radziejową. Jednak dzień powoli nam się kończył, a sam wjazd na Radziejową – najwyższy szczyt Beskidu Sądeckiego wiązałby się z jeszcze większymi trudnościami i rozmyta trasą, co spowodowało, że musieliśmy zmienić plany.

W pewnym miejscu, który nawet trudno zlokalizować mi na mapie, ponownie odbijamy od głównej trasy i trochę na czuja – trochę za instrukcjami spotkanej turystki, kierujemy się w kierunku Obidzy. Tam też miał być kolejny  nocleg na dziko. Miał być…

Jednak nieco z obawy przed misiami (ponoć kilkaset metrów dalej jest gawra – przypominam, że wyjazd był na jesień), zdecydowaliśmy się podpytać właściciela pierwszego domku na jaki natrafiamy o możliwość rozbicia namiotu.

– Jaaa, stawiejcie tyn namiot! – zachęca do wejścia na posesję właściciel.

Zauważam już po fakcie, że posesja z drugiej strony tak naprawdę wcale nie jest (jak zakładałem) odgrodzoną od lasu. Tym samym osłona od misia mizerna.

– Niedźwiedzia widzieliśmy dwa dni temu, nawet poszłyśmy go podglądać! – śmieje się żona naszego gospodarza i zaraz dodaje – Jednak nic się nie bójcie! Teraz nie są niebezpieczne, a jakby co, to mamy lampę na fotokomórkę. Oświeci się i niedźwiedź czmychnie! – widząc nasze niezbyt wesołe miny, stara się nas najwyraźniej pocieszyć.

Ostatni punkt wycieczki rowerowej – Beskid Niski!

Noc była spokojna. Powoli zbliżamy się do Beskidu Niskiego, po którym chcieliśmy pojeździć najmocniej. Najbardziej zależało nam powłóczyć się po jego dzikich terenach, odszukać stare, łemkowskie wsie, odwiedzić liczne, cenne drewniane cerkwie. Bardzo zależało, jednak nie do końca udało nam się zrealizować plan. Zjechaliśmy, zwiedziliśmy północno-zachodnią część Beskidu Niskiego, jednak nie wystarczyło nam czasu już na resztę.

Miałem tego świadomość już podczas planowania, że aby zobaczyć więcej Beskidu Niskiego (dojechać chociażby do Wołowca, Bartnego) trzeba by było poświęcić więcej czasu na wycieczkę. Musielibyśmy albo przedłużyć ten rowerowy weekend przez Beskidy, albo nieco kombinować – jak już wspomniałem na początku – z dojazdem komunikacją w stronę Beskidów. Niemniej także w tym przypadku zobaczyliśmy baaaardzo dużo pięknych miejsc i to chyba Beskid Niski właśnie najbardziej przypadł mi do gustu. Zarówno pod kątem ciekawych miejsc, zwiedzania, jak i samych tras. Jednak o tym za chwilę! :)

Widoki o poranku

Kofoli łyk i Popradem w stronę cerkwi

Z samego rana, szybko zjechaliśmy z Obidzy do samej Piwnicznej Zdroju i dalej, wzdłuż granicy ze Słowacją, wzdłuż rzeki Poprad, kierujemy się powoli ku Beskidowi Niskiemu. Oczywiście nieco wcześniej wpadając kilka kilometrów za granicę po Kofolę. Grzechem byłoby być tak blisko źródła mojego ulubionego napoju i nie podjechać? ;)

Trasa wzdłuż Popradu to zdecydowanie najprostszy fragment naszej beskidzkiej, rowerowej wycieczki. Poza lekkim wzniesieniem – kiedy to droga odbija od rzeki – jedzie się praktycznie bez większego nakładu sił. Jednak szybko się to zmieni. Następna na naszej liście jest Gmina Muszyna, kolejna zaś Krynica Zdrój – a tam powoli teren znowu zacznie falować.

Cerkwie Beskidu Sądeckiego i Niskiego

Przepięknie rzeźbione i malowane. Każda inna – wszystkie równie piękne. Beskid Niski i Sądecki to zdecydowanie raj dla miłośników architektury sakralnej, drewnianej, choć i cerkwie murowane (i drewniano-murowane) można w Beskidach znaleźć. Znajduje się ich tutaj kilkadziesiąt, a większość z nich opisaną możecie znaleźć chociażby w tym miejscu. Oczywiście nie mamy tyle czasu, aby zobaczyć ich choć 1/3, więc ograniczamy się do odwiedzenia tych, które leżą na naszej trasie lub w akceptowalnej odległości kilku kilometrów od niej. Także w wypadku i takiego kryterium jest naprawdę w czym wybierać.

Muszyna i okolice

Jako pierwsza na naszej trasie jest cerkiew św. Jakuba w Powroźniku – jedna z czterech cerkwi województwa małopolskiego, która wpisana została na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Kolejna leży zaledwie 5 kilometrów dalej na samym początku Krynicy Zdroju. Jest to cerkiew pw. Św. Równego Apostołom Księcia Włodzimierza Wielkiego i niech nie zniechęci Was kilkuset metrowy, ekstremalnie stromy podjazd do niej prowadzący. Warto się pomęczyć, choćby dlatego, aby zobaczyć jej wyjątkowe iglice.

 

Kraina ropą płynąca

W Beskidzie Niskim znajduje się także jeden z najstarszych obszarów wydobycia i przerobu ropy naftowej na świecie.  W znacznej części Beskidu Niskiego ropę wydobywano już od połowy XIX wieku i robiono to na niemałą skalę. W najlepszych latach, tylko w okolicach Gorlic z ziemi wystawało ponad 50 szybów naftowych i to w okolicach Gorlic także zapłonęła pierwsza na świecie lampa naftowa skonstruowana przez Ignacego Łukasiewicza.

Podsumowanie. Praktyczne informacje, porady i noclegi na trasie

Cieszę się niezmiernie, że coraz więcej ostatnio udaje mi się pojeździć lokalnie. Po Polsce, ale też blisko granicy. I to nie tylko rowerem! Była wycieczka rowerowa do Czech północnych, był jeszcze nieopisany wypad  rowerowy na Ponidzie, była wycieczka piesza w Karkonosze, wycieczka rowerowa przez Śląsk, wycieczka rowerowa wzdłuż Odry, a także przez Szlak Orlich Gniazd i Jurę Krakowsko-Częstochowską. No trochę się tego nazbierało, teraz doszły Beskidy, a już niedługo także i opolskie!

W każdej z powyższych relacji, część tekstu poświęcam na praktyczne informacje o danym terenie, okolicy, trasach rowerowych, noclegach i trudnościach. Nie inaczej jest w przypadku Beskidów. Zatem…

 

Dla kogo taka wycieczka rowerowa?

Wycieczka przez Trzy Beskidy zdecydowanie nie jest dla osób nie mających nic wspólnego z rowerem. Z drugiej strony zaś, nie tragizowałbym i przy odpowiednim ułożeniu trasy, przy (w miarę możliwości) ominięciu najbardziej stromych górek, każda w miarę sprawna osoba powinna dać radę. Myślę, że takie 6/10 jeśli chodzi o trudność.

Najgorszy, maksymalnie 10 kilometrowy odcinek to ten, kiedy to spasowaliśmy z wjazdem na Radziejową i pomknęliśmy lasem, w stronę Obidzy. Jednak warto się pomęczyć. Choćby rozłożyć sobie całą trasę na cały dzień, bo widok jest tego wart. A jeśli jeszcze traficie na taki zachód słońca jaki mieliśmy my – to już Wam zazdroszczę. ;)

Gdzie spać? Noclegi w Beskidach

Jeśli nie planujecie zabierać ze sobą namiotu, to proponuję dobrze zaplanować przed wyjazdem miejsca noclegowe, aby później nie okazało się, że już robi się ciemno, a do jakiegoś hostelu, czy agroturystyki macie jeszcze 30 kilometrów. Baza noclegowa nie jest największa, a dodatkowo wiecie jak to jest w górach. Czasem lubią zaskakiwać. Zwłaszcza rowerzystów

Także dobrze sprawdźcie dzienne nachylenia, dokładnie przestudiujcie trasę pod kątem jakości drogi, wyznaczcie dzienny dystans, a potem… odejmijcie od niego 20 km. Wtedy na pewno i zdążycie na nocleg i sporo zobaczycie bez daremnej gonitwy.

Jednak, żeby jakoś ułatwić Wam życie, zrobiłem spore rozeznanie i wytypowałem kilka fajnych noclegowych miejsc, które najpewniej bym wziął, jeśli byłbym w potrzebie. Mam dla Was po jednej propozycji dla poszczególnych miejscowości. Wybrałem najlepsze w stosunku jakość-cena-lokalizacja. Cena każdego z wymienionych wyżej nie powinna przekroczyć 120 zł od 2 osób, a część jest nawet  w przedziale 60-80zł/2os.

Od Krynicy Zdroju jest znacznie mniej miejsc, gdzie można się przespać. Tutaj kilka propozycji:

  • Nad jeziorem Klimkowskim: świetna, niedroga agroturystyka – Lazarówka
  • W Ropie – jedyny Hotel pod Chełmem
  • W Gorlicach nie znalazłem tanich noclegów, ale kawałek za Gorlicami w Stróżówce: pokoje gościnne Anna
  • No i dalej, aż do Tarnowa brak czegokolwiek na bookingu. Być może jakieś pensjonaty czy inne agroturystyki się znajdą, jednak ja wolałbym mieć zaklepany nocleg przed wyjazdem, a nie szukać na trasie.

Co warto zobaczyć w Beskidach, ciekawe miejsca? Wasze propozycje:

Na koniec, tradycyjnie jak w niemalże każdym tego typu relacyjnym poście, zachęcam Was do podzielenia się Waszymi typami i propozycjami ciekawych miejsc wartych zobaczenia w Beskidach. Zarówno w Beskidzie Sądecki, Wyspowym jak i Niskim – ale śmiało możecie proponować też inne. :)

Stwórzmy taką fajną bazę wiedzy, dzięki której każdy będzie mógł wybrać coś interesującego dla siebie. Dzięki z góry!! :)

Stworzenie materiałów przedstawiających Beskidy powstało przy współpracy z Urzędem Marszałkowskim Województwa Małopolskiego. Niestety po przygotowaniu tego wpisu, vloga, który w niedzielę będzie na kanale i innych materiałów Urząd stwierdził, że rezygnuje. Nie ukrywam, że jest mi przykro i czuję się mocno oszukany. Materiał jednak opublikowałem. Bo szkoda, żeby się zmarnował, a z pewnością kilku osobom się przyda :)

 

Podobało się? Zostań na dłużej!

Informacje o nowych artykułach i filmach wprost na Twojego e-maila. Bez spamu!
Dołączysz do ponad 80 000 obserwujących osób!

61 komentarzy

Dodaj komentarz