Fajrant za Zell am See

Przed wyjazdem planowałem, że co najmniej jeden dzień (zależnie od długości trasy) zrobię sobie wolny od pedałowania. Jak pomyślałem tak zrobiłem. Padło akurat na dzień przed najdłuższym podjazdem pod Hochtor. Odpoczynek przed tym dniem wydawał się najbardziej odpowiedni, tak co by pokonywać kolejne metry przewyższenia lekko zregenerowanym!

W tę myśl wstałem po godzinie 9, co było już swego rodzaju ekstrawagancją.

Problem pojawił się później… co tu robić tego dnia? Kemping zbyt drogi, wiec nie mam zamiaru tutaj płacić za kolejną noc, a właściciel Włoch-służbista kazał mi się wynosić do 11. Pytałem jeszcze drania z wielką nadzieją w głosie czy chodzi o 11pm ale niestety zaprzeczył…

Od wcześniej wspomnianych zmotoryzowanych Polaków (i z informacji poniekąd zaczerpniętych już przed wyjazdem) dowiedziałem się, że parę kilometrów wyżej w stronę Hochalpenstraße jest kemping, a co ważniejsze sporo tańszy!
Pożegnałem już i tak odjeżdżających w stronę Adriatyku rodaków i czym prędzej się spakowałem. Po drodze wpadłem jeszcze do Lidla, zakupiłem prowiant na następne 2 dni, tak co by nie powtórzyła się historia z brakiem kalorii w organizmie, wtedy kiedy są tak bardzo potrzebne na podjeździe. Przed 12 byłem już na miejscu w Fusch. Kemping dużo ładniejszy jak ten niżej w Zell am See (szczerze polecam!) i cena jedyne 8,5 Euro także do przełknięcia.

Ogólnie dzień spędziłem na karimacie pod bezchmurnym niebem słuchając Guns n Roses, Pink Floyd i innych tym podobnych. Spotkałem tam także Polaków (małżeństwo) którzy to byli na urlopie. Jakoś niechętni byli do rozmowy to też od popołudnia do późnego wieczora spędziłem na gadaniu o pierdołach z Holendrami. Przesympatyczna para z przeogromnym psiakiem rasy bliżej mi nieznanej. Musiałem uważać na każdy ruch bo ten bydlak od razu wlepiał we mnie swe wygłodniałe ślepia. Przez Ronalda i Marijanke zostałem zaopatrzony w napoje i inne smakołyki na co najmniej następny dzień. Kiedy dowiedzieli się – czego nie omieszkałem zasugerować – że poza parówkami nie jadłem mięsa od tygodnia to zostałem zaproszony na wybitnie udanego grilla, a i na drogę także się parę kiełbas znalazło.

Dzień szybko zleciał na rozmowach o zainteresowaniach, życiu i pasjach, a także o tym, że wszyscy razem nie lubimy języka niemieckiego oraz innych jego pochodnych… Kiedy zaczęło się ściemniać, poszedłem wziąć 3 prysznic ( płace to wymagam) chwile jeszcze pogadaliśmy i trzeba było się już żegnać. Obiecali, że mnie odprowadzą do bramy o 6.30 rano więc obyło się bez zbędnych czułości.

Nocleg - camping za jedyne 14E ...
Nocleg - camping za jedyne 14E ...
 
 
śniadanie tradycyjne
śniadanie tradycyjne
 
 
Kamping 8,5E ;]
Kamping 8,5E ;]
prowiant na dzień następny (podjazd !)
prowiant na dzień następny (podjazd !)
 
 
 

Ronald i Marjanka z Holandii oraz przerażający mnie pies, czający się na moją kiełbasę…
którą i tak dorwał.

pierwsze mięso od poczatku wyprawy i to jeszcze nie swoje.
pierwsze mięso od poczatku wyprawy i to jeszcze nie swoje.
 

Jeśli kogoś interesuje pobyt zimowy w Zell am see, to zapraszam do tekstu Agnieszki: Narty w Zell am See

Dzień 8. 20km. 1h00min. 20km/h

poprzedni wpis
następny wpis
 

Podobało się? Daj lajka!

 
 
 

Komentarze (1):

  1. Za miedzą i dalej napisał(a):

    Mnie też przypadł w podróży drogi kemping – 19E nad Balatonem :/

Dodaj komentarz