Lubię wyjeżdżać, bo tam ludzie przynajmniej się uśmiechają…

Nie na stałe, lecz na chwilę. Najchętniej jednak często, w miarę regularnie. Lubie wyjeżdżać za granicę, bo jest to zwyczajnie miłe doświadczenie. A już najbardziej do tych wszystkich „ciapatych” krajów. I to nie ma znaczenia jakich! Bo wszędzie tam traktowany jestem tak samo. Zupełnie odmiennie niż cudzoziemców traktuje się u nas…

Nie jest trudno rozpoznać we mnie cudzoziemca, kiedy jadę chociażby do takiego Maroka. Jestem blady jak ściana, mam prawie 2 metry, więc widać mnie z kilometra. Z Maroka wróciliśmy kilka dni temu. Pełni pozytywnych wrażeń. Zarówno tyczących się pięknych krajobrazów, niesamowitych góry, jak i świetnych ludzi. A może to przede wszystkim pełni pozytywnych wrażeń dotyczących ludzi, bo każda podróż to przecież głównie ludzie? Wierzę, że dla wszystkich podróżujących jest to banał, jednak chciałbym, aby to wybrzmiało – kraj to ludzie. Tak odbieramy dany kraj, jak odbieramy ich mieszkańców. To nie widoki i nie zabytki zostają nam w głowie po powrocie. To nie one kreują opinię o danym kraju w naszych głowach. Są to sytuacje związane z ludźmi, ich życzliwe gesty i uśmiechy. A jak odebraliśmy Marokańczyków?

Tak samo jak wiele innych nacji odwiedzanych wcześniej. Czy Turków,  Irańczyków, czy Hindusów. Oczywiście bywały wyjątki, nieprzyjemne sytuacje w obrębach turystycznych miast jak Marakesz czy Agadir, jednak były to na tyle jednostkowe sytuacje, że nijak nie wpłynęły na ogólny odbiór Maroka w naszych oczach. Tutaj ktoś zatrzymał się na poboczu, aby krzyknąć „Welcome to Maroko!”, za chwilę ktoś inny zabiera nas na stopa i daje swój numer telefonu mówiąc, że jakbyśmy mieli jakiś problem, mamy się odzywać. Ale nie mamy nawet możliwości! Bo on sam dzwoni, sam sprawdza kilkukrotnie w kolejnych dniach czy wszystko z nami w porządku. Jeszcze inne osoby wystawiają ręce z samochodu i daje nam owoce, albo… zapraszają do restauracji na obiad!

A najlepsze jest chyba to, że jeżdżąc codziennie wiele godzin na rowerze, praktycznie nie było kwadransa, żeby ktoś po drodze nas nie pozdrawiał. I to setki razy każdego dnia! Czy to dzieci biegnące z teczkami do szkoły, czy kobiety pracujące w polu, czy mężczyźni czekający na poboczu na busa. Machali w naszym kierunku, kłaniali się. Zupełnie życzliwie i bezinteresownie.  A każdemu z nich towarzyszył uśmiech!

Dużo uśmiechów.

ZAWSZE!

Często nie padały żadne inne słowa. A jeśli nawet padały i tak w większości przypadków niewiele rozumieliśmy, bo rzadko mogliśmy się z kimś porozumieć po angielsku. Jednak uśmiech wystarczał. Bo uśmiech to najkrótsza droga do drugiego człowieka. Najlepszy łącznik, pomost na drodze do porozumienia. Bo przecież uniesione do góry kąciki ust maja znacznie większą moc, aniżeli jakiekolwiek wypowiedziane słowa. Rozwiewają wszelkie obawy, wątpliwości, niepewności i sprawiają, że człowiek od razu czuje się lepiej.

Są to wydawałoby się tak wielkie trywializmy, oczywistości, jednak mam wrażenie, że coraz częściej o tym zapominamy…

Jak często uśmiechacie się do innych?

I tak sobie wracam znowu do Polski i zrozumieć nie mogę, czemu u nas wygląda to tak bardzo odmiennie.

Jestem cudzoziemcem w Maroku. Mówię innym językiem, jestem z kraju o odmiennej religii, mam zupełnie inny kolor skóry. A ludzie są dla mnie życzliwi.

A u nas? Cudzoziemiec nie jeździ publicznym transportem, bo nie chce słuchać obelg. Boi się. Każdego dnia słyszy, że jest „ciapaty”, „brudny”, i że ma „wypier***ać” do swojego kraju. Nawet jego syn słyszy takie słowa! I nie są to pojedyncze przypadki, nie są to incydenty, a z każdym tygodniem, z każdym miesiącem sytuacji tych jest coraz więcej.

Do czego nawiązuję? Do fragmentu wypowiedzi z konferencji Blog Forum Gdańsk. Proszę poświęćcie te kilka minut i posłuchajcie jak się żyje Virenowi w kraju, gdzie ciągle żywe jest przysłowie „gość w dom, Bóg w dom”…

Mogę o coś Was prosić?

Wracając z tych „ciapatych” krajów do Polski często z przyzwyczajenia uśmiecham się do ludzi na lewo i prawo. Szybko jednak jestem sprowadzany na ziemię, bo z jakichś przyczyn uśmiech u nas nie jest mile widziany w przestrzeni publicznej. W Polsce za każdym razem jak uśmiecham się do kogoś, to boję się, że zaraz dostanę w dziób. Bo jeszcze ktoś pomyśli, że się z niego nabijam. Prędzej usłyszę pytanie „czy mam jakiś problem?”, niż zobaczę odwzajemniony uśmiech. Dużo prawdy w tym, co mówi Viren, że nie uśmiechając się do siebie, nie wiemy jak uśmiechać się do drugiego człowieka.

Chciałbym wierzyć, że te obelgi i wyzwiska w kierunku gości w naszym kraju to ciągle margines. Że to ciągle tylko garstka ludzi, która po prostu czuje, że ma w czasach aktualnych rządów przyzwolenie na takie zachowania. Bardzo Was proszę – reagujcie w takich sytuacjach! Pamiętajcie, że milczenie jest przyzwoleniem. Wystarczy, aby dobrzy ludzie nic nie robili, a zło będzie triumfowało. Jeśli nie macie odwagi reagować, nagrajcie, powiadomcie chociaż odpowiednie organy!

No i… uśmiechajcie się dużo! :) Do siebie samych, do wszystkich wokoło, a już na pewno do cudzoziemców! Na pewno tego potrzebują i z pewnością zrobi im się choć przez chwilę miło. Bo nie ma przecież nic ważniejszego w relacjach między ludźmi niż bycie dla siebie miłym i dobrym.

Nie sądzicie?

PS.

Wiem, że sporo osób czeka na posty relacyjne z Maroka. Tak naprawdę już ten miał by relacyjnym, jednak wypłynęły ze mnie takie, a nie inne słowa. Myślę jednak, że jest to ważne i potrzebne. Trzeba o tym mówić. Bo jak mówi tylko jedna strona, wtedy łatwo odnieść wrażenie, że wszyscy milczący się z nią zgadzają. A wierzę, że tak nie jest.

I nie bójcie się udostępniać na swoich facebookach takich treści!

Na koniec kilka fotografii z Maroka. Tak, żeby było też coś dla oka.

Pierwsze posty i filmy będą niedługo.

Pozdrawiam raz jeszcze.

Poniższa panoramę możecie przesunąć sobie w bok :)

 

 

Podobało się? Zostań na dłużej!

Informacje o nowych artykułach i filmach wprost na Twojego e-maila. Bez spamu!
Dołączysz do ponad 80 000 obserwujących osób!

118 komentarzy

Dodaj komentarz

  • Polacy coraz więcej wyjeżdżają, może w końcu zaczną też traktować obcokrajowców tak jak sami by chcieli być traktowani albo ich traktują w inych krajach. Co do Maroka to zgadzam się w 100% ludzie ogromnie mili a w dodatku jest bardzo bezpiecznie, ja miałem wrażenie jak by wszyscy na około wręcz dbali o to żeby mi się nic nie przytrafiło złego.

  • Spodobał mi się tytuł tego posta… ;) A cały wpis trafiony w punkt! Też jestem z tych „dziwnych” i cały czas się uśmiecham, nie ma znaczenia czy akurat jestem w Polsce czy za granicą :D
    P.s. Jak zwykle piękne zdjęcia

  • Ważne i aktualne… Dobrze, że powstał ten post, z chęcią się go czytało, a zarazem w sumie ze smutkiem :/ Bo dlaczego człowiek człowiekowi staje się wilkiem? Nie chciałabym żyć w takim świecie w dorosłym życiu :/

  • Świetny tekst!
    Brak życzliwości i uśmiechu w codziennym życiu, na ulicy, gdziekolwiek to niestety wyraz polskiej mentalności.
    Wierzę gdzieś głęboko, że tego typu publikacje, jak Pana lub innych popularnych osób będą w stanie coś zmienić w ludziach.

    Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia podczas kolejnych podróży.

  • Nie jesteś pierwszy który zwraca na to uwagę – twój wpis tylko potwierdza moje jak i wielu innych obserwacje. Jesteśmy narodem tresowanym od pokoleń przez matrylologiczne ideały i romantyczne sentymenty – stąd w naszym depresyjnym stanie ducha dopatrujemy się wyższości a w rzeczywistości on jest po prostu przejawem strachu i kompleksów.

  • Gratuluję odwagi – żyjąc „z internetu” odważyłeś się jasno stanąć po jednej stronie. Masz rację – w Polsce dialog społeczny sięgnął bruku, powiedzieć można wszystko nawet publicznie w tv. I to właśnie władza przykładem i przyzwoleniem do tego doprowadziła. Mam nadzieję, że nie stracisz przez to zbyt wielu lajków itp. Pozdrawiam

  • Każdy kraj ma inną kulturę. U nas ludzie się uśmiechają do siebie gdy się znają lub się sobie spodobali. Nie uważam że uśmiechanie się do każdego jest dobre gdyż jest to tylko przybieranie maski która nie odzwierciedla naszego prawdziwego podejścia. Także byłem w kilkunastu krajach, jeśli nie kilkudziesięciu i jedno co zauważyłem to to że ludzie się do ciebie uśmiechają to nie znaczy że są uczciwi i pomocni i że zawsze chcą twojego dobra.

  • I za to cie lubie!Jestes tym, ktory nie dzieli ludzi na rasy, religie i kolor skory.Wszyscy tak chetnie jezdza na urlopy, nawet do krajow arabskich, ale tolerancji w Polsce niestety dla ” ciapatych” brakuje.

      • Tak, mylisz się. Porównuj proszę traktowanie polskiego turysty zagranicą z traktowaniem turysty zagranicznego w Polsce. Pan Viren mieszka w Polsce, nie jest turystą. Tak samo nie są turystami dziesiątki tysięcy Polaków mieszkających w Wlk. Brytanii którzy są źle traktowani przez Brytyjczyków. Przykładów w mediach było mnóstwo. Wpisujesz się w bardzo paskudną modę na narzekanie. Oczywiście każdy przypadek niewłaściwych zachowań rodaków należy piętnować ale w Twoim poście brakuje słów o Polakach, którzy są też uśmichnięci, życzliwi, pomocni itp. Tak jak Ty. Ja spotykam takich często ☺
        Pozdrawiam Witek

        • Zgadzam się co do turystów i mieszkających, że to nie do końca to samo…jednak… Nie uważam, żeby autor „narzekał” Taka o nas prawda jako o narodzie…pojedyńczo to jesteśmy życzliwi…ale dla najbliższego grona a nie dla OBCYCH. A uśmiechamy się rzadko, zwłaszcza na ulicy.

        • Witek, a kto to wie czy On jest turystą czy nie kiedy idzie drogą do sklepu? Rozpoznajesz po sposobie chodzenia czy ułożeniu włosów? Nie sądzę, żeby traktowały go źle osoby, które widza go codziennie i mogą na tej podstawie wnioskować,że skoro jest gdzies codziennie,to pewnie nie jest turystą. Jestem przekonany, ze względu na skalę jaką to przyjmuje, że traktowany jest tak przez osoby, które widza go pierwszy raz w życiu i nie mają pojęcia czy jest turystą czy nie. Zresztą choćby nawet. Co to ma za znaczenie? Jak turysta to można być życzliwym, a jak emigrant to już niekoniecznie? A czy to nie ciągle ten sam człowiek?

          • Jedna sprawa, że nigdy nie spotkałem się osobiście z nieodpowiednim traktowaniem obcokrajowców, nigdy nie byłem świadkiem ani nikt mi o czymś takim nie opowiadał. Mieszkam w Lublinie, w okolicach Uniwersytetu Medycznego gdzie na każdym kroku widać i słychać Chińczyków, Koreańczyków, Ukraińców, Amerykanów, Hindusów, Murzynów i Arabów. Jestem aktywnym gospodarzem WARMSHOWERS i często goszcząc ludzi z zagranicy pytam o doświadczenia w Polsce – wszyscy zachwyceni polską gościnnością a jedyne przykre doświadczenia to ruchliwe drogi i kiepskie ścieżki rowerowe. A już na przykład zdarzały się narzekania na Chorwatów czy Niemców. Dużo jeżdżę rowerem i witam się z daleka z innymi rowerzystami – fakt, tylko z sakwiarzami, bo już w mieście to raczej nie możliwe i niecelowe (za dużo ludzi). Nie zdarzyło mi się by się inny sakwiarz ze mną nie przywitał, nie uśmiechnął (zwłaszcza jak widzi dziecko w mojej przyczepce). Trochę nie bardzo rozumiem dlaczego miałbym się uśmiechać do wszystkich napotkanych ludzi? To zbyt sztuczne.
            Inna sprawa, że mieszkam we wschodniej Polsce, Polsce B, która (m.in. zdaniem goszczonych podróżników) jest po prostu bardziej gościnna.
            Kolejna sprawa, wspomniany „polish face”. Ktoś tu wspomniał, że brak otwartości (dyskusyjny w Polsce B) jest wynikiem komunizmu i występuje też w innych krajach byłego bliku wschodniego. Karol (pozwalam sobie na mówienie na „ty”, bo na maila też się tak do mnie zwracasz:)), Polacy naprawdę nie mają dobrych doświadczeń z obcymi, i to od przynajmniej 200 lat. Oszczędzę wykładów historycznych, ale każdy wie, o co chodzi. I nie dlatego ci ze wschodu i ci z zachodu chcieli nas zabić, bo się nie uśmiechaliśmy.
            A teraz walnę coś poniżej pasa: wytłumacz tej dziewczynie z Rimini i jej mężowi, że Marokańczycy to wspaniali ludzie, a przynajmniej lepsi niż Polacy, bo się przynajmniej uśmiechają… Polacy są nieufni wobec obcych, bo nie mają powodów żeby im ufać. Ale ręczę Ci, że po bliższym poznaniu Polak będzie bardziej gościnny niż Chorwat czy Niemiec (to m.in. opinia Francuza, Czecha i pary z Nowej Zelandii).

            • Hej Michał, a Marokańczycy (według Twojego toku rozumowania) mają powodu, żeby się uśmiechać? Przecież też byli pod okupacją francuską i co chwila mają z kimś na pieńku (patrz Sahara Zachodnia, Algieria). Ten argument tylko wyśmienicie pokazuje jak często lubimy żyć przeszłością, żalić sie na dawne czasy itd. Hello, jest 2017, nie 1772 rok. Serio myslisz, że rozbiory tak silnie na nas oddziałują do dziś? To, że się nie spotkałeś z takim traktowaniem, to nie znaczy, że takie nie występuje. Wszystkie statystyki mówią, że w ostatnich latach drastycznie wzrasta ilość incydentów na tle rasistowskim i ksenofobicznym. Być może według Ciebie tysiące takich przypadków rocznie (zgłoszonych, a ciekawe ile jest niezgłaszanych?) to wciąz nic takiego, jednak według mnie to bardzo dużo. Zwłaszcza patrząc na to, jak bardzo homogenicznym rasowo krajem jesteśmy i jak mało u nas emigrantów/gości z innych krajów. A co do dziewczyny z Rimini, to szczerze mowiąc brak mi słów na tak niskiego lotu argumenty. Wybacz bezpośredniość, ale serio?! To tak jakbym Tobie powiedział – wytłumacz wszystkim ofiarom polskigo kierowcy, który niedawno zabił 8 osób w Anglii, i wszystkim oskarżającym o to nas Anglikom, że nie wszyscy Polacy to idioci jeżdżący po alkoholu. Dostrzegasz głupote takiego generalizowania?

              • Dlatego napisałem, że to argument trochę poniżej pasa. Wiem o co Ci chodzi, ale argumentem niskiego lotu jest również porównywanie przez Ciebie zbiorowego gwałtu (przestępstwo umyślne z zamiarem bezpośrednim) do spowodowania wypadku (przestępstwo nieumyślne). Co do historii, masz rację – rozbiory może tłumaczyły polskie podejście w XIX, początku XX wieku, natomiast II wojna i komunizm tłumaczą podejście dzisiejsze. Ale ciągłość jakaś jest i może stąd słynne polish face… Chodzi zatem o doświadczenia historyczne danego narodu – takie mam zdanie. Co do Marokańczyków, to nie porównywałbym okupacji francuskiej do okupacji hitlerowskiej czy stalinizmu – nie ta skala, nie te metody. Co do statystyk, to wszystkie statystyki mówią też co innego: lawinowo wrasta ilość przestępstw (zwłaszcza seksualnych) dokonywana przez „imigrantów”. To stanowi bezpośrednie doświadczenie społeczeństw zachodnich, nie nasze, ale z drugiej strony ludzie cały czas o tym słyszą w tv i stają się niechętni obcym, zwłaszcza obco wyglądającym przybyszom. Ja to rozumiem. Jednocześnie nie rozumiem ataków na „naszych” muzułmanów, hindusów i in. – porządnych ludzi, którzy tu mieszkają, pracują, uczą się, których spotykamy na co dzień. Tego nie rozumiem, to jest złe i karalne. No i na koniec: nie uważam, żeby ktoś był lepszy, bo się uśmiecha. Z drugiej strony rzeczywiście byłoby miło, gdyby Polacy uśmiechali się częściej:)

              • Niestety zgadzam się z opinią, że rasizm w Polsce to częste zjawisko. Obraźliwe napisy na przystankach autobusowych, nieprzyjemne komentarze na forach internetowych… Podróżuję środkami komunikacji publicznej, przysłuchuję się rozmowom ludzi, zastanawiam się skąd tyle mowy nienawiści? Skąd w niektórych takie pokłady niechęci/ nienawiści. Nie chodzi o narzekanie na Polaków, bo sporo tu gościnnych, przyjaznych i uśmiechniętych ludzi. Ale sporo też takich, przez których mnie osobiście ogarnia wielki wstyd :( Jeśli jesteśmy nastawieni do ludzi pozytywnie, doszukujemy się w nich zalet a nie wad, szukamy płaszczyzny porozumienia. Jeśli jest odwrotnie, to jest jak jest :) Pozdrawiam :)

  • Mając lat 17-19 zauważyłam ,że moi rówieśnicy kiedy mówiłam im cześć i się uśmiechałam nie odwzajemniali tego. Zaczęłam się zastanawiać nad tym i postanowiłam kontrolować mój uśmiech. Oceniłam ,że może coś jest ze mną nie tak. Męczyłam się ,bo nie bardzo to mi wychodziło. Uśmiechnęłam się ,a potem uświadamiałam sobie ,że nie miałam się uśmiechać :) Teraz wiem ,że zawsze trzeba być sobą i chcę dodać ,że kocham podróże ,a w nich życzliwość , uśmiech i radość ludzi :) Życzę sobie i Wam otwartości na drugiego człowieka.

  • Polskie dzieci też przechodzą piekło w szkole, są szykanowane i niejednokrotnie bite, ale one nie zwalą tego na „rasizm”, niestety. Tak samo, Polacy którzy posiadają kwalifikację a mimo to nie mogą znaleźć pracy – oni też nie zwalą tego na rasizm. Nie wiem, kto w Polsce uczy, że ludzie o innym kolorze skóry niż biały są „podludźmi”, bez przesady. „Wy niszczycie cały świat” – co? W ogóle, film nie przedstawia początku wypowiedzi Virena (Dobrze odmieniam imię?), kiedy to powiedział w żartach, że jego kolor skóry jest najlepszym kolorem skóry – cały film można znaleźć na youtube. Wyobrażasz sobie co by się stało, gdyby coś takiego powiedział biały? Jaki dramat by się rozpętał? Niestety, dyskryminacja działa w dwie strony, tylko dzisiaj mało kto reaguje na przejawy rasizmu w stosunku do białych, taka obecna narracja.
    Jeżeli ktoś szykanuje drugą osobę przez wzgląd na kolor skóry to jest to straszne i jestem temu głęboko przeciwna. Przykro mi, że tego typu okropności spotykają tego człowieka i jego rodzinę. Nie zgadzam się na takie traktowanie. Mam nadzieję, że tego typu zachowania zniknął kiedyś z tego świata na dobre.
    Edit: Nie mam nic do kolesia, przyjemnie się go słucha, jest zabawny, może nawet obczaję jego twórczość. Żart z „ja jestem u siebie” wygrał. :D

  • Świetny wpis, dobrze zrobiłeś publikując go. Może znasz kanał WaltersWorld – jest na nim 5 faktów na temat Polski. Pierwsze co zauważa obcokrajowiec to nasze „miny”, tzw. polish face. Jak napisałam pare słów komentarza, że jest wielka różnica co do uśmiechania się, to mnie mało nie zlinczowali, że się wymądrzam, bo żadna ze mnie globtroterka bo pewnie tylko w Londynie byłam…Nic nie wspominałam ile krajów odwiedziłam, ale jak wjeżdża się do nas to od razu jest różnica. Ostatnio polskie stewardesy przywitały pasażerów takimi minami, że podsumowałam to zdaniem- Nie dziwota, że mamy mało turystów jak jest takie podejście. Powinny się uczyć od zagranicznych linii jak się witać z uśmiechem. Leciałam kolejno 5 samolotami i tylko Polki były niesympatyczne.

  • Byłem z grupą znajomych w Maroko, nocleg w Marakeszu, rano wyszedłem na samotny spacer bo tak lubie, uwielbiam patrzeć na budzące sie do życia miasta.
    Podchodzi do mnie Berber z propozycja oprowadzenia po mieście, bezinteresowna.
    Po spacerze przy rozstaniu wyciąga jakieś ID i mowi, ze jest licencjonowanym przewodnikiem i należy sie za usługę juz nie pamietam kwoty jaka podał.
    Mam podać jeszcze pare przykładów ” bezinteresowności ” z jaka sie spotkaliśmy podczas naszego pobytu?
    Kolega który był świeżo po wizycie w Egipcie doradził:
    Poker face (!) i twardo dziękujesz za wszelka, ” bezinteresowna ” pomoc.
    P.S. Nie żale sie, dziele doświadczeniem ;)

  • Karol, bardzo dziekuje za ten tekst. Jest wspanialy w kazdym slowie :-) a z drugiej strony plakac sie chce …. Na szczescie ciagle spotykam dobrych, wspanialych, tolerancyjnych Polakow i oni daja mi nadzieje. I na takich tez wychowuje swoje dwie wspaniale dziewczyny. I nienawidze slowa „ciapaty” – ilez w nim pogardy :-(((((

  • Trochę to wynika z tego że na pohybel przyjeżdżają do UE podobni mentalnie ludzie do tych, jacy z Polski wyjechali tuż po otwarciu rynku pracy gdy weszliśmy do UE (w tym przypadku różnej maści dresy). A że czarne owce wyrabiają opinię większości tak to niestety wygląda … i właśnie o tych czarnych owcach mowa (bo mimo wszystko owe „dresy” nie stanowiły większości ale również wyrobiły nam opinię). Teraz narody z dalekiego południa czy bliskiego wschodu mają ten sam problem odnośnie stereotypowej opinii jak ich tutaj postrzegamy.

  • Do Maroka wybieram się w lutym – nie mogę się doczekać! To będzie mój pierwszy „ciapaty” kraj, na maj planuję Iran. <3 W tym tygodniu gościliśmy w domu dziewczynę właśnie z Iranu, która przyjechała do Polski w ramach Aiesec. Wierzysz, że wyprosili ją i jej koleżankę ze sklepu w Sosnowcu ponieważ rozmawiały po persku? Było mi tak wstyd… Nie rozumiem jak tak można. Po prostu w głowie mi się nie mieści.

  • Zgadzam się, że z ludźmi z Maroka, Iranu czy z Pakistanu nie mamy co rywalizować pod względem gościnności, acz nawet ludzie stamtąd nie są wolni od demonów ksenofobii. Każdy naród ma własne sympatie, antypatię. W Polsce nikt nie potraktuje Norwega czy Francuza, jak Hindusów(Viren świetnym przykładem). Analogicznie w Iranie – Europejczyków traktuje się po królewsku, ale ale tymczasem trzy milionową mniejszość Afghańczyków jak śmieci. W Maroku, Europejczycy nie muszą się bać o siebie. A w takim razie co powiemy o Afrykanach? W Maroku gardzi się czarnoskórymi migrantami, którzy szturmują Ceutę/Melilę. Czyż marokański rząd nie otrzymuje wsparcia od Hiszpanii za powstrzymywanie fali migrantów? W Indiach istnieją wybielacze a z Polakiem, Francuzem czy z Niemcem ludzie chętnie strzelają fotę. W stosunku do studentów z Afryki tłum dopuszcza się przemocy; obraża się ich nazywając „czarnuchami, dilerami narkotyków czy kanibalami”… Ten sam typ człowieka dla jednej osoby może być aniołem, dla drugiej diabłem…

  • A ja przyznam, że nie miałam aż takiego szczęścia do ludzi w Maroku….Nikt bezinteresownie nie rozmawiał ze mną…zawsze krył się za tym jakiś interes.. i nie nazwałabym tego generalizowaniem bo jestem mega otwartą na innych osobą, ale nie było mi po drodze z marokańską społecznością;)

    • Ja takie same mam spostrzeżenia. Gdy byłam w Maroko ( w wielu miejscach) w 2004 bylo cudnie, ludzie mili, usmiechali sie , kobiety same mówiły pierwsze bonjour, pomocni, otwarci…ale gdy wróciłam tam po wiosnie arabskiej , cos w 2014 czy jakos tak, ludzie sa inni, zradykalizowalo sie i u nich myślenie. Biznes rozwijajacej sie turystyki tez swoje zrobil, a ze w mysl uwypuklonego teraz myslenia ” białego oszukać to chwalebne” , kantuja gdzie moga i na czym moga, sa nieprzyjazni, robia wszystko z łachy. Nie wroce tam, czar prysl

    • Po pierwsze. W Maroku jest inne podejscie lokalsow do mezczyzn a inne do kobiet. Arabowie w swojej kulturze nie maja za grosz szacunku do kobiet twkze mnie nie dziwi opinia kobiet. Dziwne ze tego nie zauwazyles. Ja w Maroku tez natrafialem w wiekszosci na usmiechnietych ludzi i godnych zaufania o dziwo. Pozdrawiam

    • Mam takie same wrażenia i odczucia, a nie podróżowałam po turystycznych miejscach typu Agadir czy Marakesz… czułam się mało „komfortowo”, Marokańczycy uśmiechali się tylko jak czegoś chcieli, a gdy odmawiałam (nie chciałam kupić, dać itp.) robili się nieuprzejmi i „sugerowali” dobrze pilnować podróżujące ze mną dziecko…

  • „praktycznie nie było kwadransa, żeby ktoś po drodze nas nie pozdrawiał. I to setki razy każdego dnia! Czy to dzieci biegnące z teczkami do szkoły, czy kobiety pracujące w polu, czy mężczyźni czekający na poboczu na busa. Machali w naszym kierunku, kłaniali się. Zupełnie życzliwie i bezinteresownie. A każdemu z nich towarzyszył uśmiech!” Mialam identyczne dowiadczenie na wyspie Samoa. Brakuje mi tego w zachodniej cywlizacji

  • Tekst jest super wszystko prawda my jeżdzimy, skromnie bo raz w roku na 2 tygodniowy urlop ale zawsze do północno -afrykańskich krajów w Maroku byliśmy dwa razy.Nie rozumiem dlaczego u nas ludzie tak reagują i zachowują w stosunku do obcokrajowców.Jest nam po prostu wstyd.Pozdrawiam i czekam na dalsze opisy z ciekawością przeczytam.

  • Nie lubimy się uśmiechać, nawet półgębkiem. Bo postrzegani jesteśmy jako niepoważni, głupi, bezczelni. Tu w Norwegii uśmiech jest na porządku dziennych. I nawet jeśli w iluś przypadkach jest to uśmiech sztuczny, to skąd mi to wiedzieć? Powiem tak, skierowany w moim kierunku może mi ustawić dobrze dzień. I chyba o to chodzi.

  • A Ja bylam rowniez.. widzialam I te bardziej i mniej popularne miejsca i pomimo olbrzymiej milosci nie ekscytowałbym sie az tak .. ludzie sa różni.. milsi , mniej mili .. agadir? Cudownie.. Mi ciezko bylo przejsc pomimo długiej spódnicy ale bynajmniej nie dlatego ze mi jedzenie oferowano… Takze Ty akurat miales takie doswiadczenia .. inni odmienne..
    Kraj jednak piekny i urokliwy..
    Zapraszam i do mojej relacji akurat tu z Maroca
    https://m.facebook.com/mojemaroco/

  • Karol świetny wpis. Cieszę się że jesteś „normalny”.. Pozdrawiam serdecznie i jak najbardziej popieram . Niedawno poznałam w pracy kolegę z Maroka ktory pracuje w firmie holenderskiej. Bardzo milo mi sie z nim gawedzilo. Reszta kolegów trzymała się z dala. Tak na wszelki wypadek… szkoda gadac.
    Ja też po rosyjsku się na ulicy boje sie odezwać bo nie wiem czy zaraz nie dostane … rusofobia też jak i nienawisc do ciapatych w Polsce kwitnie…
    Mam super przyjaciół w Polsce z których bardzo lubię i wiem że oni mnie też. Lecz w mediach jest taka nagonka że aż strach się odezwać w innym języku. Brak tolerancji dla innych narodów… Czy to Marokanczycy czy Rosjanie czy Ukraińcy czy Czesi czy Niemcy.
    Przesyłam uśmiech Tobie i Marcie

  • Wydaje mi się, że nie jest ważne, czy to człowiek obcy czy swój, Polak. Narzekamy na polityków, lekarzy, księży, sąsiadów, często, choć oczywiście nie zawsze, by siebie usprawiedliwić, okazujemy swoją nieżyczliwość, bo sami jej nie otrzymaliśmy. Niestety także u siebie czasem to dostrzegam. A ta nasza nieufność to też chyba dziedzictwo komunizmu, o czym wiem z relacji kuzyna, który przebywał w Chinach – czyli kraju socjalistycznym. Drugą sprawą jest, że inaczej – pewno, to jest nieprosta sprawa – widzimy drugi kraj, w zależności jak długo w nim przebywamy i jakie akurat mieliśmy szczęście.
    :)

  • Wracając z pięciotygodniowej podróży po Kanadzie smuciła mnie jedna rzecz. Że zaraz skończą się przyjazne uśmiechy i gesty. Że ja sama za jakiś czas będę się już uśmiechać mniej. Niestety się nie pomyliłam. Chociaż staram się uśmiechać do siebie, nie do konkretnych ludzi. Bo wtedy rzeczywiście często te zmarszczone twarze wcale się nie łagodzą, a wręcz przeciwnie.

  • Odniosę się do samego tytułu posta, w Polsce ludzie też się uśmiechają, szczerze i szeroko. Wczoraj w Tatrach, na szlaku na Czerwone Wierchy spotkałam samych uśmiechniętych ludzi :) A co do uśmiechu za granicą, to mylne jest stwierdzenie, że uśmiech oznacza dobre intencje wobec nas, niestety nie w każdej kulturze tak jest.

  • W Maroku byłem już kilka ładnych lat temu i, tak jak piszesz, spotkałem się z bezinteresowną serdecznością jak i z natrętną interesownością. Ta pierwsza, oczywiście w Marakeszu, druga, a raczej drugie, bo było ich wiele, więcej niż pierwszych, w Essauirze, Casablance, także w Marakeszu. Ale uśmiech pomagał prawie zawsze. Praktykuję go i w Polsce, pomimo tego, że wielu ludzi nie rozumie już u nas tego odruchu. Pozdrawiam… i uśmiecham się!

  • Masz stuprocentową rację. Z bezinteresowną pomocą i życzliwością za granicą spotykamy się zwykle o wiele częściej niż w Polsce, choć i tu tacy przecież są. I nie mam pojęcia dlaczego, bo różnorakie niekorzystne uwarunkowania historyczne dotyczyły mieszkańców większości krajów na świecie. Z drugiej strony, na pewno bez znaczenia jest zdolność do życzliwego traktowania drugiego człowieka. To działa jak lusterko. ;)
    Ale maleńka Gambia zaskoczyła mnie i pod tym względem. W ciągu kilkunastu dni zawarłem więcej znajomości i przyjaźni, niż w Słupsku przez lat pięć. Nie do wyobrażenia dla kogoś, kto choć trochę po świecie nie podróżował. ;)

  • Byłem dwukrotnie jest raczej bezpiecznie ale jakakolwiek pomoc od strony tubylców kończyła się nachalnym wyciąganiem pieniędzy za przysługe.
    W Marakeszu byłem na ulicy wyzwany parokrotnie przez czarnoskórych emigrantów z innych państw afrykańskich.
    Ogólnie podchodze do tego z dystansem kraj jest piękny i wróce tam poraz trzeci.

  • Karol świetny tekst – dokładnie jak moje spostrzeżenia sprzed wielu lat, kiedy wracając do Polski z licznych wojaży najbardziej dołował mnie fakt, że znowu wyląduję w tej szarzyźnie i wśród tzw. „smutnych ludzi”, którym brakuje tamtej radości życia. Uśmiech potrafi wiele zdziałać i powinniśmy o tym pamiętać.

  • Uśmiechanie się do obcych w Polsce nie jest łatwe, bo ludzie wtedy krzywo na ciebie patrzą, niestety :( Obecnie mieszkam w Czechach i mogę powiedzieć, że tutaj sytuacja jest podobna. Ludzie w ogóle się nie uśmiechają.
    Ale ostatnio Polska mile mnie zaskoczyła. Wróciłam na weekend do kraju w towarzystwie kolegi z Azji i muszę przyznać, że ani razu nie spotkaliśmy się ze złym słowem czy krzywym spojrzeniem. Fakt, ludzie się przyglądali, ale nie były to nieprzyjemne spojrzenia. Niemniej jednak ludzie stawali się dla nas dużo milsi i się uśmiechali, kiedy zaczynałam mówić po polsku.
    Dużo też zależy od miejsca. W dużych miastach obcokrajowiec nikogo nie dziwi. Niestety w mniejszych miejscowościach nie jest już tak kolorowo.

  • a już myslalem , że tylko ja mam tak, że jak wracam do PL i mam ten nawyk uśmiechu, to po kilku minutach się rehabilituję i „wracam do normalności” :)

  • Polacy niestety nadal nie są tolerancyjnym narodem. Uświadamiamy to sobie właśnie będąc w innym Państwie i oceniając tam stosunek ludzi do nas, jako obcokrajowców. Gdzie według Ciebie, w innych Państwach, ludzie są najżyczliwsi? :)

  • Planujemy odwiedzić Maroko w przyszłym roku, więc bardzo chętnie poczytam twoje relacje z podróży i pooglądam więcej zdjęć (te zrobiły na mnie naprawdę duże wrażenie!!!). jeśli chodzi o uśmiech, to też niestety to zauważyłam. Szczególnie rzucało się to w oczy, gdy wróciłam do Polski po roku mieszkania za granicą. Ludzie wydali mi się jacyś ponurzy i spięci… Po czasie przestałam to zauważać i chyba sama teraz chodzę w nosem na kwintę. Po przeczytaniu tego postu trochę się ocknęłam.

  • Marakesz – 5 dniowy koszmar.

    Jestem w szoku czytajac Panski tekst. Maroko odwiedzilam w 2015 roku. Spedzilam w Marakeszu 5 dni. Byla to dla mnie strata czasu, pieniedzy i nerwow.
    Zaczynajac od taksowkarzy konczac na kelnerow spogladajacych na nas pogardliwie.
    1. Taksowkarz ktory nas wiozl z lotniska do hotelu oszukal nas i po dojechaniu do celu zazyczyl sobie wyzsza kwote od ustalonej na lotnisku.
    2. Co do komunikacji miejskiej – jesli jestes kobieta to lepiej do niej nie wsiadaj.
    3.Na placu El- Efna zostalam zwyzywana od Zydowki :D Zgubilysmy sie i poprosilysmy jednego z Marokanczykow aby wskazal nam droge do wyjscia . Pan Marokanczyk pomogl nam ale chcial za to pieniadze. Nie zgodzilam sie zaplacic wiec zostalam zwyzywana.
    4.W barach sa tylko i wylacznie mezczyzni. Generalnie kobiet nie widac w Marakeszu. Uczucie bardzo niekomfortowe dla nas Europejek.
    5. Bazary gdzie mozna zobaczyc powystawiane miesa, ryby i hasajace po nich muchy- widok obrzydliwy.
    6.Zaczepiajacy na kazdym kroku mezczyzni ktorzy nie sa w stanie zrozumiec ze nie chce sie z nimi miec nic do czynienia.

    To byl moj pierwszy i ostatni raz w Maroko. Odradzam wszystkim. Domyslam sie ze dla mezczyny podrozowanie do takich krajow jest latwiejsze i moze byc przyjemne. Ja jako kobieta odradzam innym kobietom.

    • Agnieszka, podsumowujesz cały kraj na podstawie Marakeszu? To tak jakby podsumować Polskę na podstawie plaży w Międzyzdrojach czy Krupówek w Zakopanem. Strasznie generalizujesz. Dobrze jest się przygotować przed każdą podróżą, poczytać, dowiedzieć się o zwyczajach itd.

      A wywieszone mięsa i chodzące po nich muchy to domena 90% krajów świata. Wiesz, że nawet te kupowane w Biedronce nie rosną na drzewach i wcale nie są „produktowane” w tak sterylnych warunkach jakbyś chciała myśleć? :)

  • Mówisz żeby uśmiechać się do ludzi. Robię to codziennie i muszę przyznać, co mnie bardzo cieszy,że coraz częściej spotykam się z uśmiechem innych mijanych na ulicy czy w metrze ludzi. Choć muszę przyznać ,że nie zawsze. Moja mama wspominała kiedyś,że jak byłam jeszcze w podstawówce to moja wychowawczyni skarżyła się na mnie,że ja się z niej podczas lekcji śmieję i mama musiała tłumaczyła jej , że ja się do niej po prostu uśmiecham. Moja wychowawczyni była , jak się potem okazało sierotą i wychowywała się w domu dziecka. Widać nie zaznała w dzieciństwie wiele miłości. To byłoby jakieś wytłumaczenie, ale przecież nie uwierzę,że inni mijani na ulicy z posępnymi twarzami też maja podobne doświadczenia. A przecież wystarczy się uśmiechnąć i świat zaraz, przynajmniej moim zdaniem okaże się nie taki straszny , a ludzie bardziej przyjaźni niż nam się wydawało.Niestety w ostatnim czasie coś się takiego w Polsce porobiło,że ludzie jeśli w ogóle to uśmiechają się tylko do swoich, tych podobnie myślących, zwolenników tej a nie innej partii itd itd. O cudzoziemcach nie wspomnę. Stosunek niestety wielu (nie chce myśleć ,że większości) Polaków do kwestii uciekinierów jest tak przerażający,że aż strach. I pomyśleć, że jesteśmy krajem który szczyci się swoją wiarą w Boga.

  • Ja od kilku lat prowadzę projekt „Uśmiecham się do obcych” i powiem szczerze jest duuuużo duuużo lepiej. Kiedyś naburmuszone miny za każdym razem, teraz, najpierw niedowierzanie, zastanowienie, a w końcu obce osoby też się uśmiechają. Polecam. Działa. Ja nadal rozdaję uśmiechy. Karol dzięki za fajny tekst :)

  • Świetny komentarz całkowicie się z nim zgadzam, w ogromnej większości są to ludzie ogromnie wdzięczni, przyjaźni i uśmiechnięci,nie tak jak u nas, a szczególnie w ostatnich kilkunastu miesiącach gdzie jesteśmy karmieni nienawiścią do „obcych”, to jest dla mnie żenujące i wstydliwe gdy jestem poza granicami naszego państwa, pozdrawiam i życzę Ci dalszych trafnych spostrzeżeń i relacji z podroży po świecie.

  • Kiedyś stojąc w korku (w Polsce) przypomniało mi się coś śmiesznego i zaczęłam się uśmiechać. Po chwili zatrzymał się obok mnie jadący z naprzeciwka samochód, kierowca otworzył okno i wykrzyczał „a Ty z czego się tak cieszysz?”. Po czym odjechał z piskiem opon.