Kategoria: Turcja

IMG_72616

Czaj na granicy iracko-tureckiej

Solidnie wysypiamy się za wczoraj. Pobudka o 6.30. Pierwszy wstaje dzisiaj Piotrek, co nie zdarza mu się często, a mam nawet wrażenie, że był to pierwszy raz podczas całej wyprawy. Na umówione śniadanie z szanownym panem komendantem się nie stawiamy jednak nie dlatego, że nie jesteśmy głodni, ale dlatego, że nie stawił się sam pan komendant. Albo pojawiły się wczoraj jakieś przekłamania w komunikacji i źle się dogadaliśmy, albo kucharki posterunkowe zastrajkowały, albo najzwyklej w świecie komendant zaspał.

DSC_5782

NAJmniej przyjazny kraj świata – Turcja

Jadąc w tej części Turcji trzeba nastawić się na częste bazy wojskowe, strażnice i patrole. Stacjonują tu ogromne ilości wojska strzegące  granic, nierzadko mijają nas wozy opancerzone, całe kolumny jadące w stronę pogranicza turecko-syryjskiego, a nad głowami przelatują helikoptery. Częste kontrole paszportów i bagaży nie robią z czasem na nas większego wrażenia. Z pokorą i należytą cierpliwością pokazujemy dokumenty kolejnym mundurowym. Będzie trochę marudzenia, ale nic na to nie poradzę, wińcie za to nie mnie, a…

Tureckie rękodzieło szklaneczka do kawy

NAJgorszy kebab w życiu, turecki czaj i mała podwózka

Podczas spożywania tradycyjnego, porannego makaronu Piotrek zaproponował, żeby puścić w niepamięć wszystkie przykre sytuacje z dnia poprzedniego i dać Turkom jeszcze jedną szansę. Widocznie pusty żołądek sprzyja klarownemu myśleniu i przyznać muszę, że szło całkiem nieźle, bo przez cały ranek nie spotkaliśmy żywej duszy. Ciszę i spokój zakłócały jedynie wściekle ujadające i próbujące nas dogonić raz po raz psy. Wszyscy ludzie jakby się gdzieś zakamuflowali, albo co gorsza, przygotowywali do natarcia.

Okolice Tatvan

Fajrant nad Jeziorem Van!

Wczorajsza kolacja była potężna.  Jedna z tych, które wpycha się w siebie na chama, i która z pewnością wyżywiła by pół Etiopii. Pomyliły nam się proporcje wody do ryżu, do tego doszedł ogromny ogórek (darowany rzecz jasna), jakieś mięso niewiadomego pochodzenia, trzy olbrzymie pomidory (kupione za swoje!), no i litr coli do zapicia.  Jeśli jedzenie nie mieści się w 1,5 litrowej menażce to wiedz, że coś się będzie działo.  Ja poległem w połowie – zostawiając sobie na rano, Piotrek zaś uparł się, że nie godzi się zostawiać tak smacznej kolacji. Wpierniczył wszystko!

historia3

Historie przelotne #2: Kaznodzieje z Omanu i piechur Rasul

Druga odsłona Historii Przelotnych, czyli niepublikowanych rozmów przy drodze z przypadkowo spotkanymi ludźmi. Rozmów często spontanicznych, zaskakujących, czasem też smutnych, intrygujących lub po prostu zwyczajnie życiowych. Tym razem zapraszam do tureckiego Kurdystanu, a także na pobocze jednej z szutrowych dróg na wschodzie Kirgistanu.