Wokół TATR rowerem 🚴‍♂️💨 Co się tutaj od-ROWEROWAŁO?! 😲 + Velo Barierki i Velo Dunajec

Zapraszamy w Tatry! Ale inaczej niż zwykle. W tych pięknych, wczesnojesiennych okolicznościach przyrody, zapraszamy Was na rower. Sprawdzimy sobie jak wygląda Szlak Wokół Tatr, jaka jest tutaj infrastruktura, jakie widoki i ogólnie odpowiemy sobie na pytanie – czy to fajna trasa na jakiś weekendowy, przyszłoroczny wypad. Ale poza objechaniem dookoła Tatr na rowerach pojedziemy też na znane i lubiane trasy rowerowe w Małopolsce jak Velo Dunajec oraz Velo Czorsztyn nazywane równie często Velo barierkami. Co tu dużo gadać, zapraszamy na rower dookoła Tatr.

Co ciekawe już kiedyś przejechałem na rowerze Tatry dookoła i powiem Wam jedno – ależ się ten szlak w ciągu tych 9 lat zmienił. Częściowo, zwłaszcza na południu Słowacji droga nie różni się niczym, ale momentami, na oficjalnym szlaku dookoła Tatr jest to już inny wymiar turystyki rowerowej. Kapitalne trasy, noc oś pięknego! A na dokładkę spróbujemy sobie jeszcze co nieco Velo Dunajec i Velo Czrosztyn. Zapraszam na film!

Film ma oczywiście napisy, poniżej natomiast wrzucam transkrypcję, jakby ktoś chciał czytać tutaj lub sobie je wydrukować ;)

Rowerem dookoła Tatr

Cześć! Tutaj Karol i Marta z „Kołem się toczy”! Dziś zabieramy was w jeden taki region, który szczególnie bogaty jest nie tylko w świetne miejsca i widoki, ale przede wszystkim w trasy rowerowe. I to takie z prawdziwego zdarzenia, jakich ponoć nigdzie indziej w okolicy nie ma. Przejedziemy je i sprawdzimy dla was, czy te kultowe wręcz trasy rowerowe warte są tego, aby uwzględniać je w swoich przyszłorocznych planach wyjazdowych. No i naszą rowerową przygodę dookoła samiuśkich Tater – hej! – zacynomy łod Nowego Targu, skąd to tako piekno ścieżka leci hej! Ale nie tylko przejedziemy sobie szlak wokoło Tatr, ale także kawałek Velo Dunajec oraz popularne Velo Barierki, bo wszystkie one są tak blisko siebie, że spokojnie można je ze sobą łączyć tworząc zróżnicowaną, ciekawą i mega-widokową kilkudniową pętlę. Szybka informacja dla wszystkich adeptów filmowania i montażu: zamykamy kurs filmowo-montażowy „Kołem się toczy” 18 października. Czy jesteście początkujący, czy jesteście średniozaawansowani, chcecie się rozwinąć no to ten kurs jest bardzo dla was, ja bardzo zachęcam, a zamykamy z tego względu, że muszę się wziąć do roboty nad książką. Po 18 października wiele, wiele miesięcy kurs dostępny nie będzie. Wracając natomiast na trasę. Zaczynamy sobie od Nowego Targu i kręcimy się wokoło Tatr przeciwnie do ruchu wskazówek zegara jadąc prędko w stronę Słowacji. I wybaczcie mi, ale będę się tutaj bardzo zachwycał nad tym początkowym odcinkiem, bo jest naprawdę nad czym. Fragment ten jest przepięknie pociągnięty i co warto zaznaczyć jest naprawdę płasko jak naleśnik natomiast widok prawie cały czas na Tatry. Znaczy no… chyba, że są akurat w chmurach. Świetna jest w ogóle na trasie ta infrastruktura. Zobaczcie jakie piękne palenisko. Nawet ktoś drewno przygotował. Jeśli ktoś niskobudżetowo sobie podróżuje… Marta: Ja bym tu kimała! Karol: No mówię z karimatką… Marta: Albo tu, albo tu… I rzeczka jest zaraz obok, więc można się umyć.

Szlak dookoła Tatr – start – Nowy Targ

Natomiast jak się pewnie domyślacie trasa ta nie bez przyczyny jest taka prosta i momentami pociągnięta wałem, ponieważ podobnie jak to było chociażby na chorwackiej Istrii, jak coś zapraszam do zeszłorocznych odcinków, także i tutaj ta 40-kilometrowa ścieżka rowerowa została pociągnięta po torach dawnej kolei, która to łączyła niegdyś Nowy Targ ze słowacką Trsteną. Jak się człowiek dobrze przyjrzy, to nawet widać ślady po dawnej kolei jak na przykład Stacja Podczerwone bardzo ładnie odremontowana, gdzie można się zatrzymać i jakąś szamę kupić. Powiem szczerze, że ten początkowy fragment szlaku wokoło Tatr to jest coś, czego mi bardzo w Polsce brakuje. Niesamowite widoki, brak samochodów i przede wszystkim ten rewelacyjny, równy asfalcik, który powinien być wzorem dla wielu innych tras, jak chociażby wzdłuż Bałtyku, gdzie królowały, jak wiecie, krzywe płyty i ten paskudny piach. No ale żeby nie było tak cukierkowo to nie sposób też nie wymienić tych rewelacyjnych, estetycznych i tak bardzo potrzebnych barierek, które to są zmorą małopolskich tras rowerowych. Ale przynajmniej jak się człowiek bardzo rozpędzi to nie wypadnie na zakręcie. Na prostej z resztą też ciężko jest wypaść chociaż no… nie wszędzie. Wnioskujemy o zamontowanie barierek jeszcze z tej strony. I kolejna fajna miejscóweczka. Karol: Co ty robisz? Marta: Analizuję trasę. A! Karol: Co, jedziemy? Marta: Jedziemy, no! Po godzinie jazdy od Nowego Targu docieramy do Słowacji i co jest niesamowite – dalej nic się nie zmienia. Jest dalej taka sama ścieżka rowerowa, infrastruktura, są też barierki, choć jakby tak troszeczkę rzadziej. Niemniej, co chciałem powiedzieć, to jest naprawdę przepiękny przykład transgranicznej współpracy. Ale dobra, wystarczy już tego słodzenia i czas opuścić oficjalny szlak wokoło Tatr przynajmniej na jakiś czas. Lecimy w stronę miasta Zuberec, gdzie zatrzymamy się na noc, a także w stronę podjazdów, bo w końcu fajnie byłoby się co nieco zmęczyć, a nie tylko jechać po płaskim. W ogóle pomysł na ten wyjazd był taki, że Marta między innymi trenuje do Iron Mana. No i mówi „Ja to wymagań nie mam fajnie żeby były widoki, ale ma być treningowo”. No więc dlatego też odbiliśmy od głównego szlaku dookoła Tatr i jedziemy możliwie jak najbliżej Tatr się da, a tym samym jak najbardziej podjazdowo. Drugi dzień zaczynamy od treningu biegowego przed Iron Manem, a potem lecimy już na rower. Startujemy z okolic Zuberca i mamy przed sobą naprawdę konkretną wyrypę. Do zrobienia ponad 110 km co będzie w sumie moją pierwszą stówą, Marty z resztą też, ale nie to będzie tutaj największym wyzwaniem.

Przełęcz Huciańska – lekko odbijamy ze szlaku dookoła Tatr

Przed nami dwa naprawdę srogie podjazdy, a pierwszy z nich zaczyna od razu za Zubercem i prowadzi na popularną Przełęcz Huciańską, która to stanowi zachodnią granicę Tatr i oddziela je od Skoruszyńskich Wierchów. Proszę Państwa wjeżdżamy na Przełęcz Huty najbardziej hardkorowo chyba ze wszystkich dookoła Tatr. 12%! Jak idzie trening? Marta: Źle. A co do szlaku oficjalnego dookoła Tatr to tak wygląda, zobaczcie sobie. A my sobie tutaj na Zuberec pojechaliśmy i teraz Huty i znowu wbijamy na szlak, ale tu znowu sobie odbijemy zaraz. I to jest w sumie dobry moment, aby sobie powiedzieć ile ten szlak ma kilometrów, no bo też często w Stories na Instagramie pytaliście. Ano to zależy! Oficjalny szlak prowadzący bardzo naokoło Tatr zahaczający o sporo różnego rodzaju kulturowych i historycznych atrakcji liczy sobie około 310 km i jest on łatwiejszy jeśli chodzi o ilość podjazdów. Nasza alternatywna trasa przez Pieniny, Velo Dunajec i Velo Barierki liczy sobie 250 km, a jeśli się pojedzie jak najkrócej się da startując z Zakopanego to Tatry objedzie się nawet poniżej 200 km, choć tę ostatnią opcję raczej bym odradzał. Ale ile trzeba czasu, aby ten szlak przejechać? Znam takich co robią to w jeden dzień, ale to raczej rzadkość no i wyjątkowo trzeba przedkładać nabijanie kilometrów ponad wszelką przyjemność z jazdy. Takim optimum wydaje mi się być mniej więcej 2 do 4 dni w zależności od tego jak jeździcie, jaką kondycję macie, jaką trasę wybierzecie no i też w jakim terminie, bo wiadomo, że w lato dzień jest dłuższy i ma się dużo więcej czasu na jazdę. No i tak sobie kręcimy kolejną trasę w roku, którą to nie wiem, ale materiałów do książki jest już naprawdę bardzo sporo. Kto jeszcze nie wie książki, która prawdopodobnie jeśli wszystkie wiatry będą sprzyjały będzie w przyszłym roku. Książka, w której się podzielę całą swoją wiedzą na temat turystyki rowerowej, ale też bardzo dużo poświęcę miejsca ciekawym trasom na rower w Polsce i za granicą. Jeśli was to interesuje, jeśli na przykład chcecie przybić mi piątkę za 10 lat roboty, bo „Kołem się toczy” ma 10 lat w tym roku to możecie się zapisać do powiadomień. Jak będzie książka to dam wam znać. Link jest poniżej. Marta: Piknie, że hej! Karol: Eeej, pieruńsko piknie!

Jezioro Liptowskie

A tymczasem z Przełęczy Huciańskiej zjeżdżamy do samiuśkiego Jeziora Liptowskiego nazywanego Liptowską Marą czyli morzem, gdzie znowu wpadamy na kilka chwil na dedykowaną ścieżkę rowerową będącą częścią szlaku wokoło Tatr i to taką bez barierek. Choć no… znowu by się tutaj przydały. Z lewej strony piekne łosiedla, a z prawej Tatry Niżne. Ej! Ja się nie znam na rybołóstwie, ale czy oni mają domki? Do których sobie podpływają i w których sobie siedzą na jeziorze? Nieźle! Mamy już tego dnia zrobione 50 km, a przed nami kolejne 50 z tym, że teraz praktycznie cały czas pod górę. To znaczy większość jest dość łatwa, bo prowadzi wzdłuż rzeki Bela jednak na ostatnich 18 km wyrywa się mocno w górę i przyznać trzeba, że daje popalić.

Chyba jeszcze bardziej, niż robiona kilka godzin temu Przełęcz Huciańska. Jak idzie trenowanko? *śmiech* Marta: Regeneracja, ważna część. Karol: Tak jest! No i tak jadąc sobie po tej okolicy wkraczamy na obszar Wielkiego Wiatrołomu, gdzie w 2004 roku przeszła potężna wichura, która przewróciła łącznie 20% wszystkich tatrzańskich drzew. Siła wiatru sięgała tutaj w porywach nawet do 230km/h, ucierpiały drzewa na obszarze ponad 40 000 ha, a sprzątanie tego całego bałaganu zajęło słowackim leśnikom aż 2 lata. Ale ogólnie rzecz biorąc plus tej wichury, jeśli tak można powiedzieć jest taki: zawsze patrz na radosną stronę życia, na jasną stronę życia. Plus jest taki, że przynajmniej widać troszeczkę Tatry. A tak naprawdę jechałoby się praktycznie cały czas lasem. I niewiele by się widziało. Jedziemy sobie dalej Drogą Młodości, a jej nazwa wzięła się stąd, że do jej budowy zaprzęgnięto w latach 60. i 70. brygady studenckie. Ja wiem, że studenciaki mocno się napracowali, jednak powiem wam całkiem szczerze, że niestety droga ta podobnie jak wcześniej podjazd pod Przełęcz Huciańską widokowo jest dość kiepska. No może poza finalnym punktem w postaci Szczyrbskiego Plesa. Pomimo tych okresowych wiatrołomów, gdzie co nieco widać to większość jedzie się lasem. Jedyne co można podziwiać to asfalt i samochody, których ku mojemu zdziwieniu jak na wrześniowy weekend było tutaj okropnie dużo. Właściwie to jeden za drugim. Niby człowiek jest w górach, a jednak czuje się jak w mieście. Dlatego też w książce będę rekomendować jak coś nieco inny wariant trasy wokoło Tatr żebyście nie musieli powtarzać naszych błędów. Natomiast co do Szczyrbskiego Jeziora to prezentuje się ono tak i w tym też miejscu kończą się nasze mordercze podjazdy na dzień drugi. Choć przed nami do noclegu pozostało jeszcze 20 km. Na szczęście praktycznie cały czas w dół. No i wzdłuż Drogi Wolności aż do samej Tatrzańskiej Łomnicy, gdzie mieliśmy przyklepany nocleg prowadzi słynna Tatrzańska Elektrická czyli elektryczny pociąg, który przez wzgląd na krótką trasę i wąski rozstaw kół często nazywany jest tramwajem. Swoją drogą możemy powiedzieć, że mimo iż trochę zboczyliśmy z oficjalnego szlaku dookoła Tatr to jednak dalej jedziemy wzdłuż kolejowej trasy. No z tym, że aktualnie użytkowanej i rowerem nie można po niej jechać aczkolwiek ja tam źle Słowakom nie życzę, ale jakby kiedyś okazała się ta trasa nierentowna można by pociągnąć jakąś trasę rowerową. Jak znalazł!

Pieniny – Velo Dunajec i Czorsztyn

No jako, że sobie tam troszeczkę zaoszczędziliśmy kilometrów nie jadąc trasą wokoło Tatr teraz też co nieco od trasy odbijemy i nie pojedziemy na Zdziar, najszybszą trasą jaka może być, a pojedziemy sobie naokoło przez Pieniny i przez dwie takie z tras, z których wyjątkowo dumne jest małopolskie. A tymczasem kilka widoków! Tak przy okazji widoków chciałem zapowiedzieć kolejny odcinek z jesiennych Bieszczad. Będzie to odcinek inny niż zwykle, dłuższy, może nawet ponad trzydziestominutowy, dużo spokojniejszy i wolniejszy. Taki w stylu, powiedzmy, silent travel, do puszczenia sobie w tle, do obiadu, porządków czy po prostu wieczornego relaksu. A gdzie was zabiorę to się niedługo dowiecie ze Stories na Instagramie. Niemniej jak coś chętnie przyjmę też wasze sugestie. Dajcie znać co w komentarzach co polecacie w Bieszczadach i gdzie warto się tam wybrać na przykład z rowerem. A dzisiejszego dnia kręcimy się po krainie zwanej Spiszem. Marta: Śpisz! Karol: Śpisz! Tak, ten żart był już kilka lat temu. Właśnie chciałem powiedzieć, że najbardziej mi się ta kraina kojarzy z Zamkiem Spisz. A dlaczego sobie mówimy o Spiszu? Ano dlatego, że i w Polsce mamy kawałek Spiszu i graniczy on między innymi z Podhalem na rzece Białce. I wiąże się z nią mega ciekawostka, ale to powiemy sobie kawałek później, bo jeszcze przed nami jest inna rzeka. Również ciekawa – Dunajec, do którego prowadzi nas niesamowity wielokilometrowy zjazd przez miejscowość Czerwony Klasztor. Mimo, że odcinek w całości jest pociągnięty drogą publiczną to jest naprawdę dużo przyjemniejszy niż ten wcześniejszy, bo drogi są tutaj absolutnie puste. Trzy Korony! Ciekawostka: dopiero w 1929 roku polski rząd wykupił Trzy Korony od prywatnych właścicieli. Czaisz? Ktoś miał Trzy Korony na własność. Słuchajcie, próbowałem wyszukać skąd się wzięła nazwa Pieniny i teorie są dwie. Po pierwsze od pierwszej nazwy Pienin, czyli Pioniny. Chodziło po prostu o te pionowe skały. A druga teoria mówi o pienieniu się wody podczas tych bystrzy. No i tak w sumie nie wiadomo, która jest prawdziwa, która nie. Jeśli ktoś z was wie niech da znać. Jeszcze jedna rzecz, słuchajcie, wiecie skąd się wzięły te muszelki na flisackich kapeluszach? Ano stąd ponoć, że kiedyś flisacy spływali do samiuśkiego Bałtyku, hej! I za kożdy taki rejs przyjeżdżali z nową muszelką. Tylko jedna rzecz mi się nie zgadza, że przecież takich muszelek w Bałtyku nie ma. Uwaga, uwaga, uwaga! Szlaban do góry! Tak prezentuje się rzeka Białka, która wpływa do jeziora Czorsztyńskiego z tamtej strony. Rzeka Białka jest granicą pomiędzy Podhalem, a Spiszem, a niegdyś była granicą pomiędzy Polską i Węgrami. I co tutaj jest ciekawe, to tutaj okoliczna wieś Nowa Biała, która była częścią Spisza. Natomiast pewnego dnia były srogie opady deszczu i rzeka Białka zmieniła nurt, jakby opływając wieś Nową Białą z drugiej strony, a przypominam, że ta historyczna granica między krajami szła właśnie wzdłuż rzeki. No i tym sposobem przynajmniej w teorii wieś Nowa Biała znalazła się w granicy polskiego Podhala.

Koniec Szlaku dookoła Tatr

A my pozostając cały czas na Spiszu zahaczamy sobie jeszcze o mój ulubiony punkt widokowy na Tatry i z trasy Velo Dunajec na chwilę przesiadamy się w końcu na Velo Barierki. To znaczy Velo Czorsztyn. I od razu wpadamy na najtrudniejszy podjazd tej całej trasy. Marta: Ja tam nie jadę! Karol: Gdzie? Marta: Tą trasą. Tam jest niebezpiecznie, ja tam nie jadę. Karol: I teraz żeby nie było tak łatwo jak w dolnośląskim, gdzie w ciągu 45 minut, godziny, 3 osoby były już przy znaku z naklejką. Tym razem dodatkowo poza tym, że trzeba naklejkę zdjąć, trzeba sobie zrobić z nią selfie Marta: Z naklejką i z rowerem, na którym się przyjechało. Karol: Tak! I po trzecie też udowodnić to, że się tu wjechało rowerem. Tutaj jest naklejka, okolice Falsztyna. Więcej nie powiem. Natomiast jeśli chodzi o samą trasę Velo Czorsztyn to wielu mówi, że nie ma sobie ona równych w całej Polsce. No na pewno nie ma sobie równych, jeśli chodzi o zatłoczenie w wakacje. Teraz pod koniec września jest już luźno, ale jak jechałem sobie nią w czerwcu to była naprawdę istna masakra. Z resztą sami to możecie zobaczyć na tych ujęciach. Momentami to nawet jechać się nie dało i trzeba było się zatrzymywać, żeby się trasa odkorkowała. Także jak coś w weekendy, zwłaszcza wakacyjne, odradzam. Niemniej mówiąc już na poważnie trzeba przyznać, że trasa ta jest widokowo kapitalna, przepięknie pociągnięta i w większości dedykowaną trasą rowerową, na którą auta nie mają wstępu. Jedyne co mnie tutaj troszeczkę uwiera i nie mogę zrozumieć co to za dziwna moda lub też nasza przypadłość to te niesamowite barierki. A ten fragment o patriotycznych barwach to ponoć druga po Murze Chińskim budowla widziana z kosmosu. Ja nie wiem, żeby jeszcze nikt nie wpadł na to, żeby tych barierek nie poobklejać jakimiś banerami reklamowymi. Na przykład, że sprzedam kurs, czy że już się kończy sprzedaż kursu. Ej dobre, ciekawe ile powierzchnia reklamowa. Muszę wykupić tutaj… Uważaj! Barierki się kończą! Uuuuuuu! A tutaj fragment, który faktycznie może być niebezpieczny. Tu barierek brak. Ale ogólnie rzecz biorąc trasa Velo Bar… Czorsztyn naprawdę bardzo zacna. Fajna, fajna! Więcej takich tras w Polsce by się przydało tylko mniej barierek.

Podobało się? Zostań na dłużej!

Informacje o nowych treściach wprost na Twojego e-maila. Bez spamu!
Dołącz do ponad 200 000 obserwujących osób i zgarnij jednorazową mega promocję na moje książki!

1 komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *