Kategoria: Alpy

IMG_0376

Od wycieczki w Alpy wszystko się zaczęło. Przejechałem 1500 kilometrów podczas 14 dni podróży (w tym 13 dni jazdy). Pierwsze kraje odwiedzone rowerem, pierwsze przygody i ogólnie… wszystko pierwsze! Nie miałem żadnego doświadczenia w podróżowaniu dłużej niż 2 dni i nigdy nie łatałem nawet dętki bezpośrednio na trasie. Jak się okazało w niczym to nie przeszkadza, a pierwsza podróż nie musi być w granicach własnego kraju. Na swoich błędach uczy się najlepiej i nie ma różnicy czy będzie to 30 kilometrów od domu, 330 czy też 3330. Zapraszam do czytania relacji poniżej lub przechodząc bezpośrednio.  :)

Ogólny wydatek nie licząc rzeczy zakupionych przed wyprawą jak namiot czy sakwy: ~150 Euro -> (58euro pociąg, oraz 14euro i 8.5euro kempingi) + 70Euro za jedzenie. Szkoda trochę tych pieniędzy za pociąg powrotny gdyż dużo taniej wyszłoby samo pedałowanie do domu, ale trudno -za późno i nie ma co żałować.

Jeszcze małe słowo co do zdjęć. Są one średniej jakości (żeby nie powiedzieć kiepskiej), bo też nie miałem wtedy porządnego aparatu. Fotografie robiłem kilkunastoletnią cyfrówką rozmiarów 2 pudełek od zapałek, w dodatku praktycznie nie schodząc z roweru. Kolejne relacje już w lepszej (mam nadzieję) oprawie graficznej ;)

 

DSC07208

Alpy rowerem czas start. Pierwsza burza i wygodne łóżko.

Dzień pierwszy, pierwszej wyprawy trwającej dłużej niż 2 dni! Wyprawa ALPY ROWEREM czas start. W powietrzu czuć lekką ekscytacje przed nieznanym. Pobudka wczesnym rankiem. Ja i Darek – kompan poznany przez internet – spotykamy się w Katowicach, aby dojechać pociągiem do granicy w Cieszynie.

DSC07239

Czosnek na drogę

Dzień drugi czas zacząć. Drugi dzień podróży w Alpy. Budzimy się dość wcześnie. 7 rano to wbrew pozorom czasem bywa wczesna godzina, zwłaszcza jak ostatni czas wstawało się nie wcześniej jak o 11. Dłuższą chwilę dochodzimy do siebie. Gdzie to jesteśmy i co to za koleś w łóżku obok.

DSC07328

Austria – nadjeżdżamy!

Pobudka nie należała znowu do najłatwiejszych. Walcząc ze samym sobą, zaczęliśmy codzienny już rytuał od powolnego pakowania gratów, rozglądając się równocześnie w poszukiwaniu jakiegoś potencjalnie wkurzonego naszą obecnością farmera. Po chwili zaczynamy słyszeć nieprzyjemny dla ucha dźwięk przypominający obładowaną, zdezelowaną taczkę.

Dunajska Droga Rowerowa

Donauradweg – Dunajska Droga Rowerowa i powrót Darka

Wszystko mokre. Mokre spodenki, mokre budy, mokre nawet włosy które nie wyschły po całej wilgotnej nocy. Całkiem pomocne okazały się druty na pranie rozwieszone niedaleko. Można było chociaż wysuszyć trochę tropik przed spakowaniem.

DSC07378

Alpy rowerem, HA!

7 rano, wyglądam z namiotu, a tam mgła. Dużo mgły. Lekko zniechęcony tym faktem (zresztą jak co rano!) pakuję się. Mimo tego, niemal z śpiewem na ustach szybko się pakuję i zostawiam śmieci pod uprzednio zamkniętą bramą.

Alpejskie miasteczka

Lekki objazd i malownicze miasta Austrii

Dzisiaj dla odmiany obudziłem się już z dużo lepszym humorem i chęcią do jazdy. Szybko się spakowałem, podjadłem coś, po czym pożegnałem się z paniami (Roland musiał jechać niestety do pracy) i pojechałem w stronę widoków!

Wysokie Alpy

Deszcz, skwar i pierwsze strome przełęcze alpejskie

Tadam! Właśnie mija tydzień od wyjazdu z domu… kto by rok temu pomyślał, że będę jechał przez Alpy rowerem, a co dopiero samemu. Otwieram namiot, tropik jak co dzień cały przepocony. Patrzę w niebo a tu piękny błękit… nie spotykany raczej u mnie na śląsku (‚cudze chwalicie swego nie znacie’?)

DSC07544

Fajrant za Zell am See

Przed wyjazdem planowałem, że co najmniej jeden dzień (zależnie od długości trasy) zrobię sobie wolny od pedałowania. Jak pomyślałem tak zrobiłem. Padło akurat na dzień przed najdłuższym podjazdem pod Hochtor. Odpoczynek przed tym dniem wydawał się najbardziej odpowiedni, tak co by pokonywać kolejne metry przewyższenia lekko zregenerowanym!