4 etapy przygotowania do wyprawy rowerowej + NOWY ROWER!

Film ten nagrywam bardziej dla osób, które dopiero planuje odbyć swoją pierwszą podróż rowerową, gdyż większość z poruszonych tutaj kwestii dla osób już doświadczonych zapewne w jest oczywista. Choć może się mylę?

Dla osób nielubiących oglądać/słuchać vlogów – skrótowa transkrypcja poniżej. A wszystkich innych zachęcam do kliknięcia na gorze w zdjęcie i uruchomienie wideo.

Pierwsza wyprawa rowerowa – przygotowanie mentalne

Przygotowanie się do podróży rowerowych podzieliłem sobie na cztery etapy – mentalne, sprzętowe, fizyczne i jeszcze jedno, moim zdaniem najważniejsze, o którym powiem nieco więcej pod koniec.

Co mam na myśli mówiąc – przygotowanie mentalne? Ja wyznaję taką zasadę, że jeśli chcecie, aby było łatwiej – dobrze jest się przygotować pod względem psychicznym do wyjazdu, pod względem rozeznania trasy. Jak to nie raz już mówiłem – najtrudniejsze podjazdy to takie, których się nie spodziewasz, do których nie przygotujesz się mentalnie. Dlatego uważam, że jadąc gdzieś na dłuższa wycieczkę rowerową w teren górzysty lub choć częściowo górzysty, dobrze jest sprawdzić jakie czekają nas przewyższenia. Najdokładniejszy moim zdaniem jest tutaj bikemap i gorąco tę stronę polecam, choć nawet Google Maps ostatnio umożliwił tworzenie wykresu przewyższeń.

Warto to zrobić po pierwsze ze względu na noclegi – i to niezależnie czy śpicie pod namiotem czy pod dachem.  Jeśli trafi się Wam zbyt długi podjazd, może się okazać, że zaskoczy Was noc, wszędzie będzie stromo, będą drzewa, kamienie i zwyczajnie nie będzie gdzie rozstawić namiotu. Albo, jeśli śpicie pod dachem, może się okazać, że nocleg jest za daleko. Nie sprawdziliście, że macie podjazd, założyliście, że skoro macie tylko 20 km do miejsca noclegowego to trzaśniecie to w 1 godzinę, a tutaj może się okazać, że jest pod górę i pojedziecie 4 godziny, tym samym na miejscówce noclegowej lądując w nocy.

Takie rozeznanie ma też znaczenie podczas wyjazdów w tereny bardziej odludne, gdzie niekoniecznie co chwila musi być dostęp do wody czy jedzenia. Dzięki odpowiedniemu przejrzeniu trasy, będziecie w stanie przewidzieć, kiedy może Was zaskoczyć brak sklepów i odpowiednio się na to przygotować.

I ogólnie rzecz biorąc, mając tę silną głowę, to przygotowanie mentalne, jest się w stanie dużo lepiej poradzić z wszelkimi brakami kondycyjnymi, fizycznymi czy sprzętowymi. Bo naprawdę, najważniejsze są chęci i mobilizacja. Przynajmniej tak mi się wydaje.

Przygotowanie sprzętowe 

O sprzęcie można by mówić bardzo dużo i będę nagrywał niedługo nieco więcej o rowerze, sakwach czy sprzęcie biwakowym, jednak jeśli chodzi o kwestie przygotowania, te minimum to naprawdę wcale nie potrzebujecie mieć jakiegoś sprzętu z najwyższej półki. Nie wierzcie wszystkim tym purystom sprzętowym, że musicie mieć sprzęt z najwyższej półki, aby jechać w podróż. Wcale nie. Są to teorie dość szkodliwe i wiele osób się zraża słysząc, że skoro nie mają roweru za 5000 zł, namiotu za 1000 zł i kurtki z membraną, to sobie nie poradzą w takiej podróży. Bzdury! :) Jakkolwiek „kołczingowo” to zabrzmi – chęci są naprawdę najważniejsze i odpowiednią ilością chęci można spokojnie przezwyciężyć braki sprzętowe.

Najbardziej może zaboleć finansowo pierwszy wyjazd, bo jednak trzeba wszystko kupić od razu, ale też bez przesady. Ja przed swoja pierwsza dwutygodniową podróżą na sakwy, namiot, jakąś karimatę z decatlonu, letni śpiwór, menażkę i kuchenkę i jeszcze kilak innych drobiazgów wydałem około 800 zł. Do tego lekki remont roweru, wymiana kilku części i tak naprawdę zmieściłem się spokojnie w 950 zł. A można zrobić to jeszcze taniej, pożyczyć sakwy rowerowe czy namiot od znajomego i zmieścicie się nawet w 200 zł. A Może nawet takie pożyczenie jest lepszym rozwiązaniem, bo jeśli Wam się nie spodoba tego typu podróżowanie, to nie będzie Wam potem bez sensu kupiony sprzęt zalegał.

Jeszcze taka ogólna zasada co do sprzętu wszelakiego – moim zdaniem, im coś prostsze, tym mniej awaryjne, łatwiejsze w naprawie i popularniejsze, przez co szybciej znajdziecie część zapasową i łatwiej zepsuty sprzęt naprawicie. Polecam pod tym kontem spoglądać na wszystko co kupujecie na wyjazdy – zwłaszcza, jeśli wybieracie się w miejsca, gdzie z dostępnością sprzętu może być krucho.

Jak przygotować się fizycznie do wyprawy rowerowej?

Tak jak mówiłem podczas jednego z vlogów z Sardynii – znam osoby, które jechały w bardzo długie podróże bez jakiegokolwiek przygotowania fizycznego i nawet podałem to jako taki pozytywny przykład samozaparcia, jednak nie polecam takiego rozwiązania.

Moim zdaniem lepiej jest jeździć regularnie przed takim wyjazdem. I nie chodzi o jakieś super doświadczenia, umiejętność przejeżdżania wielu kilometrów bez schodzenia z siodła, ale o zwykłą, powtarzalną jazdę. Do pracy, do szkoły, czy tez po zajęciach. Chociaż te 2-3 razy w tygodniu zrobić jakiś wypad na 30 km i po 2 miesiącach spokojnie dacie sobie radę na takim wyjeździe z sakwami rowerowymi i co najważniejsze – będziecie czerpać z takiego wyjazdu przyjemność, a nie męczyć się z każdym kilometrem.

Najważniejsze – doświadczenie!

Doświadczenie, czyli suma tego wszystkiego co powyżej.

Moim zdaniem nie warto jechać na dłuższą wyprawę rowerową, bez wcześniejszej, krótszej próby swoich możliwości. To że jeździcie rocznie kilka tysięcy kilometrów, owszem znaczy, ze macie doświadczenie rowerowe, ale ciągle dobrze byłoby zebrać doświadczenie w kwestii wyjazdów z sakwami. A to jest trochę inna bajka.

Jestem zwolennikiem małych kroczków i polecam zasmakować sakwiarstwa najpierw na jakimś małym wyjeździe, a potem pojechać gdzieś dalej. Tak na dobrą sprawę nie wiadomo jakbyście się przygotowali pod względem teoretycznym, fizycznym i mentalnym do pierwszego wyjazdu i tak wiele rzeczy Was zaskoczy, albo przynajmniej zdziwi. Trzeba tego spróbować na własnej skórze i zobaczyć z czym to się je. Dlatego jeśli ktoś planuje jakiś dłuższy wypad, polecam najpierw wybrać się na krótszy gdzieś po Polsce. Choćby 3 dniowy, na przykład rowerem dookoła Tatr. Takie kilka dni pozwalają poznać choć trochę własne możliwości fizyczne, preferencje co do stylu jazdy, ale też zakosztować tego specyficznego, rowerowego trybu dnia. Bo to nie tylko rowerowa jazda, ale też wiele innych czynności – poranek, pakowanie, logistyka związana z posiłkami, zakupy, naprawy sprzętu, jakaś kąpiel, zwiedzanie, fotografowanie no i tak ważny odpoczynek. Grunt to nauczyć się to wszystko łączyć i poznać swoje osobiste preferencje i słabości. Podczas pierwszego wyjazdu zawsze ma miejsce wielkie zdziwienie jak wiele czasu zabierają te wszystkie inne, poboczne czynności. Dzień wydaje się niby taki długi, ale po odjęciu wszystkich innych wspomnianych rzeczy, przy złym ich rozplanowaniu, może okazać się, że na jazdę mamy zaledwie parę godzin.

Dlatego też dobrze przemyślcie ilość przejeżdżanych kilometrów. Jeśli jesteście fizycznie w stanie przejechać jednego dnia 100 km, po czym wrócić do domu do południa i następnego dnia znowu przejechać 100 km przed południem i myślicie, że na wyjeździe też bez problemów da radę tyle przejechać (bo przecież jest na to cały dzień!) to można się solidnie zdziwić.

Dla spokoju polecam założyć dzienny dystans mniejszy o 1/3. Pamiętajcie, że tutaj nie tylko o rower chodzi, ale też o przyjemność. Ja popełniłem taki błąd podczas pierwszych dwóch wyjazdów w Alpy i na Bałkany, gdzie dziennie praktycznie kręciłem ponad 100 km i bardzo tego żałuję. Pomijając fakt, że byłem totalnie zmęczony, to w siodle siedziałem praktycznie cały czas (nawet do 11 godzin dziennie) i nie miałem czasu na zobaczenie czegokolwiek ciekawego po drodze. Tylko pedałowałem, jadłem, a fotki robiłem w trakcie jazdy. A jeśli wieczorem udało mi się znaleźć nocleg na gospodarza u fajnych ludzi, to byłem już tak wypruty z sił, że po 20 minutach nie miałem jakiejkolwiek ochoty siedzieć, rozmawiać i szedłem od razu spać. Wydaje mi się, że nie o to w tym chodzi.

Podobało się? Zostań na dłużej!

Informacje o nowych artykułach i filmach wprost na Twojego e-maila. Bez spamu!
Dołączysz do ponad 80 000 obserwujących osób!

7 komentarzy

Dodaj komentarz

  • Gdyby na wyjazdach grali tak jak u siebie to już teraz byśmy myśleli kogo los nam przydzielić w el. LM. No właśnie i tak gdybamy od lat. To jest jakaś paranoja wyjazdowa. Źle podejście psychiczne, słabe zaangażowanie i złe taktyki. Tu wina po stronie sztabu i zawodników. Kolejny sezon stracony. WIELKA SZKODA bo legła jest w tym sezonie najsłabsza od lat. A prowadzi Jaga, która z budżetem nawet na podium by się nie załapała. Lech nie potrafi wydusić nawet minimum potencjału, gra poniżej możliwości. Najbardziej rażą remisy, ich liczba zatrwazajaca. Świadczy to o tym że Lech nie potrafi wygrywać za wszelką cenę, nie potrafi przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę, czyli nie ma jaj.

  • Ogólnie z wyjazdami jest tak, że najczęściej nie ma szans wszystkiego przewidzieć na kilka dni wprzód, tym bardziej tygodni. Oczywiście lepiej jest mieć dobrą kondycję niż słabą ale znowu 100km dziennie jadąc z sakwami turystycznie to znowu nie jest żaden wyczyn jadąc po płaskim.Problem zaczyna się gdy zaczną się kilometrowe podjazdy, silny frontowy wiatr, żar z nieba, wtedy faktycznie to i 50km może być wyzwaniem. Najważniejszy jest zdrowy rozsądek i najlepiej sobie rozłożyć jazdę na cały dzień oraz zawczasu przygotować się do warunków zarówno pogodowych jak i terenowych. Przykładowo jak zaczyna słońce przypiekać to wieźć więcej wody, jak teren robi się bardziej pofałdowany to nie zarzynać się za wszelką cenę, bo założyliśmy sobie, że zrobimy 100kę, czy 150km. Inaczej robi się setkę jadąc ją od razu nie schodząc z roweru, a inaczej robiąc przerwy na zwiedzanie, posiłki, jakieś zakupy itp.