Kermanszah i piątkowa modlitwa uliczna

Podróż była długa i wybitnie męcząca. Zdecydowanie bardziej wolę męczyć się na rowerze niż walczyć całą noc z niewygodną pozycją w autobusie. Jesteśmy dwie godziny przed czasem w Kermanszah i szczerze kocham za to tutejsze autobusy. Kończymy wycieczkę na wielkim dworcu autobusowym oddalonym kilka kilometrów od centrum. Ledwo wygramoliliśmy się z busa, ledwo poskręcaliśmy rowery, wokoło nas było już 5 kierowców proponujących podwózkę taksówką. Bez skrępowania podeszli, pooglądali, bez pytania wyjęli ciastka z naszego woreczka leżącego na ziemi (!) i przyglądali się, bezczelnie zajadając. Troszeczkę się zdenerwowaliśmy tym obcesowym ich zachowaniem a Piotrek zwłaszcza, bo stracił ostatnia paczkę ciastek. Tłumaczę panom (jakby nie zauważyli), że z rowerami jesteśmy i z ciekawości pytam, jak to oni wyobrażają sobie spakowanie ich do taksówki? Oni zachowują się jednak jakby pora była zbyt wczesna na myślenie i powtarzają tylko niewzruszenie: no problem mister, no problem.

 

Policyjne wojskowe kontrole Iran

Jest dobrze. Priorytetem na ten ranek jest wymiana pieniędzy, ponieważ powoli zaczynają kończyć mi się riale, a przed nami perspektywa kilku dni jazdy bezdrożami Kurdystanu, gdzie kantoru raczej się nie uświadczy. Tak się składa, że dzisiaj piąteczek, o czym oczywiście zapomnieliśmy. Piątek to dzień wolny/święty w Islamie, a co za tym idzie wszystko  jest pozamykane. Sklepy, markety, instytucje, kantory – czyli zasadniczo to czego potrzebujemy. Piątek to także dzień ulicznych modlitw o czym przekonujemy się już po kilku kilometrach jazdy:

Modlitwy w Kermanszach
Modlitwy w Kermanszach
 
Kermanshah
Kermanshah
 

Kermanshah Zachodni Iran Kurdystan Kobiety w Burkach czadorach Modlący się muzułmanie

Panie, wymień pan dolary!

Niefortunnie wjechaliśmy w złą drogę i zamiast na męską część ceremonii, trafiliśmy do pań. Zatrzymuje nas policjant i stanowczo kiwając głową sugeruje, żebyśmy pojechali inną drogą. Postanawiam mundurowego trochę zbić z tropu i zapytać o wymianę walut. Haczyk został połknięty.  Chciałem wymienić jedyne 10 dolarów. Pan policjant upewniwszy się, że nie ma u siebie w portfelu odpowiedniej, zadowalającej mnie sumy, zwołuje pozostałych pilnujących porządku kumpli i robią naradę. Mimo że grupka zrobiła się już całkiem pokaźna. Łudziłem się, że chociaż policjanci zarabiają tutaj przyzwoite pieniądze, no ale niestety. Chyba, że te wszystkie miliony trzymają w słoikach na strychu, bo dalej nikt nie miał wymienić nieszczęsnych 10 dolarów. Nasz policjant wcale nie chciał dawać za wygrana i widać było, że postawił sobie za cel numer jeden dociągnąć sprawę do końca. Trafiło na przypadkowo przechodzącą grupę kobiet. Czy to z własnej woli, czy lekko przymuszonej pewna pani w czarnym czadorze zgodziła się wymienić nam pieniążki. Zamiast dolarów zażyczyła sobie euro, a targu dobiliśmy po trochę zaniżonym kursie. Pięknie dziękujemy, pytamy jeszcze o drogę, a także  najbliższy otwarty sklep i żegnamy się z naszymi dobrodziejami.

Kurdystan to już więcej zieleni
Kurdystan to już więcej zieleni
 

Koniec Ramadanu i udawana gościnność?

Tak się składa, że wczoraj było wielkie święto muzułmanów Id al-Fitr. Zakończył się miesiąc postu, a co za tym idzie bez obaw i skrępowania możemy jeść wszędzie, o każdej porze i bez chowania się po krzakach. Dlatego też na idealnie przystrzyżonym trawniku rozłożyliśmy pseudo kocyk w postaci wielkiego worka, w który piekarnie zawijają chleb lawasz. Śniadanie jak śniadanie, wszystkie podobne do siebie i niczym szczególnym by się nie zapisało w naszej pamięci gdyby nie gość, których podszedł do nas pogadać.

Wysoki, w średnim wieku facet, zapytuje czy może nam jakoś pomóc i czy podoba nam się w Iranie. Jest to jednak tak często zadawane pytanie, że kiedy miałbym pisać o każdym takim spotkaniu, zanudzilibyście się tutaj na śmierć. Pan miał za żonę Ukrainkę, ale także nie to było powodem dlaczego zapamiętałem go jakoś  szczególnie. Kiedy odpowiedzieliśmy zgodnie z prawdą, że nic nam nie potrzeba, a wszyscy w Iranie są niesamowicie dla nas dobrzy i gościnni, on wzdychając odparł lekko zasmuconym głosem: „Tak to jest.  Jesteśmy dobrzy dla przyjezdnych, ale nie dla siebie nawzajem”. Nijak nie wiem jak się do tego odnieść i trzeba przyznać, że dał nam trochę do myślenia. Może miał rację, może miał gorszy dzień, może coś w tym jednak jest, że ludzie faktycznie są milsi dla gości z zagranicy niż dla swoich rodaków i może nie tyczy się to tylko Irańczyków, a wszystkich po trochu? Nie wiem.

skrzynki na pieniążki dla najuboższych
skrzynki na pieniążki dla najuboższych
 

Ciekawostką są rozsiane dosłownie wszędzie takie oto puszki. Można natknąć się na różnej wielkości, ale tak jak na zdjęciu są zdecydowanie najczęściej spotykane, a przysięgam, że jest ich w Iranie całe mnóstwo. Czasem zdarzało się, że na poboczu drogi stało kilka w odstępie 3 metrów od siebie. O co chodzi? Jak się nietrudno domyśleć, są to skarbonki. Pieniążki są zbierane na ubogich, organizacja działa bardzo prężnie i co ciekawe, nie ma nic wspólnego z kościołem.

Kurd ponownie
Kurd ponownie
Starsi w stroju tradycyjnym
Starsi w stroju tradycyjnym
 

Młodzi kurdowie
Młodzi kurdowie
 
Woda leje się z nieba
Woda leje się z nieba
 
W drodze do Palangan
W drodze do Palangan
 
Wiosną Kurdystan jest cały zielony!
Wiosną Kurdystan jest cały zielony!
W drodze do Palangan
W drodze do Palangan
 
W drodze do Palangan
W drodze do Palangan
 

Karol Werner

 

Podobało się? Zostań na dłużej!

Informacje o nowych artykułach i filmach wprost na Twojego e-maila. Bez spamu!
Dołączysz do ponad 80 000 obserwujących osób!

5 komentarzy

Dodaj komentarz