Pechowe (i zabawne) początki wypadu na Sardynię. Cagliari, Iglesias, Buggeru i okolice

Siedem dni na Sardynię to nie tak dużo jakby mogło się wydawać. Początkowy plan zakładał, że nie dość iż uda mi się objechać całą Sardynię to jeszcze wyskoczę na 2 dni na Korsykę promem. Szybko jednak plany te zostały zrewidowane.

Vlogi są już na kanale, zapraszam klikając tutaj.

Zanim wyszedłem z lotniska w Cagliari i dojechałem pociągiem na główny dworzec, był już zachód słońca. Stwierdziłem, że nie ma sensu zostawać w Cagliari na noc i marnować połowy następnego dnia na dojazd w stronę wybrzeża, więc od razu postanowiłem pojechać do 70 km na zachód do miasta o wdzięcznej nazwie – Iglesias.

Cagliari – szybkie zwiedzanie

Na zwiedzanie Cagliari miałem jakąś godzinę. Nie tak dużo, ale miałem też czas na odwiedzenie kilku ciekawych miejsc przy powrocie, więc w sumie co nieco mogę polecić. Poniżej kilka zdjęć i miejsc wartych zobaczenia w Cagliari.

Warto wybrać się ogólnie w stronę górującej nad Cagliari fortecy. Zobaczyć stare miasto, pochodzić jego brukowanymi ścieżkami, wpaść do jakiejś knajpy. Z pewnością więcej do zwiedzania będą mieli tutaj miłośnicy architektury, historii, niż amatorzy ciekawych widoków. Jest ładny gmach Uniwersytetu, rzymski amfiteatr, liczne mury fortecy miejskiej i szereg budynków sakralnych. Jednak to widoki są najlepsze, zwłaszcza ze wspomnianego szczytu wzgórza. Świetny punkt widokowy znajduje się tutaj. Jest to wielki plac wraz z pochodzącym z końca XIX wieku Bastionem Saint Remy i Bastionem Świętej Katarzyny. Aktualnie okolica ta jest zastawiona rusztowaniami (początek 2018), ale na lato ma być już ponoć wszystko odremontowane.

Podejście jest dość długie i męczące, jednak można podjechać nieco z dołu busem nr 8 lub od strony wschodniej wjechać windami.

Niemalże na samej górze Bastionu

Żeby nie było, że jest jednak tylko pięknie. Cagliari to też niestety malowane ściany i syf. Nie jakoś dużo, ale czasem można się zaskoczyć…

Co do noclegu w Cagliari, to spałem w Hostel Marina. Miejsce jakoś bardzo mnie nie urzekło, ale ma świetną lokalizację no i jest niedrogie. A nawet tanie jak na sardyńskie standardy. Koszt 80 zł za noc. Jak coś inne ciekawe noclegi znajdziecie tutaj.

Swoją drogą, jeśli ciekawią Was kulisy wyjazdu, to zapraszam w Stories. Sporo spontanicznych filmików tam wrzucałem podczas pobytu na Sardynii :D

Transport Cagliari do Iglesias – problemy

Wróćmy jednak do tego jak udałem się z Cagliari do Iglesias. Jako, że był weekend to bezpośrednich pociągów już brak, a ostał się tylko jeden do Domusnovas, skąd brakujące 15 km do Iglesias należało jechać autobusem (firma ARST). Ostatnim tego dnia.

Początek był niezbyt obiecujący. Do odjazdu pociągu 10 minut. Biletomat na dworcu w Cagliari połknął mi 5 euro nie oddając biletu (ale oddając za to kwitek!). Szybkie poszukiwania kolejnych 5 euro zakończył się niepowodzeniem, więc musiałem z dołu plecaka szybko wygrzebać kartę. Ponawiam próbę, zostały 3 minuty do odjazdu. Klikam, klikam, klikam. Modlę się, żeby i karty mi nie wciągnęło. 2 minuty. Jakaś kobieta szturcha mnie, abym się pospieszył, bo ona też chce na ten pociąg. 1 minuta. Mam bilet! Biegnę więc, udaje się.

Ale to nie koniec zabawy na dziś. Na przesiadkę z pociągu do autokaru w Domusnovas miałem z kolei 7 minut. Wydawało mi się, że to dużo czasu, jednak do momentu, aż zdałem sobie sprawę, że pociąg jest spóźniony 5 minut. Cholera! No więc znowu nerwówka – jak nie zdążę, to po ciemku 2 godziny z buta.

Dobre jest to, że mini-dworzec autobusowy (czytaj – zwykły plac przy estakadzie) w Domusnovas jest zaraz przy dworcu. Problem polega na tym, że nie wiem gdzie. Uspokajam się nieco, bo zaraz przed tym jak pociąg wjechał na peron, przez szybę dostrzegłem autokar. Uf, jest! Po kilku kolejnych przejechany przez pociąg metrach i finalnym zatrzymaniu mój entuzjazm nieco opadł, gdyż wyłonił się jeszcze jeden czekający kawałek dalej autobus.

Miało być tak prosto, miałem po prostu wsiąść, a teraz znowu nie wiem, który wybrać.  Po wyjściu z pociągu podgaduję więc czarnowłosego, dość postawnego gościa o autokar do Iglesias.

– Dawaj za mną, też idę na dworzec! – wskazuje ręką w kierunku dwóch oczekujących obok estakady autokarów. – Twój po lewej, mój po prawej. Miłej podróży! – rzuca na pożegnanie i wsiada do swojego autokaru, który od razu odjeżdża. Tak jakoś dziwnie się składa, że odjechał dokładnie w tej minucie, w której miał jechać mój. Mój zaś nigdzie się nie spieszy. Kierowca kręci się gdzieś obok, gada przez telefon, nie sprawia wrażenia, jakby miał właśnie gdzieś odjeżdżać.

Kiedy skończył i wrócił do autokaru ja dumny z siebie, że zdążyłem, i że dzień finalnie zakończy się pomyślnie proszę ładnie o bilecik do Iglesias.

– Iglesias? Mister, to nie ten bus! – odpowiada, a mi szybko rzednie mina.
To ten, co właśnie odjechał! – dodaje

Ale jak to, przecież czarnowłosy, postawny gość mówił…

Momento! – wyjmuje telefon i szybko gdzieś dzwoni. Okazuje się, że po kierowcę tegoż właśnie busa, który już dobre 2 minuty temu pojechał. Gadka, szmatka, nic nie rozumiem poza powtórzonym 5x Iglesias. Rozłącza się, rzuca jeszcze raz MOMENTO! i każde mi poczekać na zewnątrz. Po kolejnych 2 minutach autokar, który chwilę temu uciekł mi sprzed nosa pojawia się na dworcu. Wsiadam, kupuję bilecik, dziękuje i pierwszy raz w życiu cieszę się z luźnego podejścia Południowców do kwestii trzymania się rozkładu jazdy.

Rozsiadam się wygodnie, a czarnowłosy, postawny gość nie wiedzieć dlaczego nie odrywa wzroku od szyby okna…

Iglesias o poranku z tarasu, gdzie spałem

Iglesias o poranku z tarasu, gdzie spałem

Iglesias i okolice. Co warto zobaczyć?

Niedziela, dzień drugi na Sardynii. W samym Iglesias, zresztą jak w każdym innym miejscu, w którym będę spał podczas wyjazdu, zatrzymuję się tylko na jedną noc. Znajduję całkiem spoko, niedrogą jak na standardy miejscówkę Casa Vacanze niedaleko centrum i planuję kolejny dzień. Właściwie całe mieszkanie z tarasem w cenie nieco wyższej niż hostel w Cagliari.

Dzień drugi zakłada dojechanie aż do Oristano, czyli jakieś 130 km na północ. Trasa ta nie byłaby tak naprawdę żadnym wyzwaniem, gdybym udał się do Oristano od razu z Cagliari. Praktycznie co 30-60 min kursuje tam jakiś pociąg lub autokar. Sprawa ma się nieco inaczej, kiedy dojechać chce się z Iglesias, a jeszcze bardziej się komplikuje, kiedy po drodze zależy mi na zobaczeniu kilku ciekawych, niewielkich miejscowości, gdzie autokary jeżdżą raz na 2 godziny, a w weekend (mamy niedzielę), okazuje się, że 2 razy w ciągu dnia.

Masua pan di zucchero, czyli kostka cukru

Z Iglesias do Masua dojechać można bez problemu autokarem linii 808 albo 840. Nawet w niedzielę co nieco tutaj kursuje. Problem zaczyna się jednak nieco później, po południu.

Do Oristano wymyśliłem sobie dojechać tą trasą. Nie tak oczywista, mało używana i bardzo widokowa. Zwłaszcza jej początek od Masua aż do Buggeru i Guspini. Autokaru brak, więc postanowiłem wprowadzić w życie autostop. Aut co prawda nie jeździ tutaj poza sezonem zbyt wiele, jednak robię sobie nadzieje, że przecież nikt mnie tutaj nie zostawi na pastwę losu, czyż nie?

Sama Masua powiem szczerze nie zrobiła na mnie dużego wrażenia. efekt z pewnością psuje opustoszały teren pokopalniany, tak bardzo kontrastujący z świetnymi klifami, morzem i plażą.  Ogólnie (najpewniej przez weekend) nie spotkałem tutaj praktycznie nikogo. Dość ponuro.

Pochodziłem nieco, zrobiłem kilka zdjęć popularnej skale nazywanej „Kostką Cukru” i zacząłem kierować się dalej w wyznaczonym wcześniej kierunku.

2 małe wskazówki dotyczące Masua

  • Wyszukiwanie połączeń komunikacji miejskiej/pociągów sprawdza się przez Google Maps, jednak nie w weekend. W niedziele aplikacja kilka razy zasugerowała mi, że ma jechać autobus, nic jednak nie jechało. W ciągu tygodnia jednak sprawdzało się w 100%.
  • Jak donosiły mi osoby obserwujące Stories na Instagramie (można całe sobie odtworzyć!), okolica Masua jest mekką dla wspinaczy. Jest tutaj kilka ponoć naprawdę świetnych i niełatwych tras wspinaczkowych, gdzie spędzać można i długie tygodnie.

Autostopem po Sardynii! Plaża Cala Domestica

Autokaru brak. Samochodów też nie za dużo. Wiatr dmie jak diabli, z latania dronem nici. Przynajmniej dzisiaj pozostaje mi tylko do fotografowania aparat. Jednak czort nawet z tym aparatem, kiedy to od dwóch godzin mam ten sam widok i nic się nie zmienia! Z nudów postanowiłem po prostu iść przed siebie, w górę.

Niespodziewanie zatrzymuje się srebrne Volvo, a w nim para w średnim wieku. Matteo i jego żona. Nie jadą co prawda zbyt daleko, bo tylko 16 km do Buggeru, ale zawsze coś. Mimo że nie dogadujemy się w żadnym języku, to na migi rozmawia się całkiem przyjemniej. Dużo uśmiechów. Para odbija nawet z trasy, aby pokazać mi niedaleko położoną plażę Cala Domestica i schowaną za krótkim tunelem – Cala Lunga. Ponoć bardzo obleganą latem, dzisiaj kompletnie opustoszałą. Podoba mi się w takim wydaniu. Bardzo!

Plaża Cala Domestico – jedno z ładniejszych miejsc na Sardynii

Buggeru i koniec zabawy

Wysadzony zostaję w umówionym Buggeru i pełen entuzjazmu (w końcu ruszyło!!) idę łapać stopa dalej.

Mija 15 minut. Przejeżdżają 2 auta. Entuzjazm lekko nadwyrężony, ale cały czas się utrzymuje. Mija 30 minut. Entuzjazm opada, zdejmuję plecak, chodzę tam i z powrotem w oczekiwaniu na dzwięk silnika. Mija 45 minut. Siadam obok plecaka na krawężniku, głowę podpieram rękoma i beznamiętnie wpatruje się w smaganą wiatrem palmę, zastanawiając się tylko kiedy oberwę jej wielkim, spadającym liściem.

Po godzinie poziom entuzjazmu sięgnął dna, a ja postanowiłem poleżeć. Nie za bardzo wiem co robić. Dzień się kończy, ja mam jeszcze do przejechania 80 km i lekko mówiąc, mam problem. Łudzić się, że jednak przyjedzie jakiś autobus? Czekać, iść czy łapać stopa. Jeśli tak, to w którą stronę? Wracać do Iglesias, czy próbować brnąć dalej wzdłuż wybrzeża?

Wtem z drugiej strony słyszę nadjeżdżający samochód. Jako, że jeszcze nie zdecydowałem, czy chcę wracać, to nawet się nie odwracam w jego kierunku. Nie interesuje mnie. Po silniku słyszę jednak, że się zatrzymuje. Dwa krótkie sygnały klaksonem sprawiają, że niechętnie acz stanowczo się odwracam. Patrze, a tam srebrne Volvo i znajome mi twarze Matteo i jego małżonki.

Czy wracam do Iglesias? Szczerze mówiąc to jeszcze nie zdecydowałem – odpowiadam na pytanie. Kalkuluje jednak szybko i stwierdzam, że nie ma sensu walczyć na siłę. Mógłbym od biedy zostać tutaj na noc, a z rana, kiedy ruch z pewnością będzie większy (poniedziałek!) spróbować szczęścia dalej. Przypominam sobie jednak, że w takim wypadku przepadłby mi zarezerwowany wcześniej nocleg w Oristano. Wrzucam więc swoją autostopową dumę głęboko do plecaka, sam plecak do bagażnika i wracam do Iglesias, skąd szybko już, ostatnim pociągiem (ale już bez przygód!) docieram na noc do Oristano.

Uf, co za początek. Jutro musi być lepiej…

Co się nadenerwowałem to moje. Zobaczyłem kilka rzeczy, których nie planowałem, ale też kilku nie było mi dane zobaczyć, czego trochę żałuję.

– Kurde, a gdybym tylko miał rower! – pomyślałem. Bez problemu, bez  wielu godzin wystawania to na przystankach, to na poboczu, mógłbym się przemieszczać samodzielnie.

Muszę znaleźć jakiś rower w Oristano…

To tyle! Jak już mówiłem – niedługo będą vlogi z Sardynii (polecam subskrybować kanał!), również film „Dzień dobry Sardynia”, a także kolejne teksty. Już powatał obszerny poradnikowy tekst o transporcie na Sardynii, biletach, pociągach, autobusach, cenach, a także tekst: Sardynia – co warto zobaczyć, atrakcje, plaże? Zachęcam do obserwowania i zapisania się do newslettera! :)

 

Podobało się? Zostań na dłużej!

Informacje o nowych treściach wprost na Twojego e-maila. Bez spamu!
Dołącz do ponad 200 000 obserwujących osób i zgarnij jednorazową mega promocję na moje książki!

9 komentarzy

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.