Czosnek na drogę

Dzień drugi czas zacząć. Drugi dzień podróży w Alpy. Budzimy się dość wcześnie. 7 rano to wbrew pozorom czasem bywa wczesna godzina, zwłaszcza jak ostatni czas wstawało się nie wcześniej jak o 11. Dłuższą chwilę dochodzimy do siebie. Gdzie to jesteśmy i co to za koleś w łóżku obok. Chętnie byśmy jeszcze poleżeli kilka godzin, ale nie można wykorzystywać gościnności – zwłaszcza, że wczoraj mówiliśmy Ivanowi, że wstajemy o 7. Ten nastawił nam zegar z kukułką i kiedy nie dawaliśmy oznak życia, niecierpliwie pukał w nasze drzwi pokrzykując co chwila 'halo!’

Jeśli szukasz fajnych tras na rower w Czechach zajrzyj do tego wpisu.

Pan Ivan do najbogatszych na pewno nie należał. Jednak mimo naszych oporów zaprosił nas na śniadanie. Otwarł specjalnie dla nas jakiś nowy pasztet w piszce którego, aż żal było zjadać. Zawsze mam ten dylemat bo nie chce obrazić gospodarza odmową, ale z drugiej strony żal zjadać coby i On z małżonką mieli co zjeść na śniadanie…

Zbieramy się. Robimy pamiątkowe foto z darowanym czosnkiem i tym samym kończy się mój pierwszy w życiu nocleg na tzw: „gospodarza”.Staramy się kierować do Kromeriż, lecz na dwóch kromkach z pasztetem niestety nie da się ujechać zbyt daleko.

Nie ma to jak papka dla dzieci pochłonięta na przystanku! :)
[shashin type=”photo” id=”2608″ size=”large” columns=”max” order=”user” position=”center”]

Druga awaria i druga awaria Darka. Jak sie okazuje później ostatnia(!)
[shashin type=”photo” id=”2613″ size=”large” columns=”max” order=”user” position=”center”]

Pogoda na szczęście się poprawia i co najważniejsze wygląda jakby miała się utrzymać na dłużej!
[shashin type=”photo” id=”2618″ size=”large” columns=”max” order=”user” position=”center”]

Teren zaczyna czasem coraz bardziej falować, ale walczymy dzielnie.
[shashin type=”photo” id=”2621″ size=”large” columns=”max” order=”user” position=”center”]

Darkowy fajrant
[shashin type=”photo” id=”2625″ size=”large” columns=”max” order=”user” position=”center”]

W niejakiej mieścinie Velke Bilovice natrafiamy na wieczorno-popołudniową potańcówkę w strojach ludowych, a po kilku kilometrach w stronę Lednic …. >

[shashin type=”photo” id=”2629″ size=”large” columns=”max” order=”user” position=”center”]

…pierwszy Polak z sakwami. Maciek wracający z Alp
[shashin type=”photo” id=”2630″ size=”large” columns=”max” order=”user” position=”center”]

Dobijamy do Lednic. Niestety nie udaję się jak wczoraj znaleźć jakiegoś miejsca w domu czy 'chociaż’ w ogródku u gospodarza więc rozkładamy manele w pobliskim sadzie. Szybkie piwko, kolacja i do śpiwora.
[shashin type=”photo” id=”2633,2634″ size=”medium” columns=”2″ order=”user” position=”center”]

Dzień 2. 124km. 7h45min. 16km/h

Podobało się? Zostań na dłużej!

Informacje o nowych treściach wprost na Twojego e-maila. Bez spamu!
Dołącz do ponad 200 000 obserwujących osób i zgarnij jednorazową mega promocję na moje książki!

1 komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *