Tranzytem na Rzeszów

Trzeba by krótko podsumować tę część Ukrainy zwaną Zakarpaciem. Wyjazd całkiem przyjemny. Jeśli popatrzeć na pogodę u mnie na śląsku, to wręcz mieliśmy idealnie – całe słońce, z niewielkimi przerwami – szczęśliwie pojechało z nami.

Jeśli ktoś ma zamiar wybrać się właśnie w ten region czy to rowerem, samochodem, motorem lub pochodzić po górach to polecam. Podobno zwłaszcza wędrówki górskie są świetne i nie bez przesady ta część Karpat jest nazywana „Najbardziej dzikimi górami Europy”.

Dzisiaj lekko mokrzy wstajemy o 7. Tym razem słońce wzięło sobie wolne i pierwsze kilometry kropiło. Prognoza na cały dzień była podobna i od wschodu zbliżał się jakiś paskudny front. Z tą myślą w głowie pognaliśmy przed siebie, gubiąc się trochę na prostej drodze. Będąc już w Lesku trafiliśmy się razem we 3 pod sklepem i dalej już pędziliśmy ile fabryka dała na Rzeszów. Z Pawłem najprostszą drogą – żeby tylko jak najszybciej dojechać i nie zmoknąć – ciśniemy przez Sanok, a Michał pojechał trochę inną trasą, zostawiając nam klucze do mieszkania.

W iście mistrzowskim czasie dotarliśmy do Rzeszowa. Niesamowicie motywujące, ciemne chmury przyczyniły się do tego, że nieco po godzinie 15 byliśmy na miejscu z 128 kilometrami na liczniku. Jechało się na tyle dobrze, że przez cały dzień mieliśmy może ze 3 krótkie przerwy. Nocleg u Michała, a z samego rana czeka mnie chyba najbardziej męcząca część podróży – kilkugodzinny powrót pociągiem do Katowic.

Tak się kończy tegoroczna, majówkowa wycieczka. Teraz kiedy za 30 dni wyjeżdżamy w Kaukaz i na Bliski Wschód, wszystkie myśli i plany ukierunkowane są właśnie w tamtą stronę. Właściwie nie mogę się nawet skupić na nieszczęsnej sesji. Dzięki za czytanie – o ile ktoś czytał – i mam nadzieję, że się podobało. Może ktoś dzięki tym kilku zdjęciom wybierze się właśnie na Ukrainę, szczerze polecam. Miłego!

Czytaj też – Umiejętność mówienia NIE!

Dzień 9. 128km 6h00min. 21,30km/h

 

poprzedni wpis
następny wpis
 

Podobało się? Daj lajka!

 
 
 

Komentarze (4):

  1. Vincent napisał(a):

    No masz, pewnie, że ktoś czytał:-) A propos sesji, to jak wypadła? Tak czytam te Twoje relacje, i mam w głowie coraz większy mętlik:-) No bo gdzie na początek jechać? Alpy, Bałkany, a może Ukraina i Rumunia? A mówiąc poważnie, to oby takie problemy były, to na pewno rozwiązanie się znajdzie. Chyba jednak mimo wszystko zacznę od Rumunii, z powrotem przez tą przełęcz i Roztoki. Te góry na rowerze to zdecydowanie moje klimaty.Tak myślę jeszcze o tych noclegach na dziko. Spotkałeś może (oby nie) kogoś, komu podprowadzili rower na takim noclegu? No bo to by była sytuacja „lekko” patowa. A propos w ogóle tych wyjazdów: na ile szczegółowo planujesz trasę jazdy?. A co z wyposażeniem roweru w różnych krajach?. Ja próbowałem swego czasu coś znaleźć co musi mieć rower w Niemczech, i jak znalazłem (o ile to była prawda) to zwątpiłem. Jakieś prądnice, o jakieś mocy, i takie tam. Przy okazji dowiedziałem się o Konwencji Wiedeńskiej. Tak sobie myślę, że jak rower będzie miał lampę z przodu i tyłu, może jeszcze po jakimś odblasku, ja kamizelkę (profilaktycznie) i kask, to chyba nikt mnie nie aresztuje:-)
    Pozdrawiam .

  2. Max Sikora napisał(a):

    Hej bardzo fajne relacje z podróży. Mam pytanie co bardziej Ci się podobało Serbia czy Rumunia?. Zastanawiam się nad jednym z tych krajów i nie moge się zdecydować .

  3. Michał B napisał(a):

    Świetna relacja! Na prawdę, bardzo inspirująca wycieczka! Niedawno wróciłem z urlopu na Ukrainie i jestem zafascynowany tym krajem. Stanowczo za krótko tam byłem, widzę że dużo lepszy klimat od zwiedzanych miast takich jak Lwów czy Odessa może mieć oglądanie wsi w górach a tym bardziej jadąc rowerem! Tak poza tym, świetny blog! Tak trzymaj! :)

Dodaj komentarz