Noclegi na dziko. Jak znaleźć dobre miejsce pod namiot?

Tym razem przyjrzymy się rozkładaniu namiotów podczas naszych rowerowych, autostopowych czy jakichkolwiek innych wyjazdów niskobudżetowych. O czym należy pamiętać rozbijając namiot, jak to robić i gdzie, żeby było wygodnie i nikt nas nie okradł przy okazji?

Namiot rozbijałem w ostatnich latach kilkaset razy, jakieś tam wiec doświadczenie mam i chciałem się nim z Wami tutaj podzielić. Spanie na dziko nie jest jakimś skomplikowanym przedsięwzięciem logistycznym, jednak warto pamiętać o kilku rzeczach, zanim zdecydujemy się gdzieś spędzić noc. Na początek przyjrzyjmy się..

Warunkom atmosferycznym

Czyli czego unikać, na co zwracać uwagę, gdzie rozbijać namiot, żeby ograniczyć niekorzystną temperaturę,

  1. W cieniu czy w słońcu?

Wydawałoby się mało istotna sprawa, jednak prawdę mówiąc, pierwsze o czym myślę, przed rozłożeniem stelaża jest to, jaka będzie temperatura w nocy. Jeśli przed zachodem słońca jest już chłodno, nad ranem w okolicach godziny 5 będzie lodowato. Logiczne, jednak często zdarza mi sie  o tym zapomnieć rozbijając namiot. Warto więc spojrzeć w niebo, gdzie jest zachód i namiot postawić  w takim miejscu, aby z samego rana ogrzewało go słońce.

Odwrotnie ma się sytuacja,  jeśli zapowiada się ciepła noc ( np. śpicie na pustyni!) wtedy koniecznie szukajcie jakiegoś drzewa, wzgórza, domu, czegokolwiek, co osłoni wasz namiot przed porannymi promieniami słońca. Nie ma nic przyjemnego w tym, kiedy już o 6 rano w namiocie jest 35 stopni i trzeba z niego uciekać, a chciałoby się jeszcze poleżeć 2 godziny.

  1. Ukształtowanie terenu.

Oczywistością jest, że teren powinien być płaski, najlepiej porośnięty trawą i bez wystających gałęzi, kolców itd. Pamiętajcie jednak, aby namiotu nie rozbijać w nieckach, zwłaszcza jeśli w nocy może być chłodniej lub zapowiada się na deszcz. Czasem takie zagłębienie w terenie, dzięki którym uzyskujemy osłonę od wiatru wydają się być idealnym miejscem na biwak, jednak warto mieć na uwadze to, że całe zimne powietrze spływa do takich niecek przez co możemy mieć kilka dobrych stopni mniej, niż kilkanaście metrów dalej, a jeśli dodatkowo spadnie deszcz to jest duże prawdopodobieństwo nocnej ewakuacji.

  1. Wiatr.

Zawsze, o ile to możliwe starajcie się rozbić w miejscu osłoniętym od wiatru. Najlepiej ze wszystkich stron, jednak nie zawsze jest to możliwe.  Jeśli wiatr wieje już wieczorem, to mamy ułatwioną sprawę i wiemy z jakiej strony należy szukać jakiejś osłony. Skały, krzaki, drzewa, rowery, stodoły. Nie ważne.

Bardzo przydatne są też linki, jednak gorzej jak ktoś jest takim leniem jak ja i nigdy nie chce mu się ich mocować. Pamiętajcie jednak o nich, zwłaszcza na otwartych przestrzeniach. Jeśli nie wieje o zmroku, nie znaczy, że w nocy nie przyjdzie jakiś  huragan. Linki mogą uratować wam namiot, serio

Jeśli zanosi się na zimną noc, z pewnością nie chcecie mieć w namiocie przeciągu. Zamknijcie wszystkie kominy, a jeśli się nie da, przynajmniej obróćcie namiot tak, aby kominy było skierowane prostopadle do kierunku wiatru.

Bezpieczeństwo podczas noclegu na dziko

Noclegi na dziko sa wbrew pozorom bezpieczne, trzeba tylko pamietac o kilku ważnych rzeczach. Pzypuśćmy, że nie wybieracie się do Tadżykistanu, gdzie nie jest problemem znalezienie miejsca na zupełnym odludziu. Nie chcecie przecież obudzić się z rana bez roweru, plecaka, aparatu czy butów. Zatem jak się zabezpieczyć przed kradzieżą w trakcie snu?

Najważniejsze to znaleźć miejsce jak najdalej położone od zabudowań wsi i miasteczek, albo… jak najbliżej tychże zabudować. Trzeba rozejrzeć się za jakimś ustronnym miejsce, gdzieś dalej od drogi, w miejscu, gdzie nie przyszłoby wam samym wybierać się w nocy. Jeśli zaś boicie się spać w ciemnym lesie, jest na to metoda. Podbijacie pod pierwszy lepszy dom i próbujecie sił  z noclegiem na gospodarza. Powodzenie akcji jest wysokie, bo co też komu szkodzi namiot na posesji? Nikt was raczej nie okradnie na swoim terenie, przynajmniej jest na to małe prawdopodobieństwo.
Gdzieś kiedyś w Gruzji została obrabowana i przetrzymywana w piwnicy jakaś para turystów, ale bez obawy – oprawcy siedzą już w więzieniu.

Ciekawą opcją jest także rozbić się w jakimś pustostanie. Nie dość, że namiot nie zmoknie, jesteśmy osłonięci od wiatru to zupełnie nikt nas nie zauważy. Jedynie możemy zostać odwiedzeni przez jakąś straż miejską czy bezdomnych, ale raczej są to nieszkodliwe jednostki (bezdomni oczywiście).

Czasem zdarzy się puststan bez dachu. Niestety jest prawdopodobieństwo, że zmokniemy lub zostaniemy zasypani śniegiem, ale przynajmniej nie wieje i nikt nas nie widzi. Tu nocleg na 4500 metrów. Tadżykistan.

Czasem zdarzy się pustostan bez dachu. Niestety jest prawdopodobieństwo, że zmokniemy lub zostaniemy zasypani śniegiem, ale przynajmniej nie wieje i nikt nas nie widzi. Tu nocleg na 4500 metrów. Tadżykistan.

Zapraszam też do filmów!

Jak zabezpieczyć rowery, plecak?

Najważniejsze jest trzymanie wszystkich kosztowności i dokumentów przy sobie. To chyba nie podlega dyskusji.

Co z rowerami, plecakami i innymi bagażami? Najwygodniej jest posiadać odpowiednio duży przedsionek, jednak takie namioty są dość drogie, duże i ciężkie. Przypuśćmy, że tak jak ja nie dysponujecie namiotem odpowiednio dużym, a wasz ubogi przedsionek od biedy pomieści jedynie kilka sakw. Na rowery czy plecaki nie starcza już miejsca. Co zrobić?

Jeśli podróżujemy w grupie można spiąć rowery/plecaki razem co utrudni z nimi uciekanie i jeśli tylko się obudzicie na czas, jest szansa, ze dogonicie uciekającego z waszym sprzętem gamonia.

Aby jeszcze bardziej utrudnić życie potencjalnemu złodziejowi warto…

Tekst ten o sakwach rowerowych to  fragment, ponad 130-stronicowego ebooka praktyczno-motywacyjnego „Twoja Samodzielna Podróż„, przeznaczonego dla ludzi chcących zacząć przygodę z podróżami na własną rękę, a także dla tych, którzy chcą polepszyć swój podróżniczy warsztat, dowiedzieć się czegoś nowego, a także utwierdzić w przekonaniu, że nie ma lepszej metody poznawania świata. 

baner byl to fragment ebooka




poprzedni wpis
następny wpis
 

Podobało się? Daj lajka!

 
 
 

Komentarze (48):

  1. Marta napisał(a):

    Co prawda nie przepadam za nocowaniem w namiocie, ale gdy będę go potrzebować, to na pewno skorzystam z Twoich rad! :) Pozdrawiam!

  2. Miziol napisał(a):

    Polecam też sprawdzenie, czy aby piękna zielona trawka na której rozbijacie namiot na przedmieściach nie jest podlewana przez zraszacze. Ewakuacja w środku nocy, bo nadszedł czas podlewania nie jest fajna :)

  3. mallakus napisał(a):

    Sam, w namiocie, w ciemnym lesie… Chyba bym zeschizował. To zdecydowanie nie dla mnie. Podziwiam Cie za odwage.

  4. Ania napisał(a):

    A ja tam uwielbiam noclegi na plaży- w przypadku, gdy zapowiada się ciepła i bezdeszczowa noc nawet namiotu nie trzeba rozkładać :)) Wystarczy karimatę rozłożyć, wejść do śpiwora – i zasypiając delektować się rozgwieżdżonym niebem!! No i przede wszystkim mniej kłopotów z rozkładaniem i składaniem namiotu. :))

  5. Alicja Przybyszowska napisał(a):

    A miałam inną przypadłość, owszem pozwolenie gospodarzy było na rozbicie w sadzie. Co prawda protestowali co do wybranego miejsca prze zemnie. Niestety bariera językowa -ostatecznie skapitulowałam i przeniosłam w inne miejsce, jak się później okazało tamtędy przejeżdżały wozy z sianem w zupełnych ciemnościach. Warto słuchać miejscowych oni wiedzą lepiej ;-)

  6. balkanyrudej napisał(a):

    My zazwyczaj kierujemy się zasadą, by nie było nas widać :P Oczywiście tylko tam, gdzie z nocowaniem na dziko jest trudno lub na bakier z prawem (choćby w Chorawcji). Zasadniczo zazwyczaj najlepsze noclegi na dziko, w namiocie lub aucie, znajdowaliśmy jadąc drogami, które kierowały w góry lub donikąd. Przy okazji też odnajdywaliśmy jakieś super widokowe miejscówki lub też trafialiśmy na coś, czego kompletnie w naszej podróży nie planowaliśmy :)

  7. miro z Lasa napisał(a):

    „Zabieraj ze sobą wyłącznie wspomnienia, pozostawiaj tylko ślady stóp” – Ray Mears

  8. gosiarodzynkisultanskie napisał(a):

    Nie zostawiaj za sobą syfu – niby oczywiste, ale jednak nie dla wszystkich.
    Jeszcze a propos gazu pieprzowego – jeśli już, to w żelu, a nie jako zwykły gaz (różnica rzędu 5 zł), bo użycie gazu w przedsionku namiotu raczej nie wyszłoby nam na zdrowie :) Ten w żelu, jeśli już ktoś używa, jest skuteczniejszy.
    Świetna rada z przykryciem rowerów itp plandeką. Ja mam generalnie strasznie twardy sen, ale w namiocie budzę się z każdym szelestem. No, ale to raczej kwestia tego, że nie mam doświadczenia rzędu kilkuset nocy ;)

  9. Kuba napisał(a):

    Hej
    No czasami zwierzęta podchodzą do namiotu bo są ciekawe co to takiego jest.

    Ja sam miałem conajmniej dwie takie przygody:
    O ile pierwsza nie była jakoś dokuczliwa bo rozłożyłem się z namiotem w anglii na wsi blisko drogi za krzakami na małej płaskiej polance przed polem golfowym. W nocy przybiegły 3 zające i zaczeły tak jakby piszczeć,płakać nie wiem jak to opisać. I tak przez pół nocy rano się okazało że rozbiłem się na otworach do ich jam i zamkłem im drogę do domu. Te jamy były takie małe i pod kątem że nie zauważyłem ich rozbijając zmęczony o zmroku namiot.

    Za to drugą to napewno do końca życia zapamiętam

    Było to na południu Francji. Namiot rozbiłem pod dębem na jakiejś polance 300 m od drogi i z dala od domów. Już kończyłem rozkładać namiot na skraju lasu coś zaczęło chodzić ale się nie pokazywało i zaczęło sapać tak mocno i chcąc mnie przegonić jakby żubr lub jeleń albo nie wiem co dzik no nie wiem, na pewno żaden człowiek sobie żartów tam nie robił. No ale już byłem tak padnięty że ostatnią rzeczą którą chciałem zrobić to szkukać innego miejsca i tym razem to był jednak błąd bo powinienem był.
    Niewzruszony bardzo zacząłem pichcić moją kuchenką jakieś makarony i sapanie ustało.
    Wypiłem wtedy nawet trochę wina i zasnąłem. Ale na krótko.
    Około 23 coś znowu zaczeło sapać i to tak mocniej i częściej, a w dodatku wyszło z lasu bo słyszałem łamiące się patyki coraz bliżej aż podeszło pod namiot i zaczęło się obcierać o niego i bez przerwy sapać.
    Muszę się przyznać że nie wiedziałem co robić, nigdy czegoś podobnego nie przeżyłem
    Moje serce biło jak szalone a słuch był czuły jak nigdyy. W lewej dłoni trzymałem nóż a w prawej zapasowego śledzia do mocowania namiotu i tak potwornie spięty leżałem w bezruchu. W końcu coś mnie naszło i zacząłem warczeć tak najbardziej twardym głosem jaki byłem w stanie z siebie wydobyć coś na wzór wilka. I tak przez około 20 minut tamto sapło a ja odpowiadałem warknięciem i w kółko.
    W końcu to coś dało sobie spokuj albo było znudzone tym moim warczenie z namiotu i odeszło a ja zasnąć do 1 w nocy nie dałem rady bo tyle adrenaliny to nigdy w życiu nie miałem w sobie.
    A gdy rano się obudziłem i wyszłem z namiotu to byłem tak mega szczęśliwy że wciąż żyłem jak nigdy przedtem.

    Z tego czegoś została tylko garstka długiej na jakieś 4-5cm sierści.Niestety tajemnicą zostanie dla mnie to czym to coś było.Może to i lepiej.

    Od tamtej pory trochę poczytałem o rozbijaniu się na dziko i mój sposób na ominięcie takich podobnych przygód to obsikanie dookoła namiotu. Narazie działa bo nic podobnego już nie sapie w nocy.

    • Karol Werner napisał(a):

      Też miałem kiedyś podobnie! Okazało się, że krowy właśnie otoczyły namiot, a te cholery lubią się obcierać. Zaraz to dopiszę do poradnika, bo na śmierć zapomniałem, a jak taka krowa wpadnie do namiotu to może być nieciekawie…

      • Przmek napisał(a):

        Nam podczas podróży dookoła Bałtyku przytrafiło się spanie w Szwecji na pięknie położonej skarpie, 4-5 m nad polaną przy lesie. Tak się złożyło, że ok 1 w nocy, „ktoś” urządził sobie na łączce rykowisko albo inna ustwkę. W kazdym razie przeraźliwe ryczenie w środku nocy skutecznie trzymało nas bez snu do rana. Tłukły się te bestie niesłychanie. Słychać było obijanie się, zderzenia (głów lub rogów) i kopyta. Oj, to też utkwiło nam w Pamięci.

  10. Capra Ibex napisał(a):

    Ja nocowałam kiedyś w namiocie w lesie obok opuszczonej leśniczówki. Była już głęboka noc, a ja nie mogłam porządnie zasnąć. W pewnym momencie, bardzo powoli, zaczął się odsuwać suwak od przedsionka. Żadnego szarpania, ocierania, nic. Nigdy wcześniej, ani później nie bałam się tak bardzo. Wiedziałam, że muszę sprawdzić o co chodzi, bo już nic innego nie mogę zrobić. Okazało się, że do namiotu chciał wejść duży pies, na moje szczęście nie był agresywny. A skąd pies w środku lasu? No właśnie.
    Wtedy czułam smak własnego serca, słowo daję. :)

    • Karol Werner napisał(a):

      kiedyś znajomy chciał mnie nastraszyć tak samo. Zaczął otwierać zamek, a ja o mało co nie dmuchnąłem mu gazem w twarz… nie polecam takiego żartowania :D

  11. Nomads At Heart napisał(a):

    Hej, ciekawy wpis i garstką bardzo dobrych informacji. Ja osobiście lubię wstawać rano i spotykać krowę lub owieczkę przed namiotem. Gazu nigdy nie noszę by wydaje mi się, że posiadanie takiej ‚broni’ dodałoby tylko do nocnej paranoii strachu. Jedna kwestia, której nie omówiłeś to pioruny. Niedawno szukałem informacji na ten temat w tecie, bo kilka razy przytrafił nam się mały sztorm nad głowami i w sumie nie wiadomo, co robić – czy uciekać z dala od namiotu (metalowe lub grafitowe pale), czy być blisko drzewa, czy daleko i co to znaczy ‚blisko’,a co ‚daleko’, czy ryzyko uderzenia pioruna jest duże, czy mata na ziemi może ochronić przed śmiercią (nie!)???? Ryzyko nadejścia wody jest dość znane i wiadomo jak się uchronić, choć nie zawsze, bo zdarzało się, że całe biwaki woda porywała, ale ryzyko radzenia sobie z piorunami, choć mniej prawdopodobne, jest dla wielu tajemnicą. Szczególnie zastanawiam się, jak będę musiał rozbijać namiot w Mongolii, gdzie drzew, jak na lakarstwo, a pogoda zmienia się, co moment. Pozdrawiam

    • Karol Werner napisał(a):

      Nie znam się za bardzo, ale tak na logikę raczej małe prawdopodobieństwo trafienia przez piorun. Zresztą namiot jest z płótna, raczej nie przyciąga. Tak mi się wydaje? Mata zdecydowanie izoluje, nie jest zrobiona z metalu. Powinna uratować życie. Hm… w sumie nigdy nie patrzyłem na matę pod tym kątem :D W Kirgistanie i Tadżykistanie też drzew próżno szukać, jednak burz też. Jak już są to raczej opady, bez gwałtownych zjawisk atmosferycznych :)

      • Nomads At Heart napisał(a):

        Osobiście kilka razy nocowałem w prominiu kilometra od piorunów. Równiny mongolskie są dość specyficzne i chyba nie bez powodu Mongołowie panicznie bali się piorunów. (polecam film „Mongol” ten nowszy, nie pamiętam reżysera, ale Rosjanin).

        Płótno nie przyciąga wyładowań elektrycznych, ale aluminium, metal (nr rower) i nawet grafit ZDECYDOWANIE TAK. Bezpieczna odległość od uderzenia to przynajmniej 100 metrów (?? nie jestem 100% pewien).

        Nie ma szansy by mata była wystarczającą izolacją. Wiem, że nawet opony motocykla nie są bo zdarzają się wypadki śmiertelne na motocyklach. Mata to zdecydowanie niewystarczająca izolacja! Więc jeżeli ryzyko jest podwyższone podczas jazdy, to w czasie noclegu też musi być. Jeszcze nie słyszałem o namiocie z uziemieniem, ale może jakieś inne sposoby przeciwdziałania są dostępne. :)

        Znam przypadki, gdzie ludzie czuli już mrowienie w kończynach, co jest częstym znakiem tuż przed uderzeniem pioruna. Inny znajomy uciekał z namiotu w środku nocy. Cały przemókł do suchej nitki, ale przynajmniej był bezpieczniejszy.

        Fakt, uderzenia pioruna są bardzo rzadkie, lecz utąnięcia przy rzece i napady też nie są za często.

        Tematem się interesowałem,ale na chętnie dowiedziałbym się więcej. Np dużo osób myśłi, że chowanie się pod drzewem jest najlepszym wyjściem, a jest całkiem odwrotnie.

        Kidyś na Horizons Unlimited ten temat był wałkowany. :)

        Pozdrawiam

  12. isawpictures napisał(a):

    Fajne porady! Kiedyś w kółko spałam pod namiotem, dziś już nie aż tak często. Ale najlepsze wspomnienia są z tych dzikich biwaków i wspólnych ognisk ;)

  13. Tomek napisał(a):

    I dodana strona do ulubionych :) Dzięki za porady. Jak na razie jakoś tak omijamy namiot i wykorzystujemy dostępne miejsce w małym samochodzie, ale dzień na namiot pewnie przyjdzie i Twoje porady się przydadzą :) Pozdrawiamy

  14. ewcyna napisał(a):

    Ja staram się stosować zasadę, żeby nikt mnie nie widział jak się rozbijam, robię to po zmroku i nie świecę niczym, rano to już mi wszystko jedno – i tak się zaraz zwinę.
    Spanie na gospodarza – miałam jedną nieprzyjemną sytuację, kiedy to po rozbiciu się u gospodarza tenże z czwórką innych mężczyzn przyszli w nocy pod mój namiot upici w sztok, świecili latarkami i .. udawali niedźwiedzie. No dla mnie to śmieszne nie było, trzęsłam się ze strachu jak galareta. Od tej pory raczej gospodarzy unikam.
    No a do doświadczeń dodałabym .. rozbijanie się w wiatach. W niektórych azjatyckich krajach np. Korei Południowej i Japonii są bardzo popularne. Czysto, schludnie, bezpiecznie.. polecam.

  15. Bart napisał(a):

    Nocleg blisko wody jednego razu nieco uspokoił mnie kiedy nasłuchiwałem z kompanami odgłosów dużego zwierzęcia (prawdopodobnie dzika) w odległości około 20 metrów. W ostateczności zawsze można wskoczyć do zbiornika i przeczekać aż zwierzę zrobi z biwakiem co trzeba :)

  16. Jerzy Wieczorkiewicz napisał(a):

    Jako starszy już pan, ale z młodym, choć troszkę schorowanym sercem wybrałem się przed paru laty w nasze piękne Tatry. Założenia: wędrówka kilkudniowa bez schodzenia do schronisk, częściowo bez szlaku (uzyskałem na wędrówkę na niektórych odcinkach zgodę TPN), bez namiotu. Piękne biwaki pod rozgwieżdżonym niebem, ale niezapomniany – na Przełęczy Starorobociańskiej (wysokość prawie 2000 metrów). Dochodzę pod wieczór, nachodzą gęste chmury – wiadomo, w nocy będzie lać. Zrywa się też wiatr. Moszczę sobie posłanie na południowym stoku – folia malarska, karimata, śpiwór….. Leje równo przez pół nocy. Nakryty szczelnie folią malarską nie cierpię od deszczu, ale co parę minut robi się duszno. I tu mój własny wynalazek bardzo pomógł – garnek uniwersalny. Podłożenie garnka pod krawędź foli zapewniało dostęp powietrza. Starszy pan, za potrzebą musi w nocy parę razy wstawać. Od czegóż garnek! Przecież nie będę wyłaził na deszcz i wiatr, bo całe posłanie mi zdmuchnie. A rano garnek doskonałe się sprawdził przy gotowaniu herbaty…… Pełna uniwersalność!
    I jeszcze niezapomniane spotkanie – rano, piękne słońce, zza grzbietu Starorobociańskiego Wierchu wyłania się stary cap. Popatrzył, obszedł dookoła i po chwili zniknął. Po kilku minutach wrócił, znów obszedł dookoła, ale już troszkę bliżej, popatrzał, popatrzał i znów się oddalił. Uznał widać, żem niegroźny, bo po chwili przyprowadził całe stado kozic z małymi, które przez dobre pół godziny pasły się koło mnie, nic sobie nie robiąc z mojej krzątaniny obozowej. Pozdrawiam wszystkich „wariatów” i nie tylko….. :)

  17. Gdzie są Kasperki napisał(a):

    Szkoda, że tego nie przeczytaliśmy kilka miesięcy temu. Rozbijając się pierwszy raz (w ogóle, nie tylko na dziko) mieliśmy spory problem z wiatrem, w kolejnych dniach już szukaliśmy murków i wszelkich osłon od wiatru…
    Przy okazji, ten Fjord Nansen całkiem znajomo wygląda ;)

  18. Krzysiek Sobiecki napisał(a):

    Lata 90-te, Bieszczady … ostatnie dni wakacji przed rozpoczęciem studiów. Nocleg wypadł gdzieś po zejściu ze szczytu Waltera, nad potokiem, na skraju wsi. Młode leszczynki, wysokie trawy i mała brązowa dwuosobowa „chinka” – no pełna dyskrecja. Bardzo późna kolacja i wykończony szybko zasnąłem. Koszmar senny, okazał się snem na jawie. Coś, sądząc po głuchych odgłosach kroków, jakieś masywne zwierzę, metodycznie i z maniakalną konsekwencją obcierało się o namiot, a w zasadzie jeździło jęzorem po tropiku, a przy tym po mojej twarzy, ramionach i jednym boku. Jak się wybudziłem zaskoczył mnie mój własny strach – nie mogłem się ruszyć, nie byłem wstanie nawet krzyknąć. Dziwne uczucie paraliżu, który nigdy później, choć okazji nie brakowało, już się nie pojawił. Leżałem tak z dobrych kilka minut wpatrując się w napinające się do wewnątrz ścianki namiotu, potem cierpliwie znosząc mokry materiał przyklejony do twarzy, wiedząc, że za tą cienką granicą znajduje się jęzor zwierzęcia :-) W końcu odzyskałem spokój, zacisnąłem pięść i przywaliłem. Coś zacharczało i odeszło. Wylazłem z namiotu, ale bez latarki, której nie mogłem odnaleźć nie wiele zobaczyłem. Zasnąłem. Poranna inspekcja namiotu. Tropik na jednym boku, do połowy w białym śluzie. W godzinę później opuszczając nocleg, na pobliskiej łące spotkałem trzy, swobodnie pasące się krowy …

  19. Kinga Bielejec napisał(a):

    Właśnie jestem w Grecji z namiotem, śpimy na plaży i jest cudnie, ale Twój post na pewno nam się przyda :)

  20. Kinga Bielejec napisał(a):

    PS. Plaże nie są przereklamowane :P Wschody słońca wynagradzają wszystko!

  21. Kasia Zajkowska napisał(a):

    ta seria, to naprawdę przydatne artykuły ;-) jak kiedyś będę spać pod namiotem, to skorzystam;-) ale najpierw to będę musiała znaleźć jakiegoś towarzysza podróży,bo sama chyba umarłabym ze strachu ;-)

  22. Krzysztof Gajda napisał(a):

    Z tym, że zawsze warto się osłonić od wiatru, to nie do końca prawda. Zdarzyło mi się rozbić namiot w Batumi pośrodku takiego zarośniętego betonowego placyku, otoczonego ze wszystkich stron murem – kiedyś stał tam jakiś spory budynek. W nocy zaczęła się ulewa, a że mur blokował całkowicie dostęp wiatru, to powietrze stało się niesamowicie wilgotne i nie było niczego, co by ją mogło przewiać. Nigdy nie zdarzyło mi się być tak mokrym w namiocie.

    Z drugiej strony zdarzyła mi się także sytuacja odwrotna – jechaliśmy z tureckim tirowcem, którego złapaliśmy o 1 w nocy w Dogubayazit. Miał jechać jeszcze z godzinkę, a potem miał robić przerwę na noc i rano jechać na Gruzję. Zatrzymał się na jakimś przydrożnym parkingu i zaproponował nam, żebyśmy przespali się u niego na górnej leżance. Niestety parę dni wcześniej, jeszcze nad Zatoką Perską, w podobnej sytuacji, gdy kierowca odstąpił nam swoje łóżko, strasznie pogryzły nas pchły – dlatego też tym razem odmówiliśmy. Powiedzieliśmy, że rozbijemy się tuż przed jego samochodem, co by rano o nas nie zapomniał. Kierowca strasznie nalegał, żebyśmy spali u niego albo przynajmniej wzięli dodatkowy koc, bo inaczej nas wywieje. I chyba wiedział co mówi! Rozbiliśmy namiot na szybko, bo mieliśmy spać zaledwie 4 godziny, a jako że spaliśmy na kamieniach, to nawet nie porobiliśmy odciągów – i tak śledzi nie dało się wbić. W nocy faktycznie wiało okropnie. Iza jakimś cudem zasnęła, a ja przez całą noc leżałem z ręką tuż nad czołem, bo wiatr przyginał namiot prawie do ziemi. Nie spałem prawie w ogóle. Kiedy rano wyszliśmy z namiotu, okazało się, co było przyczyną takiego wiatru, a pan kierowca na pewno o tym wiedział i dlatego nie chciał, byśmy spali na zewnątrz. Oto, jaki widok ukazał nam się przed oczami – po prostu spaliśmy na krawędzi dwustumetrowego urwiska :D

    http://s2.ifotos.pl/img/SAM4175Dx_wwspxhe.jpg

  23. Ewa Świerżewska napisał(a):

    A nas 2 dni temu rozwścieczony rolnik na traktorze chciał rozjechać i skosić namiot wielką kosiarą, jak się rozstawiliśmy nad brzegiem rzeki, na łące. Późna pora i dwoje dzieci nie zrobiły na nim wrażenia :). Mało sympatyczna przygoda. Musieliśmy się w 10 minut spakować, wsiąść do kajaków i popłynąć dalej

  24. wyjechac.pl napisał(a):

    przyda się w Norwegii za miesiąc :)

  25. sylwek napisał(a):

    Mam bardzo podobne odczucia i doswiadczenia. Dodam jeszcze, ze warto sprawdzic, czy teren nie jest poryty przez… krety :)

  26. Szymon Król napisał(a):

    Saksonia znowu na bogato? ;)

  27. Prokolny Pacancik napisał(a):

    Podrozuje rowerem(sam), moj problem to niewidzialne odglosy natury :) czuje respekt przed krokami zwierzad itd. zwlaszcza jak nic nie widac! pozdrawiam Piotr

  28. Travelsfool napisał(a):

    przyda się w tym roku w Gruzji i Armenii :) plus zobaczymy co piszesz o tym regionie w swojej książce. już czeka w kolejce! ;)

  29. Agnieszka Ptaszyńska napisał(a):

    te tanie noclegi to zawsze można w formie wpisu gościnnego ;)

  30. treesandbranches napisał(a):

    Kiedyś spałem w Białowieży, na gospodarza, na skraju posesji. Właściciel uczciwie powiedział że w pobliskim stawie wiosną były bobry ale teraz już zapewne odeszły. Jakie było moje zdziwienie jak zaraz po wejściu do namiotu bobry zaczęły pluskać się w wodzie / skakać. Nie mogłem zasnąć do 3 nad ranem. A jak już zasnąłem to mnie obudził nagły „ruch” całego namiotu. Teraz wydaje mi się ze bóbr zahaczył o linkę. Wtedy myślałem że to złodziej. A jak było naprawdę to sam nie wiem, zanim wyszedłem z namiotu upłynęło trochę czasu, aż się trochę uspokoiłem bo serce miałem pod gardłem.
    Dodatkowo okazało się że tego wieczora było jakieś święto i pijani imprezowicze wracają odległą o ok. 100m polną drogą.

  31. Tomasz Kupinski napisał(a):

    Z kilkoma teazami trudno sie zgodzic a namiot to nie wszedzie dobre wyjscie choc na pewno najtansze

  32. muki napisał(a):

    Mój pierwszy nocleg pod namiotem na dziko miał miejsce niedaleko Picton, kilkadziesiąt metrów od oddalonego od innych zabudowań domu, przed którym była namalowana wielka tarcza strzelnicza i napis „Nie jestem rasistą, strzelam do wszystkich” ;) To było w takiej zatoczce więc najważniejsze było rozbić się w 100% na trawie, bo tam gdzie trawy nie było podczas przypływu sięgała woda.

  33. Tour de Maus napisał(a):

    My spaliśmy nad rzeką 3dni temu. Dolomity czekają więc rady się przydają :)

  34. Jeszczewyzej.pl napisał(a):

    A jak wygląda „dzikie” namiotowanie w Tatrach? Całość jest Tatrzańskim Parkiem Narodowym i nigdzie nie można rozbić namiotu, czy są miejsca, w których można to zrobić?

    Pytam, ponieważ chciałbym się kiedyś wybrać na zdjęcia o wschodzie, a ciężko jest wyjść nawet ze schroniska, by dojść na szczyt przed pierwszymi promieniami słońca.

  35. Faut napisał(a):

    Odnośnie artykułu – przede wszystkim należy pamiętać o wysokiej jakości namiocie bo inaczej ‚dzikie namiotowanie’ może się naprawdę źle skończyć.

  36. Kasia napisał(a):

    Czy ktos z obycnych spal dziko w namiocie z dzieckiem lub psem? Macie jakies doswiadczenia w takim spaniu na terenie uk? Mieszkam w Walii.Planuje w wakacje zrobic tripa rowerem z przyczepka. Chce jechac sama z corka 3 letnia i psem. Myslalam zeby pytac ludzi na wioskach czy moge sie rozlozyc namiotem bo wydaje mi sie to bezpieczniejsze. Marzy mi sie spanie tak calkiem na dziko w lesie gdzies przy rzeczce ale mam stracha. Jakbym byla sama to pol biedy. O dziecko i psa sie martwie. Jak to jest z zamoobrona? Gaz pieprzowy polecacie? Jak z dzikimi zwiwrzetani? Sa jakies sposoby zeby je odstraszyc?

    • Moro napisał(a):

      Z psem. Robiliśmy sobie dłuższe trekkingi i przyznam, że jest po stokroć bezpieczniej, bo zwierz słyszy to, czego nie usłyszy każdy człowiek, a swym warczeniem potrafi odstraszyć i ludzi i zwierzynę. Nam już raz skórę uratował.

      Teraz w planach mamy dwuletni trekking z psem po Ameryce Południowej.Tam już będzie trochę trudniej, bo choć ludzi odstraszać będzie zapewne w takim samym stopniu, dla takiej pumy może stanowić bardziej zachętę do podejścia pod namiot. /

  37. Antek napisał(a):

    czytam wasze wpisy , i są porady ale nie wielkie. Wiadomo jest że pod namiotem na dziko jest fajnie . Nie muszę płacić i koszt turystyki jest mniejszy . W każdym kraju są niebezpieczeństwa i złodzieje . I nie ma na to patentu , i doradzić nie ma jak . Ale jak się zna miejsca spokojne nad jeziorem i ktoś podpowie w naszym kraju, to trzeba skorzystać . Wiadomo, że wiele osób pisze bzdety i nie na temat . Wpisy są nieaktualne i powinny być kasowane. Mogę podpowiedzieć, że nie ma takiego prawa rolnik przegonić nad rzeką. Jeżeli namiot w promieniu do 25 metrów jest rozłożony przy rzece i jeziorach . I niema to jak w grupach , jak 2-3 namioty jest zawsze bezpieczniej . Nie wspomnę o pieskach , ale ja jestem zmotoryzowany . I już jestem w wieku ,że lubię ciszę . Choć bywam blisko od miasta, nad Jeziorskiem . Plaża super , woda przykra , namioty można rozkładać . Grilla rozpalić , poczytać , a i nieraz młodzież szaleje w nocy śpiewem przy browarku itp. Ale jest super , sam kiedyś może inaczej bawiłem się, bo by milicja czy ormo mnie by skasowało . A do tego wracam, że nikomu nie zginęło nic . W dzień też można sjestę zrobić . Ale dla mnie to wystarcza , choć dzieci się kąpią . Władze nic nie robi, bo koniki ze stadniny brykają z paniami do wody i kupki konie robią . No i nie dawno rekonesans zrobiłem , to drzewa wycieli w pień i półwysep został goły .Pozdrawiam wszystkich biwakowiczów na dziko . Wpisujcie gdzie są miejsca dobre i spokojne na biwakowanie na dziko – jeziora .

Dodaj komentarz