Przygotowania do podróży i planowanie trasy.

Przed Wami świeżutki tekst o przygotowaniu podróży na własną rękę, o tym jak szukać pięknych, rzadko odwiedzanych miejsc, jak planować trasę wyjazdu. Początkowo chciałem stworzyć czysto poradnikowy tekst na temat planowania podróży bazując na własnych doświadczeniach – jednak stwierdziłem, że ciekawej będzie jeśli poproszę dodatkowo o wypowiedz kilku innych, baaaardzo popularnych blogerów podróżniczych!

Dla wyjaśnienia – nie będzie to kolejny tekst tym co trzeba zabrać w podróż. Takich sprzętowych wpisów powstało już kilka i teraz pozwolę sobie jedynie je tutaj przytoczyć.

Oba są dość stare, jednak ciągle bardzo aktualne i zachęcam do ich przejrzenia.

 To tyle słowem wstępu. Zatem jaki jest…

Mój pomysł na szukanie ciekawych miejsc i wyznaczanie trasy wyjazdu?

IMG_0335Na początek kilka zdań od siebie. W moim przypadku to droga jest celem – trasie zaś poświęcam znacznie mniej czasu.  Zwykłem niezbyt przykładać się do wyznaczania trasy przyszłej podróży. Określam punkt startu, punkt mety, kilka pomiędzy nimi i to w zasadzie wszystko. Staram się nie narzucać sobie zbyt wielu miejsc do zobaczenia, gdyż boję się, że z podróży zrobi się gonitwa i zamiast cieszyć się wyjazdem, naprędce będę zaliczał kolejne miejsca, które zaplanowałem sobie zobaczyć.

Zdecydowanie bardziej wolę poświęcić czas na przeczytanie jakichś reportaży opisujących konkretne kraje, ludzi w nich żyjących – aniżeli ślęczeć na mało interesującym przewodnikiem Lonely Planet.

Nie myślcie jednak, że jestem totalnym ignorantem i nie interesuje mnie to co po drodze! Swoje wyznaczanie trasy zaczynam zawsze od otwarcia map Googla, a jeszcze lepiej programu – Google Earth. Włączam możliwość wyświetlania zdjęć przydzielonych do konkretnych lokalizacji, następnie ma miejsce dość żmudny etap klikania w kolejne fotografie celem znalezienia jakichś ciekawych miejsc. Klikanie trwa czasem kilka dni, jednak z reguły znajduję mnóstwo potencjalnie interesujących rzeczy. Ciekawe trasy górskie, malownicze wąwozy, jakieś jeziora, wsie, interesujące budowle itd.

Dokładnie w taki sposób znalazłem na mapie Iranu sławną wieś Palangan, o której możecie przeczytać w tekście: Historia pewnego zdjęcia – Palangan.

Magiczne Palangan i zdjęcie, dzięki któremu na nie wpadłem! :)

Magiczne Palangan i zdjęcie, dzięki któremu na nie wpadłem! :)

Następnie zapisuję sobie kolejne interesujące mnie lokalizacje i wyznaczam w oparciu o nie wstępną trasę. Podczas ostatniej podróży do Azji Centralnej, na mapę naniosłem kilkanaście takich miejsc, a po wyznaczeniu trasy odpadło mi zaledwie jedno, do którego dojazd byłby zbyt czasochłonny. Także skuteczność jest niezła!

Oczywiście trzeba mierzyć siły na zamiary i pamiętać też o tym, że najczęściej ogranicza nas czas. Według mnie najlepiej jest wyznaczyć sobie limit dzienny i się go trzymać. Ja staram się pokonać dziennie do 100 kilometrów rowerem, pojazdami mechanicznymi zaś nie więcej niż 300 kilometrów. Dzięki temu nie gonię się i mam wystarczająco czasu na poznawanie kraju. Optymalnie, idealnie.

Tyle ode mnie. Teraz przeczytajcie jak to robią inni blogerzy podróżniczy!

Przygotowywania do podróży według innych blogerów!

1. Tasteaway

Natalia i Łukasz, autorzy bloga Tasteaway.pl podróżują po świecie w poszukiwaniu nowych doznań kulinarnych, a od prawie 4 lat towarzyszy im w tym syn Maks. Ich sposób podróżowania dość znacznie różni się od pozostałych blogerów przedstawionych poniżej, jednak nie znaczy to, że jest gorszy. Hotele, restauracje i podobne klimaty czynią blog Tasteaway bardzo ciekawym i wyjątkowym! A jak przygotowują się do podróży?

534836_453903741375407_445770059_nZwykle, gdy myślimy o kolejnej podróży, mamy nadzieję, że skrupulatnie i dokładnie się do niej przygotujemy. Będziemy czytać przewodniki i blogi, sprawdzimy wszystkie ciekawostki w Internecie, może nawet przeczytamy jakąś książkę o danym miejscu? W praktyce zwykle wygląda to inaczej – z uwagi na własne firmy, dziecko i bloga, zwykle brakuje nam czasu na bardzo dokładne przygotowanie się do podróży i wiele decyzji podejmujemy dopiero na miejscu.

Jeśli jedziemy do krajów egzotycznych, bardzo ważna jest dla nas kwestia zdrowia, również dlatego, że podróżujemy z małym dzieckiem. Sprawdzamy, na co warto się zaszczepić, konsultujemy się z osobami, które w danym kraju spędziły sporo czasu, planujemy mniej więcej, jak będzie wyglądała podróż (np. miasta czy bardziej obszary wiejskie?) i wówczas podejmujemy decyzję, jakie szczepionki powinniśmy przyjąć my, a jakie nasz Maks. Miejsc do odwiedzenia szukamy łącząc metody tradycyjne (zawsze mamy ze sobą minimum jeden przewodnik!) i nowoczesne – czytamy blogi, zaglądamy na Trip Advisor, szukamy informacji w sieci. Często już na miejscu dopytujemy się, co warto zobaczyć, gdzie pojechać. Z uwagi na to, że kwestie kulinarne są dla nas bardzo istotne, sporo czasu poświęcamy również na wybór miejsc, w których będziemy jedli. Tutaj opieramy się głównie na opiniach miejscowych, podpytujemy bliższych i dalszych znajomych, którzy byli w danym miejscu, czasem zaglądamy na Trip Advisor (chociaż nie zawsze można mu ufać, jeśli chodzi o rankingi restauracji), szukamy w Internecie porad zagranicznych blogerów. Czasem korzystamy również z Foodspotting, czyli portalu zrzeszającego kulinarnych freaków. Nie raz to osoby tam poznane wskazywały nam, jakie restauracje w danym mieście czy regionie warto odwiedzić. A czasem po prostu idziemy ulicą i wstępujemy tam, gdzie je dużo lokalsów.

 

2. Anita Demianowicz blog

Anita, autorka bloga banita.travel.pl podróżuje zazwyczaj sama. Jeździ ogromnie dużo, powodując u mnie dość szybko pogłębiającą depresję. W grudniu poznaliśmy się na blogerskim wyjeździe do Batumi, od tego czasu Anita poleciała do Ameryki Południowej, następnie rowerem zajechała do Stambułu, a teraz także rowerem pedałuje przez Iran!!! Strasznie mnie zazdrość zżera, gdyż sam mam teraz okres biegania do pracy, a priorytety są bardzo podobne!

10320578_698567383532728_3992605978448055792_nW przygotowaniach jestem bardzo słaba. Częściej  improwizuję, bo też bardziej mi zależy na spotkaniach z ludźmi niż na konkretnych zabytkach czy miejscach, a spotkań nie da się zaplanować. Nie rezygnuję jednak zupełnie z atrakcji turystycznych. Zwykle najpierw sprawdzam, jakie parki narodowe są w danym kraju i jeśli jest region wulkaniczny, to, na jakie wulkany można się wspiąć. Uwielbiam je!

Następnie wpisuję w google, instagram i pinterest nazwę kraju, przeglądam zdjęcia, które pojawiają się pod wyszukiwanym hasłem, a potem sprawdzam, gdzie są te, które najbardziej mi się spodobały. Zaznaczam je na prowizorycznej mapie (bardzo prowizorycznej, zwykle takiej skopiowanej z przewodnika), żeby mniej więcej mieć obraz tego, w którą stronę się poruszać, by nie kręcić się w kółko. Później przychodzi czas na nawiązywanie kontaktów z couchsurferami z danego kraju i to od nich zwykle uzyskuję najwięcej interesujących mnie informacji.

Przewodniki rzadko czytam, choć zabieram ze sobą, by mieć bazę danych zawsze pod ręką.  Wolę książki konkretne kraje opisujące lub w których dany kraj czy region jest tłem wydarzeń. Standardowo przeszukuję też Internet pod kątem informacji o danym kraju, z naciskiem na blogi osób, które w nim były.

3. Busem przez świat

Karol Lewandowski, autor bloga Busem przez świat! Nie jeździ rowerem, nie lata samolotami. Autostop również jest mu obcy, chyba że akurat zabierze do swojego busa jakiegoś autostopowicza. Laureat konkursu na Blog Roku 2014, a także kolega z księgarnianych półek! Zdecydowanie największy pracuś jeśli chodzi o przygotowania do podróży, przeczytajcie zresztą sami:

10407080_10205348366530063_4194649159695452083_nW naszym przypadku same przygotowania do wyprawy trwają dużo dłużej niż sama wyprawa. Przygotowania do 4-miesięcznej wyprawy do Australii zajęły nam około 12 miesięcy. Najwięcej czasu pochłania załatwianie formalności – pozwoleń na poruszanie się swoim autem na innym kontynencie, wiz, transportu auta na statku, biletów oraz sprawy związane z budżetem wyprawy.

Samo planowanie i wyznaczanie trasy jest chyba najprzyjemniejszą i najprostszą rzeczą. W naszym przypadku wygląda to tak, że przez cały rok tworzymy naszą mapę marzeń na której najpierw przez wiele miesięcy zaznaczamy miejsca, które chcemy odwiedzić. Bardzo często są to miejsca, które zobaczymy w jakimś filmie, serialu czy o których przeczytamy w książce. mot. Poza tym punkty zbieramy także poprzez blogi czy magazyny podróżnicze oraz opinie znajomych. Zawsze wspieramy się też zwykłym przewodnikiem ale traktujemy go raczej jako dodatek. Ale nigdy nie mamy konkretnego planu na całą wyprawę – zazwyczaj jest to tylko bardzo ogólna trasa a zaplanowany mamy maksymalnie 1 tydzień do przodu.

O dalszym przebiegu trasy decydujemy w trakcie wyprawy, najczęściej pytając przypadkowo spotkanych ludzi o najciekawsze miejsca i aktualnie trwające wydarzenia. Dzięki temu udaje nam się odwiedzić miejsca i atrakcje o których nie przeczytalibyśmy w żadnym przewodniku. Tak trafiliśmy na bezkrwawą korridę w Hiszpanii, bicie rekordów prędkości na słonej pustyni w USA, do domowego sierocińca dla kangurów w Cober Pedy czy do wioski Aborygenów w której mieszkał Polak w Australii.

4. Wędrowne Motyle

Marcin i Ania Nowakowie prowadzą bloga gdziewyjechać.pl. Podróżują ogromnie dużo i to we wszystkich kierunkach świata. Wyśmienicie łączą pracę na etacie z podróżowaniem. Robią dobre zdjęcia, malują świetne mapy, doradzają i inspirują. W przeciwieństwie do mnie, u Nich wszystko musi być zapięte na ostatni guzik, zaplanowane i dopracowane z największą precyzją. Przeczytajcie zresztą sami:

10675561_745872298793267_7436858819867061430_nNasze podróże, jak przystało na charakter naszego bloga i to czymś się wyróżniamy – planujemy bardzo skrupulatnie i dość merytorycznie. Nie czujemy „mięty” do podróży w stylu „a niech gdzieś nas poniesie”. Tak było kiedyś, w czasach studenckich. W czasach street view i zdjęć stelitarnych, wyznajemy „swiadome podróżowanie” czyli tematyczne, celowe, podróż „po coś”. Nie ważne czy dwudniowa czy dwutygodniowa (na dłuższe nie możemy sobie pozwolić ze względu na pracę). Podróż „po coś” praktycznie minimalizuje szansę „zawiedzenia się” miejscem. Chyba nic nigdy nas nie zawiodło.

W ogóle mówienie o zawodzie w kwestii poznawczej właśnie wskazuje, że człowiek być może za mało wcześniej o tym miejscu czytał. Samo przeglądanie obrazków nie wystarcza. Jasne, można się gdzieś zgubić, jak wielu często zachęca, ale osobiście wolimy się w jakieś miejsce zagłębić, nie czując się zgubionymi. Bo to trochę jak oglądanie filmu, ale w jakimś nieznanym języku. Tak naprawdę nie czas determinuje stopień poznania miejsca i przestrzeni, bo można gdzieś być pół roku i nie zrozumieć się nic a można poświęcić miejscu dwa dni i czytać je jak ulubioną książkę.

Stąd dużo czytamy, siedzimy w mapach starych zdjęciach, historii. Wtedy zupełnie inaczej postrzega się miejsca. Po prostu wie się „gdzie spoglądać”. Dużo siedzimy z google maps, zupełnie nie korzystamy z tzw. „porad lokalsów” czy przewodników. Chyba, że dla kardynalnie ważnych informacji. Wychodzimy z założenia, że to my tworzymy pewnego rodzaju opowieści na później i autorskie praktyczne, ale pieczołowite przewodniki, prowadząc potem innych naszym śladem, co nas bardzo bawi i cieszy. I to ma sens.

5. Wasze patenty na planowanie podróży i wyznaczanie trasy?

To już jest koniec! Bardzo ciekawi mnie jak Wy zabieracie się do tego? Od czego zaczynacie, na czym kończycie. Co jest dla Was istotne, do czego przykładacie najwięcej uwagi, co jest zaś mało ważne.

Karol Werner

poprzedni wpis
następny wpis
 

Podobało się? Daj lajka!

 
 
 

Komentarze (33):

  1. Tasteaway napisał(a):

    Karol, super :) tylko zes Maksa odmłodził – on juz ma prawie 4 lata;)

  2. Pola napisał(a):

    Hej, ja planuję „mniej więcej”. Staram się dowiedzieć sporo o miejscu i jego historii, natomiast zupełnie nie interesują mnie typowe przewodnikowe wskazówki typu – gdzie dobrze zjeść, czy gdzie przenocować itp.
    Spodobał mi się pomysł z planowaniem razem z Google Earth. Przy najbliższej okazji przetestuję :-)

  3. Bożydar Demianowicz napisał(a):

    Ile osób tyle podejsć do podróży. I to jest najfajniejsze.

  4. Ewa Żechowska napisał(a):

    :)

  5. Agata Gawor-Petryka napisał(a):

    No :-)
    To będzie co czytać i nad czym myśleć …

  6. Nasz Cały Świat napisał(a):

    My jak gdzieś jedziemy własnym samochodem to prawie zawsze (nie ważne czy trasa kilka tysięcy km czy kilkadziesiąt) to później nie wracamy ta samą drogą. Przy okazji możemy zobaczyć coś ciekawego. Dlatego czasem dziwnie to na mapie wygląda jak trasę obieramy „nie po drodze” – z Krakowa do Popradu jedziemy przez Nowy Sącz, a Kraków-Budapeszt jedziemy przez Bratysławę. Można powiedzieć, że gdzieś wyjeżdżając i później wracając, nasza trasa „Kołem się toczy” :)
    Pozdrawiamy

    • Karol Werner napisał(a):

      Zapomniałem o tym napisać, a faktycznie jest to tez dość ważna zasada według mnie. Nigdy nie wracać tą samą drogą! ;)

      • Domi napisał(a):

        My tak samo! Uwielbiamy robić tzw. „pętelki” – czy to na krótkim spacerze, czy w górach, czy po prostu w drodze:) A planowanie? Najpierw z grubsza w oparciu o zdjęcia, przewodniki czy dobre rady. Następnie wrzucamy to na mapę i staramy się poruszać od kropki do kropki, jednocześnie mając po drodze uszy i oczy szeroko otwarte, bo o wielu perełkach dowiedzieć się można dopiero podczas samej podróży :)

        • Karol Werner napisał(a):

          Dokładnie!!! O tym też zapomniałem… Świetnym źródłem informacji są właśnie ludzie. Przecież kto zna się lepiej na ciekawych miejscach w okolicy jak żyjący tam ludzie!

  7. Marta napisał(a):

    Najbliżej mi do Wędrownych Motyli :-) Wyszukiwanie, grzebanie, dokopywanie się. Inspirujące blogi podróżnicze, reportaże, zdjęcia, które mnie zachwycą – to pierwsze tropy, za którymi podążam.
    Zbyt wiele jest sytuacji, gdy w danym miejscu tylko na chwilę i potem żal, że jakiś ciekawy zaułek był za rogiem. I wystarczyło doczytać wcześniej. Wybory często nieoczywiste, raczej dalekie od list ‚must see’. Ale lubię mieć opcje. Wybór. Lubię mieć świadomość miejsc i będąc w nich decydować, co tak naprawdę mam ochotę zobaczyć.
    Porównanie z obcojęzycznym filmem jak dla mnie trafione w dziesiątkę. Myślę, że zagubić się w danym miejscu można na wiele sposobów :-) Ważne, by był to nasz WŁASNY sposób, z którym nam dobrze. I po drodze ;-)

  8. Bartek napisał(a):

    Ja też na studiach byłem za stylem swobodnym, brało sie plecak, czasami troche pociagiem troche stopem i jechało. nawet do Czarnogóry
    Dziś blizej mi do stylu Ani i Marcina bo mam wrazenie ze takie wyjazdy bez celu i planu powoduja ze jest potem niedosyt i chce sie wrocic na dane miejsce. poza tym jak urlop krotki to każdy dzień na wagę złota

    • Karol Werner napisał(a):

      Po części się zgadzam, jednak co złego w tym, że chce się gdzieś wrócić, czuje niedosyt? Moim zdaniem nie ma nic złego we wracaniu gdzieś i poszukiwaniu jeszcze czegoś ciekawego. Nie ma zresztą opcji, żeby zobaczyć wszystko za 1 razem

  9. padma napisał(a):

    Fajny wpis, aczkolwiek przyznam, że ja mam większy problem z wyborem miejsca na kolejny wyjazd, niż z zaplanowaniem go :) Planuję długo i starannie, i tak też wybieram. Czasem sprawa jest oczywista – jest atrakcyjna promocja lotnicza, a ja wiem, co chcę. Ale na przykład w tym roku zmieniam zdanie co tydzień i nie mogę nic postanowić – za dużo kierunków kusi! :(

  10. Joanna Kiecka napisał(a):

    ciekawe zestawienie i jak widać, każdy robi to po swojemu :), ważne że efekt jest odpowiedni:)

  11. Zuzanna Chmielewska napisał(a):

    Ile sposobów, tyle możliwości! Bardzo praktyczny post, wielkie dzięki!

  12. Aleksandra Świstow napisał(a):

    I wyszło na to, że mamy ze sobą dużo wspólnego Karol! Opisałeś dokładnie mój styl planowania podróży. Trudno zliczyć ile niezwykłych miejsc odwiedziłam dzięki klikaniu w fotki na mapach Googla :-)

  13. Natalia Watras napisał(a):

    Zazwyczaj nie mam zbyt bogato naszkicowanego planu- raczej podstawowe informacje. Lubię pobłądzić. Często też spotykam się z miejscowymi, czy to się wcześniej umawiam, czy na miejscu. Uwielbiam poznawać ludzi, w dodatku mam najlepszych przewodników na świecie! Ale dotyczy to tylko miast i małych miasteczek, trochę bardziej przykładam się do planowania wypadu w bardziej, nazwijmy to „dzikie miejsca”- jakiś trekking po bezdrożach czy górskich szlakach etc. Choć i w takich przypadkach zdarzało mi się iść na żywioł, a wspomnienia przepiękne!

  14. Karolina Zając napisał(a):

    super, ten post na pewno bardzo mi się przyda :) fajnie tak zobaczyć różne podejścia podróżników do tematu. Obecnie planuję z siostrą wyjazd do Andaluzji, a tam jest tyle ciekawych miejsc do zobaczenia, że chyba jednak wybierzemy opcję „lecimy do Alicante, a później na południe Hiszpanii gdzie nas poniesie” :D

  15. Anka napisał(a):

    Jakiś czas temu z mężem w czasie wakacji, bawiliśmy się w ten sposób, że otwieraliśmy mapę polski lub lokalną mapę i z zamkniętymi oczami wyznaczaliśmy trzy miejsca. Czasami udało się wskazać fajne trasy i te co nam przypadły do gustu i byliśmy w stanie zrealizować realizowaliśmy.

  16. Mateo napisał(a):

    Super pomysł na tekst. U mnie zawsze wychodzi podobnie – za każdym razem mam ambitne plany na szczegółowe rozpisanie zwiedzania, co chcę zobaczyć, gdzie pojechać, co zrobić. W praktyce oczywiście na przygotowania nie mam czasu i opracowane mam jedynie wizy, środki transportu w danym miejscu i powierzchownie kilka punktów „must see”. Pozdrowienia z Bali, do którego nie przygotowałem się w ogóle (pierwszy raz coś takiego mi się zdarzylo)!

  17. Łukasz Kocewiak napisał(a):

    W podróżowaniu właśnie dla mnie jedną z najbardziej ekscytujących rzeczy jest planowanie. Za każdym razem planuję inaczej, bo to również implikuje indywidualność przedsięwzięcia.

    Dobrze o tym pisać, bo jest przy tym zawsze dużo zabawy. No ale po każdym wyjeździe musiałby powstać osobny wpis dotyczący przygotowań do tego konkretnego wyjazdu.

    (-:,

  18. Łukasz napisał(a):

    Świetne zestawienie!
    Kiedyś skrupulatnie planowaliśmy trasę podróży, planując każdy dzień, rezerwując bilety i noclegi z dużym wyprzedzeniem. Od kilku lat ograniczamy się do zakupu biletów, zorganizowania noclegu po przylocie/przyjeździe i wyznaczenia kilku głównych punktów podróży, a szczegóły zostają dopracowane na miejscu. Również sporo czytamy, śledzimy blogi i polegamy na opiniach spotykanych w podróży ludzi.
    Od 2 lat podróżujemy z córeczką, dzięki czemu nauczyliśmy się podróżować wolniej i „doświadczać” jeszcze bardziej (między innymi przez łatwiejszy kontakt z miejscowymi) zamiast skupiać się na „zaliczaniu” kolejnych atrakcji na mapie.

  19. Kamila Anna Napora napisał(a):

    street arta jutro dajesz :D ?

  20. Łukasz Dziwiński napisał(a):

    wasz pomysł na planowanie najbardziej przypadł mi do gustu :)

  21. HAART Hanna napisał(a):

    Zaczynamy od porównania cen lotów, mieszkań i wynajecia samochodu.

  22. Justyna napisał(a):

    W moim przypadku absolutny spontan :) Nie potrafię (albo nie chcę?) planować, bo zawsze jak planuję i przyjeżdżam na miejsce to poznaję ludzi, którzy mówią, gdzie i co warto. Moje planowanie ogranicza się więc do kupienia biletu lotniczego i rezerwacji noclegu na pierwsze 2-3 dni. A później po prostu cieszę się „byciem” gdzieś i słuchaniem rad lokalsów, co za każdym razem zapewnia mi najlepsze wspomnienia.

  23. Karolina napisał(a):

    Oj, ujęły mnie bardzo słowa Wędrownych Motyli… i dały do myślenia.
    Inspirujące.
    Dziękuję ;)

  24. Kasia napisał(a):

    Ja bym w końcu chciała mieć spontaniczny wyjazd, ponieważ sama lubie planować i przy organizacji wyjazdu wszystko musi być dopięte za ostatni guzik. Na dłuższą metę może być to męczące i myślę, że mogę dużo tracić na takim dokładnym planowaniu.

  25. Karola napisał(a):

    A noclegi na wszystkie punkty trasy rezerwujesz jeszcze będąc w Polsce, czy na dziko, będąc już na miejscu ?

Dodaj komentarz