Moja pierwsza via ferrata. W Czarnogórze. ZIMĄ 😲 Żelazne drogi w Kotorze i Durmitorze

Via ferratowych ekspertów i wprawionych w bojach wspinaczy proszę o nie czytanie tego tekstu, albo proszę przynajmniej o wzięcie poprawki na to, że nigdy z takimi zabawami nie miałem do czynienia. Inaczej pewnie pomyślicie – co za miękka buła. Choć w sumie… co mi tam. Może dla Was miękka, ja tam z siebie byłem fest dumny i tak :D

Owszem, sporo chodzę po różnego rodzaju górach, były trekkingi w Czarnogórze, nieraz polskie Tatry, Beskidy, Bieszczady, Karkonosze, była Patagonia, a nawet trekking w Himalajach. We wszystkim tym jednak zdecydowanie bardziej stawiam sobie za priorytet ładne widoki i satysfakcję z długiej wędrówki po górskich szlakach, aniżeli techniczne trudności. Jeśli więc tylko w procesie planowania doczytam, że gdzieś jest zbyt trudno, jest duża ekspozycja, albo trzeba się ubierać w jakieś uprzęże czy coś, to wolę zmienić trasę.

Z lękiem wysokości? Dla kogo jest via ferrata

Musicie wiedzieć (chyba jeszcze nigdy tego nie pisałem), że jestem osobą, która ma w lęk wysokości. Może nie jakiś ogromny, ale jednak trudny do przewidzenia. Czasem jak się przyzwyczaję do wysokości, to mogę patrzeć w dół. I tak było chociaż na półce skalnej Preikestolen w Norwegii. Czasem jednak kręci mi się w głowie patrząc z balkonu na 4 piętrze. A czasem nawet czuję strach, kiedy staję na 2-metrowej drabinie! Po czym jadę na jakiś punkt widokowy w Alpy i bez problemu patrzę kilkaset metrów w dól. Innymi słowy – mój lęk jest jedną wielką zagadką. Dziwne to i bardzo stresujące, bo nigdy nie wiem jakiej reakcji organizmu się spodziewać.

Dostrzegłem jednak na przestrzeni lat pewne prawidłowości, dzięki którym jestem w stanie określić czy w danej sytuacji włączy mi się strach, czy nie. Główna zmienna, główne kryterium to ekspozycja. Z reguły wierny jestem zasadzie Shreka, który mówił do Osła „tylko nie patrz w dół”. Jednak czasem jestem, jak ten osioł… „Shrek, ja w dół patrzę”! Jednak nawet jeśli mi się uda nie patrzeć, to może zdarzyć się co innego. Zakładając, że idę w górę, patrzę tylko w górę i mam przed sobą punkt oparcia  w postaci ściany, na której w bliskim sąsiedztwie jestem w stanie zawiesić wzrok, to jest OK. Nawet jeśli trzeba się wspinać. Natomiast jeśli dochodzę do szczytu, albo jakiejś grani i kiedy zarówno za sobą jak i przed sobą mam kilkaset metrów przestrzeni w dół, to słyszę ten charakterystyczny dźwięk obijających się o siebie kolan, które informują mnie, że trzeba trochę zniżyć pułap i przycupnąć na kamieniu. Bo inaczej świat zaczyna wirować :D

Tak niestety było w przypadku tego wyjazdu i chyba po tej czarnogórskiej via ferracie porzucę swoje marzenie o Orlej Perci. Przynajmniej na jakiś czas, zanim ustabilizuje mi się tętno i opanuję to drżenie.

Pewnie teraz zastanawiacie się – jak to się stało, że zdecydowałem się na tę via ferratę, skoro jak powiedziałem wcześniej – kiedy w grę wchodzi duża ekspozycja i trudności techniczne, to rezygnuję. Powiem szczerze, że nie wiem. Chyba trochę nie doczytałem gdzie idziemy, trochę zbagatelizowałem i pomyślałem, że to przecież Czarnogóra, a nie żadne Alpy. Albo po prostu robiłem kurs online o montażu i filmowaniu i nie miałem czasu doczytać. Po prostu się zgodziłem. Marta się ucieszyła, a ja potem trzęsłem portkami.

Jednak jak tak patrzę teraz na zdjęcia, to warto było się przełamać.

Via ferraty w Czarnogórze. Co, gdzie i jak?

Teraz ciut mniej relacji, a kilka praktycznych informacji dla osób, które chciałyby się wybrać na wspinanie do Czarnogóry. Albo dla osób, które są po prostu ciekawe jak to wygląda od kuchni.

Via ferraty w Czarnogórze są dwie. Pierwsza jest w okolicach miasta Kotor, druga w Durmitorze i obiema zarządza ta sama firma

Pomysłodawcą tych via ferrat jest czarnogórska firma założona przez kilku chłopaków – pasjonatów gór, którzy zlecili zrobienie tras doświadczonej firmie ze Słowenii. Tamci powbijali hali, progi i ławki do ściany, a wszystko ładnie połączyli grubą, stalową liną. Natomiast chłopaki z czarnogórskiej firmy zajmują się prowadzeniem wycieczek i dostarczaniem sprzętu. Nie znam się na aspektach technicznych, ale wygląda to naprawdę na solidną robotę. Nic nie lata, nie odpada, wszystko jest solidnie przymocowane i bezpiecznie.

Jako, że nasz wypad był elementem współpracy z czarnogórską organizacją turystyczną, to dostaliśmy przewodników w postaci wspomnianych chłopaków. Udostępniają oni wszystko, czego trzeba, aby było bezpiecznie. Uprzęże, kaski, rakiety śnieżne, kijki, czekany i linę, ponieważ na górze jest jeden fragment bez liny stalowej, gdzie trzeba się przepiąć. Oczywiście wszystko przemyślane, aby podnieść atrakcyjność samego przejścia. Bo nic by nie szkodziło wrzucić tam stalówki :)

Zabawa zaczyna się we wcześniej wyznaczonym miejscu spotkania. Jest krótkie szkolenie. Tłumaczą co jak działa, co wolno robić, a czego należy unikać. Wszystko, aby było jak najbardziej bezpiecznie. Po 10 minutach rozmowy rusza się do góry – najpierw po w miarę płaskim fragmentem, aby poćwiczyć wypinanie i wpinanie, a potem już pionowo do góry.

Mam nadzieję, że docenicie te zdjęcia, bo dużo nerwów kosztowało mnie każdorazowe wyjmowanie aparatu…

  

Tak jak pisałem wcześniej – kiedy idę ścianą, jest spoko. Natomiast kiedy ściana się kończy i pojawia się duża ekspozycja, to dla mnie już za dużo. Dlatego też, w tym miejscu już sobie odpuściłem i czekałem na Martę i resztę ekipy aż wejdzie sobie na sam szczyt i zejdzie do mnie. I tak jestem z siebie dumny :D

Ostatnia fota to ejst to miejsce, gdzie chłopaki rozciągają linę.

Teraz jeszcze kilka informacji praktycznych na temat obu czarnogórskich via ferrat – tej w Durmitorze i Kotorze.

Jako, że trasy te są prywatne, to na ich początku znajduje się prośba o nie używaniu trasy samodzielnie. Co ja oczywiście rozumiem i szanuję, bo nie po to ktoś inwestuje pieniądze w pozwolenie, certyfikaty i zlecenie wykonania takiej trasy. Choć z drugiej strony budzi się we mnie trochę wewnętrzny opór, gdyż jeśli miałbym doświadczenie, to zdecydowanie wolałbym iść na taką viaferratę sam. Jak coś poniżej wrzucam lokalizacje miejsc startu ;)

Via ferrata w Durmitorze 

Kilka informacji praktycznych:

  • Punkt startowy to przełęcz „Prevoj Sedlo” dokąd należy dojechać we własnym zakresie. W sezonie, chłopaki z firmy organizującej via ferraty przebywają tam prawie cały czas i jest szansa ich tam złapać. Jednak lepiej będzie się umówić wcześniej na godzinę, aby mieć pewność, że się dostaniemy i będzie dla nas sprzęt. Jeśli chodzi o via ferratę zimą, to punkt spotkania zależy od śniegu. My spotkaliśmy się tutaj i 5km szliśmy z buta na Prevoj Sedlo, bo cały Durmitor był zasypany śniegiem.
  • Cała trasa (pętla) trwa około 4 godziny wraz z wprowadzeniem. Natomiast zimowa wersja (skrócona) 2-3 godzin w zależności od warunków.
  • Różnica wzniesień to 200 metrów i wchodzi się na skałę Uvida Greda, która liczy 2200 metrów.
  • Trudność – średnio trudna, momentami trudna (B/C)
  • Koszt wycieczki: 50 Euro od osoby na via ferrate letnią. 100 Euro za zimową.
  • Więcej info na stronie firmy zajmującej się organizacją.

Jako, że podczas podejścia pod ścianę rozwaliłem drona, więcej zdjęć z lotu ptaka nie będzie. Podrzucam zdjęcie z satelity i mniej więcej nakreśloną trasę jak biegnie lina.

Jeśli macie jakieś pytania o tę czy drugą via ferratę – walcie śmiało. Postaram się odpowiedzieć, a jak nie będę w stanie to zadzwonię do chłopaków ogarniających te wycieczki i dopytam.

W ramach ciekawostki jeszcze! Z przełęczy „Prevoj Sedlo” startuje też trasa trekkingowa na najwyższy szczyt Durmitoru – Bobotov Kuk, który widać w tle. Początkowo prowadzi tak samo, jednak potem zamiast po skalach idzie się zboczem. Więc z tego co mi wiadomo sprzęt wspinaczkowy nie jest potrzebny. Jedynie na samym szczycie jest 50 metrów łańcucha do wciągnięcia się.

Jak się dobrze przyjrzycie, to na zdjęciach satelitarnych z początku trasy dojrzycie nawet wydeptaną ścieżkę. Natomiast tutaj link do całej trasy 

Via ferrata w Kotorze

Skoro już wspomniałem o drugiej via ferracie w Czarnogórze, to także kilka słów o niej. Znajduje się ona w Kotorze. Poziom trudności jest podobny, choć sama trasa jest krótsza. Wydaje mi się nie być aż tak szałowa widokowa jak ta z Durmitoru, jednak myślę, że może też być ciekawą opcją na urozmaicenie sobie popołudnia w Kotorze. Zwłaszcza jeśli komuś nie chce się jechać aż do Durmitoru na via ferratę. Oczywiście jeśli chcecie z przewodnikiem, to zajmuje się tym ta sama firma. Na ich stornie znajdziecie zdjęcia tej trasy.

Kilka informacji praktycznych

  • Punkt startowy tej via ferraty znajduje się tutaj (zaledwie 400 metrów od starego miasta)
  • Długość trasy to 200 metrów 150 metrów w pionie.
  • Trudność – średnio trudna, momentami trudna (B/C)
  • Całość imprezy (przejście+przygotowanie) to 2 godziny.
  • Koszt wycieczki: 50 Euro od osoby zarówno latem jak i zimą.

Bardzo zapraszam do wszystkich innych wpisów z Czarnogóry. Jest to aktualnie chyba jeden z lepiej opisanych krajów na tym blogu pod kątem atrakcji turystycznych. Natomiast jeśli ktoś lubi filmy, to zapraszam do innej przygody w Czarnogórze :)

Podobało się? Zostań na dłużej!

Informacje o nowych treściach wprost na Twojego e-maila. Bez spamu!
Dołącz do ponad 180 000 obserwujących osób i zgarnij jednorazową mega promocję na moje książki!

3 komentarze

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Podziwiam odwagę pójścia na via feratę. Widoki wynagradzają trudy wspinaczki.Tekst i zdjęcia bardzo fajne.
    Na tej półce z Martą siedzicie jak 2 orły w gnieździe:-)

  • Niesamowite miejsce. Jak dla mnie taka podróż to prawdziwe wyzwanie. Chociaż nie mam lęku wysokości i uwielbiam latać samolotem to kiedy patrze na te liny, skały i odległość od ziemi to aż mnie dreszcze przechodzą. Zapewne mój strach jest wzbogacony tym, że nigdy nie próbowałem tego typu wspinaczki. Moim celem jest kiedyś przełamać ten strach, ponieważ kocham góry i bardzo chciałbym zdobyć także kiedyś te wyższe i bardziej wymagające szczyty.