Problemy na granicy ukraińsko-słowackiej

Po ciężkich wieczornych bojach z komarami,  w końcu udało się zasnąć. Niestety rano za cienkim materiałem sypialni namiotu już czekały niezmordowane kolejki krwiopijców. Pakowanie manatków w całości odbyło się w namiocie, a na zewnątrz wyszedłem dopiero kiedy został do spakowania tylko sam namiot. Tym sposobem w rekordowym czasie 45 min już zasuwaliśmy przed siebie.
Wytworne śniadanie zrobiliśmy sobie przy najbliższym sklepie. Z Michałem kupiliśmy jakiś kawałek mielonki w niczym nieprzypominający mięsa. Był to jedyny egzemplarz w sklepie i dalej zadaje sobie pytanie czy wszystkie najlepsze kawałki został już wykupione, czy po prostu ten był jedyny i w związku z tym najlepszy. Do tego kawa 3w1 i jakaś czekoladowa papka ryżowa, wieziona jeszcze z Polski.
 [shashin type=”photo” id=”30,32″ size=”medium” columns=”2″ order=”user” position=”center”]
Tak naładowani kaloriami możemy jechać dalej. Chmury cały dzień wyglądały niezbyt przychylnie i sprawiały wrażenie,  jakby lada chwila miał nas zmoczyć. Droga nie byłą dziś wymagająca, ani nazbyt ciekawa. Tylko jeden krótki podjazd pod koniec dnia, psujący całodniowy, idealnie płaski profil trasy.
[shashin type=”photo” id=”41″ size=”large” columns=”max” order=”user” position=”center”]
Mijając kolejne malowane, lekko już podupadające przystanki autobusowe zmierzamy do stolicy obwodu zakarpackiego – Użgorodu. Jest tam ostatnie ukraińskie przejście graniczne na naszej wycieczce. Po części pytając miejscowych, a po części kierując się znakami, w końcu udaje się znaleźć odpowiednią drogę. Wydając jeszcze ostatnie hrywny podjeżdżamy do celnika, który z szelmowskim uśmiechem na ustach informuje, że granica jest tylko samochodowa… 
Nie tak dawno już to przerabialiśmy wyjeżdżając z Rumunii i mam nadzieje, że i tym razem mundurowy załatwi jakiś transport. Niestety nic z tych rzeczy. Nie dość, że nie chce nas puścić to dodatkowo informuje, że następna granica w Ubli – która jest nie tak daleko stąd – także jest tylko samochodowa. Tutaj nie mogę się z nim zgodzić gdyż mam trochę inne informacje i wiem, że znajomy rok temu pokonywał tę granicę rowerem.
Ukraina Użgorod Użhorod
Początkowo próbowałem się jeszcze dogadać z szoferami. Stało kilka większych transitów do których bez problemu można by zapakować rowery. Kierowcy niestety bali się chyba naszych sakw wypełnionych po brzegi kilogramami haszyszu i mimo tego, że i tak granicę przekraczali to zabrać nas nie chcieli.  Ostatecznie w jednym obudziło się nie tak do końca bezinteresowne miłosierdzie. Zaproponował podwózkę za jedyne 10 Euro od głowy. Może nie jest to drogo, ale dla zasady został wyśmiany.
 [shashin type=”photo” id=”55″ size=”large” columns=”max” order=”user” position=”center”]
Chcieliśmy Zakarpacia to mamy go jeszcze jeden dzień dłużej. Nie ma tego złego. Słowacja zostaje przełożona na jutro, o ile nie sprawdzi się przepowiednia niedoinformowanych celników – dotycząca rzekomo samochodowego przejścia Małyj Bereznyj-Ubľa.  Nocleg już standardowo na polu, niedaleko rzeki Uż.
 [shashin type=”photo” id=”35,38,85,44,47,53,58″ size=”large” columns=”max” order=”user” position=”center”]
Dzień 7. 118km 6h41min. 17,75km/h

Podobało się? Zostań na dłużej!

Informacje o nowych treściach wprost na Twojego e-maila. Bez spamu!
Dołącz do ponad 200 000 obserwujących osób i zgarnij jednorazową mega promocję na moje książki!

1 komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Na tejże samej granicy też mialam problemy… próba przemytu arbuza!!! o tak… Pani pogranicznik zapytała mnie ile waży arbuz który wiozlam ze sobą….okazalo się że mial ponad dwa kilo, a dozwolony jest tylko do 2 kg!!! Jednak wykazano się litością wobez mnie nie każąc mi zjadac polowy arbuza, tym bardziej go wyrzucać i mogłam go przewieźć, ale kilkukrotnie zostalam pouczona :)