Białoruś praktycznie. Ciekawe miejsca, co warto zobaczyć?

Zapraszam serdecznie do wpisu z praktycznymi poradami i informacjami dotyczącymi Białorusi. Dowiecie się co trzeba zrobić, żeby wjechać na Białoruś, jak się porozumieć, jakie są ceny jedzenia, co warto zobaczyć w tym kraju i wszystko co moim zdaniem warto wiedzieć odwiedzając Białoruś na własną rękę.

W czasie wycieczki udało nam się zobaczyć całkiem sporo ciekawych miejsc.Na samym początku, na pierwszy ogień poszło Grodno, Szczuczyn i okoliczne, dawniej polskie wsie. Dalej, z braku przychylnej pogody i obsuwy czasowej spowodowanej chorobą – omijając niestety ruiny pałacu Sapiehów w Różanach – pojechaliśmy wsiami graniczącymi z Nowogródkiem do zamku Radziwiłłów w Mirze. Następnie zabawiliśmy nieco dłużej w Mińsku – akurat w komunistyczne święto 1 maja – skąd pociągiem zabraliśmy się pod samą granicę z Litwą do Hudohaj (Gudogaj). Zatem Białoruś praktycznie:

Czy warto jechać na Białoruś?

Warto, aczkolwiek nie oczekujcie fajerwerków. Na Białoruś wraz z dwójką znajomych wybraliśmy się rowerami. Sam nie wiem czego się spodziewałem, ale chyba mniej rowerowo atrakcyjnego kraju nie było mi dane oglądać. No dobra, może jeszcze moje „ukochane Węgry” biją pod tym względem Białoruś,  poza tym kraj Łukaszenki jest bezkonkurencyjny. Mam mieszane uczucia. Z jednej strony pola, lasy, płasko jak diabli no i te niekończące się proste drogi pozbawione jakichkolwiek zakrętów aż po sam horyzont.  Z drugiej zaś warte zobaczenia te wszystkie radzieckie pozostałości, czerwone gwiazdy, place sowieckie i pomniki Lenina. Pamiątkowe matrioszki i zapalniczki z logiem ZSRR. No i przede wszystkim warto jechać, żeby na własne oczy zobaczyć jak żyje się na Białorusi.

Wsie białoruskie

Przejścia graniczne Białorusi i wiza na Białoruś.

W okresie trwania mistrzostw świata w hokeju, na Białoruś można wjechać bezproblemowo bez wizy. Na granicach otwarte zostały zielone pasy – specjalne bramki – gdzie przepuszczani są „kibice hokeja”. Na Białoruś wjechaliśmy przejściem w Kuźnicy, zaś wyjechaliśmy na przejściu Smargony-Midniki. Nikt nawet łaskawie nie zajrzał nam do sakw rowerowych.

Bilety na mistrzostwa można nabyć na stronie ticketpro, o tutaj. Ceny zaczynają się już od 25zł. Bilet taki upoważnia do jednokrotnego wjazdu na Białoruś w dniach 25 kwietnia do 31 maja 2014. Nie potrzeba żadnego zaproszenia. Wystarczy zabrać paszport, wydrukować bilet i pokazać go zarówno przy wjeżdżaniu jak i opuszczaniu kraju. Bezproblemowo można opuścić Białoruś przed owym meczem. Wcale nie trzeba się na niego wybierać. Na granicy panowie pytali jedynie dlaczego wyjeżdżamy z kraju przed rozpoczęciem mistrzostw (start 9 maja), ale bardziej dla formalności i dopięcia swoich obowiązków.

Poruszanie się po Białorusi:

Rower.

Z rowerowego punktu widzenia jakość dróg (przynajmniej tych na zachodzie kraju) jest w świetnej kondycji. Nawet często na podrzędnych drogach położony jest asfalt, a tylko raz zdarzył nam się dłuższy odcinek szutrowy. Białorusini jeżdżą też bardzo bezpiecznie, często mijają całą długością drogi i chyba tylko raz zdarzyło się, że ktoś minął mnie na gazetę, aczkolwiek wydawało mi się, że rejestracje były ruskie, a nie białoruskie. ;)

Białoruś podróż rowerem

Autostop na Białorusi.

Rozmawiałem z kilkoma autostopowiczami i  większość z nich zgodnie twierdziła, że raczej nie ma problemów z autostopem – mimo czasem niewielkiego ruchu samochodowego idzie całkiem gładko, można dojechać wszędzie i poznać całkiem sporo ciekawych ludzi – często mówiących po polsku. Widziałem też zresztą nie raz stopujące starsze kobiety wybierające się prawdopodobnie do miasta i zasadniczo nie czekały dłużej niż kilkanaście minut.

Transport publiczny – pociągi.

Jest to chyba najtańszy sposób poruszania się po kraju. Pociągiem jechaliśmy dwukrotnie i za każdym razem, nawet z rowerami wychodziło to nieprzyzwoicie tanio. Przykładowo:

  • Pociąg: Stołpce – Mińsk to koszt 9700 BYR ( ~3zł ). Dystans 70 kilometrów.
  • Pociąg: Mińsk – Gudogaj (z przesiadką w Mołodeczno) kosztuje 18.700 BYR (~ 5,6zł). Dystans 150 kilometrów.

Pociągi jeżdżą różnie. Punktualnie, ale też niezbyt często. Przykładowo pociąg do Lidy odjeżdża z Mińska zaledwie 2-3 razy dziennie. W pociągach jeździ mało ludzi. Nie uświadczyliśmy też żadnej kontroli biletów. Raz przeszły panie konduktorki przez wagon rzucając w eter – Proszę przygotować bilety do kontroli, a kiedy 90% pasażerów wyszło na następnym przystanku, te wygodnie rozłożyły się w ostatnim wagonie i w spokoju oddały się lekturze jakiejś pożółkłej książki.

Białoruś praktyczne informacje

Ceny jedzenia na Białorusi. 1 zł = 3300 BYR 

Gospodarka Białorusi jest w tragicznym stanie, a co za tym idzie sklepowe półki aż uginają się od… zer jakie trzeba zapłacić za poszczególne towary. Od produktów też się zresztą uginają – szkoda tylko, że ludzie nie mają często za co kupować tych wszystkich rzeczy. Zasadniczo jest nieco drożej niż w Polsce – stąd też całe pielgrzymki Białorusinów robiących zakupy w Polsce – ale też nie ma jakiejś ogromnej różnicy cenowej. Zatem kilka przykładowych cen:

  • chleb od 7000 BYR
  • coca-cola 13.800 BYR
  • dwa wielgachne pomidory 23.000 BYR
  • kwas chlebowy 13.000 BYR
  • piwo 0.5l  od 15.000 BYR, takie 2l to koszt już 26.000 BYR
  • batoniki zaczynają się od 4000 BYR, snickers 5000 BYR
  • najtańsze lody 6500 BYR
  • makaron 900g kosztuje 9300 BYR
  • czekolada od 12.000-30.000 BYR
  • mleko 9000 BYR
  • jakieś pamiątki typu magnes na lodówkę – od 12.000 BYR, zaś jakaś matrioszka czy inne ustrojstwo z logiem CCCP to już koszt rzędu 20.000-120.000 BYR. Walonki, czyli białoruska duma eksportowa zaczynają się od 250.000 BYR

Białorusini. Jak się dogadać?!

Ludzie otwarci, uśmiechnięci, zazwyczaj biedni – żyjący na granicy minimum socjalnego. Czasem zdystansowani i nieufni. Dogadać można się bez większych problemów znając podstawy rosyjskiego, nierzadko też można i po polsku.  Zaledwie kilkadziesiąt procent ludzi mówi w języku białoruskim – w moim odczuciu bardziej zbliżonym do polskiego aniżeli rosyjski. Z angielskim jest słabo i właściwie spotkałem tylko jedną osobę posługująca się tym językiem lepiej niż ja – co nie jest zresztą jakimś wybitnym osiągnięciem. Nawet pani w kasie na dworcu w Mińsku bezradnie rozkładała ręce na moje do you speak english? W Stolicy!

Pomniki Lenina Białoruś Mińsk

Bezpieczeństwo na Białorusi.

Jak dla mnie kraj nie różni się niczym innym od pozostałych jakie widziałem pod względem bezpieczeństwa, a mam wrażenie, że jest jeszcze lepiej niż na zachodzie Europy. Żadne samochody za nami nie jechały, żadni milicjanci nas nie śledzili (no chyba, że robili to tak dobrze, że nie zauważyłem…). Na drogach wielkich miast aż roi się od różnego rodzaju mundurowych z długimi, czarnymi pałami. Jest zwykła milicja, specjalne oddziały porządkowe OMON, jest też i wojsko. Białorusini narzekają na zbyt wielkie ilości mundurowych na ulicach. Twierdzą, że kraj jest bezpieczny i niepotrzebnie aż tylu ich człapie po ulicach. Doszły mnie przed wyjazdem słuchy o historii kilku polaków-backpackerów, którzy rzekomo zostali posądzeni o szpiegostwo i chwilowo aresztowani, aczkolwiek nie wiem jak to się finalnie skończyło.

Bezpieczeństwo na Białorusi

Co warto zobaczyć na Białorusi? Czy są tu jakieś atrakcje turystyczne?!

Z pewnością miasta, te wszystkie polskie pozostałości, dworki, jednakowo wyglądające wsie, kołchozy, sowchozy, czy wielkie,  przypominające czasy PRL domy towarowe, gdzie panie ekspedientki wszystkie jednakowo ubrane i przykładnie uczesane z wymuszonym uśmiechem na ustach próbują jakoś zachęcić do zakupów. Niestety cała te wszystkie pola lasy, ta cała pusta przestrzeń, którą trzeba pokonać pomiędzy poszczególnymi miastami jest wybitnie nieciekawa, nudna i nużąca – szczególnie z poziomu roweru. Polecam zdecydowanie jakiś szybszy środek transportu. Poza tym, przez wzgląd na dyktaturę Białoruś jest europejskim ewenementem i chociaż dlatego warto tam zawitać i zobaczyć na własne oczy jak wygląda życie u naszego wschodniego sąsiada. Na koniec nasza trasa:

 Karol Werner

poprzedni wpis
następny wpis
 

Podobało się? Daj lajka!

 
 
 

Komentarze (16):

  1. LD napisał(a):

    Wsio prawda. Też byliśmy tam teraz na rowerowej majówce. Trochę zimno w nocy i trochę nudno za dnia…

  2. Jacek Konieczny napisał(a):

    Język białoruski nabiera statusu języka obcego. Dobrze, a przynajmniej lepiej niż młodsi, znają go tylko ludzie najstarsi, szczególnie na wsiach i w małych miasteczkach. Osoby w średnim wieku mają z tym językiem trudności. Młodzież zna go bardzo kiepsko, zna słowa ale nie umie się językiem posługiwać. Nauka tego języka ogranicza się tylko do kilku klas szkoły podstawowej na zasadzie języka pobocznego. Wszelkie przedmioty uczone są po rosyjsku, młodzi ludzie mówią wyłącznie po rosyjsku. Więcej, wszyscy w kraju mówią już po rosyjsku. Z wyjątkiem hobbystów i narodowych działaczy ale tylko na swych tematycznych spotkaniach i podczas fachowych prac. Białoruskie wydawnictwa mają albo charakter naukowy lub krajoznawczy albo folklorystyczny. Białoruski jest tylko nominalnie językiem urzędowym, nie ma nikogo kto by nie znał rosyjskiego więc nie ma potrzeby używania innego języka niż rosyjski… Język białoruski wymiera… (Ciekawą też sprawą jest znajomość języka polskiego na Białorusi, szczególnie na zachodzie, na grodzieńszczyźnie i brześczyźnie. Nie chodzi tu o ludność polską. Nota bene, narodowościowe wymieszanie jest powszechne.) …

  3. Marcin Wesolowski napisał(a):

    Byłem w październiku zeszłego roku w Mińsku i przyznam, że było ciekawie, choć po 3 dniach zacząłem się nudzić. Dopadł mnie jakiś taki białoruski marazm. Może to prze kiepską pogodę, która wtedy panowała. Pozdrawiam!

  4. Za miedzą i dalej napisał(a):

    Oj, warto :)
    Co prawda z biurem byłem, ale… jeden z nielicznych wyjazdów „biurowych”, których nie żałuję – mało brakowało, żebym się tam znalazł w czasie mistrzostw ;)

  5. Kinmen napisał(a):

    Moim zdaniem ten kraj ma swój urok. Byłem tam z ciocią na białoruskiej wsi, bo interesowaliśmy się przepisami na swoiski ser u naszych sąsiadów za granicą. Ludzie byli bardzo gościnni i sympatyczni. Może nas się wydaje, że bez tego „hamerykanizmu” ludzie są biedni, ale w moim odczuciu to mit.

  6. Asia napisał(a):

    Chyba mi umknęło – spaliscie pod namiotem? Na dziko czy na polu?

  7. Patrycja napisał(a):

    A ja spytam o ten angielski jeszcze – czy jeśli z mężem znamy jedynie angielski i niemiecki, rosyjskiego ni w ząb, jest ryzyko, że się nie dogadamy? Planujemy 3-dniowy pobyt w Mińsku w maju. Dziękuję z góry za pomoc!

  8. krzysztof napisał(a):

    19 maj wybieramy sie na Białoruś na 5 motocykli i mam mieszane uczucia . Dwa lata temu byliśmy na Ukrainie i z 10 razy nas zatrzymywłała tamtejsza milicja , czy i tu tak będzie – po co ? do kogo ? na ile ? za ile ? itd . No i gdzie warto pojechać ? co zwiedzić ?

  9. A. Wasilewski napisał(a):

    Byliśmy samochodem w sierpniu 2017. Zaproszenia załatwiło nam biuro podróży z Białegostoku które załatwiało również wizy (wzięliśmy na 10 dni – we wniosku wizowym trzeba podać konkretne daty pobytu od – do). Kupilismy w Polsce dolary które wymieniliśmy na ruble w banku na przejściu granicznym w Kuźnicy). W Grodnie odszukaliśmy telefonię Velcom (w galerii handlowej ale nie pamiętam przy jakiej ulicy) gdzie wykupiliśmy do telefonu na 10 dni białoruską kartę sim w programie „Turysta”, chyba za 30 rubli. Obsługa mówiła po polsku. Jechaliśmy na najdalszą północ Białorusi do konkretnej miejscowości. Przeloty po 300-400km dziennie. Na granicy na stacji benzynowej trzeba wykupić za 100 rubli czujnik mocowany do przedniej szyby na automatyczny pobór opłat na drogach płatnych. Wjazd na taką drogę bez czujnika jest karalny. Za 100 rubli jest limit 600km. Przez tydzień nie przejechałem tyle i przy zwrocie czujnika na stacji benzynowej przy granicy dostałem 70 rubli zwrotu. Pobierając czujnik dobrze jest poprosić o mapkę stacji benz. obsługujących czujniki (tzn. gdzie go można zdać bo nie przy każdym przejściu). Hotele są w każdym miasteczku, komunalne więc ceny jednakowe (42-45 rubli za pokój 2 osobowy -90zł). standard całkiem niezły. W ciągu 5 dni od przekroczenia granicy trzeba się gdzieś zameldować (hotel, policja). Hoteliki małe nie maja pieczątek na takie poświadczenie więc lepiej wziąć rachunek lub paragon. Nie dopełnienie tego obowiązku jest karalne. Pieczątke uzyskaliśmy na trzecim z kolei noclegu – w Mołodecznie, mieście wielkości Inowrocławia, przed wojną stanowiące ośrodek kształcenia kursowego woj. wileńskiego. Hotel bardzo dobry – cena 55 rubli (110 zł) za dwójkę. Żaden hotel nie ma powiązania z gastronomią. „Kafe” to nie kawiarnia lecz bar gastronomiczny. „Draniki” – to placki ziemniaczane ze śmietaną. Restaurację widziałem tylko w Mińsku i tylko jedną. Śniadania czy kolacje jedliśmy z własnych zapasów (konserwy) zabranych z Polski. Kiełbasy miejscowe fatalne (jedyna co mi smakowała to półsurowa za 16 rubli kilo (32zł). Mleko i jogurty nieporównywalnie smaczniejsze do polskich. Paliwo diesel 2,40zł za litr, jakościowo dobre. Najpierw płacimy- potem tankujemy. Na trasach przelotowych żadnej gastronomii w zasadzie nie ma. Ludzie uczynni, życzliwi, pomocni informacyjnie. W razie co – mój mail: [email protected]

  10. A. Wasilewski napisał(a):

    Co się tyczy policji drogowej tu zapewniał mnie Białorusin, że jeżeli nie narusze przepisów zwłaszcza prędkości, nie spotkam policjanta. Sprawdziło się. Radarów dużo, nie zawsze oznakowane, często 50 cm nad jezdnią na poboczu. Prędkość dopuszcz. w obszarze zabudowanym 60km, poza – 90km. Nie przekraczałem i policja się mną nie interesowała. Co nie znaczy, że nie było jej widać. Samochody parkujące są bezpieczne.

Dodaj komentarz