Blogowanie i podróże na pełen etat

Tak, w końcu mogę to powiedzieć – zwolniłem się z etatu. Rok temu. Piszę o tym jednak teraz, bo postanowiłem sobie, że nie będę zapeszał, że jeśli mi się uda – napiszę o tym dopiero za rok. Tak więc piszę – blog i podróże są aktualnie moim jedynym zajęciem i chciałem nieco podsumować dziś ten rok. Zapraszam!

Oczywiście nie tylko blog, ale także wszystko co wyrosło wokoło niego. Wszystko to składa się na fakt, że mogłem stać się najszczęśliwszym człowiekiem w tej części galaktyki, zwolnić się z etatu i poświęcić w 100% tworzeniu – pisaniu, fotografii, nauce montażu filmów i wielu innych rzeczy – pośrednio lub bezpośrednio związanych z podróżami.

Wiele osób, po zeszłorocznym tekście: Podróże codzienne. Rok na etacie, czyli o trudnym łączeniu pracy z blogowaniem bardzo mocno wspierało mnie w komentarzach (bardzo za to dziękuję!) i regularnie pytało mnie – i jak, i jak – zwolniłeś się w końcu z tej roboty?! Owszem, zwolniłem! :) Jakiś miesiąc po napisaniu tamtego tekstu, jednak bałem się o tym napisać, bałem się, że zapeszę. Ale też reakcji…

Nie chciałem odbierać gratulacji decyzji, bo przecież… czego tu gratulować? Nieodpowiedzialności? Braku rozsądku? Postanowiłem poczekać z tą informacją rok, żeby mieć pewność, że ta decyzja nie była nieodpowiedzialna, ani nierozsądna, a najlepsza w moich dotychczasowym życiu. Żeby mieć pewność, że nie tylko dalej mogę robić to co kocham, ale także się jakoś z tego utrzymać.

Jak to jest być blogerem podróżniczym na pełen etat…

Nie ma takich osób w Polsce zbyt dużo. Można by policzyć je na palcach 1 ręki. Spotykam się ze stwierdzeniami, jakoby prowadzenie bloga, czy strony internetowej to lekka i przyjemna praca, a rzeki pieniędzy płyną szerokimi strumieniami. Oczywiście jest przyjemna i może stać się pracą (w moim przypadku po 6 latach pisania), można zarabiać, jednak nie jest lekko. Jest to praca jak każda inna. Ci z Was, którzy w miarę regularnie śledzą mojego bloga, a także newslettera, w którym dzielę się bardziej szczegółowo tym co robię (tylko tam raz, może dwa informowałem o zwolnieniu się z etatu), wiedzą, że łatwo nie jest.  Może i o tym szczegółowo kiedyś napiszę.

Co się zmieniło?

Pracując na etat, kiedy to po godzinach pisałem bloga myślałem, że zwalniając się z tegoż etatu, zyskując dobre 10 godzin dziennie będę miał więcej czasu na wszystko. Oj jak bardzo się myliłem! Mam taką osobowość, że nie lubię siedzieć bezczynnie. I tak, od razu po zwolnieniu się wrzuciłem sobie dziesiątki zadań do wykonania. Najbardziej motywowała mnie do działania oczywiście groźba powrotu na etat, jednak równie mocno chęć stworzenie czegoś własnego i edukacja – przyswajanie nowych rzeczy, umiejętności.

I tak, na samym początku wymyśliłem sobie, że będę jeździł z grupami jako pilot wycieczek zagranicznych. Za kilka tygodni stwierdziłem, że chcę napisać też poradnikowego ebooka „Twoja Samodzielna Podróż„. Później dorzuciłem sobie jeszcze kilka współprac z organizacjami turystycznymi, do których udałem się z własnymi pomysłami pokazania konkretnych regionów na blogu i tak choćby urodził się projekt „Wokoło Śląskiego” czy kilka innych współprac z zagranicznymi organizacjami turystycznymi. Następnie stwierdziłem, że chciałbym spróbować nagrywać podcast, a chwilę potem doszedł do tego poradnikowa seria na Youtube „Praktyczna Pogadanka”.  W międzyczasie zaś regularnie, kilka dni w tygodniu poświęcam na naukę montażu filmów, pisanie tekstów zarówno blogowych jak i do gazet no i rzecz jasna… na podróże! :)

Gdzieś pomiędzy tym wszystkim urodził się także pomysł zdobycia dofinansowania z urzędu i otworzenie własnej działalności. Napisałem wniosek i udało się – od tygodnia mam własną działalność i za cholerę nie wiem jak sobie poradzę z tymi wszystkimi papierkami. Dzięki temu jednak mam nadzieję będę mógł tworzyć jeszcze lepsze jakościowo materiały!

… i jak bycie mobilnym mi w tym pomogło

I tutaj przechodzimy właśnie pośrednio do tego, o czym chciałem napisać i co także bezpośrednio miało duży wpływ na moje zwolnienie się.

Mobilność.

Wracając do wcześniejszego tekstu o łączeniu pracy z blogowaniem. Pisząc go rok temu, zacząłem tak: „Katowice Centrum. Godzina 6.30. Właśnie wsiadam do autobusu, który przez najbliższe 30 minut będzie wiózł mnie do pracy. Rozsiadam się wygodnie, wyciągam tablet, odpalam wifi i działam. To tutaj przez wiele godzin miesięcznie ogarniam bloga i wiele rzeczy z nim związanych. Jak tydzień długi, przez godzinę dziennie bus ten staje się moim mobilnym biurem na kółkach, miejscem, w którym pracuję… zanim jeszcze do pracy dotrę. To jest niesamowite ile można zrobić w tak krótkim czasie!”

Pamiętacie to zeszłoroczne zdjęcie z Instagrama? :)

 

Patrząc na całą sytuacje całkowicie szczerze – mobilność bardzo mocno przyczyniła się do tego, że mogłem zrezygnować z etatu. Ileż pracy więcej dzięki tabletowi i podłączeniu do internetu w busie mogłem wykonać! Zredagować zaczęty już w domu tekst, obrobić zdjęcia, odpisać na maile, czy też stworzyć i wysyłać propozycje współpracy choćby do organizacji turystycznych. Do tego dochodzą także wszystkie inne wyjazdy w ciągu miesiąca (jeżdżę komunikacją i pociągami), kiedy także zawsze zabieram ze sobą tablet, dzięki czemu miesięcznie otrzymuję naprawdę pokaźną liczbę dobrze spożytkowanych godzin.

Jednak mobilność tak naprawdę wpływa na moje życie i jest w nim już od dawna, z czego zdałem sobie sprawę dopiero podczas pisania tego tekstu. Pisząc, zacząłem sobie uświadamiać jak mocno i różnorodnie korzystam z dobrodziejstw technologicznych i tak bardzo weszło mi to w krew, że stało czymś całkowicie naturalnym, wchodzącym w nawyk.  Wtedy faktycznie zdałem sobie sprawę jak ogromne możliwości daje bycie mobilnym, a teraz po czasie – jak dzięki temu znacznie szybciej mogłem zrezygnować z etatu. Niemniej sięgnąłem w pamięć w poszukiwaniu kilku ciekawych sytuacji i to o nich chciałbym napisać słów kilka także.

Mobilność, czyli – komfort, wygoda, niezależność

Przez ostatni czas przewinęło się przez moje ręce sporo urządzeń mobilny i jeszcze więcej aplikacji. Nie będę Was tutaj zamęczał zbytnio różnymi rozwiązaniami technologicznymi, zwłaszcza, że niebawem planuję tez nagrać kilka odcinków „Praktycznej Pogadanki” właśnie o aplikacjach mobilnych. Bardziej chciałbym się skupić na sytuacjach w podróży (i nie tylko), w których aplikacje, mobilność i bycie online bardzo mi pomagało lub wręcz – ratowało skórę z opresji.

Z telefonu, tableta i ich możliwości korzystam codziennie. Namiętnie używam niesamowicie przydatne i funkcjonalne aplikacje – Evernote i Pocket, dzięki którym notuję wszystko co chciałbym zapisać lub zapamiętać. Praktycznie większość zakupów i transakcji robię bezgotówkowo, część także przy użyciu aplikacji IKO i genialnego systemu BLIK (mocno polecam!), który moim zdaniem w przyszłości całkowicie ma szansę wyprzeć karty bankomatowe/płatnicze. Szczerze mówiąc nie pamiętam kiedy miałem w portfelu większa sumę niż awaryjne 50 zł. Ponadto dzięki urządzeniom mobilnym nie pamiętam kiedy ostatnio spoglądałem na przystanku na rozkład jazdy autobusów, kiedy drukowałem jakiś papierowy bilet kolejowy,  kiedy używałem będąc w obcych miastach papierowych planów, kiedy korzystałem z tradycyjnego kalendarza, czy kiedy czytałem papierowe informatory turystyczne. Wszystko to wyparł telefon, tablet i aplikacje.

Polecam też tekst i vlog: Mapy i aplikacje do nawigowania w podróży

Niesamowite jest to wszystko co dzięki urządzeniom mobilnym można zdziałać i jak ta cała mobilność wpływa na nasze codziennie życie. Szczerze mówiąc, chciałbym kiedyś spróbować takiego mobilnego życia w stu procentach. Pojechać gdzieś przykładowo w podróż na rok i spróbować ogarniać wszelkie sprawy zdalnie.

Tutaj Malta i wykańczanie tekstu do jednego z magazynów podróżniczych
Tutaj wyjazd na Maltę i wykańczanie tekstu do jednego z magazynów podróżniczych

Na zakończenie zostawmy już to jak mobilność wpłynęła na możliwość zwolnienia się z etatu, ale przyjrzyjmy się bliżej temu…

…jak mobilność ratowała mi tyłek w innych sytuacjach

Oczywiście sytuacje jak powyższe, najpewniej dla wielu z Was to także chleb powszedni. Sięgając jednak dalej w pamięci przypomniało mi się też kilka takich, które na pewno nie są zwyczajne, i którymi zdecydowanie chciałbym się z Wami podzielić. Ciekawy jestem czy też macie podobne przypadki w swoim mobilnym dorobku? :D

Pierwszą sytuacją, która przychodzi mi do głowy, to rok 2013, kiedy to stojąc przed dziekanatem, na 2 godziny przed zamknięciem rekrutacji na drugi stopień studiów dowiedziałem się, że nie mam przecież przy sobie niezbędnej w tej sytuacji kopii dyplomu zaświadczającego o ukończeniu studiów pierwszego stopnia. Do domu zdecydowanie za daleko, aby wyrobić się z powrotem, zaś przed oczami wizja zmarnowanego roku w oczekiwaniu na następną rekrutację. Wtedy to pierwszy raz uratował mnie tak naprawdę telefon, ale także to, że swojego czasu nauczyłem Mamę jak skanować dokumenty i później je przesłać. W 20 minut miałem zeskanowany dokument na mailu, który to szybko wydrukowałem. Coś pięknego!

Innym razem telefon i mobilny internet uratował mi skórę, kiedy to, będąc na lotnisku w drodze do Irlandii Północnej, okazało się, że nie mam zrobionej odprawy. Oczywiście można taka odprawę zrobić w punkcie danej linii lotniczej, jednak zazwyczaj wiąże się to ze sporymi opłatami (którymi linie chcą nauczyć swoich klientów do robienia odpraw samodzielnie). Szybko na szczęście udało mi się pobrać aplikacje linii lotniczej, w kilku kliknięciach zrobić odprawę i pobrać na telefon dokument poświadczający odprawienie się, który można pokazać bez drukowania obsłudze.

Trzecia sytuacją jest chyba najbardziej dramatyczna. 

Sytuacja miała miejsce w Tadżykistanie, z tego co pamięć mnie nie myli w mieście Murgab, gdzie okazało się, że zaczyna brakować nam gotówki. Problem był o tyle znaczący, że dalsza droga wiodła wiele dni przez pustkowia i niewielkie wsie wzdłuż granicy z Afganistanem, gdzie z pewnością nie mielibyśmy możliwości wybrania pieniędzy z bankomatów. Drobnych pieniędzy zaś trzymanych awaryjnie z zasady nie chciałem ruszać.

No ale w czym problem – przecież jest karta bankomatowa! – pomyślałem i czym prędzej udałem się do bankomatu. Bankomat jest, karta również, jednak jest tez spory problem.  Przed wyjazdem nałożyłem na swoja kartę bankomatową limity, o których kompletnie zapomniałem. A limit został przekroczony w danym tygodniu! Nijak nie poradziłbym sobie z tym problemem, gdyby nie internet mobilny i tablet, gdyż limity takie w ówczesnym banku znieść mogłem tylko samodzielnie przez swoje konto bankowe.

Tu zaś Marta walczy z przewalutowaniami, o których także niedawno pisałem.
Tu zaś Marta walczy z przewalutowaniami, o których także niedawno pisałem.

Używasz?

No i tak dalej pisząc ten tekst, w pewnym momencie zacząłem zastanawiać się czy, aby jestem normalny, czy aby ze mną wszystko dobrze? Czy to, że w moim przypadku (bądź, co bądź nieco specyficznym) urządzenia mobilne zaczęły mocno dominować na wielu płaszczyznach znaczy, że inni ludzie mają podobnie? Postanowiłem sprawdzić (a jakże, na apce mobilnej :D) statystyki bloga. Co się okazało? Porównałem ostatnie 3 lata pod względem urządzeń z jakich korzystali czytelnicy wchodząc na bloga. I mogę odetchnąć z ulgą – jestem chyba całkiem normalny! Znaczna cześć z Was także czyta bloga właśnie przez urządzenia mobilne i nie zdziwi mnie fakt, jeśli w przyszłym roku ilość wejść z urządzeń mobilnych zrówna się z komputerami/laptopami. :)

 

mobilnosc-w-polsce-ilosc-wejsc-na-strony-z-urzadzen-mobilnych
Kolor niebieski: Komputery i laptopy, zielony: telefony, pomarańczowy: tablety

 

Tak jak jeszcze kilka lat temu ludzie zastanawiali się czy aby smartphony, aplikacje mobilne to przyszłość, czy raczej jakiś przelotny trend, moda – tak myślę, że dziś nikt nie ma wątpliwości, że to jedne z najlepszych udogodnień, jakie mogły nas spotkać. Powoli już kończąc, chciałem zapytać się Was – jak i czy w ogóle korzystacie z bycia mobilnym? Czy kiedykolwiek ratowały Wam skórę w trudnych sytuacjach? Czy uważacie to za fanaberię, coś zbędnego, czy wręcz przeciwnie – telefon czy inne urządzenia mobilne uważacie za przedłużenie swojej ręki? :)

Na koniec chciałem też z racji objęcia mecenatu przez PKO Bank Polski nad tym tekstem, zachęcić do wzięcia udziału w bardzo prostym konkursie, który PKO Bank Polski organizuje z okazji przekroczenia miliona użytkowników ich bardzo przyjemnej aplikacji mobilnej – IKO. Tutaj więcej szczegółów na temat zadania konkursowego. Nagrody są naprawę mega, zadanie zaś wybitnie proste. Poświęćcie kilka sekund i dajcie tym samym wiadomość zwrotną dla PKO, że warto obejmować swoim patronatem takie teksty jak ten! Dzięki z góry i do następnego!

Tekst ten powstał pod mecenatem PKO BP

Karol Werner

Podobało się? Zostań na dłużej!

Informacje o nowych artykułach i filmach wprost na Twojego e-maila. Bez spamu!
Dołączysz do ponad 80 000 obserwujących osób!

101 komentarzy

Dodaj komentarz