Kategoria: Włochy

Nocleg cortina d ampezzo Włochy

Rowerem w Dolomitach. Upału ciąg dalszy.

W nocy co jakiś czas jeździły auta, przelatując z impetem przez metalowy mostek, nie przejmując się, że obok ktoś próbuje spać. Nie spodziewałem się dzisiejszego dnia, aż takiego skwaru. Temperatura w okolicach 32 stopni – chmur brak. Trasa zapowiada się dość męcząca, ale za to widoki nie dużo gorsze niż dnia wczorajszego.

DSC07829

Jedziem na Treviso, tunele i mistrzyni.

Stało się. Zdecydowałem nie jechać już dalej w stronę Stelvio tylko kierować się w dół do Wenecji. Czy dobrze zrobiłem, trudno powiedzieć. Wtedy przy ogólnym zmęczeniu wydawało się to rozsądne posunięcie, lecz po przyjeździe do domu odczuwałem spory niedosyt i żal, że nie pokonałem tego najwyższego podjazdu. Trudno. Mam po co jeszcze wracać i na pewno kiedyś to zrobię! Trasa na południe była mało ciekawa. Nużąca, lekko z górki, przy dość sporawym ruchu samochodowym.

DSC07954

Czy warto wjeżdżać do Wenecji rowerem?

Poranek po raz kolejny był ciężki. Już od kilku dni wydaje się to być normą. Od godziny 4 – nieco po wschodzie słońca – wszystkie zwierzęta jakie posiadali gospodarze, zaczęły nadawać na wszystkie sposoby. Osły konkurowały z kogutami, kaczki z gęsiami. Królestwo za zatyczki do uszu. Istna tragedia!

DSC08051

Słowenia, kanion rzeki Soca i Alpy Julijskie

Dnia dzisiejszego kolejne państwo na mojej trasie – Słowenia. Co prawda ciężko, nazwać to przejechaniem rowerem całej Słowenii. Była to jedynie półtoradniowa wizyta podczas której zobaczyłem tylko kawałek kraju, ale za to jaki. Alpy Julijskie! Początkowo jednak trzeba było jeszcze pokonać kilkadziesiąt kilometrów we Włoszech. Dojechać do Udine, przejechać przez Udine i finalnie z niego się wydostać, co było zdecydowanie najcięższą operacją jeśli chodzi o te miasto. Dalej już było do granicy słoweńsko-włoskiej niedaleko.

DSC08138

Ponowne powitanie z Austrią i powrót do Polski

Ostatni dzień mojej dziewiczej wyprawy rowerowej. Dzisiaj czeka mnie najbardziej męczący podjazd na całej trasie. Spytacie dlaczego – przecież podjazd pod Hochtor był dłuższy i bardziej stromy? Zgoda. Problem polega na tym, że nie spodziewałem się takiej męczarni i tak wysokiej przełęczy ( 1611 mnpm – Vrsic / Werschetzpass – najwyższa w Słowenii). Nie byłem przygotowany psychicznie na taki podjazd. Co zakręt wypatrywałem jakiegoś wypłaszczenia lecz nie mogłem się go doczekać. Dobijające były jeszcze tabliczki oznajmujące – jak się później domyśliłem – zakręty do końca podjazdu.